czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 31.



*Brian POV*


Punkt 12 byłem w parku na Bornstreet. Na naszej ławce z daleka od głównych ścieżek. Cieszę się, że wreszcie będę mógł zobaczyć moją siostrę, chociaż należy jej się porządny opierdol. Rozsiadłem się na ławce i czekałem z tą pierdoloną torbą. Rano dostałem sms od Horana z listą ciuchów do zabrania dla Holly. Oczywiście nie mogło być ich za dużo. Starzy mogliby się wtedy skapnąć, że coś jest nie tak. Najgorzej to wszystko przeżywa matka. Kiedy ostatnio byłem z nią w wesołym miasteczku, mało się nie popłakała. Podobno widziała Holly. Jasne. Zaczyna wariować. Przez paręnaście następnych godzin włóczyliśmy się i jej szukaliśmy. Szkoda, że na gówno to było warte. Ojciec też z nią nie wytrzymuje, dlatego zaproponował te mini wakacje dla ich dwojga. Hymm jak ropczyczanie. Ojciec to kutas, który ucieka od wszelkich problemów. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ona chce zgłosić na policje jej zaginięcie. To mało pocieszające, ze względu na jej kłopoty. Niestety nic więcej nie wiem, bo jej ukochany fagas nie śmiał mnie o tym poinformować. Zobaczyłem jakąś parę, które powoli się do mnie zbliżała i od razu rozpoznałem moją kochaną siostrzyczkę. Wyszczerzyłem się do niej, a kiedy podeszli, ciasno wyściskałem. W jej zachowaniu było coś nie tak. To nie jest moja typowa Holly. Kiedy ją dotknąłem cała się spieła, a rozluźniła dopiero po wypuszczeniu. Niall opiekuńczo objął ją ramieniem. Dziwne, że przy nim się tak nie denerwuje. Ciekawe czemu.? Nie rozumiem tego..
-Miło cię widzieć, pizdo. -jak to mówią ,,szczerość nie chamstwo". Horan od razu zaczął mordować mnie wzrokiem, podczas gdy Holly po prostu wybuchnęła śmiechem.
-Cześć Brian. -tak dawno nie słyszałem jej głosu. Szczerze.? Wcale nie dziwie się matce, że próbuje ją odnaleźć.. Na jej miejscu zrobiłbym to samo.
-Mam dla ciebie ciuchy. -czułem się jakoś niezręcznie, w obecności fagasa mojej siostry.
-Sory Brian, ale nie mamy za dużo czasu na wasze ckliwe rozmówki. -warknął chłopak. Ciekawi mnie co go tak zirytowało. Moją siostrę najwidoczniej też, ponieważ zaczęła mu się bacznie przyglądać.
-W takim razie od razu przejdę do sedna. Matka po powrocie zgłosi twoje zaginięcie, bądź porwanie. -była w szoku. Mimo, że na głowę miała naciągnięty kaptur, zauważyłem jak krew odpłynęła jej z twarzy.
-Nie możesz nic z tym zrobić.? -po chuj on się wtrąca.? To nasze rodzinne sprawy.. Jednak skoro się nią teraz opiekuje muszę być wobec niego lojalny, dlatego pokręciłem przecząco głową. Siostra uśmiechnęła się do mnie blado. Te całe sztuczne uśmiechy na mnie nie działają. Żałuje, że nie zwracałem na nią należytej uwagi kiedy tego najbardziej potrzebowała. Nie wiem jak ona umie radzić sobie z tym wszystkim sama.
-A i Holly jeszcze jedno. Nie wiem czy już słyszałaś.. -nie wiem czy to jest odpowiedni moment żeby o tym wspominać.. Ale jak nie teraz to kiedy... -Policja i tak cię już szuka z powodu kradzieży. -jest usta ułożyły się w prostą linie. Natomiast Niall był chyba w szoku, raczej się po niej tego nie spodziewał.
-Szuka.. ? -wyjąkała.
-Przyszedł listonosz z wezwaniem na policje, jednak oczywiście uznał, że to jakaś pomyłka. Niestety kiedy zapukali do naszych drzwi okazało się, że to nie była pomyłka. Proszę cię, powiedz mi.. Ukradłaś ten sklep.? -obaj patrzyliśmy na nią z wyczekiwaniem. Zacisnęła swoje małe piąstki i niezauważalnie skinęła głową. Jej chłoptasiowi chyba nie za bardzo się to spodobało, ponieważ posłał jej spojrzenie, które nie jednego wgniotło by w ziemię. W sumie jesli to spojrzenie było by kierowane do mnie już dawno zastanawiałbym się jak stąd spieprzyć..
-Młody my się będziemy zbierać, szczególnie że naszej księżniczce grozi zatrzymanie. -warknął wkurzony. Holly tylko westchnęła i niepewnie się do mnie zbliżyła. Objęła mnie w tali i włożyła coś do kieszonki od spodni.
-To mój numer. Wyjaśnię ci potem.. -szepnęła. -Kocham Cię Brian. Uważaj na siebie. -powiedziała to już głośniej tak żeby Niall mógł to usłyszeć. Ciekawe czemu ukrywa przed nim fakt, że daje mi swój numer. Interesujące. Zobaczyłem jak chłopak przewiesza torbę przez ramię i ruszają w jakimś kierunku. Postanowiłem wrócić do domu i udawać, że wszystko jest w jak najlepszym pożądku.




*Holly's POV*




Od paru dni mieszkam z Niallem. Niestety nie przypuszczałam, że mieszkanie z nim może być tak denerwujące. Jeśli się nie kłócimy to w ogóle się do siebie nie odzywamy. Każdy jakikolwiek gest także nie jest mile widziany. Teraz siedzę tutaj sama, bo on gdzieś poszedł. Oczywiście nie informując mnie gdzie. Chyba powinnam się była tego spodziewać.. Przecież on zabił człowieka.. Może wcale nie jest taki za jakiego się podaje.? Może zwabił mnie tu po to żeby mnie torturować.? chyba większego szczęścia bym nie miała. Gdybyśmy wczoraj nie oglądali wspólnie tej głupiej telewizji może dzisiaj nie darzylibyśmy siebie taką nienawiścią. Zresztą wszystko byłoby dobrze gdyby moja mama nie poszła na policje. Teraz muszę się ukrywać.. Niall nie pozwala mi wychodzić, a ja jak głupia się go słucham. Po raz kolejny dzisiaj poszłam do kuchni żeby wstawić sobie wodę na herbatę. Kto by pomyślał, że będę popijać sobie herbatkę w tak młodym wieku.? Ja na pewno nie. Niestety nie miałam co do roboty. Niall nie pisał, nie dzwonił, nie raczył odbierać ode mnie więc o czym my rozmawiamy.? Przygotowałam dla nas obiad, w sumie był jadalny, więc to już duży postęp. Szczególnie dlatego, że mój chłop.. Niall jest cały czas głodny. Nie mam prawa nazywać go moim chłopakiem. Z dwóch głównych powodów.
Czy on sobie na to zasłużył.?
I..
Czy sam się za niego uważa.
Chciałabym sobie z nim to wszystko wyjaśnić. Oczywiście wątpie żeby nadarzyła się ku temu okazja, dlatego zabrałam się za kolejne babranie w garach. Cóż innego mogłabym robić.? Brudne naczynia włożyłam do zmywarki.. Bardzo przydatne urządzenie.. Niestety teraz przydałyby mi się jakieś zwykłe czasochłonne zajęcia. Nastawiłam na pół godzinki i zabrałam się do przygotowywania. Tylko czego.? Lodówka była prawie pusta.. W sumie to była pusta, bo ten idiota wszystko wyżarł. W normalnej sytuacji, wyszłabym z domu i po prostu zrobiła zakupy.. Mimo wszystko nie chce kolejnej awantury z Niallem. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni i zaczęłam się zastanawiać czy w ogóle ma sens jakikolwiek sms do niego. Skoro nie ma czasu, albo jest tak strasznie obrażony żeby ze mną rozmawiać. Odłożyłam telefon na półkę i zaczęłam z powrotem chować wszystkie przyrządy. Na nic mi się nie przydadzą jeśli nie mam podstawowych składników. Zaparzyłam sobie herbatę kiedy usłyszałam dzwonek mojego telefonu. Poleciałam do niego jak głupia niestety daremnie. Ogarnęła mnie okropna fala złości, kiedy zobaczyłam, że dzwoni właśnie on. Odłożyłam telefon z powrotem na półkę i udałam się do salonu przed telewizor. Jeśli on umie ignorować mnie to dlaczego ja nie mogłabym ignorować jego.?
Włączyłam sobie jakiś denny film, jednak on też mnie denerwował. Szybko wyłączyłam i nakryłam się kocem. Jeśli do wieczora sytuacja między nami się nie poprawi, śpię na kanapie. Nakryłam się kocem i zaczęłam rozmyślać. Co zrobię jeśli mnie nie kocha.? Albo jeśli mnie stąd wyrzuci.? Nie mam dokąd odejść, a wątpie żeby był tak wspaniałomyślny żeby pozwolił mi zostać tutaj. Ehh, zawsze mogę coś odpierdolić i pójść za kratki. To jakieś pocieszenie... Kolejny raz usłyszałam mój telefon, jednak tym razem nawet nie wstałam z kanapy. Niech sobie dzwoni.. Ja też dzwoniłam jak głupia. Usłyszałam klucz w zamku i od razu zamarłam. Będzie wściekły, że nie odebrałam. Szybko zamknęłam oczy i zaczęłam udawać, że śpię. Usłyszałam jak wchodzi do mieszkania, wcale nie zwracając uwagi, że panuje tutaj grobowa cisza.
-Holly.! -wydarł się na cały dom, wchodząc do salonu. Starałam się w miare normalnie oddychać, jednak wiedziałam, że za dobrze mi to nie wychodzi. -Śpisz.? -zapytał już spokojniej, jednak wyczułam kpinę w jego głosie.
-Teraz już nie. -warknęłam. Nie otworzyłam oczu, niech myśli, że chce mi się spać.
-Czemu nie odbierasz ode mnie telefonu.? -nie wychodzi ci bycie spokojnym. Powoli otworzyłam oczy udając zaspaną.
-Wyobraź sobie, że spałam. I jakoś nie przyszło mi do głowy, że natręt, który nie pozwala mi spać to ty.
-Tak.? To powiedz mi kto inny mógłby do ciebie dzwonić co.? -nic już nie powiedziałam. Szybko się podniosłam, przez co zakręciło mi się w głowie. Nie dałam po sobie tego poznać, zgarnęłam koc, którym byłam przykryta i ruszyłam w kierunku kuchni. Odblokowałam telefon, i sprawdziłam czy to rzeczywiście on dzwonił. Niestety mimo iż to wiedziałam musiałam robić z siebie głupią. Chyba najwyższy czas go przeprosić. Siedział w salonie ze spuszczoną głową. Nie pewnie usiadłam obok niego.




*Niall POV*



Kątem oka zobaczyłem, że usiadła obok mnie. Cała moja złość prysła równie szybko jak się pojawiła. Wiedziałem, że boi się cokolwiek zrobić, bądź powiedzieć. Tym razem nie mogłem jej tego ułatwić, bo te wszystkie awantury były jej winą. No dobra, może moją trochę też, ale to jej wina i tyle. Westchnęła i zbliżyła się do mnie. To był chyba pierwszy raz kiedy odważyła się mnie dotknąć bez wypicia alkoholu. Wplotła swoją rękę w moją i położyła mi głowę na ramieniu. Nie musiała nic mówić. Wiedziałem wszystko.
Na prawdę ją kocham. Tylko nie umiem tego okazywać tak jak potrzeba.
-Niall. -kolejny głęboki wdech. -Przepraszam, że nie odebrałam.
-Spałaś. -pomogłem jej z wyjaśnieniami, jednak ona po raz kolejny zaczęła się zachowywać tak dziwnie. Jakby musiała się do czegoś przyznać, a wiedziała, że będą z tego konsekwencje.
-Nie spałam. Byłam na ciebie zła i nie chciałam z tobą rozmawiać. Przepraszam. -to ostatnie było dodane z paniką w głosie. Wiedziałem, że nie spała. Zastanawiałem się tylko czy się do tego przyzna. Zaskoczyła mnie tym wyznaniem. -Przepraszam. Wiem, że masz przeze mnie kłopoty.
-Nie skarbie. Nie mamy żadnych kłopotów.
-Nie.? -tym razem spojrzała mi się głęboko w oczy, a ja od razu poczułem okropną ochotę żeby ją pocałować. Stłumiłem jednak w sobie to uczucie. Uśmiechnąłem się do niej. Jest taka niewinna. Chociaż może wcale nie jest, bynajmniej na taką wygląda.
-Nie kochanie. To jest ta sprawa, o której nie mogłaś wiedzieć. Starałem się oczyścić cię z zarzutów.. Więc od dzisiaj niczego nie ukradłaś. -dodałem z większym entuzjazmem. Zdziwiłem się kiedy poczułem jej miękkie usta na moich, lekko ją do siebie przyciągnąłem, żeby o chociaż chwilę przedłużyć ten moment. Wiem doskonale, że się wystraszyła.. Chociaż tym razem udało jej się nie odskoczyć ode mnie jak oparzonej. -Dziękuje. -kolejny raz mnie pocałowała. Cały dzień mnie dzisiaj zaskakuje.
-Ehh. Skarbie ja też chce Cię przeprosić. Po prostu nie jestem przyzwyczajony, do obecności jakiejkolwiek kobiety w moim życiu. -pocałowałem ją w skroń. Nigdy nie przypuszczałem, że będę umiał tak się w kimś zakochać.



*Holly's POV*



Cały wieczór zastanawialiśmy się z Niallem jak rozwiązać tą sytuacje z moją mamą. Niestety nie udało nam się rozwiązać tego problemu bez podejmowania zbędnego ryzyka. Cała ta sytuacja była pogmatwana. A jeszcze bardziej zaskoczyło mnie to, że właśnie robiliśmy wspólnie zakupy w supermarkecie. Niall zachowywał się jak malutkie dziecko. Wkładał do koszyka tyle zbędnych głupot. Mnie natomiast dręczyły wyrzuty sumienia. Nie miałam ani grosza przy sobie. Sprostować. Nie miałam w ogóle pieniędzy.
-Skarbie coś nie tak.? -spytał kiedy po raz kolejny przeszliśmy koło działu z nabiałem.
-Po prostu.. nic. -nie wiedziałam jak porządnie dobrać słowa.
-Po prostu powiedz. -zatrzymał i mnie i wózek. Ścisnęłam wargę pomiędzy zębami, jednak zaraz ją uwolniłam.
-Źle się czuje z tym, że za wszystko płacisz. -jęknęłam.
-Holly.. Jesteś moją dziewczyną, więc to normalne, że za ciebie płacę. Dokończymy tą rozmowę w domu.    




__________________________________________

Nie wiem co mam pisać, skoro nie podobają się Wam moje rozdziały.. ;/
Tylko ze względu na to jak piszę.. To trochę przykre.  Jednak mówię Wam otwarcie. :

Nie zamierzam zmienić tego w jaki sposób i w jakie miejsce wstawiam znaki interpunkcyjne.


*a jeśli tak strasznie Wam będę przeszkadzać to po prostu odejdę. Dziękuje ♥

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 30

PROSZĘ PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM! :)

*Holly's POV*

Haha haha czy on powiedział, że mnie kocha? Nie wiedziałam co zrobić, lecz uczucia wzięły górę podniosłam się lekko i położyłam na Niall'u odnajdując jego usta i zatapiając się w jego miękkich i lekko spierzchniętych ustach. Nasz pocałunek był dosyć krótki, ale słodki i pełen uczuć.
-Też cię kocham Niall. -Prawie szepnęłam i wtuliłam się w niego.
Przytulił mnie jeszcze mocniej - obejmując ramionami moje ciało, jakby chciał poczuć moją bliskość. Następnie lekko mnie z siebie zsunął z siebie na łóżko. Oboje leżeliśmy na przeciwko siebie.
Pomimo panującej okropnej burzy, która panowała za oknem czułam się w jego ramionach bezpiecznie, jak nigdy.
On dawał mi poczucie bezpieczeństwa, którego nikt mi nigdy nie potrafił zaoferować.
Mimo tego, że w pokoju panował półmrok doskonale było widać rysy jego twarzy. Jedną dłonią odgarnął włosy z mojej twarzy i pocałował mnie w czoło.
-Śpijmy już piękna. -Powiedział patrząc cały czas w moje oczy.
-Dobranoc. -Szybko odpowiedziałam i odwróciłam się tyłem do Nialla. Szybko objął mnie i przyciągnął mnie do siebie jak najbardziej mógł i wtulił swoją głowę w moje włosy.
Nawet nie czułam kiedy odpłynęłam we śnie.

*Niall's POV*

Nadal leżałem w nią wtulony próbując zasnąć, ale to nie było możliwe. Wiedziałem, że dostałem sms od Briana - brata Holly. Nie wiedziałem co mi napisał, a to czemu? Bo Holly uważa, że podczas burzy nie powinno się używać telefonu i powinien on być wyłączony. Zrobiłem to tylko po to żeby nie była smutna czy zła. Hahaha, Horan jej ulegał czy to nie dziwne? Nadal czuję się dziwnie, że powiedziałem do niej te słowa "kocham cię".
Jak można je zdefiniować..
Miłość czym ona jest.. Sam nie wiedziałem jak zdefiniować te słowa. Nie znam "jej" dobrze.. Ale mam nadzieję, że poznam ją i będę mógł zdefiniować to niezwykłe uczucie.. Mogę przypuszczać, że miłość do Holly była by wstanie mnie zabić. Ale czy zabiłbym dla miłości? Sam nie wiem.
Postanowiłem wstać i udać się do łazienki, aby nie obudzić mojego aniołka, gdy będę włączał telefon. Nie chciałem jej obudzić. Spała tak słodka i wyglądała tak nie winnie.
Byłem bez koszulki, więc, gdy tylko odkryłem się na mojej klatce piersiowej pojawiła się gęsia skórka. Nie chciało mi się jej szukać więc zrezygnowałem. Wziąłem telefon ze stolika, który stał obok łóżka i szybko udałem do łazienki.
Było to zwykłe pomieszczenie bez żadnych luksusów. Przypominała ona trochę tą łazienkę, że szpitala, choć tak nie pachniała. Zwykłe białe, połyskujące płytki, które znajdowały się na podłodze i na ścianach. Sufit tego pomieszczenia był biały. Dzięki całej bieli pomieszczenie wyglądało na większe niż było w rzeczywistości choć zmieściła tu się wanna z prysznicem oraz toaleta umywalka i lusterko nad nią. Lusterko było otwierane więc w rzeczywistości, to była szafka z drzwiczkami, które wyglądały jak lustro. Na wieszaku wisiało kilka ręczników hotelowych, w jednym rogu leżały ciuchy Holly i kilka części również moje garderoby. Zastanawiałem się czy przypadkiem nie warto zrezygnować z tamtego pokoju i zostać tu do czasu wyjazdu, a chciałem zrobić to nawet jutro.
Miałem ochotę zapalić. Sięgnąłem do mojej kieszonki, ale to co w niej znalazłem raczej nie nadawało się do palenia. Czemu? Bo wszystkie 5 skrętów które dostałem od tego obleśnego chuja zostały rozwalone podczas naszych "małych pieszczot" z Holly. Nie wiem czy tak to można wspominać, ale nigdy nie czułem się tak zajebiście jak teraz. Żadna laska nawet podczas gorącego seksu nie potrafiła zrobić tyle ile ona zrobiła. Wystarczyło, że była. Nie chodzi tu o podniecenie, choć tez było g tam trochę, tylko o to, że nie miałem ochoty jej odrazu pieprzyć chciałem poznać każdy skrawek jej skóry, każdy jej zakamarek, chciałem ją dotknąć całej i pocałować w każdym możliwym miejscu. Czułem coś do niej i nikt nie mógł tego zepsuć ani zniszczyć.
Włączyłem szybko telefon i szybko przeczytałem sms od Briana. - Pomimo tego, że był to gówniarz to polubiłem go i to bardzo..
"Jest sprawa musimy się spotkać. Gdy odczytasz oddzwoń, proszę. Nie ważne, która będzie godziny tu się kurwa nie da spać!"
Nie wiedziałem co zrobić. Na pewno było już po 24. Postanowiłem zadzwonić.
Szybko wybrałem jego numer z list kontaktów i zadzwoniłem. Czekałem dobrą minutę, żeby odebrał, już myślałem, że go obudziłem.
-Czeeść! Ile można czekać sms napisałem ci ponad 2 godziny temu?!
-Haha, może zajmowałem się czymś bardzo, bardzo, ale to bardzo ważnym? -Odpowiedziałem, trochę z humorem.
-Tak, tak ciekawe co pan Horan mógł robić! -Widać było, że młody powstrzymywał się, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
-Dobra, dobra myśl swoje, a ja robiłem swoje. Więc o co chodzi? -Byłem ciekawy czemu chciał, ze mną gadać.
-Jestem sam u naw\s w domu rodzice gdzieś wyjechali i stwierdziłem, że może wpadniecie po jakieś rzeczy Holly?
-Wiesz co sam nie wiem, a wiesz kiedy rodzice wrócą?
-Właśnie o tym gówno wiem i tu do chuja jest problem.
-Ej ej ej, nie klnij młody! Dobra możemy się gdzieś spotkać, gdzie twoi rodzice nie chodzą oraz nie ma tam wielu ludzi?
-Hmm, sam nie wiem może.... Może Bornstreet! Holly wie gdzie to jest. Zabierzesz ją ze sobą?
-Jasne, jeżeli na tym ci zależy.. To czemu nie! No i oczywiście jeżeli ona będzie chciała jechać prawda?
-Powiedz, że się za nią stęskniłem i ją kocham!
-Dobrze, dobrze zobaczycie się jeszcze dziś!
-Wiem, a Holly śpi?
-Tak śpi, śpi sobie tak słodko, jak ja ją.. -Cholera rozczuliłem się..
-Uuuuuu.
-Dobra młody ja spadam, jestem śpiący, więc na razie.. Widzimy się w umówionym miejscu o 12.
-Jasne, jasne musisz iść hahahha. Tak wcześnie?! Czyś ty do chuja opiździł Niall!
-Język młody! Nie kurwa nie opiździałem 12 i już. Ciesz się, że nie wcześniej! Żegnam. - I się rozłączyłem nie miałem ochoty słuchać jego marudzenia, że niby bardzo wcześnie się spotykamy.
Postanowiłem, zacząć pakować moją księżniczkę póki słodko śpi. Jak jedną noc nie będę spał nic się nie stanie. Dzięki Bogu, ze ta cała walizka od tej dziewczyny była w łazience! Szybko pozbierałem jej rzeczy i wrzuciłem do niej. Wszystkie te kremy, kosmetyki inne specyfiki solidnie zakręciłem i wrzuciłem do kosmetyczki. Ciało powoli odmawiało posłuszeństwa po całym tym dniu pełnym wrażeń, ale mózg wręcz przeciwnie łaknął ich jeszcze więcej. Postanowiłem wyjść z pokoju i iść do automatu po jakąś kawę. Zabrałem telefon i wyszedłem. Miałem przy sobie kilka dolarów, więc stać było mnie na jakaś zwykłą, dużą czarną. Piłem ją bez cukru więc wystarczyło mi akurat. Wziąłem kawę z automatu i sam postanowiłem się również spakować i ogarnąć koszty przy recepcji. Minęła może godzina lub 2 gdy moja torba znalazła się w samochodzie. Przy okazji zjadłem coś w bufecie i wziąłem szybki prysznic. Przy okazji przy wizycie w samochodzie wziąłem portfel i mogłem zapłacić za pobyt tutaj, mój i Holly. Koszty nie była tak wygórowane jak sądziłem. Mało tu jedliśmy zwłaszcza ja i było widać, że to się na mnie odbija. Ale cóż to te prawie 3 tygodnie dały mi dużo do myślenia. Dosyć długo gadałem z recepcjonistą, który miał na imię chyba Luke? Nie jestem tego pewny ale był to równy gość. Stwierdził, że jeżeli tu wrócimy to zapewni nam o wiele lepszy pobyt za nie dużą cenę. Choć nie miałem ochoty tu wracać to wymieniliśmy się numerami. Może kiedyś wpadniemy na zwykłe piwo czy inne gówno. Czemu nie? Mieliśmy dużo wspólnych tematów. Sport, muzyka i imprezy choć wszystko w umiarkowanym tępię.. Przecież nie powiem mu:
-Hej jestem Niall Horan, byłem w psychiatryku bo obroniłem moją siostrę przed jej pojebanym chłopakiem!
Tak to byłoby dosyć dziwnie a do tego; -Zajmuję się handlem narkotykami więc jeżeli jakieś chcesz to radzy ci od razu płacić bo jak nie to będę mógł ci nieźle skopać tyłek albo zabić ciebie.
Tak to bardzo zajebiście dobra wizytówka. Nie sądzisz Horan? Czemu do chuja przeszłość człowieka jest tak ważna. Nie ważne czym się człowiek zajmuje, jakie ma poglądy, kolor skóry czy inne gówno. Ważne jaki ON jest!

*POV of someone unknown*

Obserwowałem/am tą całą parę gołąbeczków już kilka dobrych dni. Miałem dość tego ich miziania. Dzięki temu dowiedziałem/am się dosyć dużo na ich temat. Początkowa miłość dawała w swoje znaki. Ich kłótnie były dla mnie jak chleb dla biednego, jak woda dla spragnionego. Tylko czekać kiedy ją przeleci i zostawi. Dla niego to kolejna zwykła dziwka. A może i tak nie jest. Tak czy tak trzeba zlikwidować jedno z nich. Nie ważne czy jego czy ją. Ktoś musi cierpieć! Nie ważne, czy jest to osoba, która zawinęła, czy osoba, która zniszczyła mi życie. Ważne żeby ktoś cierpiał. Nie muszę zrobić tego ja, ale chce to widzieć. Chcę zobaczyć jak jedno z nich cierpi i patrzy na śmierć drugiego. Chcę zobaczyć do czego może doprowadzić ich miłość. Czy jedno z nich będzie wstanie poświęcić się drugiemu? Co jedno z nich zrobi gdy nie będzie mogło już uratować drugiego. Chce zadawać ból powoli.
Gdy tylko wyszli obydwoje z hotelu trzymając się za rączki ogarnęły mnie mdłości. Hahhaah czy to normalne. Nie wiem.

*PROSZĘ PRZECZYTAJ TĄ NOTKĘ.
Więc tak, mam kilka spraw do wyjaśnienia.
Ten ff piszą dwie osoby. Ja (Patrycja) i współautorka (Kornelia).
Piszemy na dwa różne sposoby, może nie widzicie różnicy.
Kornelia pisała ostatni rozdział i będzie następny. Ja piszę ten i 32. Piszemy na zmianę, więc proszę nie miejcie za przeproszeniem spiny, że Kornelia piszę tak czy inaczej. (chodzi o znaki interpunkcyjne).
Przykro mi, że nie doceniacie naszych starań, jakie wkładamy w ten ff. Rozumiem, że niektórych irytują te błędy interpunkcje, ale chyba nie to jest tutaj najważniejsze prawda?
I tak pewnie tego nikt nie przeczyta, ale dziękuje wam za wszystkie miłe słowaaa bo są kochane! Wielkie dzięki! ♥
Patrycja xxx.
P.S. WIEM, ŻE DŁUGO CZEKALIŚCIE A ROZDZIAŁ NIE JEST ZACHWYCAJĄCY I BARDZO DŁUGI ;C

środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 29.



*Holly's POV*
Z ciekawością podążyłam opuszkami palców do linii formującej się w literę V, pomiędzy jego biodrami. Mój dotyk jednak zatrzymał się w miejscu, kiedy dotarłam do białej tasiemki, jego bokserek, która wystawała zza jeansów. Zamarłam, wciąż siedząc na jego kolanach, kiedy powoli rozpiął swój pasek. Guzik od spodni z łatwością wysunął się z zapięcia, a rozporek powędrował w dół. Wtedy pojawił się strach. Był tak okropnie przerażający, że chciałam wstać z kolan Horana. Ale jego dłonie znalazły się na moich plecach i nie pozwalały mi zejść. Trwaliśmy tak kilka sekund. Drżący oddech wysmyknął mi się kiedy Niall pogłębił ruchy. Przeszły mnie ciarki, kiedy przesunął rękę w górę moich pleców, pochylając mnie bliżej siebie. Sam podciągnął się lekko i zaczął wodzić nosem po moim policzku, nie prosząc o jakąkolwiek odpowiedź.
-Niall… Ja nie mogę… -powiedziałam totalnie przerażona. Dolna warga zaczęła niebezpiecznie drgać pod wpływem wspomnień. Cholernie się bałam..Znowu… Powoli do mojej podświadomości zaczęły docierać nieprzyjemne wspomnienia. On natomiast przyciągnął mnie bliżej siebie i zamknął w ciasnym uścisku.
-Ciii… Ja wiem.. Nie musisz nic mówić. –skąd.? To pytanie pierwsze nasunęło mi się do głowy. Ale czy to ważne. Sama też oplotłam go ramionami i się w niego wtuliłam. Czy go kocham.? Tego nie wiem. Nigdy wcześniej nie przeżywałam podobnych sytuacji, więc skąd mam wiedzieć czy to miłość.? A  on kocha mnie.? To chyba jeszcze ciekawsza zagadka. Byłam totalnie zmęczona tym dniem.  Eh.. Jeszcze moja mama.. Czułam jak  powieki powoli robią mi się coraz cięższe, jednak nie miałam siły by usnąć. –Skarbie, śpisz.? –zapytał chłopak z troską w głosie.
-Nie. Jeszcze nie.
-Wydaje mi się, że o wiele bezpieczniejsza będziesz u mnie w domu. –zamarłam. W tym pokoju może nie byłam najbezpieczniejsza ale przynajmniej mogłam go stąd wyrzucić, jakby mu odwalało.. A jak przeprowadzę się do niego.? Nic z tych rzeczy. Totalne posłuszeństwo.. Jeśli mnie wyrzuci to nie będę miała dokąd odejść. Chociaż zawsze mogę wrócić do rodziców.. Chociaż nie.. Wolałabym skoczyć z mostu niż do nich wrócić. Ojciec od razu wysłałby mnie powrotem do wujka. A do niego na pewno nie wrócę.. Kiedyś się na nim zemszczę. Nie wiem ile Niall wie, ale mam nadzieje, że nie wszystko. Nie chciałabym żeby o tym wiedział, z drugiej strony sama nie musiałabym mu o tym opowiadać… Dlaczego każdej decyzji muszą być plusy i minusy.? Czy wszystko nie może być po prostu białe albo czarne.? Dlaczego życie nie jest proste.? Ehh.. No, bo to życie niestety.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. –wyznałam szczerze. Powiedziałam to tak cicho jak tylko mogłam, jednak ze względu na grobową ciszę nie mam wątpliwości co do tego czy to usłyszał. 
-Holly posłuchaj.. Nie musisz się mnie bać.. Obiecuje, że więcej tak na ciebie nie naskoczę.. A bynajmniej się postaram.. Rozumiesz.? – nie uwierzyłam mu. Kolejny raz mnie wyzwał. Wątpię więc żeby to się nie powtórzyło. Ale kogo ja okłamuje.. Przecież mi na nim zależy. Wzdychnęłam. Nie wiem sama co mam robić. Na dodatek jestem strasznie zmęczona.. Cholera.. –Skarbie jeśli wolisz możemy tutaj zostać tak długo jak będziesz chciała.. Jednak w końcu musimy się stąd przenieść. Twoja mama na pewno powiadomiła policje. –pokręciłam głową. Nie zawiadomi policji. Ojciec na to nie pozwoli.
-Nie… –wyznałam z bólem w głosie.
-Co ty mówisz, na pewno zadzwoni. –był taki uparty, a tak mało wiedział. Zaśmiałam się z niedowierzania. W co ja się wpierdoliłam.?
-Nie Niall, nie zadzwoni. Ojciec jej nie pozwoli to po pierwsze, a po drugie myśli, że uciekłam ze swoim chłopakiem chuj wie gdzie. –wstałam z jego kolan i podeszłam do mojej poduszki. Wyciągnęłam spod niej koszulkę chłopaka i przeciągnęłam ją przez siebie. Od razu poczułam się lepiej będąc ubrana. Spojrzałam w okno kiedy akurat błyskawica przesunęła się po niebie. Następnie ten cholerny trzask, w panice pisnęłam. Nie wiem kiedy byłam już w ramionach roześmianego chłopaka. Kurwa.. Cholernie boję się burzy. Zauważyłam kolejną błyskawicę, wiec automatycznie zamknęłam oczy. Jednak to nie był dobry pomysł, bo gdy je otworzyłam było już kompletnie ciemno.
-To nie jest śmieszne. –jęknęłam. Wiedziałam, że śmieje się z tej całej sytuacji, jednak ja nic śmiesznego tutaj nie zauważyłam.
-Owszem jest. –cały czas się ze mnie śmiał. Idiota..
-Włącz to światło, proszę. –po co w ogóle je gasił.?
-Skarbie to nie ja je wyłączyłem. –o nie… Kolejny grzmot i kolejny atak paniki. Dlaczego musze bać się burzy.? Nie rozumiem tego. Wolałabym już bać się jakiś…  Nie wiem robali czy czegoś.. No ale burzy.? Serio.? –Chodź, położymy się.
-I tak raczej nie zasnę. –westchnęłam, jednak posłusznie walnęłam się na łóżko. Wtuliłam się w mojego Nialla, on natomiast przykrył nas kołdrą.




*Niall POV*


Leżałem z nią. Przyjemne uczucie. Kto by pomyślał, że będę miał racje.? Jednak boi się burzy.  Usłyszałem kolejny grzmot i po raz kolejny schowała swoją główkę w mój tors. Jest taka kochana.. Jak ja mogłem ją wyzwać.? Czasem nie panuje nad sobą. Jednak muszę zacząć, bo w końcu nie wytrzymamy tego oboje. Zresztą czy ja będę chciał z nią być tak długo.? Sam nie wiem. Przyszedł mi sms, sięgnąłem ręką na półkę i odblokowałem telefon. W tym momencie ktoś mi go brutalnie wyrwał, co totalnie mnie zdenerwowało. Zobaczyłem rękę Holly, która coś przy nim robi. Jakim kurwa prawem ona grzebie mi w telefonie.?
-Możesz mi kurwa powiedzieć co ty robisz.?! –nie chciałem na nią krzyczeć, ale byłem tak wkurwiony, że nie potrafiłem się uspokoić… Dziewczyna od razu usiadła i oddała mi telefon. Oddaliła się najdalej jak mogła, a ja od razu zauważyłem swój błąd. Jednak to nie zmienia faktu, że jestem wkurwiony.  Sprawdzać jej się mnie kurwa zachciało czy co.?  -Myślisz, że jakbym cię zdradzał to nadal bym tu siedział.? Myślisz, że jesteś nieziemsko piękna, i że nie ma drugiej takiej jak ty.?! Myślisz, że jakbym chciał to nie znalazłbym sobie panienki, żeby cię zastąpiła.?! –kolejny raz na nią krzyczałem. W tym momencie błyskawica rozświetliła jej spanikowaną twarz. Zauważyłem, że trzęsą się jej ręce. Boi się. Znowu się mnie kurwa boi. Chociaż w tej sytuacji to dobrze. Nie powinna niczego takiego zrobić. W końcu związki opierają się na zaufaniu, prawda.? –Odpowiedz. –powiedziałem już o wiele spokojniej.
-Ja… -wzięła kolejny głęboki oddech. 
-Ty.? –pospieszyłem ją. Chciałem wiedzieć, dlaczego to zrobiła… A nie należę do ludzi za cierpliwych. Wzięła kolejny oddech, jakby zbierała w sobie całą odwagę żeby mi odpowiedzieć.




*Holly POV*



-Ja boję się burzy..  –wdech.. –A przecież telefony powinno się wyłączać, w jej trakcie.  –jakoś wydukałam. Naprawdę nie chciałam zrobić nic złego, a on po raz kolejny na mnie naskoczył. I jeszcze mi pocisnął. Jakby nie wiedział, że nie mam się za jakaś wspaniałą księżniczkę. Łzy napłynęły do moich oczy i powoli spływały po policzkach. Holly uspokój się.. Udawaj, że nie zrobiło to na tobie żadnego wrażenia.! Nie daj mu tej cholernej satysfakcji. –Przepraszam, nigdy go już nawet nie dotknę. –powiedziałam na ostatnim wydechu. Szybko wstałam z łóżka i poszłam zamknąć się w kiblu. Wiedziałam, że będzie tam ciemno jak w dupie ale przynajmniej będę sama i bezpieczna. Chciałabym móc wrócić do domu. Położyć się do swojego łóżka i płakać do woli w poduszkę. Przekręciłam klucz w drzwiach i powoli osunęłam się na zimne płytki. Dlaczego on mi tak ciśnie.? Zaczęłam nerwowo bawić się palcami. Odkręciłam wodę żeby było, że niby coś robię. Niech nawet mi tu nie przyłazi. Idiota. Kolejne łzy spłynęły po moim policzku. Dlaczego po raz kolejny pozwalam się komuś zranić.? Czy to jest miłość.? Czy to jest właśnie ta pojebana miłość.? Jeśli tak, to muszę podziękować za takie ,,kochanie”. Pff… Czemu tak zareagował.? Czy ma coś do ukrycia.? Łzy wypływały z moich oczu jak z wodospadu. Nie mogłam już złapać spokojnego oddechu. Po raz kolejny mnie ktoś zranił… Muszę nauczyć się być samowystarczalna. Potrzebuje pieniędzy to raz. Potrzebuje schronienia to dwa. A czy potrzebuje Nialla.?  Chyba tak.. Zależy mi na nim, jednak nie wiem czy to wystarczy żeby wytrzymać z jego napadami.
Puk.. Puk..
Zamarłam… Szybko podniosłam się z płytek i odsunęłam od drzwi. Co teraz zrobić.? Co robić.? Jeśli mu nie otworzę, wpadnie w szał… Ale ja nie jestem gotowa na konfrontacje z nim. Co robić.?
-Holly… Otwórz.. Porozmawiajmy. –teraz chcesz rozmawiać chyba już trochę za późno. Szybko obmyłam twarz zimną wodą i starałam się wyrównać oddech. Nie wiem jak długo wytrzymam taki styl życia. Nie wiem… Przetarłam twarz zimną wodą, jednak za wiele mi to nie dało. Było mi strasznie duszno, jednak nie zamierzam opuścić tego pomieszczenia. Z drugiej strony po co mam go bardziej denerwować.?
-Holly.! Otwórz te drzwi… -super znowu jest wściekły. Wzięłam głęboki oddech, na uspokojenie. Szkoda, że udało mi się tyko zakrztusić powietrzem. Mistrz ja.. Wow... Brawo... Zakręciłam wodę i powoli ruszyłam do drzwi. Głęboki wdech…



*Niall POV*


Cholernie chciałem jej to wyjaśnić. Znowu spierdoliłem sytuację… Dlaczego nigdy nie mogę zamknąć mordy na kłódkę.? Zaczekać na dalszy przebieg wydarzeń.? Tylko od razu z mordą do wszystkich. Usłyszałem jak otwiera drzwi, więc cofnąłem się do tyłu. Minęła mnie, bez jakiejkolwiek reakcji.
-Wolna. –szepnęła i ruszyła do kuchni. Kiedy kolejna błyskawica rozeszła się po niebie, moja kruszynka wzdrygnęła się ze strachu. Nie mogę jej kurwa nawet przytulić, bez pewności, że mnie zaraz nie odepchnie. Na jej miejscu na pewno bym mnie odepchnął. Japierdole…  Ruszyłem za nią jak cień.
-Holly… Błagam porozmawiajmy. –mógłbym ją błagać o jakąkolwiek rekacje. Mogłaby mi przywalić. Oboje czulibyśmy się wtedy o wiele lepiej… Ale nie.. Moja Holly woli mnie ignorować. Rozłożyła się na kanapie i przykryła kocem. Chyba nie zamierza tutaj spać.? Równie dobrze to mnie mogłaby wyjebać z łóżka, a nie samą siebie. Jest za bardzo honorowa. Usiadłam na stoliku przed kanapą i zacząłem się jej przyglądać. Miała nierówny oddech co za wszelką cenę starała się ukryć. Płakała. Przeze mnie… Miałem ochotę w coś przypierdolić, bo to tylko i wyłącznie moja wina. –Błagam cię, porozmawiajmy.
-Nie mamy nawet o czym. Nie jesteś odpowiednia do rozmowy z tobą. Na pewno są o wiele lepsze panienki, z którymi mógłbyś teraz rozmawiać. –to mi dojebała. Zajebiście ją zraniłem. Nie powtórzyłaby moich słów, gdyby nie czuła się urażona. –Chciałabym iść spać jeśli pozwolisz.
-Porozmawiaj ze mną, proszę cię. –nie wiem jak mam ją przekonać żeby ze mną pogadała.
-O czym ty chcesz rozmawiać.?! –gwałtownie usiadła co totalnie mnie zaskoczyło. Mam przejebane. –Znowu chcesz mi pocisnąć.!? W takim razie słucham.? –szybko wytarła swoje łzy. Ostrożnie usiadłem koło niej i chwyciłem za rękę. Nie była z tego powodu zadowolona, co trochę mnie zabolało. Jednak to nie zmienia faktu, że sobie na to zasłużyłem.
-Przepraszam. –co ja jej mogę jeszcze powiedzieć.? Spuściłem głowę i ukradkiem na nią spojrzałem. Chyba jest w lekkim szoku. –Przepraszam. –powiedziałem to już o wiele wyraźniej. –Wiem, że moje przeprosiny gówno ci dadzą, ale jest mi przykro, że tak na ciebie naskoczyłem. Jestem popierdolony i nie panuje nad sobą.
-Proszę, nie mów tak. Oboje wiemy, że to moja wina. –ta dziewczyna ma świra. Definitywnie to stwierdzam. Albo jest popierdolona albo… Nie to niemożliwe. Zakochała się ze mnie.? Mnie.? Nie wierzę w to.
-Holly. To nie twoja wina. To ja na ciebie nakrzyczałem zupełnie bez powodu. Przepraszam. –delikatnie objąłem ją ramieniem, tym razem wtuliła się we mnie bez słowa. Wiem, że się mnie boi. Sam siebie też bym się bał. Pocałowałem ją w szubek główki. –Idziemy do łóżka.? –skinęła głową i zaczęła zbierać swoje rzeczy. Bezradny wzdychnąłem i wziąłem ją na ręce.
-Niall postaw mnie, na pewno jestem bardzo ciężka. –moja słodka kruszynka.
-Ty ciężka.? Jesteś lekka jak piórko. –delikatnie odłożyłem ją do łóżka. Nie wiem czy mogę się koło niej położyć po tym wszystkim.. Kolejny raz pocałowałem ją w czoło, chciałem iść spać na kanapie.
-A ty dokąd.? Nie zostawiaj mnie, proszę. –była taka senna. To wszystko przez ten płacz. Nienawidzę siebie za to, że ją tak ranie. Cholerny drań ze mnie. Zająłem miejsce obok mojej księżniczki, która od razu się we mnie wtuliła.
Usłyszałem kolejny grzmot, a moja królewna już drżała ze strachu.
-Naprawdę cholernie nie lubię burzy. –jęknęła i przysunęła się jeszcze bliżej mnie. Powoli usypiałem kiedy usłyszałem jej słodki głosik, wzywający mnie do przebudzenia. –Niall śpisz.?
-Nie Skarbie.
-Chcę z tobą zamieszkać. –szepnęła sennie, a ja od razu się rozbudziłem.
-Naprawdę.? –byłem w szoku. Po tym wszystkim co jej dzisiaj powiedziałem ona chce ze mną mieszkać.?
-Yhym. Tylko nie krzycz na mnie więcej, proszę. –ziewnęło jej się. Eh powinna już dawno spać. Chyba naprawdę mi na niej zależy. W ostatnim razie przepraszałem ją tyle razy… Nigdy w życiu to słowo nie wychodziło z moich ust. Nigdy. Jednak czuje, że dla niej jestem w stanie się zmienić.. Dla niej jestem w stanie zrobić praktycznie wszystko.
-Holly, śpisz.? –spytałem cicho.
-Nie śpię ale próbuje. A czemu pytasz.? –po raz kolejny ziewnęła.
-Chce ci powiedzieć, że.. –no dalej Horan, nie bądź pizdą i chociaż raz opowiedz o swoich uczuciach.
-Co.? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że masz żonę, dziecko i musisz teraz spadać.? –zabawnie poruszyła brwiami i umieściła brodę na moim brzuchu. Cholera, powiem jej. Teraz. Uff.
-Holly chce ci powiedzieć, że cię kocham. –chciałem zobaczyć jej reakcje, jednak nie udało mi się, ponieważ rzuciła się na mnie. Cholera dziewczyny są dziwne. Obym nie żałował swoich słów. Poczułem jej miękkie usta na moich i od razu wszystkie wątpliwości minęły.
-Też cię kocham Niall.



_________________________________________
Kochani ♥♥
Pamiętajcie, że Holly była zgwałcona.! Więc Niallowi się tak łatwo nie odda ;p
Zresztą może będzie chciała poczekać do ślubu.? xD

Buziakiii ;**

Luuukajcie w wolnej chwili pliska ♥♥

http://brutalandvicious.blogspot.com/#_=_

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 28

*Niall's POV*


Jeden mój wybuch zmienił aż tyle. Holly się mnie bała. To było okropne. Musiałem patrzeć, na to jak bała się, gdy ją przytuliłem. Jedna osobą którą pragnąłem przytulić i szczerze przeprosić. Właśnie tak była przerażona mną, moim zachowaniem. Czy to normalne?
 -Holly.. Nie bój się mnie, błagam. Nie mogę patrzeć na ciebie kiedy jesteś tak cholernie przerażona faktem, że cię przytulam. -Nie potrafiłem powiedzieć nic innego. Tylko to wyszło z moich ust.
-Może lepiej będzie gdy już pójdziesz? -Zapytała dziwnym głosem patrząc na swoje stopy i stąpając z jednej na drugą.
-Holly?
-Proszę, wyjdź. -Powiedziała nie co bardziej szorstko. Zatkało mnie nic nie powiedziałem wyszedłem.
Zatrzasnąłem drzwi z taką siłą jaką miałem. Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Postanowiłem iść do swojego pokoju. 
Miałem ochotę coś rozwalić, cokolwiek musiałem się jakoś wyżyć. Tylko jak?! 
Może jechać do tego starego chuja niech da mi jakieś pieprzone zlecenie. Chyba tego mi trzeba. 
Poszedłem od razu do samochodu i odpaliłem samochód. Jak na złość musiało teraz być duszno w chuj! Zaczęło padać zanim włączyłem silnik i zbliżała się burza. Miałem ochotę wrócić do pokoju Holly i ją przytulić. Nie wiem czy boi się burzy. Co jeżeli tak? Będzie tam sama bez nikogo będzie się bała!
Ale sama wybrała. Wyjebała mnie z pokoju. Postanowiłem jechać do Jonathana. Tak miał na imię ten obleśny typek, którego miałem ochotę zabić gołymi rękami. Droga minęła mi dosyć szybko. I niestety też dosyć szybko znalazłem się przed główną siedzibą tego dupka. Od razu gdy wszedłem zostałem gorąco przywitany. Haha ten sarkazm.
-Oooo kto to się zjawił syn marnotrawny powrócił?
-Długo Cię tu nie było! I myślisz, że od razu Jona coś ci da?
-A uważasz, że nie?
-Nie! -Nie znałem tych chuji, ale już działali mi na nerwy miałem ochotę ich zabić. Po jakie gówno się odzywają?
-Hahaha. -Zaśmiałem się z sarkazmem. Ty do chuja wiesz do kogo mówisz? Odwaliłem tu więcej roboty niż ty w całym swoim zasranym życiu wypowiedziałeś słów z tej poobijanej gęby. Kto cię tak pobił? Widzę, że prawdopodobnie jesteś nowy i nie znasz tu reguł? Może cię ich nauczyć? -Powiedziałem pełen frustracji i już podwinąłem rękawy, aby ogarnąć dzieciaka.
-Hej, hej, hej! -Usłyszałem zza rogu. - Kogo moje oczy widzą! Niall we własnej osobie. -Przywitał mnie dosyć ciepło Bruce. Pomimo tego, że był synem tego szmaciarza, to był to równy gość. -Dawno cię nie widziałem stary. -Powiedział i podszedł bliżej i objął mnie ramieniem w braterskim uścisku. -Opowiadaj co się u ciebie dzieje? Tak w ogóle co cię tu sprowadza? -Miałem ochotę mu wszystko opowiedzieć. Był dla mnie prawie jak brat. Ale mógł on powiedzieć wszystko ojcu, a on wykorzystał by to przeciwko mnie. Szczerze mówiąc, dużo rozmawialiśmy z Bruce. Niby go znałem, ale nie do końca. Nigdy nie brał udziału w różnych walkach, nigdy nie handlował. Zawsze tu był. Nie ważne czy przyjeżdżaliśmy po towar czy z towarem, czy po jakieś gówniane zlecenie dla wyżycia się lub zdobycia kupki kasy. Zawsze do chuja tu był! Jak?! Czy ten dzieciak nie miał nic innego do roboty. Interesowała mnie jego przeszłość. Czy od początku wiedział czym jego ojczulek się zajmuje? Nie wiem... Nie mam pojęcia. On nigdy nie brudził sobie rączek. On nawet nie wyglądał na syna tego kutasa! Jak można sobie wyobrazić syna słynnego szefa, który sprzedaje narkotyki, należy do jednego z najlepszych gangów w UK. No jak? Jakiś wytatuowany typek, który pakuje się w różne kłopoty! I po pierwsze, który wygląda na groźnego! A on to zwykły chłopiec. Żadnego skutera, skórzanej kurtki, lepiących się do niego dziwek. Ale on nic, był zwykłym chłopakiem, który miał idealnie ułożone włosy, jego skóra była gładka jak pupka niemowlęcia, żadnych zadrapań nic! Żadnej strasznej dziary, żadnych przesadnych mięśni. Bruce wyglądał na chłopaka z dobrze wychowanej rodziny.
Nagle do pomieszczenia, w którym się znajdowaliśmy wszedł Jonathan. Pomieszczenie to, można powiedzieć że salon był dosyć duży. Był tu  czarny, skórzany narożnik, który wyglądał jak nowy. Ściany były ozdobione jakąś cholernie drogą tapetą w jakieś złote wzory. Zacząłem się zastanawiać ile dziwek szło tym pokojem i gdzie mogły uprawiać lub obciągać tego obleśnemu typowi.
On ja zawsze był ubrany w swoje ulubione ciuchy. Spodnie miał jak zawsze czarne do tego jakieś dziwne buty, które jak zawsze do niczego nie pasowały. Miał też na sobie swoją błękitną koszulę. Jej rękawy były podwinięte nad łokieć, a jakieś 5 guzików było rozpiętych. Jego czarno-siwe włosy były zaczesane, jak zawsze do tyłu, na których było za dużo żelu do włosów, lub jakiegoś innego gówna.
-Witam, witam. -Podszedł bliżej ze swoim okropnym uśmiechem i poklepał mnie po ramieniu. -Co cię sprowadza tutaj Horan?
-Potrzebuje czegoś. -Teraz sam nie wiedziałem, czy tego chciałem czy nie. Chciałem wrócić do Holly. Im szybciej tym lepiej.
-Tak?
-Chciałem, chciałem.... Sam nie wiem.. Może lepiej już pójdę?
-Dzieciaku! Powiedz po chuj tu przyszedłeś. Zająłeś mój cenny czas! -Powiedział ostrzej, łapiąc mnie za koszulkę.
-Potrzebuję, zioła. Jasne, a teraz puść mnie stary chuju, bo może się to źle skończyć. Pamiętasz ostatni incydent? Opowiadałeś swojemu synkowi o nim? A może nie? -Widziałem, że jego twarz robi się czerwona ze złości. Miał ochotę mnie uderzyć, ale ja uniknąłem ciosu. -Więc dostane to czego chce? Pamiętasz czego nas uczyłeś, że trzeba ubiegać się o swoje! - Dzięki Bogu, że był tu Bruce bo bym zajebał jego ojca gołymi rękami.
-Niall, przyniosę ci. -Powiedział przerażony Bruce i pobiegł po to, po co niby się tu znalazłem. Czemu moje nagle się zmieniły? Czemu pragnąłem być teraz bardzo blisko Holly?! Chciałem ją pieścić i przepraszać. Przepraszać, za to ja kim chujem dla niej byłem. 
Za jakieś 5 minut, ciągłego patrzenia się na tego kutasa i jego zdenerwowanie i za razem zawstydzenie, Bruce przyniósł co miał przynieść. Rzuciłem mi tylko krótkie dzięki oraz, że się odezwę i wyszedłem z tego burdelu.
Szybko poszedłem co samochodu i szukałem w zdenerwowaniu zapalniczki. Gdy miałem już jointa w buzi i chciałem go odpalić pomyślałem o Holly! Przecież ona nie będzie chciała rozmawiać ze mną gdy będę na haju. Mniejsza o to czy mnie coś weźmie czy nie, ale będzie czuć.
Szybko ruszyłem na ulicę i myślałem tylko o jeździe. O tym, żeby jak najszybciej wejść do tego pieprzonego hotelu. 
Gdy po jakiś 15 minutach udręki w samochodzie znalazłem się pod hotelem, moje serce zaczęło szybciej być. Bałem się. Bałem się, że mnie wyzwie czy cokolwiek innego. Bałem się odrzucenia z jej strony. Tak cholernie się go bałem.

Szybko wbiegłem do hotelu. Nagle w mojej głowie zaświeciła się lampka, że ona mogła stąd wyjechać. Zostawić to wszystko i wyjechać. Miałem jej pomóc a co do chuja zrobiłem?! Byłem przerażony, że mogę zastać pusty pokój. Wreszcie znalazłem się pod pokojem pięknej brunetki. Delikatnie zapukałem. Zza drzwi wychyliła się mała postać, która miała mokre włosy i spuszczoną głowę. Jej stopy były bose, a jej ciało takie drobne. Gdy zobaczyła mnie chciała coś powiedzieć i spojrzeć, ale nic nie zrobiła stała tak ze spuszczoną głową.
-Przepraszam. Przepraszam, przepraszam! Kurwa przepraszam cie Holly za to całe gówno, to wszystko przeze mnie! Gdybym nie zabrał cię wtedy ze sobą mogłabyś żyć spokojnie swoim życiem. Wszystko czego dotknę psuję! Przepraszam, przepraszam, przepraszam! -Zbliżyłem się nieco do niej. Spojrzała na mnie. Na jej policzkach było widać ślady po łzach i to było przeze mnie. Widziałem w jej pięknych oczach smutek i zatroskanie. Nie wiedziałem co zrobić. Postanowiłem..
 Zrobiłem to. Pocałowałem ją. Chwile stała jak by tego nie chciała. Przez tą chwilę byłem pewny, że ona mnie zaraz odepchnie. Ale angażowałem się w ten pocałunek. W ten sposób chciałem ją przeprosić. Chciałem pokazać, że tego żałuje. Nagle poczułem, że jej usta poruszają się pod moimi. Pasowały one tak idealnie do siebie. Po przez te pocałunki szliśmy w stronę łóżka. Nie myślałem, co się teraz stanie. Nie chciałem myśleć nad konsekwencjami. Chyba, żadne z nas nad tym nie myślało chcieliśmy tylko rozkoszować się tą chwilą. Otarłem lekko ustami o jej szczękę i wtedy zwinnym i delikatnym ruchem zdejmowałem ramiączko jej koszulki i biustonosza. Delikatnie szczypałem zębami nowo odkrytą skórę, co mogłem przypuszczać przyprawiało ją o dreszcze. Oddychaliśmy coraz ciężej. Teraz zacząłem bawić się opuszkami jej palców. Po chwili postanowiłem jej palce wpleść swoje i przyciągnąłem ją jeszcze bardziej do siebie. Usiadłem na łóżku i lekko się rozkraczyłem, aby Holly mogła stanąć między moimi nogami.


*Holly's POV*

Moja klatka zaczęła opadać i wznosić się chaotycznie, kiedy poczułam jak oplata swoją dużą dłonią tył mojego uda. Uniósł je trochę, nakłaniając, bym usiadła mu na kolanach.
Niall przesunął się dalej, w głąb łóżka. Podparłam się rękami o jego klatkę, żeby nie upaść. Szybko jednak cofnęłam dłonie, kiedy jego powędrowały na krawędź koszulki, którą miał na sobie. Materiał został zwinnie przeciągnięty, przez głowę i upadł na podłogę. Zaciągnęłam się powietrzem przez nos, gdy Niall sięgnął po moją rękę. Przeniósł ją na swoje ramię, a za chwilę powiódł nią poniżej prawego obojczyka. Miałam ochotę go dotykać.
-Przepraszam. -Szepnął niemal nie usłyszanym, pełnym szczerości głosie..
Nagle puścił moją rękę, a ja ku własnemu zdziwieniu, nie przerwałam dotykać jego torsu.
 Gorący oddech wydostał się z jego ust, gdy zjeżdżałam dłonią w dół jego klatki. Ostrożnie kreśliłam precyzyjne linie na jego brzuchu.

_____________________________________
Długo nie było rozdziału. Za co ogromnie ogromnie was przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczycie rozdział nie jest tak zły ale nie jest długi ale zaczyna się robić ciekawie. :) mam nadzieję, że się podoba i że pozostawicie mały ślad po sobie.
DZIĘKUJĘ ♥

wtorek, 25 marca 2014

Rozdział 27.


*Holly POV*


Zaproponował mi randkę, jezuś..


Wracając do hotelu cały czas oglądałam się za siebie. Bałam się, że ktoś może mnie śledzić. Co ja bym niby miała zrobić.? Boję się jak cholerna, szczególnie kiedy nie ma go obok mnie. Jestem na siebie zła, że tak strasznie uzależniłam się od faceta, którego ledwo co znam. Tak szczerze to nie znam go wcale.. Ale jest tak cholernie pociągającą dupeczką, że japieprzę.. Weszłam do hotelu i od razu zamknęłam się w swoim pokoju. Tak strasznie się boje. Przecież nie mam szans z Alexem.. Jeśli by tylko po mnie przyszedł, chciałabym zapaść się pod ziemię..
Ale przecież nie mogę całe życie uciekać. Usiadłam na najbliższym krześle mając nadzieje, że to tylko okropny sen. Nerwowo przeczesałam swoje włosy. W co ja się wplątałam.? Dzień, w którym wyszłam przed dom oficjalnie można nazwać najgorszym w moim życiu. Chociaż może nie do końca. Gdyby nie to wszystko nie widziałabym się teraz z Niallem. Z drugiej strony on na pewno nic do mnie nie czuje. Zresztą wystarczy, że spojrzę na siebie w tym cholernym lustrze. Istne gówno. Nawet gównem nie mogę się nazwać, bo jestem o wiele gorsza nawet od niego. Przejebane mam gorzej niż mi się zdawało. Co najgorsze naraziłam na niebezpieczeństwo moją rodzinę. Dobrze, że chociaż przyjaciół nie mam. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.. Tyle dobrego w tym wszystkim.. Wzięłam głęboki oddech żeby chociaż trochę się uspokoić. Myśl racjonalnie Holly. Nie możesz wrócić do domu, bo chcesz ich dobra tak.? W takim razie nie wracaj. Przynajmniej jedną decyzje umiałam podjąć. Możliwe, że to będzie bolesne kiedy Niall każe mi spierdalać z jego życia ale.. Chociaż będą bezpieczni. Ostatecznie skoczę z jakiegoś mostu i największy problem z ich życia zniknie. Nie mam ochoty nic zjeść, a nawet jeśli bym miała to za co.? Za te paręnaście stów, które ukradłam.? Jeszcze kurwa złodziejką jestem. Rozryczałam się na dobre.. Ten cholerny stół był moją jedyną podporą. Przed upadkiem... Upadam na samo dno, a nikt nie jest w stanie mi pomóc.. Ale czy ja w ogóle chce czyjeś pomocy.? Czy nie prościej by było zniknąć.? Po prostu zniknąć.. Kto by mnie wspominał.? Nikt.? No właśnie. Nikt. Jednak zanim zdecyduje się na tak drastyczne kroki powinnam zabić tego skurwiela. Mojego wujka. W sumie Alex'owi też należy się śmierć. No i ta cholerna randka. Po co ja się w ogóle na to zgadzałam.? Przyzwyczaję się do niego, a potem w najmniej odpowiednim czasie mnie zostawi. Odejdzie jak każdy z mojego życia... Zaczęłam spazmatycznie łapać powietrze, co wcale nie pomogło mi się uspokoić. Spróbowałam umiarkować swój oddech, jednak słabo mi to wychodziło. Akurat jak na złość usłyszałam pukanie do drzwi. Serce od razu mi zamarło i szybko podniosłam głowę. Kto to.? To pytanie krążyło w mojej głowie. Udawać, że mnie nie ma.? Czy po prostu otworzyć.?
-Kto tam.? -zapytałam śmiertelnie przerażona. Rozejrzałam się wokół szukając jakiegokolwiek miejsca schronienia.
-Niall. Holly otwórz drzwi, proszę. -szybko otarłam oczy i ruszyłam do drzwi. Od kluczowałam je po czym od razu się odsunęłam otwierając przed nim drzwi. Spojrzałam na zegarek 19:30.? Nie wiedziałam, że tak długo zajęło mi użalanie się nad sobą. Wszedł do środka niepewnie, a ja zamknęłam za nim drzwi. Cały czas na niego nie patrzyłam, bo było mi wstyd. Jestem taka słaba. Spuściłam głowę i chciałam ukryć się w łazience, żeby doprowadzić się do stanu użytku dziennego. Jednak kiedy starałam się go minąć złapał mnie za rękę. -Mała co jest.? -troska.? Czy ja właśnie usłyszałam troskę w jego głosie.? Cały czas na niego nie patrzyłam. Poczułam jak lekko podnosi moją brodę, więc teraz patrzyłam mu prosto w oczy. Piękne niebieskie oczy. Mój oddech na szczęście zdąrzył się unormować ale nie byłam pewna czy mojego oczy wyglądają już dość dobrze. Albo chociaż przekonująco.? Przecież nie powiem mu, że ryczałam jak głupia. -Co się stało.? -mówiąc to potarł ręką mój policzek.
-Nic Niall. -starałam się być przekonująca ale raczej chujowo mi to wyszło.
-Powiedz mi. -zamiast mówienia mu czegokolwiek po prostu się do niego przytuliłam. Schowałam twarz w jego koszulce, on natomiast przytulił mnie jeszcze mocniej o ile w ogóle było to możliwe. Czułam się przy nim tak bezpiecznie. Jestem pojebana, ale jeśli mam żyć z tą świadomością, to jakoś będę musiała to przeboleć. Chyba powoli zaczyna mi się to podobać. -Ey.. Mała, porywam cię na randkę. -niechętnie się od niego odsunęłam. Odważyłam się na niego spojrzeć i lekko uśmiechnąć. Przy nim wszystkie moje smutki odchodzą w nicość. Wszystko co złe nagle staje się dobre bądź zapomniane. Jak on to do cholery robi.?  -Śliczna zamiast się tak do mnie szczerzyć może moglibyśmy już iść.?
-Możesz poczekać chwilkę.? Pójdę się tylko przebrać.. -skinął głową, a ja szybko ruszyłam do toalety. Ściągałam z siebie ciuchy najszybciej jak mogłam.

Masz mało czasu Holly rusz dupę.
Cały czas poganiałam się w myślach. Naciągnęłam na siebie jeansy i sięgnęłam po szczotkę do włosów. Japierdole zamiast użalać się nad sobą powinnam zacząć się szykować już dawno. Po wyrwaniu sobie połowy włosów z głowy naciągnęłam na siebie koszulkę. To dziwne, że ludzie byli tak mili i mi ją dali. Szybko obmyłam twarz wodą i wreszcie wyszłam. Chłopak od razu pojawił się przy moim boku. Wychodząc, upewniłam się, że pożądanie zamknęłam drzwi.

                                                                        ***

-Niall ja nic nie widzę. -jęknęłam. Zawiązał mi chustkę na oczu od razu do wejściu do samochodu. Boję się jak cholera a serce bije mi trzy razy szybciej niż powinno. Jedyne co mnie pociesza to to, że cały czas trzyma mnie za rękę, jednak to i tak do końca nie uspokaja mojego ciała.
-Przestań marudzić, zaraz będziemy na miejscu. -potarł moją rękę. Chyba wiedział jak zestresowana muszę być. Wypuściłam powietrze z płuc i zaczęłam zastanawiać się jak długo już jedziemy.
-A w ogóle to dokąd jedziemy.? -zapytałam troszkę zdenerwowana. Co jeśli zabierze mnie do siebie do domu i zamknie w piwnicy.? Wąpie żebym drugi raz miała takie szczęście. To był cud, że pierwszym razem udało mi się uciec.. Teraz to chyba wolałabym zginąć niż być w niewoli.
-Niespodzianka.. -wyczułam jego entuzjazm co wcale nie pomogło mi się uspokoić. -Mała spokojnie, jeśli chcesz to odwiążę ci tą chustkę. -widziałam, że jest zawiedziony. Ech chyba dam radę w niej wytrzymać jeszcze trochę.
-Nie trzeba. Jest okey. -proszę, proszę, proszę, uwierz mi..
-Jesteś pewna.? -nie, wcale nie jestem ale przecież ci nie powiem.
-Tak, tylko proszę powiedz mi czy jeszcze daleko. -cały czas starałam się uspokoić i unormować oddech. Panika. Dlaczego pojawia się akurat teraz.? Spokojnie przecież ja jadę tylko na randkę. Z facetem, któremu ufam tak.?
-Nie, właściwie to jesteśmy już na miejscu. -usłyszałam, że zgasił silnik, więc sięgnęłam do swojej chustki, ale od razu powstrzymał moje ruchy. -Holly ufasz mi.? -ledwo skinęłam głową nie wiedząc co się może stać. -Muszę to wiedzieć. Ufasz czy nie.?
-Ufam, ale co t..
-Wyjdę z samochodu i pójdę otworzyć ci drzwi, tylko proszę nie ruszaj się i nie zdejmuj chustki. Dobrze.? -serce ponownie zaczęło walić jak szalone. Jezu co on może mi tu zrobić.? Po raz kolejny nieprzyjemne myśli przesunęły mi się przed oczami. Nie Niall taki nie jest.
-Dobrze. -powiedziałam przełykając ślinę. Usłyszałam jak zamyka drzwi, a po chwili moje już były otwarte. Niby nie tak strasznie ale i tak się boje.
-Holly pozwolisz.? -znając życie coś zrobił ale przecież nic nie wiedziałam.
-Niall przypomnę ci, że nic nie widzę. -jęknęłam. Poczułam jak wyłapuje moją dłoń i powoli pomaga mi wysiąść z samochodu. Po chwili stałam już na własnych nogach, a wokół słyszałam krzyki dzieci.? Gdzie my do cholery jesteśmy.?
-Pamiętasz jak mówiłaś, że mi ufasz.? -skinęłam głową. -Więc musisz być jeszcze trochę cierpliwa. Pomogę ci zejść ze schodów. -oświadczył i lekko pociągnął mnie za rękę, jednak od razu się zatrzymałam. Przecież zabije i siebie i jego.
-Niall nie wydaje mi się żeby to był dobry pomysł. Ja na prostej drodze mam problemu z nie zrobieniem sobie krzywdy a co dopiero jak nic nie widzę.
-No tak to może być problem. -w jednej chwili ktoś uniósł mnie, więc w panice cicho pisnęłam. Jednak kiedy usłyszałam śmiech chłopaka, wiedziałam że to jego sprawka. Powoli zaczął znosić mnie po schodach, bynajmniej tak mi się wydaje.
-Wiesz o wiele łatwiej by nam było, gdybym coś wiedziała i szła sama. -oświadczyłam.
-No nie wydaje mi się, żeby było tak fajnie.
-Jestem ciężka, postaw mnie na ziemi proszę. -powiedziałam cicho.
-Nie jesteś a po drugie daj mi się donieść do twojej niespodzianki.
-Okey, okey.. A daleko ona jeszcze.? -byłam strasznie ciekawa jak daleko jeszcze. Strach zamienił się w ekscytacje. Strasznie dziwne te moje uczucia.
-Nie daleko. A teraz uważaj postawię cię na ziemi. -zrobił dokładnie tak jak powiedział, po czym złapał mnie za rękę i zaczął gdzieś za sobą ciągnąć. Troszkę się bałam, że się o coś potknę i wyląduje na ziemi. Jeśli w ogóle to była ziemia a nie coś innego. Bądź co bądź bałam się, że się przewrócę. Hałas coraz bardziej się do nas zbliżał, a ja zastanawiałam się skąd on może dochodzić. Tyle krzyku w jednym miejscu to trochę dziwne. Nagle poczułam, że na kogoś wpadłam.
-Przepraszam.. -powiedziałam lekko zestresowana. Gdzie jest Niall, przecież miał na mnie uważać.. Jezu trzyma mnie za rękę i nie widzi, że wchodzę w ludzi.?
-Nic się nie stało maleńka. -ach więc w ciebie wpadłam Nialler. -Słuchaj jesteśmy na miejscu, ale obiecaj mi, że będziesz miała zamknięte oczy dopóki nie poproszę cię o ich otworzenie.
-No dobra. -co miałam do stracenia.? Gdzieś tu jest pełno dzieci, więc ich rodzice pewnie też gdzieś tu są.. Nic mi nie zrobi. Paręnaście razy upewniał się czy nie będę podglądać co było strasznie słodkie. Nie wiedziałam, że ktoś może być takim słodziakiem. Odwiązał mi chusteczkę, dzięki czemu poczułam się o wiele lepiej. Dlaczego nie mógł po prostu poprosić mnie o zamknięcie oczu.? W sumie byłam za ciekawska więc otworzyłabym je zaraz po zatrzymaniu samochodu. Jeśli nie szybciej.
-A teraz na trzy otwórz i powiedz czy ci się podoba pomysł. Gotowa.? -skinęłam głową. Byłam zniecierpliwiona tym, co dla mnie przygotował.
Jeden..
Dwa..
Trzy.
Otworzyłam oczy, a przed sobą zobaczyłam wielki park rozrywki. Zawsze chciałam tutaj przyjechać. Zawsze marzyłam o jeżdżeniu przeróżnymi kolejkami. A już zawsze chciałam wsiąść na diabelski młyn. Hahah i jak w filmach marzyłam, żeby się zatrzymał kiedy akurat zdąrze wjechać na samą górę. Oczywiście chciałam żeby jakiś królewicz mnie uratował a już najlepiej by było żeby siedział tam ze mną. Ale przynajmniej tutaj jestem i to jeszcze z Niallem. Kiedy tylko przypomniałam sobie o nim rzuciłam mu się na szyje.
-Dziękuje.
-Podoba ci się.? -widać, że był lekko zaskoczony moją reakcją, więc odsunęłam się od niego speszona. Może nie lubi jak się do niego przytulam.? Auć zabolało to. Skinęłam nieśmiało głową, bo nie byłam pewna co do tonu mojego głosu. Nie chciałam brzmieć na obrażoną albo urażoną. Po prostu może za dużo sobie wyobraziłam.? Chyba tak. -To gdzie najpierw idziemy.? -złapał mnie za rękę co lekko mnie zszokowało. Wzruszyłam ramionami. Skąd mam wiedzieć gdzie chcesz iść.?
-Zaskocz mnie. -powiedziałam uśmiechając się do niego. Pociągnął mnie za rękę i już prowadził na kolejkę górską. Faceci.. Wszystko co jest szybkie ich ciszy, no gorzej niż z dziećmi. Kupił nam bilety co strasznie mnie zawstydziło, kurwa przecież jak ja mu je oddam. Jakiś przemiły pan zapiął nas w pasy. Powoli wjeżdżaliśmy na górę, a ja zaczęłam się bać. Przecież jak zaczniemy zjeżdżać to ja zesram się ze strachu. Złapałam Nialla za rękę i zamknęłam oczy w momencie zjazdu. Wszyscy łącznie ze mną zaczęli krzyczeć. Nie mówię, że nie było fajnie ale preferuje o wiele spokojniejsze atrakcje. Kiedy otworzyłam oczy właśnie zrobiliśmy pętle. Wiatr rozwiał moje włosy, a do oczu napłynęło mi pełno łez, przez co wyglądałam pewnie okropnie. Wysiadając z tego cholernego wagonika nogi trzęsły mi się jak galareta, nie wiedziałam, że jest tam aż tak zimno.
-Fajnie było. -super, że ci się podobało, bo ja zamarzam. -Podobało ci się.
-Taa.. -potarłam ramiona rękami, a on zdjął bluzę i zarzucił na mnie.
-Ubieraj się tchórzu. -posłusznie założyłam jego bluzę, a w mojej głowie zawirowało miliony myśli. Jak ona ślicznie pachnie. Tak Niallowo.
-Nie jestem tchórzem. -opamiętałam się szybko i ponownie wzięłam go za rękę.
-Jasne, a kto mało nie zgniótł mi ręki tam na górze.?
-No właśnie Nialler, kto.? -zapytałam obracając kota ogonem.
-W takim razie chodźmy jeszcze raz. -od razu pociągnęłam go za rękę, gdy tylko próbował się oddalić.
-Nigdzie nie idę. -jęknęłam, patrząc na ta okropną kolejkę.
-Wiedziałem. Chodź pójdziemy na coś fajniejszego.


   
                                                                        ***


Niall wyciągnął mnie chyba na wszystkie możliwe kolejki w tym parku. Żeby tylko kolejki.. Byliśmy chyba na wszystkim prócz diabelskiego młyna. Oczywiście zrobiłam się głodna, a mój okropny brzuch musiał dać o sobie znać. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Na szczęście okazało się, że brzuch mojego mena, tak samo domagał się jakiegoś jedzonka. Przynajmniej oboje mogliśmy się z siebie pośmiać. Nialler kupił nam wielką watę cukrową, którą zajadaliśmy się na ławce.
-Nigdy tak dobrze się nie bawiłem jak z tobą, mała.
-Spieprzaj nie jestem taka znowu mała. -uderzyłam go piąstką w ramie. I zdałam sobie sprawę, że jest w samej koszulce.
-Co ci tak minka zrzedła, Mała.?
-Nie jest ci zimno.? Jeśli tak, to przecież oddam ci tą bluzę, bo mnie w sumie jest już ciepło. -byłam zakłopotana. Jezu jak mogłam nie pomyśleć o tym wcześniej.?
-Nie jest słodka, nie jest. Zresztą zatrzymaj ją sobie, będziesz chociaż miała coś ode mnie. -powiedział ze swoim najśliczniejszym uśmiechem. -Ey czy ty nie masz czegoś na ustach.? -od razu zakryłam je ręką.
-Gdzie.?
-Poczekaj, pomogę ci. -powoli opuściłam swoją rękę, a on zaczął się do mnie zbliżać. Kiedy znalazł się milimetry od mojej twarzy, cały czas patrzył mi w oczy. Boże stado cholernych motyli zaczęło tańczyć hula w moim żołądku. Poczułam jak się rumienie i niepewnie przygryzłam wargę. Cholerny nawyk, powinnam się go pozbyć. -Rozpraszasz mnie.
-Czy ty Nialler starasz się mnie podrywać.?
-A co nie szczególnie mi wychodzi.? -kurwa cały czas rozpraszał mnie tymi swoimi paczadłami, które przeszywały mnie na wylot. Kiedy w końcu lekko musnął moje usta swoimi, zatraciłam się. W życiu nie byłam taka bezbronna jak w tej chwili. Poczułam jak opiera swoim czołem o moje, więc niepewnie otworzyłam oczy. Mój głupek uśmiechał się do mnie jakby został niewiadomo kim.
-No niech będzie, że idzie ci nieźle. -szepnęłam, po czym ponownie złączyłam nasze usta. Jednak po chwili znowu się od niego odsunęłam.
-Droczysz się ze mną.?
-Bo ja wiem.?
-Holly.. Oj Holly. -powiedział kręcąc z niedowierzaniem głową.
-Chodź idziemy na diabelski młyn. Zawsze chciałam tam iść.
-Oczy błyszczą ci się jak dziecku. -zażartował sobie ze mnie, za co posłałam mu język. Wstałam z ławki i już chciałam się kierować w stronę kolejki kiedy JĄ zobaczyłam. Moją mamę z Brianem. Japierdole, cały mój świat zawalił się w tamtej chwili. Oni nie mogą się dowiedzieć, że jestem w kraju, a co najważniejsze tutaj. Nie mogą. Odwróciłam się do chłopaka z prędkością światła i zaczęłam go ciągnąć w przeciwnym kierunku kiedy usłyszałam jak wołają mnie po imieniu. Cholera jasna, dlaczego musiała mnie zauważyć.? No dlaczego.? Cały czas ciągnęłam go za sobą nie zwracając uwagi na ludzi, przez których się właśnie przepychałam. Jezu błagam tylko za mną nie idź. Błagam. Rozglądałam się wkoło i wkońcu dotarłam do wyjścia. Nialler jednak pociągnął mnie w tym momencie za rękę i nie pozwolił zrobić kolejnego kroku.
-Możesz mi powiedzieć co ty odpierdalasz.? -zauważyłam, że był wkurwiony, ale co ja mam mu powiedzieć.? Nerwowo przygryzłam wargę zastanawiając się nad odpowiedzią. -Mów do cholery.! -krzyknął na mnie, a ja od razu się wystraszyłam i skuliłam w sobie.
-Tam była moja mama.. I brat. -wyjąkałam ledwo słyszalnie. On natomiast przeczesał dłonią włosy i pociągnął mnie za rękę. Chciałam żeby mnie przytulił on natomiast zaczął mijać samochody na parkingu, ciągnąc mnie do jak mniemam naszego.. To jest jego samochodu. Otworzył przede mną drzwi, a ja bez słowa zajęłam miejsce i zapięłam się pasami. On zaraz usiadł na swoim miejscu i zapalił samochód. Niepewnie na niego spojrzałam, jednak widząc go tak wkurzonego bałam się cokolwiek powiedzieć. Nerwowo zaczęłam bawić się drżącymi rękoma. Japierdole a jeszcze chwilę temu była tak fajnie.
-Czemu mi nie powiedziałaś.? -wiedziałam, że stara się udawać spokojnego, jednak wcale mu to nie wychodziło. Warknął na mnie jakbym zrobiła mu co najwyżej krzywdę.
-Nie wiem. -szepnęłam. Co ja do cholery mam powiedzieć.? Bo bałam się i zaczęłam spierdalać jak nakazywał mi rozum.?
-A co ty kurwa wiesz.?! -krzyknął. Przelotnie na niego spojrzałam, jednak od razu tego pożałowałam, bo mocno zacisnął ręce na kierownicy co od razu rzuciło mi się w oczy. Czy on chce żebym mu na to odpowiedziała.? Raczej nie. Zaczęłam panikować. Ręce trzęsły mi jakby właśnie dostały padaczki. Boże przecież to nie moja wina. Prawda.? -Pytałem się suko, co wiesz.?! -tym razem krzyknął o wiele głośniej. Jednak do mnie to już nie docierało. Nazwał mnie suką. Znowu. Kolejny raz mnie obraził. Kolejny. Jezu jaka ja jestem głupia.. Jak ja mogłam zaufać facetowi, którego ledwie znam.?
-Nic nie wiem. -odparłam na skraju załamania. Poczułam palące łzy w oczach, jednak z całych sił je powstrzymywałam. Na szczęście ten cholerny samochód się zatrzymał, a ja od razu z niego wyszłam i skierowałam się prosto do głównych drzwi hotelu. Nie zwracałam uwagi czy za mną idzie czy nie.. Po prostu szłam prosto do mojego pokoju. Łzy zamgliły mi widok na wszystko co mnie otaczało, jednak jakimś cudem otworzyłam drzwi do pokoju i od razu zamknęłam się w nim od środka. Osunęłam się po nich i gorzkie łzy spłynęły mi po policzku. Jak on mógł znowu mnie tak nazwać.? Jak.?! Zaczęłam nierówno oddychać, przez co czułam się jeszcze gorzej. Jeśli to w ogóle jest możliwe. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc od razu zakryłam sobie usta dłonią. Jednak to wcale nie pomogło mi uspokoić swojego oddechu. Dlaczego wszystko co najgorsze spotyka zawsze mnie.? Z powodu braku tlenu moim ciałem zaczęło rzucać. Nierówne doprowadzania tlenu do organizmu było tego przyczyną.
-Holly.. Wiem, że tam jesteś.. Proszę cię otwórz mi drzwi. -oparłam się głową o drzwi. wtedy zauważyłam, że mam ciągle jego bluzę na sobie. Szybko ją z siebie zdjęłam i podniosłam się spod drzwi, w momencie kiedy ktoś uderzył w nie pięścią. Podskoczyłam ze strachu i jeszcze dalej się od nich odsunęłam. Cholera jasna, nie mam gdzie uciec. Rozejrzałam się po pokoju, jednak nie znalazłam dla siebie żadnego ratunku. Cholera, cholera, cholera..
-Otwórz te pierdolone drzwi.! -znowu krzyczał. Krzyczał na mnie. Drżącymi rękoma przekręciłam zamek w drzwiach i szybko się od niech odsunęłam. Boję się go. Po prostu się go boję. Zauważyłam jak szarpie za klamkę, która pewnie dla jego zdziwienia, pozwala mu otworzyć drzwi. Jego wzrok od razu padł na mnie, a ja zasłoniłam sobie ręką usta, próbując się uspokoić. Jednak kolejna fala strachu i przerażenia nie pomogła mi w tym. Chciał się do mnie zbliżyć, jednak od razu się cofnęłam. Boję się go. To niemożliwe żeby to był ten sam chłopak, z którym byłam w parku. Po prostu niemożliwe. Wrócił na swoje miejsce, zamykając przy tym drzwi, ja natomiast nie ruszyłam się nawet o milimetr.
-Możemy porozmawiać.? -jego miły ton głosu totalnie mnie zmylił. Znowu przypominał mi chłopaka z parku, z którym się całowałam. Nie wiedziałam co mam zrobić, więc lekko pokiwałam głową. Co by zrobił jeśli bym odmówiła.? Uderzyłby mnie czy ponownie zeszmacił.? Nie wiem.. Powoli zaczął się do mnie zbliżać, a ja nie miałam już gdzie uciec. Stałam przy ścianie z mocno zamkniętymi powiekami i ręką przy ustach. Serce zaczęło mi walić jakbym miała zaraz przeżyć zawał. Cholera. Adrenalina w mojej skórze dawała o sobie znaki, dlatego otworzyłam oczy. Jednak od razu w panice chciałam się cofnąć. Był o wiele bliżej niż mi się wydawało. Uważnie mnie obserwował kiedy zderzyłam się ze ścianą. Powoli wyciągnął rękę w moją stronę i odciągnął moją rękę od ust. Nie mogłam spokojnie oddychać. Po prostu nie potrafiłam.
-Przepraszam. -powoli ale pewnie przytulił się do mnie. Jedyne co wtedy czułam to panika i strach. Nie mogłam mu niczego odmówić ani chociażby się sprzeciwić. Bałam się. Po prostu cholernie się go bałam. -Holly.. Nie bój się mnie, błagam. Nie mogę patrzeć na ciebie kiedy jesteś tak cholernie przerażona faktem, że cię przytulam.



___________________________________________________________

Hej Kochane Słodziaki ♥
Jak Wam się podobał rozdział.? :D

Cały czas ta sama wielka prośba ;* Komentuje i wbijajcie na mojego bloga ;)

Buzioooolkiii ♥

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 26

*Niall's POV*


Obudziłem się koło brunetki, która wtulała się we mnie. Podobało mi się to nie powiem, że nie.. Ale czy byłem odważny aż na taki krok. Wypiliśmy wczoraj trochę, a że dawno nie spożywałem alkoholu trochę zadziałał na mnie. Nie wiedziałem co zrobić. Pamiętam wczoraj każdy szczegół. Każdy detal. Czy żałuje któregoś? Sam nie wiem. Nie wiem czy powinienem. Chyba, tak. Ale nie odczuwam żadnego wstydu. Mogłem ją przytulić, pocałowałem w czoło. To mi się podobało. Ale czy Holly naprawdę taka była?! Nie taką ją sobie wyobrażałem. Myślałem, że jest wstydliwą osobą, która raczej nie tyli się prawie z OBCYM facetem i nie śpi z nim w jednym łóżku.
Cóż najwyraźniej pozory mylą.
Nie wiedziałem, czy chcę ją poznać. Czy chciałem zaczynać historię z jakąś dziewczyną. Z tego co wczoraj pokazała, chciałaby wyjaśnień dlaczego to robię? Po co? Nie wiem czy jestem na to wszystko gotowy i czy kiedykolwiek będę. Czy to możliwe żeby otworzyć się przed kimś. Szczególnie po tym co przeszedłem. Nie wiem czy to możliwe. I nie wiem czy się to uda. Co ja mam z nią teraz zrobić. Tak słodko śpi.
Musnąłem jej ranę która ciągnęła się od żuchwy aż do obojczyków. Nie było widać nic po za dużą ilością zaschniętej krwi. Gdy tylko dotknąłem jej wzdrgnęła. Więc postanowiłem tego nie ruszać, gdy się obudzi, zdezynfekujemy ją i jakieś inne jeżeli ma. Wolałbym nie. Już sobie wyobrażam jak będzie krzyczeć jak poleję tą ranę wodą utlenioną. Będzie piec jak cholera, ale chyba lepsze to niż iść na pogotowie. Zaczeli by wypytywać co się stało, gdzie jej rodzice. Może by wszystko wypaplała. Kto wie.
Nagle przekęciła się na bok i jak poparzona odsunęła się ode mnie.
-Co ty tu do cholery... ał... -Powiedziała łapiąc się za głowę.
-Kac, co? Haha, jednak nigdy nie piłaś! Serio nic nie pamiętasz? -Powiedziałem, pełen dumny z siebie jakbym zajął miejsce w jakimś super ważnym konkursie.
-Yyyy, tak jakby.. Może -Powiedziała, trochę zawstydzona.
-A pamiętasz to? - Zbliżyłem się do niej, odsłaniając jej ramię i składając lekki pocałunek.
-Nie robiliśmy nic takiego! -Krzyknęła cała czerwona. Zarumieniła się naszą bliskością. PUNKT DLA MNIE. Przybiłbym sobie sam piątkę, ale dziwnie by to wyglądało.
-Haha, napewno? -Zacząłem gładzić jej włosy. -Ale widzę, że teraz ci się to podoba. -Zrobiła się jeszcze bardziej zarumieniona. Nigdy w życiu nie widziałem tak speszonej dziewczyny jak teraz. Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem, że doprowadziłem ją do takiego stanu, ale wyglądała zbyt słodko aby to zrobić.
Gwałtownie się ode mnie odsuneła.
-Możesz wyjść, czy coś chciałabym się ubrać!
Wstałem byłem tylko w jensach i rozciągnąłem się. -W co ty się chcesz ubrać w te łachy? -Wskazałem na ciuchy, które tu leżały.
-Jakbyś sobie nie przypomniał nie wybrałam się na żadne pieprzone wakacje, tylko byłam uprowadzona! -Na te słowa wzdrgnęła i jej oczy zalśniły, ale zaraz odwróciła wzrok w jakiś martwy punkt na ścianie.
-Zaraz wracam daj mi 10 minut i wróce tu z jakimiś ciuchami i butami w których będziesz mogła ze mną stąd wyjść na spacer.
-Tyy.... chcesz.. iść, ze mną na spacer? -Dopytała z lekkim nie do wierzaniem.
-Tak chce, chce. Zaraz wracam skarbie. -Powiedziałem wsuwając stopy w moje białe supry i wychodząc bez koszulki z pokoju.

***
Gdy wyszedłem z pokoju poczułem lekki chłód na moim nagim ciele. Nie mogłem nic zrobić. Musiałem się udać do recepcji i mieć nadzieje, że będzie w niej jakaś dziewczyna a nie chłopaka. Musiałem jej załatwić coś w co będzie mogła się ubrać.Zauważyłem wysoką rudowłosą dziewczynę, która stała plecami do mnie. Była ubrana dosyć przeciętnie zwykłe tenisówki, krótkie spodenki i luźny kłusy top. Jej włosy stanowiły góre loków.
-Przepraszam cię... Jak masz na imię? -Zapytałem trochę nie pewnie. Była śliczna, miała mnóstwo piegów na twarzy i jej rude włosy okazały sie naturalne, w pierwszej chwili pomyślałem, że są farbowane. Echhh myliłem się.
-Tak? -Spytała na początku dosyć szorstko, opierając się o swoją dużą niebieską walizkę.
-Masz jakieś ciuchy?
-Hahahha, mam ale chyba nie dla ciebie. Po za tym jestem Kate. -Powiedziała lekko się uśmiechając.
-Nie, nie o to chodzi, dla dla pewnej dziewczyny, ona zgubiła bagaż i.. ja zapłace ci za jakąś bluzkę spodnie, spodenki lub sukienkę i oczywiście buty.. Oczywiście przydałoby się też podstawowe rzeczy typu szczotka do włosów i jakieś kosmetyki. Mogę  cię o to prosić? -Spojrzała na mnie jak na jakiegoś totalnego debila. Szlak źle trafiłem. Przyglądała mi się jak pies, który miał zaraz zaatakować.
-Ja zapłacę ci za te ciuchy, ile tylko chcesz.. To naprawdę jest ważne.
-Doobrze, daj mi chwilę muszę coś znajść żeby do niej pasowało. Możesz sam wybrać chcesz? -Nie wiedziałem czy chce, ale jak da jej jakieś szmaty albo jakieś dziwkarsie ciuchy?! Wolałem sam jej coś wybrać.
-Jasne, jeżeli można. -Położyła, walizkę na kanapie w holu i rozsuneła. Bierz z ciuchów co chcesz. Buty też do twojej dyspozycji.. jak masz na imię?
-Niall
-No właśnie Niall. Więc bierz czego potrzebujesz.
Znalazłem czarne rurki, i zwykłe przecierane krótkie jeansy. Wziąłem je. Miała też niezły zbiór koszuli typowych dla takiej pogody wziąłem jedną elegancką drugą zwykłą przewiewną do tego kilka koszulek z różnymi nadrukami, które sama Kate mi posunęła. Kazała mi wziąść też czarne szpilki i mała torebkę w tym samym kolorze. Mam też dla Holly zwykłe granatowe vansy. Nie zapominając o niezliczonej ilości skarpetek i bielizny. Kate i Holly miały podobną figurę, w duchu modliłem się żeby rozmiar buta był taki sam.
To dziwne, że ona po prostu oddała mi połowe swojej walizki. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że przy drziwach stoi ich jeszcze dwie. Dała też mi sporą ilość kosmetyków i różnych chemikali, którego przeznaczenia nie znałem.
-Dobra, dobra chyba wystarczy naprawdę. Chciałem tylko ciuchy na dwa dni dla niej później byśmy je kupili. Wielkie, wielkie dzięki. -Zatsanawiało mnie też jedno, co ona robi  w takiej norze jak ta. Nie będę pytał. Chciałem tylko ciuchy dla Holly to wszystko. Wyjąłem jakieś 1000$ i jej dałem. Skinęła tylko głową dała mi moje rzeczy i odeszła do swoich walizek. Chciałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Po prostu poszedłem do pokoju.

***
Chodziliśmy po parku trzymając w ręce kawę mrożoną i po prostu rozmawialiśmy. Gadaliśmy jakbyśmy znali się od bardza dawna.
-Hahaha, pamiętasz jak "spotkaliśmy się" pierwszy raz? -jej mina nagle zpoważniała.
-Jasne, że tak szturnchnąłem ją lekko w ramię. Najgorsza rzecz jaką mogłem zrobić to zwyzywać cię i krzyczeć na ciebie. -Ostatnie zdanie powiedziałem tak cicho, że nie wiem czy je usłyszła.
-Co? -Powiedziała lekko się uśmiechając. -Nie słyszałam.
-Nic, nic powiedziałem tylko, że musimy się dobrze poznać, bo tak naprawdę nic o sobie nie wiemy.
-Tak to prawda. -Powiedziała siadając na jednej z ławek. Park jak na piątkowe popołudnie nie był zatłoczony. Wręcz przeciwnie.
-Holly.. -Powiedziałem łagodnie.
-Taak?
-Opowiesz mi coś o sobie.
-To wszystko zaczęło się w 3 klasie. Zaczeliśmy się wzbogacać i przeprowadziliśmy się do Liverpoolu. Na początku było świetnie. Miałam pełno koleżanek, które uwielbiały przesiadywać u mnie w domu. Chodziłyśmy razem do kina. Razme się też bawiłyśmy. Później zjawiła się Erica. Nastawiała wszystkich przeciwko mnie. Wszystkich. Myślałam, że koszmar się skończy kiedy pójde do liceum. Nie nic się nie zmieniło praiwe wszyscy z tej szkoły idą do tego liceum. Już miałam przypiętą etykietkę. Tylko z Danielle gadałam i się zadawałam. Ona w szkole była, była inna niż gdy z nią gadałam. W szkole była chamska, ubierała się dosyć sprośnie. Chodziły plotki, że przespała się z naszym 26 letnim nauczycielem od biologii. Uchodziła za tak zwaną dziwkę. A ja, że się z nią kolegowałam też przypięto mi to. Byłam jak to powiedziała Erica Miller puszczającą się dziewczynką z bogatymi rodzicami. Jestem, dla niej i więszkości szkoły pośmieliskiem. Wiesz jak to jest? Nie nie wiesz. Nie znam cię, a o tym ci opowiadam. Nawet moi rodzice o tym nie wiedzą. Nikt. Ciesze się, że Brian nie chodzi do tej szkoły. Miał by przejebane przeze mnie. -Zaczęła ocierać łzy, które spływały jej po policzkach. -Przepraszam nie chciałam się rozryczeć.
-Ej słońce nic się nie stało. -Powiedziałem łagodnie gładąc jej policzek i wycierając sływające łzy. -Będzie dobrze. Zobaczysz. Nie płacz proszę. -Powiedziałem prawie szepcząc i przysuwając ją do siebie i obejmując.
-Chcesz.. chcesz żebym ja ci o czymś opowiedział? O czymś o wiele gorszym i brutalniejszym? -Słyszałem niemal jak mój głos drży. Nie byłem pewny czy chce jej to powiedzieć, ale słowa same wydobywały się z moich ust.
Pokiwała tylko głową, która była przyciśnięta do mojej piersi, że chce.
-Moja siostra... Ona godziła z Jaiem. Był starszy od niej o 3 lata. Każdy myślał, że to szczęśliwa para. Ja, ja też tak myślałem byli razem 5 lata. Kupa czasu jak na wie, w którym zaczeli ze sobą chodzić. Ja, ja byłem dosyć lubiany w szkole. Nie powiem, że nie byłem jak to kiedyś kumpel powiedział duszą towarzystwa. Nie mogę też pogardzić moimi ocenami. Nauczyciele mnie nie lubili, czasem mówili, że przesadam z żartami ale nigdy nie wysłali mnie za to do dyrektora tylko się uśmiechali. Haha, i pomyśleć, że zjebałem to wszystko doszczętnie to zjebałem. Szykowałem się na imprezę. Usłyszałem, że moja siostra płacze. Jest ode mnie starsza o 2 lata. Lizz bardzo płakała. Była w swoim pokoju. Wszedłem tam po cichu. Chciałem zobaczyć co się stało. Nie uwierzysz to zobaczyłem.... Zobaczyłem ją całą zapłakaną, jej brzuch był cały w sińcach i uda też. Była tylko w staniku i krótkich spodenkach. Miała też ranę ciągnącą się przez cały dekold. Leciała z niej krew. Ona była ranna. Stałem tak przez chwile zastanawiając się co się stało. I wtedy złączyłem fakty Jai wyszedł stąd kilka minut. Kto mógł jej to zrobić jak nie on! Wszystko we mnie buzowało! Miałem ochotę go zabić. Gdy Lizz to zobaczyła. Zaczęła mnie błagać abym przestał, abym nic mu nie robić. Mówiła że to pierwsza taka stytuacja. Nie chciałem jej wierzyć byłem pewny, że tak nie jest. Ale zapewniłem ją, że nic mu nie zrobię. Udałem się na imprezę bawiliśmy się doskonale, aby poprawić zabawę napiliśmy się trochę, zapaliliśmy, wciągneliśmy troche cracku. Bawiliśmy się świetnie tym bardziej, że wszystko działo się w ogrodzie było nas ponad 100. Krew buzowała nam w głowie i żyłach. Było niesamowicie do pewnego momentu. Kiedy go zobaczyłem! Wybuchnąłem wtedy miałem ochotę go zabić. -Poczułem, że pieką mnie oczy i poczułem pojedyńczą łze na moim poliku. Szybko ją wytarłem. -Podszedłem do niego. Był wstawiony. Czasem mu się to zdażało a może nawet często i o tym nie wiedziałem. Wszystko było możliwe. Stał i się kiwał na nogach. Uderzyłem go z całej siły aż krew mu pociekła. Zacząłem go okładać jeszcze bardziej. Nie zwróciłem uwagi na to, że wszyscy na nas patrzyli. Miałem to w dupie ta sprawa była pomiędzy mną, nim i moją siostrą. On się już nie ruszał, ja nadal go okładałem chłopaki zaczeli mnie od niego odciągać. Ja zacząłem płakać rozpaczliwie i walić w jego klatkę piersiową. On nie żył. Umarł. Przeze mnie. Ktoś zadzwonił na policję. Nie Holly ja nie mogę nie tym razem. Resztę opowiem ci kiedyś indziej nie mam na to siły. Pierwszy raz o tym komuś opowiadam. -Nie licząc psychologów i sądu. Tylko, że oni mi nie wierzyli.
-Nie gadajmy o tym dobrze? -Byliśmy tak blisko, że nasze nosy się stykały, Patrzyliśmy sobie długo w oczy. Czekała aż wykonam pierwszy ruch.
Brzybliżyłem się nie co i lekko musnąłem jej usta. Odrazu się odsunąłem.
-Ja, muszę coś załatwić przyjadę później do hotelu. Trafisz z powrotem sama.
-Yhym. -Powiedziała z lekko zaróżowionymi policzkami.
-Może pójdziemy gdzieś wieczorem razem hmmm?
-Czy ty mnie zapraszasz na...
-Tak na randkę. -Powiedziałem lekko się pesząc.
-Zastanowie się. Wiesz gdzie mnie znajść. -Powiedziała i wstałą z ławki idąc tą samą ścieżką którą przyszliśmy.
Coś się ze mną działo, ale nie do końcu jeszcze wiedziałem co.
_____________________________________________
Noo więc hej! ♥
dziękuję za wszystkie komantarze tak dalej!
Podpisujcie się jak piszecie kometarz z anonima, proszę.
MAM PROŚBĘ JEŻELI PRZECZYTASZ TEN ROZDZIAŁ ZOSTAW PO SOBIE CHOĆ JEDNO SŁOWA JEST TO WAŻNE DLA NAS. :) DZIĘKUJĘ



wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 25.


*Holly POV*

-Jasne. -jego pogodny uśmiech uświadomił mnie, że nie kłamie. Cieszę się, że się zgodził. Jeśli zostałabym tutaj sama nie spałabym tak długo dopkóki nie padłabym ze zmęczenia. Zgarnęłam ciuchy przyniesione przez tą przemiłą dziewczyne i poszłam pod prysznic. Nie mam bladego pojęcia ile mnie tam trzymał ale brud spływał ze mnie i spływał. Szorowałam ciało gąbką, jednak oprócz zaczerwienień nic nowego się nie działo. Kiedy wkońcu zaczęła mi schodzić skóra odpuściłam.. Czas umyć włosy, wylałam tony szampnu na głosy i zaczęłam je szorować. Nigdy w życiu nie były takie tłuste, nigdy. Po godzinnym prysznicy, wyszłam z łazienki. Niall siedział dokładnie w tym samym miejscu, jednak przed nim na stole leżało jedzenie. Prawdopodobnie to, które przyniosła mi obsługa. Zapłaciłam za nie. Chyba..
-Wyglądasz dużo lepiej Holly. -krzywo się do niego uśmiechnęłam i usiadłam naprzeciwko. Byłam głodna ale jak mam zjeść skoro cały czas się na mnie patrzy.? Przeszywa mnie tymi niebieskimi oczami, aż przechodzą mnie dreszcze. Ściągnęłam go tutaj, a on może w ogóle nawet nie chce ze mną rozmawiać.? Może nienawidzi mnie za to, że sprowadziłam na niego kłopoty.? Może powinnam była tam zostać i dać się zabić.? Poczułam pojedyńczą łze spływającą mi po policzku. Oznaka słabości. Tak jestem słaba. Tak słaba, że nie mam nawet siły zbuntować się przeciw własnej rodzinie, która mnie dręczy. -Mała wszystko w porzątku.?
-Nic nie jest wporzątku. -odeszpnęłam.
-Poczekasz tu na mnie chwilkę.? Spróbuje to zmienić tylko nie ruszaj się stąd, dobra.? -skinęłam głową i obserwowałam jak wychodzi. Zamknął za sobą drzwi a ja oparłam się. Ciągle miałam mokre włosy, bo suszarkę każdy powinien mieć swoją. Szkoda, że ja swojego nic nie mam. Kolejny raz zaburczało mi w żołądku, więc przyciągnęłam talerz do siebie i zaczęłam jeść. Po pierwszym kęsie stwierdziałam, że mają tutaj rewelacyjnego kucharza. Coraz szybciej przegryzałam kolejne kęsy, aż w końcu się zapchałam i nie dokończyłam posiłku. Wreszcie czułam się pełna ale nie senna. Alex zawsze dosypywał mi leki nasenne, po których spałam jak głupia. Do tej pory nie mogę być pewna co do tego czy mnie przypadkiem nie skrzywdził. Zresztą możliwe, że nie on jeden się do mnie dobrał. Usłyszałam otwierania się drzwi, więc od razu spojrzałam w ich stronę. Przestraszyłam się, ponieważ zapomniałam zamknąć drzwi. Teoretycznie każdy mógł tutaj wejść. Jednak kiedy zobaczyłam blond czuprynkę od razu zrobiło mi się lżej na sercu.
-Spokojnie mała to tylko ja. No i twój pocieszacz. -mówiąc pocieszać pokazał mi ogromną butelkę wina. A więc chciał mnie opić.? Niby jak miałoby mnie to pocieszyć.? -Ey nie patrz na mnie tak jakbym chciał cię upić i zgwałcić.
-Przepraszam. -szepnęłam i od razu spuściłam wzrok. On natomiast kucnął przede mną.
-Słuchaj. W życiu nie uśniesz jeśli się pożądnie nie opijesz. Powinnaś się wreszcie na spokojnie wyspać. -a więc oto mu chodziło. Kochany. Wyjął z szafki dwa kieliszki i otworzył wino. -No chyba nie chcesz wypić wszystkiego sama.?
-Nie. Szczerze to ja w ogóle nie pije. -przyznałam, cały czas obserwując czerwoną ciecz w moim kieliszku.
-W takim razie, najwyższy czas zacząć. -powiedział podając mi lampkę z winem. Upiłam łyk i się skrzywiłam. O h y d a. Było gorzkie. On zaczął się ze mnie śmiać i sam także upił łyk swojego w ogóle się nie krzywiąc. Czemu niemu smakuje a mi nie.? -To wino jest pół słodkie, po jakimś czasie zacznie ci smakować nie martw się. -pół słodkie.? Niemożliwe. Jest tak gorzkie, że szok. W ogóle mi nie smakuje ale zmusiłam się do kolejnego łyku. Po raz kolejny grymas wystąpił na mojej twarzy, jednak tym razem nie było już takie złe.
-Da się przywyknąć. -powiedziałam opróżniając lampkę. Niall posłał mi cwaniaczki uśmieszek i znowu napełnił mój kieliszek.
-Wygodnie ci tam.? -ciągle siedziałam na krześle kuchennym.
-Szczerze.? To nie. Jest strasznie twarde ale to i tak lepsze od piwnicy. -mówiąc to wzruszyłam ramionami, jednak on strasznie się zdenerował. Zacisnął dłonie w piąstki i ciężko oddychał. -Ey Niall co jest.?
-Nie jesteś już w piwnicy, więc może się przesiądźmy.? -starał się uspokoić. To był znak żeby nie drążyć tematu. Tak też zrobiłam. Zgarnęłam mój kieliszek i poszłam na kanapę, która była o wiele wygodniejsza. W tym pokoju było już dość ciemno, więc odstawiłam kieliszek na stolik do kawy i poszłam zapalić lampkę. Byłam przyzwyczajona do ciemności ale nie mam zamiaru sobie teraz o tym przypominać. Zapaliłam lampkę i od razu zrobiło się przyjemniej, było tutaj też dosć duszno, więc rozstrzelniłam okno. Natępnie klapnęłam sobie na kanapie obok chłopaka, który cały czas bacznie mi się przyglądał. Wyglądałam pewnie jak opętana. Kto normalny zachowuje się tak jak ja tuż po uprowadzeniu.? Nikt. Jestem tego pewna. Upiłam kolejny łyk wina i nie było ono już takie złe. Jednak poczułam okropną ochotę na szlugę. Oparłam się i zaczęłam oddychać.
-Holly, co ty robisz.? -spytał bacznie mi się przyglądając. Myśli pewnie, że jestem wariatką.
-Oddycham sobie.
-Ale dlaczego w taki sposób.?
-Chce mi się palić, więc sobie oddycham.
-Palisz.?! -zapytał totalnie zaskoczony. Ciekawi mnie co w tym takiego dziwnego.
-Czasem mi się zdarza wyjść zapalić, coś w tym dziwnego.?
-Po prostu zoskoczyło mnie to, że dziewczyna taka jak ty pali.
-Taka jak ja, czyli jaka.? -teraz to już kompletnie nie wiem o co mu chodzi. 
-Nie wiem jak to wyjaśnić. Wiesz myślałem, że jesteś raczej grzeczna.
-Yhy. -nie wiedziałam co mam innego odpowiedzieć. Nie zna mnie, nie wie co mi się stało. Niczego nie wie. Nikt nie wie. I lepiej niech tak zostanie. Zemszczę się na nich wszystkich. Na wszystkich, którzy jakkolwiek mnie skrzywdzili. Sięgnęłam po mój kieliszek i zaczęłam po raz kolejny pić. Czym dłuższe przerwy sobie robiłam tym wino stawało się coraz bardziej gorzkie. Niall nalał mi kolejny kieliszek, piliśmy w ciszy. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Cieszyłam się, że był tutaj ze mną.
-Co chcesz dalej ze sobą zrobić.? -upiłam łyk zanim odpowiedziałam.
-Do domu nie wrócę. Zabili by mnie.. Szczególnie, że Alex kazał mi zadzownić do mamy, że uciekłam z kraju. Nie mam też pieniądzy żeby tutaj zostać na całe życie. Mieszkania nie kupię z tych samych powodów, więc nie wiem. Może masz jakiś pomysł.?
-Jak coś wymyślę to dam ci znać, okey.? -skinęłam głową, po czym dopiłam moje wino. Piliśmy je i piliśmy a wino w butelce wcale nie znikało. Piłam już piąty kieliszek czy może szósty, kiedy poczułam, że kręci mi się w głowie. Zajebiste uczucie. Wreszcie czuje się taka spokojna.
-Ey, ey. Miałam się opić a nie upić. -powiedziałam kiedy nalewał mi kolejnego kieliszka.
-Co malutka już się opiłaś.? -mówiąc to zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
-Może troszeczkę. -powiedziałam rumieniąc się.
-Troszeczkę.? -chyba zauważył moje rumieńce, które od razu ponownie się ujawniły.
-Mówiłam ci, że ja nie pije. -jęknęłam.
-Przecież nic nie mówię. -znowu ten uśmieszek. Yhh.
-Ale się, ze mnie śmiejszesz..
-Wcale nie. -lekko szturchnęłam go w ramię. -No dobra, przepraszam. -mimo tych głupich przeprosin ciągle się ze mnie śmiał, kretynek. Sięgnęłam po lampkę z winem i ponownie ją opróżniłam.
-Ey Niall mogę się do ciebie przytulić.? -było mi cholernie niewygodnie.
-Jasne. -zbliżyłam się do niego i położyłam mu głowę na klatce piersiowej, on natomiast objął mnie ramieniem. Od razu było mi lepiej.
-Kochany jesteś wiesz.?
-Wiem, wiem. Chyba nie chcesz już pić nie.?
-Nie, nie chce. -opiłam się. Zresztą zaczęłam się trochę śmiać.
-Ale dlaczego jestem kochany.?
-Bo tak tu ze mną jesteś. Cieszę się, że cię tutaj spotkałam.
-Mała to ja się cieszę, że cię spotkałem. Przez ten cały czas cię szukałem. -chyba był tym faktem zażenowany, bo powiedział to bardzo cicho.
-Szukałeś mnie.? -oderwałam się od niego żeby spojrzeć mu w oczy. On jednak lekko się zsunął i unikał mojego wzroku. Tym razem stwierdziłam, że chce mi się leżeć, więc położyłam się na jego brzuchu.
-Yhhhmmm. - po raz kolejny zaczęłam się śmiać. Śmiesznie patrzyło się na niego z dołu.
-Dlaczego mnie szukałeś.?
-Jezu Holly.. -warknął zdenerwowany.
-Jezu Holly.. -zaczęłam go przedrzeniać, a on natomiast się uśmiechnął. -No dlaczego.? -nalegałam.
-Po prostu. -mówiąc to złapał mnie za ręke. Moje serce zaczęło wariować, jednak musiałam się uspokoić, za dużo sobie wyobrażam. -Trakutuje cię jak siostrę, więc chciałem żebyś była bezpieczna. -załamało mnie to. A więc na prawdę za dużo sobie wyobrażałam. Zresztą czego mogłam się spodziewać.? Wypiłam trochę wina i już chciałabym być przeszczęśliwą zakochaną kretynką.? Niedoczekanie. Zresztą jestem brzydka no i gruba. Chociaż może gruba nie jestem, bo po tym głodzeniu to pewnie schudłam. Właściwie to mogłam tam zostać i dać się zabić. Nie mam dla kogo żyć. Moi rodzice ponownie wywieźliby mnie do wujka, a on ponownie by mnie.. Nawet nie chce o tym myśleć. Przyjaciół też nie mam. Nie no ja muszę być zajebiście towarzyska. A no i jest jeszcze on.. Ale no kurwa jak siostrę.? No proszę, kto by się tego w ogóle spodziewał.? -Mało o czym tak myślisz.?
-O niczym. -nie mam ochoty na jakieś tam zwieżenia.
-No powiedz. -uścisnął moją rękę.. Eh.
-O tym co mi powiedziałeś.. Szukałeś mnie dlatego, że martwiłeś się o mnie jak o siostrę.? Troszkę mnie to zastanawia i dziwi. -odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy cały czas patrząc mi w oczy.
-Może i nie dlatego. -w co on gra.?
-Teraz to już w ogóle cię nie rozumiem.
-Holly utrudniasz mi życie. -dzięki. Po raz kolejny poczułam się dobita. Potrafi pocieszyć człowieka.
-Fajnie się dowiedzieć. -wyznałam zamykając oczy.
-Oj nie oto mi chodziło.
-No to o co.? -denerwuje mnie już ten typek.
-Denerwują mnie te twoje pytania.
-A mnie denerwuje to, że nie umiesz na nie odpowiedzieć. Więc jesteśmy kwita. -foch. Foch forever. W ogóle się nie odzywałam i nie otwierałam oczu, jednak kiedy poczułam senność od razu je otworzyłam. Niall nie patrzył na mnie tylko na coś daleko przed sobą.
-O czym tak myślisz.? Jeśli mogę zapytać.. -teraz to już nie wiem o co mogę go pytać, a o co nie.
-O Tobie.
-Yhhhm. -skoro nie mogę o nic pytać to mogłam mu jedynie przytaknąć.
-Dobra już nie będę nic mówić. Możesz pytać. -na mojej twarzy od razu zagościł uśmiech.
-A więc o czym dokładnie myślałeś.?
-Co tu z tobą zrobić.
-No a co ze mną zrobić.? -jego odpowiedzi narzucały mi jeszcze więcej pytań.
-No nad tym się właśnie wacham. Do domu cię na pewno nie puszczę.
-I tak bym nie poszła.
-No właśnie. Więc chyba zabiorę cię do mnie. Tam raczej nic ci nie będzie grozić.
-Czemu raczej.? -nie powiem, lekko mnie to przestraszyło.
-Bo ja cię mogę skrzywdzić. -chyba, ciężko było mu to przyznać. Przysynęłam jego rękę do policzka i się do niej przytuliłam.
-Raczej ciężko będzie mi w to uwierzyć.
-Holly widziałaś co się ze mną dzieje jak się zdenerwuje. -no tak.. Przypomniały mi się te wszystkie sytuacje i lekki grymas wyskoczył na moją twarz. -No widzisz.. Dlatego to dla ciebie nie jest bezpieczne.
-Pierdolisz. Z tobą będę o wiele bezpieczniejsza niż bez ciebie. -poczułam jak napina mięśnie, więc się uciszyłam. Nie chce go denerwować. -Przepraszam. -dodałam szeptem. On natomiast od razu się rozluźnił.
-Słuchaj Holly. Okłamałem cię. -Co.? Jak.? Kiedy.? Tysiąc myśli przeleciało mi po głowie, -Szukałem cię, bo mi na tobie zależy. Zabiorę cię do mnie do domu, tylko musisz się mnie słuchać, rozumiesz.? Musisz robić wszystko to, czego chce, jasne.? Wszystko.. Dosłownie wszystko. -nie powiem lekko mnie to zszokowało. Szczególnie, że nigdy czegoś takiego nie usłyszałam. Nigdy to jest mało powiedziane. Ja w życiu nawet nie miałam chłopaka. To możliwe, że coś do niego czuje, jednak jeśli on mnie skrzywdzi.? Jeśli skończy się to tak samo jak z wujkiem.? Albo z pojebanym Alexem.? A może oni tworzą jakąś szajkę i chcą mnie porwać.. Jednak dlaczego mieliby to zrobić.? Moi rodzice nie mają dużo pieniędzy, więc na okup i tak ich nie będzie stać. Zresztą znając ojca to nawet by nie zapłacił, bo po co.? Skoro jego zdaniem i tak się puszczam czy to różnica gdzie i z kim.? Mogliby mnie wywieść do jakiegoś burdelu a on miałby to w dupie. Zresztą jeśli chciałby mnie porwać już by to zrobił po tym jak bezmyślnie pozwoliłam mu stąd wyjść. Jestem kretynką. Ufam ludziom jak głupia, a potem mam z tego konsekwencje. Boleśnie się to na mnie odbija. Chamstwo. Bądź wredną suką źle, bądź miła też źle. Chamstwo.
-Holly no powiedz coś..
-No ale co ja mam powiedzieć.? -szczerze.? Nie spodziewałam się takiego wyznania, i to ,,wszystko". Przerażała mnie świadomość tego, że będę jak jego pies, albo rybka w akwarium. Kompletnie zależna od swojego właściciela. On będzie mnie mógł traktować jak najgorszą dziwkę a ja nic nie będę mogła z tym zrobić.
-Co tylko chcesz, tylko coś powiedz.
-Powiedziałabym ,,coś" ale się zdenerwujesz, więc zachowam to dla siebie. Ech.. Niespodziewałam się tego, po prostu. 
-Po prostu się tego nie spodziewałaś.? -usłyszałam, że robi się wkurwiony, więc szybko to na prostowałam.
-Posłuchaj mnie Kotku. -zaciągnęłam się powietrzem. -Mnie też na tobie zależy. -trochę zamarł, a ja odważyłam się na niego spojrzeć. Troszkę dziwnie wyglądały takie wyznania, gdy ja leżałam a on siedział. Ale co mnie to tam. Byłam wykończona. -Ale co do tego wszystkiego, nie jestem w stanie ocenić czy tak na wszystko będe się zgadzać. -przyznałam to szczerze. Nie mam zamiaru być jego psem na smyczy.
-Dobrze porozmawiamy o tym jutro, co?
-Jestem za. -mówiąc to w trakcie mi się ziewnęło.
-Księżniczko idziemy spać.?
-Yhym. -powoli podniosłam się z jego brzucha i stanęłam. Jednak od razu się zachwiałam i dla utrzymania równowagi złapałam się stolika. Nie wiedziałam, że aż tak się opiłam. Niall od razu przyszedł mi z pomocą i wziął mnie na ręce. -Nie musisz mnie nosić, dam sobie radę.
-Oj skarbie widziałem jak dajesz sobie radę.
-Przecież doszłabym do sypialni. -zaczął iść w jej kierunku.
-A ile siniaków po drodzę byś sobie nabiła.?
-Znając mnie to.. parenaście na pewno. -przyznałam.
-Widzisz a takto nie będziesz miała żadnego. -położył mnie na łóżku. Okazało się, że to łóżko małżeńskie. Ździwił mnie fakt, że w recepcji przyznali mi akurat ten pokój. -Dobranoc Księżniczko. -kiedy zobaczyłam, że wychodzi zrobiło mi się dziwnie smutno.
-Nie zostaniesz ze mną.? -to pytania zaskoczyło samą mnie.
-A chcesz.?
-Wydaje mi się, że z tobą będzie mi się lepiej spało niż jak bez ciebie. -od razu do mnie przyszedł i zaczął się rozbierać. Ja natomiast położyłam się na poduszce, która była przmięciutka i powoli usypiałam.
-Księżniczko ty się nie przebierasz w piżamkę.?
-Niall ja nie mam tutaj żadnych ubrań.
-No tak. -usłyszałam tylko jak wzdycha i po raz kolejny zaczęłam odpływać. -Chcesz moją koszulkę.? Powinno ci być w niej o wiele wygodniej niż w tych jeansach i bluzce. A no i jest dość duża, więc.. -słysząc jego słowa podniosłam głowę i usiadłam. Wyciągnęłam rękę po bluzkę, a następnie ściągnęłam swoją. Szybko założyłam ją przez głowę i pozbyłam się spodni. Cieszył mnie fakt, że byłam pijana i śpiąca inaczej nigdy nie odważyłabym się na taki gest. Ponownie położyłam głowę na poduszce, tym razem jednak weszłam pod kołdrę.
-Dobranoc Księżniczko. -poczułam jak całuje mnie w czoło i kładzie się koło mnie. Było mi dość nie wygodnie, więc przytuliłam się do niego i zaczęłam powoli odpływać.
-Dobranoc Niall.


_______________________________________________________________

Na początek..

My też WAS STRASZNIE KOCHAMY ♥♥♥
Bardzo się cieszę, że podobają sie Wam moje rozdziały, zarówno tak bardzo jak i Patki :) To strasznie miłe ♥  Chciałam Wam też podziękować za to, że zajrzeliście na mojego bloga  (http://brutalandvicious.blogspot.com/#_=_ ) :) To strasznie miłe :) Może moglibyście mi napisać co o nim myślicie.? DZIĘKUJE, KOCHAM WAS  ♥ :*