DZIĘKUJE ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE SĄ ONE NAPRAWDĘ MILE WIDZANE.
INFORMUJE PONAD 20 OSÓB A KOMETUJE 8 WIĘC JESZCZE RAZ PROSZĘ, ŻEBY TU INFORMOWANI POJAWIŁY SIĘ WASZE TT,JEŻELI JESZCZE CZYTASZ I CHCESZ BYĆ INFORMOWANA.
RAZEM MAMY 318 KOMETARZY TO DUUŻOOOOO. DZIĘKUJE WAM ♥
MIŁEGO CZYTANIA. :)
*Holly's POV*
***
Nie wiem ile dni tu siedziałam 2-3 może dłużej. Jedzenie było przynosze mi -z moich obliczeń wyszło, że kilka razy dziennie. Choć nie mogę być do końca pewna. Mogłam jeść sama i "poruszać się". Jeżeli tak to można nazwać. Moje nogi i nadgarstki były powiązane jakimiś grubymi linami albo łańcuchami, każdy większy ruch sprawiał mi ból. Całe nadgarsty miałam pozdzierane w takim samym stanie albo nawet gorszym były miejsce na moich kostkach. W jednym rogu pokoju stało wiadro... Tak do tego miałam się załatwiać. O kąpieli mogłam pomarzyć, w drugim rogu zaś była umywalka i jakieś popękane lustro.
Czy oni już kogoś tu przetrzymywali? Czy to wszystko było tak dokładnie zaplanowane? Te pytania pozostawały bez odpowiedzi. Bez jakiegokolwiek ukierunkowania, które pomogło by mi to wszystko zrozumieć. Nie umiałam tego poskładać. Nic do siebie nie pasowało. Nic. Sytuacja, która wydarzyła się nie spełna miesąc temu tkwiła w mojej głowie, za każdym razem, gdy wychodziłam przed dom, za każdym razem gdy dotykałam telefonu, za każdym razem.
Przez większość czasu starałam się nie myśleć, gdzie jestem. Starałam zajmować czymś przyjemnym. Często był to niebieskooki blondyn. Coś nas pchało do siebie.
Nagle ktoś wszedł do mojego "więzienia".
-Więc rozbieraj się maleńka czas się pożadnie zabawić. -Nic nie odpowiedziałam, choć miałam ochotę głos utknął mi w gardle. Co mogło być gorszego, torury czy gwałt? Bałam się go tak cholernie, zacisnęłam powieki myśląc, że ucieknę stąd w jakiś sposób, ale niestety to nie było możliwe. -Widzę, że nasza kochana Holly nie ma ochoty na zabawę. Jak smutno, ale Alex ma, skarbie. -Powiedział i wyszczerzył się do mnie.
ALEX. ALEX. ALEX. Znałam to pierdolone imię. Z N A Ł A M.
Tak to on chciał mnie i Niall'a postrzelić. To ona nas wtedy gonił. Czy to wszystko do cholery było zaplanowane?
Podszeł jeszcze bliżej. Miałam nadzieję, że zaraz ktoś wyskoczy z ukrytą kamerą i krzynie "PRANK" i wszyscy zaczną klaskać. Tsaaa.. Wyobraźnia mnie poniosła, nigdy się tak nie stanie, choć my tego cholernie chciała.
Był teraz tak blisko, że czułam jego oddech na swoim ciele i i bijące od niego ciepło.
Miałam ochotę wstać i uciec stąd jak najdalej, chciałam być bezpieczna, tak jak miałam 6 lat i śnił mi się koszmar, mama przyszła i mnie przytuliła i czekała aż usnę wtedy czułam się bezpieczna. A teraz teraz jestem zupełnie sama, z nim.
-Niee wiesz skarbie, najpierw zadzwonisz do rodziców. Powiesz im, że wyjechałaś na jakiś czas, że musisz wszystko przemyśleć i że mają się nie martwić z jakimś chłopkakiem. Jasne? -Poczułam jak przykłada zimną stal do mojego polika, przyciskając mocnooo. Syknęłam z bólu. -Rozumiemy się? -Zapytał ponownie.
-Tak. -Odpowiedziałam tak ochryple, że nie poznawałam własnego głosu do tego mówienie sprawiało mi ból.
-Więc zaczynamy przedstawienie. -Wyciągnął ze swojej kieszeniu, mój telefon, który dostałam od Nialla. Wybrał numer i przystawił mi do ucha telefon nadal trzymając nóż przy mnie tym razem na gardle.
Usłyszałam 3 sygnały i ktoś odebrał. Cały czas ptarzył na mnie. Nie wiedziałam do kogo on wybrał numer.
Nagle usłyszałam szloch po drugiej stronie. -Holly? Skarbie czy to ty? -Powiedziała kobieta, to była mama. Nadal nie mogła powstrzymać się od łez. -Kochanie, jesteś tam z tobą wszystko... -Jej głos się załamał. - wszystko w porządku? -Nie byłam w stanie niczego powiedzieć miałam gulę w gardle. Poczułam, że gorące ostrze przesuwa się po lini moje szczęki, chciałam wydobyć z siebie jęk bólu, ale nie mogłam, zasłonił mi ustą twarzą i powiedział na ucho:
-Czas tyka skarbiee, albo kłamiesz, albo zobaczysz jak zabijam twoją matkę i twojego brata na twoich oczach, jak krwawią. Nie, nie ja ich zabiję tylko ty. Nie będziesz mieć wyboru. Więc dzwonisz jeszcze raz czy chcesz posunąć się dalej? -Te słowa wydobyły się z jego ust niczym brzydtwa. -Więc jak robisz Rain?
-Dzwoń. -Powiedziałam szeptem co mogło być ledwo słyszalne. Miałam ochotę się rozpłakać.
Po jedym sygnale odebrała. Musiałam je wcisnąć kłamstwo, że coś na przerwało. Uwierzyła, ale nadal płakała, z mojego powdu, bo myślała, że uciekłam. Gdy tylko skończyłam nawijać jej historyjkę, że wyjechałam i wgl. Nie chciała uwierzyć, błagała, żebym wróciła. Czułam, że po moich polikach spływa morze łez nic już nie mogłam powiedzieć nic. Zerwał połączenie między nami i wyłaczył telefon.
*Niall POV*
Byłem totalnie zszkowany, na dodatek chciałem zabić tego pierdolonego skurwysyna, który
skrzywdził moją
Holly. Wybiegłem myślami za daleko. Jaka moja.? Przecież ja troszczę się o nią, bo to takie małe dziecko. Nic więcej. Ale gdzie ona teraz do cholerty jasnej była.? Szlak mnie tu zaraz trafi i pódję ukatrupić jej wujka. Zrobię to, zrobię, bo skurwysyn sobie na to zasłużył.
-Niall.. Znajdziesz ją.? -Brian patrzył na mnie załamany, a co ja mu kurwa miałem powiedzieć.? ,,Tak" ? No i co.? Znalazłbym ją martwą i jakbym mu to powiedział.. Jednak z drugiej strony nie mogłem jej znaleźć martwej przecież mi.. Kurwa po prostu chce wiedzieć co z nią i dać sobie spokój. TYLE.
-Postaram się, a teraz muszę spierdalać, sory.
Wybiegłem stamtąd najszybciej jak się dało. No i oczywiście jak najciszej. James pewnie siedzi już przed hotelem i mnie przeklina, za to, że się spóźniam. Mimowolnie się uśmiechnąłem, bo lubiłem wkurzać moich znajomych. Może nie było to miłe, jednak prawdziwe. Szybko wsiadłem w samochód, który zaparkowałem w chuj daleko od tego pieprzonego domu. Pytam się, dlaczego nie zacząłem właśnie od niego.? Zmarznowałem cały dzień na to, żeby przekonać się o tym czego sam się domyślałem. Holly nie uciekła, tylko została porwana. Od razu w myślach stanęła mi jej twarz. Była smutna. Dokładnie tak samo jak wtedy kiedy nazwałem ją ,,suką". Wiedziałem, że nią nie jest a ją to tak strasznie zraniło, że niemal czułem jak mnie to boli. Ale przecież to nie możliwe, to iluzja. Wydaje mi się tylko. To takie schizy i tyle. Zanim się obejrzałem siedziałem już w samochodzie i byłem w drodze do hotelu. Tak jak podejrzewałem James siedział przed wejściem totalnie wkurwiony. Jarał już szlugę, jak przypuszczam jakąś 10 z kolei. No ale cóż bywa. Zaparkowałem moim samochodzikiem starając się nie myśleć o Holly, co wcale nie było takie łatwe. Ale to tylko troska, martwię się o nią, bo jest dla mnie jak młodsza siostrzyczka. Zamknąłem samochód i do niego podeszłem.
-Gdzieś ty stary do chuja był.? -wydarł się zflustrowany.
-Sory, szukałem kogoś.
-Ty i szukanie kogoś.? Ludzie od ciebie spierdalają na drugi koniec miasta, a ty mi mówisz, że kogoś szukałeś.?
Podrapałem się po głowie zakłopotany. w sumie miał racje, jednak co z tego.? Musiałem ją przecież znaleźć. Zanim zacznie mi zadawać kolejne kretyńskie pytania, na które nie będe znał w tym momencie rozsądnych odpowiedzi zaprowadziłem go do hotelu. Mój pokój nie był jakoś specjalnie wielki ale usiedliśmy w nim spokojnie.
-Nie wiedziałem, że tu się bujasz.. Byłem w okolicy kilka dni temu z Alexem.. -Alex.. Ta kreatura krąży w mojej głowie odkąd tylko go znam. Ale chwila.. Kilka dni temu.? Przecież Holly zaginęła niedawno, więc może się gdzieś tutaj spotkali.? Może ją widział.? Musiałem szybko ostudzić mój entuzjazn, żeby nie wzbudzić jego podejrzeń. Nie dali by mi żyć, gdyby dowiedzieli się, że tak uganiam się za tą dziewczyną. Siedzieliśmy w ,,kuchni" jeśli tak można było nazwać to prowizorodyczne pomieszczenie.
-Gdzie dokładnie byliście.? -zapytałem od niechcenia, chociaż na prawdę moje wszystkie komórki rwały się by dowiedzieć się jak najwięcej. Chciałem zadać wszystkie nurtujące mnie pytania od razu, jednak nie mogłem jeśli nie chciałem się zdradzić. Zdradzić.? Ciekawe określenie na to co czuje, mój mózg zaczyna szaleć a ja razem z nim.
-No tutaj gdzieś w okolicy. Powiem ci stary, że nie wiem dokładnie, bo to Alex prowadził.
-Spoko rozumiem. -jeszcze nie jest pewne, że byli tam gdzie Holly.. Nie jest..
-Spotkaliśmy tam dziewczynę. Brunetka.. Śliczna na swój sposób. Miała bardzo długie włosy.. -serce zabiło mi dwa razy szybciej. Przecież on opisywał Holly. Nie dość, że ją widział to jeszcze jej nie poznał kretyn.
-James, czy ty zdajesz sobie sprawę, że opisujesz dziewczynę, której szukamy.? -starałem się mówić bardzo spokojnie co nie przychodziło łatwo. Na dodatek widać, że zrobiło mu się głupio, co za imbecyl.
-A skąd ja stary mogłem wiedzieć, że to ona.?! Jeśli to w ogóle była ona, wiesz ile jest takich dziewczyn na świecie.?
-Nie kurwa nie wiem.
-Dużo.
-Dobra nie ważne. -byłem już taki wkurwiony, że nie warto się było kłócić dalej. - Opowiedz mi jak to było.
-No więc staliśmy z Alexem chuj wie gdzie w sumie. A tu podchodzi do nas ta piękna brunetka i chciała pożyczyć ognia. Była dość zdenerowana.. W sumie nie wiem czemu. -Jakbyś kurwa mieszkał z wujkiem masochistą to byś wiedział.. - A więc postaliśmy pobajerowaliśmy i to by było na tyle. No dobra jeszcze ją odwieźliśmy. Emm to by było na tyle.
-Nie wracaliście tam ani nic.? A może widzieliście kogoś.? -na prawdę starałem się złapać jakikolwiek trop. Chciałem ją odnaleźć za wszelką cene.
-Stary zakochałeś się czy co.? -wybuchł śmiechem, za to ja mordowałem go wzrokiem. -Dobra, dobra już.. My nie Alex wysadził nas na jakieś imprezce i po coś tam wrócił. Szczerze to nie mam pojęcia po co, bo już do nas nie wrócił i musiałem wracać taxówką. Pojeb. -a więc jest nadzieja, że ta łachudra go widziała. Tylko weź się człowieku z nim dogadaj. A co jeśli to on jej zrobił krzywdę.? Nie chce nawet o tym myśleć.
-Dobra na dzisiaj może dajmy sobie spokój i wypijmy po piwku.? -musiałem jakoś odwrócić jego uwagę, żeby nie pierdolił mi cały wieczór o Holly.
niedziela, 19 stycznia 2014
niedziela, 12 stycznia 2014
Rozdział 20
*Brian POV*
Gdy Niall
odjechał, postanowiłem zakończyć całą impreze. Starzy i tak pewnie zaniedugo
wrócą do domu. Wyrzuciłem z domu jakiś pietnastu ludzi, a kilku przyjaciół
poprosiłem o pomoc w sprzataniu tego całego burdelu. Na szczęście nasi rodzice o niczym się nie
dowiedzieli, miałbym niezłe kłopoty. Pożegnałem się z kumplami na kilka minut
przed ich powrotem. Po domu rozległ się telefon. Jednak cholernie nie chciało
mi się go odbierać po tym co odpieprzyliśmy z chłopakami. Posprzątać ten
burdel, bo tak mogłem w tamtym momencie nazwać mój dom, to prawdziwy cud.
Leżałem na łóżku i odpoczywałem, jednak
telefon nie dawał za wygraną, a mnie to strasznie wkurzało. Niechętnie
podniosłem się z łóżka i powlokłem się w
strone męczącego hałasu. Nie zdąrzyłem przystawić telefonu do ucha kiedy
usłyszałem głos wujka. Serce zabiło mi
dwa razy szybciej. Jeszcze nigdy nie dzwonił do nas o tej porze, więc na pewno
coś się stało. Stałem jak wmurowany w podłogę kiedy zoriętowałem się, że to mój
ojciec odebrał.
-Taaaaaa mała suka, uciekła z kimś. -Wysyczał przez telefon. Holly... Musiało się coś stać. Wiedziałem, że nie powinna była tam jechać. Nie zwracając na nic uwagi odłożyłem słuchawkę telefonu i zbiegłem na dół. Ojciec jeszcze pieprzył przez ten cholerny telefon kiedy ja nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Byłam strasznie wkurzony.
-Co się stało tato.? -przecież nie mogłem mu powiedzieć ,,Tato co z Holly.?", bo zabiłby mnie za to, że podsłuchiwałem. Posłał mi tylko wrogie spojrzenie, jednak nie ruszyło mną to. Muszę wiedzieć co z nią. Nadal stałem w tym samym miejscu jak gdyby mnie to w ogóle nie dotyczyło. Zasłonił słuchawkę ręką i pochylił się w moją stronę.
-Pakuj się jedziemy do wujka, a i obudź mamę. -`Nic więcej nie było mi potrzebne do wiadomości żeby wiedzieć, że coś się stało. Natychmiast wbiegłam po schodach i obudziłem mame. Następnie wyciągnąłem z szafy moją podróżną torbę i jak popadnie wrzucałem do niej ciuchy. Zaraz na pewno usłysze wołanie z dołu.
-Brian.! Brian.!
-Taaaaaa mała suka, uciekła z kimś. -Wysyczał przez telefon. Holly... Musiało się coś stać. Wiedziałem, że nie powinna była tam jechać. Nie zwracając na nic uwagi odłożyłem słuchawkę telefonu i zbiegłem na dół. Ojciec jeszcze pieprzył przez ten cholerny telefon kiedy ja nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Byłam strasznie wkurzony.
-Co się stało tato.? -przecież nie mogłem mu powiedzieć ,,Tato co z Holly.?", bo zabiłby mnie za to, że podsłuchiwałem. Posłał mi tylko wrogie spojrzenie, jednak nie ruszyło mną to. Muszę wiedzieć co z nią. Nadal stałem w tym samym miejscu jak gdyby mnie to w ogóle nie dotyczyło. Zasłonił słuchawkę ręką i pochylił się w moją stronę.
-Pakuj się jedziemy do wujka, a i obudź mamę. -`Nic więcej nie było mi potrzebne do wiadomości żeby wiedzieć, że coś się stało. Natychmiast wbiegłam po schodach i obudziłem mame. Następnie wyciągnąłem z szafy moją podróżną torbę i jak popadnie wrzucałem do niej ciuchy. Zaraz na pewno usłysze wołanie z dołu.
-Brian.! Brian.!
***
Po paru
godzinach byliśmy już na miejscu. Podróż mnie wykończyła, ponieważ matka i
ojciec cały czas się kłócili. Ona obwiniała go, że to jego wina. W sumie to
była jego wina, więc się jej nie dziwię. Holly wcale nie chciała tu
przyjeżdżać. Wiedziałem, że ją zmusił do tego, jednak nie spodziewałem się, że
ona stąd ucieknie. Matka niczego nie podejrzewała.. Po prostu chciała żeby jej
córeczka była już w domu. A ojciec jak
zwykle wprowadzał swój terror. Przecież
gołym okiem widać, że ona nigdy nie chciała tam jeździć.. A w ostatnim czasie
nawet bała się o tym rozmawiać.. Nie wiem jak udało się jej przekonać matkę, że
,,chce” tu przyjechać, znając życie zmusił ją do tego ojciec. Gdybym mógł
zabiłbym go za to od razu, za to jak skrzywdził moją siostrę. Siostrę tchórza.
Ta kretynka boi się wszystkiego, dlatego każdy robi z nią co chce. Jest tak
wcześnie a jedyne na co mam ochotę to morderstwo własnego ojca. To nienormalne,
ale nie mogę żyć ze świadomością, że ktoś krzywdzi tą debilkę.. Przez te parę
godzin zdałem sobie sprawę, że jest dla mnie ważniejsza niż mi się
wydawało. Czuję się jak w transie, z
którego ciężko się otrząsnąć. Nawet nie zauważyłem kiedy znalazłem się w kuchni
wujka. Patrzyłem na niego z obrzydzeniem. Domyślam się co zrobił Holly. Po raz
kolejny owładnęła mną chęć mordu. Zresztą chyba najchętniej to zatłukł bym
połowę naszej rodziny za to, że tak krzywdzą Holly.
-Brian idź na górę prześpij się. –powiedział ten obleśny typ.
-Nie dziękuje. Chciałbym się dowiedzieć jakim cudem moja siostra stąd zniknęła. –ojciec posłał mi mordercze spojrzenie ale ku mojemu zdziwieniu matka stanęła w mojej obronie.
-Tak ja też chciałabym się tego dowiedzieć. Przecież miałeś jej pilnować. Oddałam moje dziecko pod twoją opiekę. –ojciec był bezradny, bo nie chciał robić scen. Gdybyśmy byli gdzieś indziej na pewno zrobiłby jej awanturę, podziwiam ją, że potrafi z nim wytrzymać tak długo. Ja na jej miejscu już dawno bym się poddał.
-Ta mała suka stąd uciekła.! Co ja mogłem zrobić.?! –zamiast ojca wydarł się na nią wujek.
-Moja córka taka nie jest. Nigdy nie uciekłaby z domu. A przynajmniej nigdy z byle jakiego powodu.
-Chcesz mi coś zarzucić.?! –wściekł się, jednak na mamie nie robiło to wrażenia.
-Oczywiście, że nie. –sarkazm i mama.? Czyżbym nie tylko ja coś podejrzewał.?
-Kochanie uspokój się jesteś zmęczona. Przecież wiesz, że nigdy by jej nie tknął.
-Jeśli nie masz zamiaru mnie wesprzeć po prostu zamilcz i idź po nasze rzeczy. Nie ruszę się stąd dopóki nie dowiem się co z moim dzieckiem, czy ty to rozumiesz.? –walczyli na spojrzenia a ja stałem jak wryty. Nigdy nie widziałem matki takiej jak teraz. Podszedł do niej ojciec ale zanim zdążył ją zastraszyć wszedłem między nich i osłoniłem matkę. Koniec terrorów.
-Jeśli chcesz coś powiedzieć mamie to mów śmiało na głos. –byłem już tak zdenerwowany, że było mi wszystko jedno jakie będzie mi dane ponieść za to konsekwencje. Spojrzał tylko na mnie zdziwiony i wyszedł na zewnątrz. Mama przytuliła mnie od tyłu, była taka niska, że przytulała się do moich pleców.
-Dziękuje synku. –szepnęła.
-Wujku mógłbyś nam powiedzieć kiedy straciłeś ją z oczu.? Może jednak jest tu gdzieś niedaleko.? Przecież ona w ogóle nie zna tych terenów, więc pewnie gdzieś się zgubiła i ryczy przez swoją głupotę. –musiałem zastosować inną taktykę żeby się czegoś dowiedzieć.
***
Poszliśmy z matką poszukać Holly. Ojciec też z nami był, jednak odłączył się i poszedł w innym kierunku. Wolałem mieć matkę na oku, ponieważ na pewno jeszcze jej się oberwie za chwilę śmiałości. Obeszliśmy całą tą zasraną miejscowość i szczerze.? To chuj wie gdzie wyszliśmy. Musiałem zadzwonić do ojca żeby wyjaśnił nam drogę powrotną. Szkoda, że nigdzie nie trafiliśmy nawet na ślad Holly. Co się z nią działo.? Gdzie jest.? I czy nikt jej tam nie krzywdzi.? Te pytania krążyły w mojej głowie jednak nie mogłem się nimi przecież zadręczać, bo mama nie wytrzymałaby z tym psychicznie. Ojciec dołączył do nas w połowie drogi do domu ale żadne z nas się nie odezwało. Każdy szedł w grobowej ciszy.
Było już ciemno, więc od razu po wejściu do domu poszedłem się położyć spać. Szkoda, że to nie było takie proste jak mi się wydawało. Nie mogłem po prostu kurwa usnąć. Pójdę po szklankę wody, bo dopiero teraz poczułem jaką mam sachare w mordzie. Otworzyłem drzwi i zszedłem na dół. Po cichu żeby nie zrobić awantury. Przecież ten dom jest tak pojebany, że gdyby tylko ktoś kichnął o tej porze to zabiliby go na śmierć. Zauważyłem, że światło w kuchni nadal jest zapalone a ktoś tam szepcze. Podszedłem powoli na palcach zobaczyć kogo tam zastanę. Jednak w połowie drogi usłyszałem jak ojciec szczepcze do wujka.
-Jak to kurwa ktoś ją zabrał.? –był mega zdenerowany i ledwie go słyszałem. Bardzo starał się być cicho, jednak coraz gorzej mu to wychodziło.
-Wróciła późno.. Chciałem ją ukarać..
-Czy ty jesteś pojebany.? Ostatnim razem było Ci mało.? Jakbym to wyjaśnił mojej żonie jakby jej powiedziała prawdę.? Zachciało ci się powtórki.?
-Gdyby nie była taka puszczalska to wszystko byłoby dobrze.
-Ty naprawdę jesteś chory. Zgwałciłeś moją córkę. Nie powiedziałem ci nic, bo jesteś moim bratem. A teraz chciałeś to powtórzyć.? -ona zrobił Holly to…. ? Momentalnie zrobiłem się bledszy niż byłem. Bynajmniej tak mi się wydawało. Nie czułem swoich nóg, jak on mógł kurwa na to pozwolić.?
-Jest pociągająca, co ja ci poradzę.? Tak ją sobie wychowałeś, więc co się dziwisz.? Zresztą spieprzyła ze swoim chłopaczkiem, który tu przyjechał i ją ,,uratował”. –już nic nie musiałem wiedzieć. Wróciłem na góre do swojego pokoju jak w jakimś amoku. Ojciec o wszystkim wiedział i jeszcze zrobił jej to po raz kolejny. Wysłał ją tu. Do miejsca swojego koszmaru.. Muszę do niej zadzownić, powiedzieć, że o wszystkim wiem i że nie pozwolę jej skrzywdzić ponownie. Wyciągnąłem telefon, jednak w tym pierdolonym pokoju nie miałem nawet zasięgu. Ech obeszłem go wzdłóż i wszerz jednak dalej nic. Dobra kibel. Czuje, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa, więc sobie usiadłem. Wybrałem numer mojej siostry, jednak nie odebrała. Drugi, trzeci, piąty, dziewiąty raz także. Japierdole..
-Odbierz! Błagam martwię się o ciebie. Błaaaaaaaaaaagam, odbierz Hooooooooolly, nie wiem co się z tobą dzieje.. Moje oczy były podpuchnięte, a twarz miałem bladą. Jak ja kurwa mam ją znaleźć.? No jak.?
-Brian.... Co się stało? Czemu tu jesteś? Brian! – Pierwsze co poczułem widząc Nialla w łazience ze mną to szok. Skąd on się tu wziął.? Szukał Holly.? Ciekawe czy już wie.. Patrzyłem na niego wzrokiem pełnym bólu. Co ja mu mam powiedzieć, że nie umiem nawet pomóc swojej siostrze.?
-Holly nie wróciła. A to wina tych skurwysynów. –tylko tyle mogłem powiedzieć, na więcej nie pozwolił mi mój głos. Byłem totalnie załamany.
-Jak to nie wróciła.?! –ciekawi mnie czemu się nią tak interesuje.. –Brian mów kurwa wszystko co wiesz, ja muszę ją znaleźć.
-No to tak jak ja. –w dupie mam z kim rozmawiam, najważniejsza w tym momencie jest Holly.
-Brian, nie wkurwiaj mnie. Czego się dowiedziałeś.? –był wkurwiony, więc może jednak warto mu powiedzieć.?
-Nie wiem na jakim etapie relacji jesteś z moją siostrą, jednak ci powiem. Mój ojciec to skurwysyn, wiedział o tym, że wujek ją skrzywdził i nic z tym nie zrobił na dodatek wysłał ją tu ponownie za karę. Ponownie chciał ją skrzywdzić, jednak jakiś cudem udało jej się uciec, ktoś jej pomógł i uciekła z nim. –gdy powiedziełem to na głos zabrzmiało to jeszcze gorzej niż jak o tym myślałem. Nie wiem jak tacy ludzie jak oni mogą jeszcze żyć.
-Czekaj, czeekaj. Nie za bardzo rozumiem.. –wyglądał jakby usilnie się nad czymś zastanawiał, tylko nad czym.? Nad tym, że moją siostrę ktoś zgwałcił.? A tym kimś nie był jakiś obleśny typ chuj wie skąd tylko kurwa mój wujek. –Jak to skrzywdził.?
-Kurwa uciekła stąd z kimś, bo mój popierdolony wujek ją chciał ją zgwałcić. A jakby tego było mało chciał to już ra to kurwa zrobił. Jeśli coś się jej stanie nie daruje tego nikomu.
Miśki przepraszam, że tak długo czekaliście ale miałam zepsutego lapka i to dlatego.. Mam nadzieje, że warto było czekać. ;*
+zajrzyjcie może do mnie, znaczy się na mojego blog.? http://brutalandvicious.blogspot.com/#_=_ -bardzo ładnie proszę. / Kornelia <3
-Brian idź na górę prześpij się. –powiedział ten obleśny typ.
-Nie dziękuje. Chciałbym się dowiedzieć jakim cudem moja siostra stąd zniknęła. –ojciec posłał mi mordercze spojrzenie ale ku mojemu zdziwieniu matka stanęła w mojej obronie.
-Tak ja też chciałabym się tego dowiedzieć. Przecież miałeś jej pilnować. Oddałam moje dziecko pod twoją opiekę. –ojciec był bezradny, bo nie chciał robić scen. Gdybyśmy byli gdzieś indziej na pewno zrobiłby jej awanturę, podziwiam ją, że potrafi z nim wytrzymać tak długo. Ja na jej miejscu już dawno bym się poddał.
-Ta mała suka stąd uciekła.! Co ja mogłem zrobić.?! –zamiast ojca wydarł się na nią wujek.
-Moja córka taka nie jest. Nigdy nie uciekłaby z domu. A przynajmniej nigdy z byle jakiego powodu.
-Chcesz mi coś zarzucić.?! –wściekł się, jednak na mamie nie robiło to wrażenia.
-Oczywiście, że nie. –sarkazm i mama.? Czyżbym nie tylko ja coś podejrzewał.?
-Kochanie uspokój się jesteś zmęczona. Przecież wiesz, że nigdy by jej nie tknął.
-Jeśli nie masz zamiaru mnie wesprzeć po prostu zamilcz i idź po nasze rzeczy. Nie ruszę się stąd dopóki nie dowiem się co z moim dzieckiem, czy ty to rozumiesz.? –walczyli na spojrzenia a ja stałem jak wryty. Nigdy nie widziałem matki takiej jak teraz. Podszedł do niej ojciec ale zanim zdążył ją zastraszyć wszedłem między nich i osłoniłem matkę. Koniec terrorów.
-Jeśli chcesz coś powiedzieć mamie to mów śmiało na głos. –byłem już tak zdenerwowany, że było mi wszystko jedno jakie będzie mi dane ponieść za to konsekwencje. Spojrzał tylko na mnie zdziwiony i wyszedł na zewnątrz. Mama przytuliła mnie od tyłu, była taka niska, że przytulała się do moich pleców.
-Dziękuje synku. –szepnęła.
-Wujku mógłbyś nam powiedzieć kiedy straciłeś ją z oczu.? Może jednak jest tu gdzieś niedaleko.? Przecież ona w ogóle nie zna tych terenów, więc pewnie gdzieś się zgubiła i ryczy przez swoją głupotę. –musiałem zastosować inną taktykę żeby się czegoś dowiedzieć.
***
Poszliśmy z matką poszukać Holly. Ojciec też z nami był, jednak odłączył się i poszedł w innym kierunku. Wolałem mieć matkę na oku, ponieważ na pewno jeszcze jej się oberwie za chwilę śmiałości. Obeszliśmy całą tą zasraną miejscowość i szczerze.? To chuj wie gdzie wyszliśmy. Musiałem zadzwonić do ojca żeby wyjaśnił nam drogę powrotną. Szkoda, że nigdzie nie trafiliśmy nawet na ślad Holly. Co się z nią działo.? Gdzie jest.? I czy nikt jej tam nie krzywdzi.? Te pytania krążyły w mojej głowie jednak nie mogłem się nimi przecież zadręczać, bo mama nie wytrzymałaby z tym psychicznie. Ojciec dołączył do nas w połowie drogi do domu ale żadne z nas się nie odezwało. Każdy szedł w grobowej ciszy.
Było już ciemno, więc od razu po wejściu do domu poszedłem się położyć spać. Szkoda, że to nie było takie proste jak mi się wydawało. Nie mogłem po prostu kurwa usnąć. Pójdę po szklankę wody, bo dopiero teraz poczułem jaką mam sachare w mordzie. Otworzyłem drzwi i zszedłem na dół. Po cichu żeby nie zrobić awantury. Przecież ten dom jest tak pojebany, że gdyby tylko ktoś kichnął o tej porze to zabiliby go na śmierć. Zauważyłem, że światło w kuchni nadal jest zapalone a ktoś tam szepcze. Podszedłem powoli na palcach zobaczyć kogo tam zastanę. Jednak w połowie drogi usłyszałem jak ojciec szczepcze do wujka.
-Jak to kurwa ktoś ją zabrał.? –był mega zdenerowany i ledwie go słyszałem. Bardzo starał się być cicho, jednak coraz gorzej mu to wychodziło.
-Wróciła późno.. Chciałem ją ukarać..
-Czy ty jesteś pojebany.? Ostatnim razem było Ci mało.? Jakbym to wyjaśnił mojej żonie jakby jej powiedziała prawdę.? Zachciało ci się powtórki.?
-Gdyby nie była taka puszczalska to wszystko byłoby dobrze.
-Ty naprawdę jesteś chory. Zgwałciłeś moją córkę. Nie powiedziałem ci nic, bo jesteś moim bratem. A teraz chciałeś to powtórzyć.? -ona zrobił Holly to…. ? Momentalnie zrobiłem się bledszy niż byłem. Bynajmniej tak mi się wydawało. Nie czułem swoich nóg, jak on mógł kurwa na to pozwolić.?
-Jest pociągająca, co ja ci poradzę.? Tak ją sobie wychowałeś, więc co się dziwisz.? Zresztą spieprzyła ze swoim chłopaczkiem, który tu przyjechał i ją ,,uratował”. –już nic nie musiałem wiedzieć. Wróciłem na góre do swojego pokoju jak w jakimś amoku. Ojciec o wszystkim wiedział i jeszcze zrobił jej to po raz kolejny. Wysłał ją tu. Do miejsca swojego koszmaru.. Muszę do niej zadzownić, powiedzieć, że o wszystkim wiem i że nie pozwolę jej skrzywdzić ponownie. Wyciągnąłem telefon, jednak w tym pierdolonym pokoju nie miałem nawet zasięgu. Ech obeszłem go wzdłóż i wszerz jednak dalej nic. Dobra kibel. Czuje, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa, więc sobie usiadłem. Wybrałem numer mojej siostry, jednak nie odebrała. Drugi, trzeci, piąty, dziewiąty raz także. Japierdole..
-Odbierz! Błagam martwię się o ciebie. Błaaaaaaaaaaagam, odbierz Hooooooooolly, nie wiem co się z tobą dzieje.. Moje oczy były podpuchnięte, a twarz miałem bladą. Jak ja kurwa mam ją znaleźć.? No jak.?
-Brian.... Co się stało? Czemu tu jesteś? Brian! – Pierwsze co poczułem widząc Nialla w łazience ze mną to szok. Skąd on się tu wziął.? Szukał Holly.? Ciekawe czy już wie.. Patrzyłem na niego wzrokiem pełnym bólu. Co ja mu mam powiedzieć, że nie umiem nawet pomóc swojej siostrze.?
-Holly nie wróciła. A to wina tych skurwysynów. –tylko tyle mogłem powiedzieć, na więcej nie pozwolił mi mój głos. Byłem totalnie załamany.
-Jak to nie wróciła.?! –ciekawi mnie czemu się nią tak interesuje.. –Brian mów kurwa wszystko co wiesz, ja muszę ją znaleźć.
-No to tak jak ja. –w dupie mam z kim rozmawiam, najważniejsza w tym momencie jest Holly.
-Brian, nie wkurwiaj mnie. Czego się dowiedziałeś.? –był wkurwiony, więc może jednak warto mu powiedzieć.?
-Nie wiem na jakim etapie relacji jesteś z moją siostrą, jednak ci powiem. Mój ojciec to skurwysyn, wiedział o tym, że wujek ją skrzywdził i nic z tym nie zrobił na dodatek wysłał ją tu ponownie za karę. Ponownie chciał ją skrzywdzić, jednak jakiś cudem udało jej się uciec, ktoś jej pomógł i uciekła z nim. –gdy powiedziełem to na głos zabrzmiało to jeszcze gorzej niż jak o tym myślałem. Nie wiem jak tacy ludzie jak oni mogą jeszcze żyć.
-Czekaj, czeekaj. Nie za bardzo rozumiem.. –wyglądał jakby usilnie się nad czymś zastanawiał, tylko nad czym.? Nad tym, że moją siostrę ktoś zgwałcił.? A tym kimś nie był jakiś obleśny typ chuj wie skąd tylko kurwa mój wujek. –Jak to skrzywdził.?
-Kurwa uciekła stąd z kimś, bo mój popierdolony wujek ją chciał ją zgwałcić. A jakby tego było mało chciał to już ra to kurwa zrobił. Jeśli coś się jej stanie nie daruje tego nikomu.
Miśki przepraszam, że tak długo czekaliście ale miałam zepsutego lapka i to dlatego.. Mam nadzieje, że warto było czekać. ;*
+zajrzyjcie może do mnie, znaczy się na mojego blog.? http://brutalandvicious.blogspot.com/#_=_ -bardzo ładnie proszę. / Kornelia <3
środa, 1 stycznia 2014
Rozdział 19
*Niall's POV*
To pieprzone szukanie, jej zajmowało mi wieczność.
Musiałem wejść do każdego domu, i sprawdzić, sprawdzić każde pomieszczenie, każdą piwnicę, każdy zakątek gdzie mogłaby się znajdować. To było coś okropnego, powoli miałem tego dosyć. Zacząłem w nocy, dnia w którym tu przyjechałem. Sam wynająłem sobie pokój w hotelu w centrum miasta. Niestety wcześniej, poszedłem do magazynu nikogo tam nie było. Był zamknięty, lub ktoś był ktoś kto nie chciał mnie tam wpusić tylko kto? Markus? Bał się mnie? Może Dean - tak zwany stary obleśny kutas, który miał jakieś 38 lat i kierował tym całym gównem, kazał mu mnie unikać i nigdzie nie wpuszczać. Sam, nie wiem, ale miałem teraz większe zmartwienie. Holly.
***
I trzeba zacząć od nowa, tylko że teraz muszę sobie jeszcze zaplanować jakoś dzień. Nie miałem pojęcia jak. Chciałem zadzwonić do Jamesa i powiedzieć gdzie jestem, żeby pobył ze mną. Wszystkiego czego mogłem nienawidzić to była ta cisza i samotność, może jej potrzebowałem? Ale nie chciałem przebywać teraz sam. Chciałem móc pogadać z kimś o niczym, pośmiać się, powspominać. Cokolwiek, robić tylko nie myśleć. Lecz ona cały czas siedziała w mojej głowie, jej długie, brązowe włosy, które zawsze miała w idealny nieładzie, lekki makijaż- nie był jej potrzebny była naturalnie ładna. Choć nie przepadałem za tym typem dziewczyn, ale... coś ciągnęło mnie w jej stronę, ta inność której nie znałem i to, że różniła się niż wszystkie dziewczyny, które znałem, była wrażliwa lecz tego nie okazywała, była silna, ale tego nie widziała, była po prostu tak jakby inna, może lepsza...
Wreszcie postanowiłem przestać myśleć i postanowiłem, wstać z łóżka i iść do sklepu. Nie wziąłem ze sobą żadnych ciuchów, więc musiałem ubrać się w te, które miałem na sobie poprzedniego dnia. Nie wzbudziło to we mnie żadnego uczucia, nic, choć na codzień nie zrobiłbym tego nie miałem zwyczaju chodzić dwa dni w tym samym t-shircie. Może czułem się trochę dziwnie na początku, ale można było się przyzwyczaić do tego. Zanim jeszcze wyszedłem z mojego pokoju hotel - jeżeli wgl można tak to nazwać, był to jakiś stary budynek, u którego na wejściu było czuć grzyba lub jakieś inne cholerstwo, lecz byłem tak zmęczony poprzednim dniem, że nie zwróciłem na to uwagi.
Cały hol wraz z recepcją był w miarę zadbany. Po wejściu można było zobaczyć kilka odrapań na ścianach pokrytych jakąś starą tapetą w dziwnych kolorach, tego wzoru nie dało się określić. Recepcja była wykonana z drzewa, w kolorze mahoniowym. w całym tym pomieszczeniu panowała cisza tylko, czasem było słychać jak kobieta siedząca za ladą stuka swoimi długimi czerwonymi paznokciami w klawisze klawiatury, niezbyt nowego komputera. W całym hotelu znajdował się jakieś 10 do każdego była łazienka. Każdy z nich wyglądał tak samo, na środku stało łóżko dwuosobowe - pokryte zżółkłą pościelą, która kiedyś miała prawdopodobnie kolor śnieżnobiały, gdzieś stał TV oraz dwie szafki nocne z obu stron łóżka. W kącie stała dosyć duża szafa.
Gdy wyszedłem na zewnątrz, promienie słońca otuliły moją skórę oraz zaczęły razić w oczy, które odruchowo zmrużyłem, aby chronić, oczy przed nimi, lecz po jakiś sekundach przyzwyczaiłem się do światła. Poszedłem w stronę samochodu, która zajęła mi nie dłużej niż 2 minuty, zastanawiałem się czy jechać samochodem czy może iść. Lecz wziąłem z niego jedynie, papierosy oraz portfel, który znajdował się w schowku samochodowym i z powrotem go zamknąłem. Szybko wyjąłem jednego i podpaliłem następnie zaciągając się nim. Brakowało mi tego na pewno ponad 12 godzin nie paliłem too dużo. Szedłem przed siebie, patrząc na sklepy, które się tu znajdowały, było ich dosyć dużo, jeden obok drugie, w jednym były ubrania, w drugim słodycze, trzeci zaś miał dosyć dużo artykułów spożywczych na małej powierzchni. Zobaczyłem na rogu jakąś małą knajpę postanowiłem wejść i coś w niej zjeść, ponieważ wyłaniały się z niej niesamowite zapach, nie mogłem sobie odmówić. Gdy wszedłem do pomieszczenia, było czuć zapach świeżo parzonej kawy, jakiegoś pieczywa, ale gdy wszedłem dalej unosił się tam zapach oleju od frytek, bekonu oraz zapach pieczonej pizzy.
Później zrozumiałem o co w tym wszystkim chodziło. Lokal dzielił się na dwie części prawdopodobnie mial też dwóch właścicieli i dwie różne karty. Z jednej strony miałem ochotę na kawę i jakąś dobrą kanapkę, ale nie mogłem się też oprzeć jakiemuś dobremu hamburgerowi z frytkami i colą.
Postanowiłem jednak przejrzeć obie karty pomimo wszystko i dopiero wtedy zdecydować.
Po przejrzeniu tego wszystkiego i krótkim postawiłem na zwykłą czarną kawę i tosty z bekonem, serem i czymś jeszcze. Kelnerka była bardzo miła, ale mogłaby być równie moja matką lub ciotką, ale mimo wszystkiego dobrze się trzymała jak na swój wiek i do tego jej interes szedł bardzo dobrze, bo po jej stronie lokalu było więcej ludzi niż po drugiej, mogło o tym również decydować to, że była pora lunchu. Spojrzałem na zegarek, który znajdował się nad ladą.
-Tak jest pora lunchu dokładnie jest po 12:15. - Powiedziałem sam do siebie.
Pomieszczenie to, dokładnie połowa była bardzo przytulna. Ponad połowa ściany jednej z 3 była pokryta biało-czerwonymi kafelkami, a reszta aż po sufit była pomalowana na miało. Wzdłuż tej ściany było ustawionych 3 kanapy wraz ze stołem oraz na rogu znajdował się narożnik. Kanapy miały kolor czarny, prostokątny stolik zaś bardzo ciemny brązowy przypominający wręcz czarny, na każdym z nich znajdował się biały obrus, mały wazonik ze świeżymi kwiatami, teraz były to tulipany, 3 żółte, 2 czerowne. Na stole znajdował się również, kartka z daniami, serwetki, cukierniczka i jakaś zapachowa świeczka.
Po 15 minut czekania dotarło do mnie zamówienie.
Kobieta podająca mi je uśmiechnęła się do mnie szczerze i rzuciła tylko -Smacznego. - Jej włosy były związane, było widać już gdzie, nie gdzie siwiznę, którą próbowała ukryć pod farbowanymi, blond włosami. Miala na sobie miały fartuszek oraz zwykłą czarną prostą sukienkę z krótkim rękawkiem, z powodu panującej wysokiej tu temperatury, a do tego jakieś zwykłe balerinki.
Nie zdążyłem podziękować, bo odeszła z powodu dużej ilości obowiązków.
***
Po mimo tego, że miałem nie dzwonić do chłopaków cholernie mi się nudziło. Siedziałem w jakimś parku, postanowiłem zadzwonić do Jamesa ignorując jego głupie pytania po co tu jestem. Wyjąłem telefon i wybrałem jego numer.
Po 5 sygnale usłyszałem jego dosyć zachrypnięty głos.
-Halo?
-Heeeeeeeej stary. -Przywitałem go dosyć entuzjastycznie.
-Uhuuu, kogo słyszą moje uszy! Niall, brachu gdzie się podziewasz?
-Wiesz tu i ówdzie.. Masz jakieś plany na dziś?
-Nie chyba nie tylko jedną sprawę do załatwienia.
-Wpadniesz do mnie?
-To ty się wyprowadziłeś? -Zapytał dosyć zdziwiony..
-Nie, nie skąd. -Zaśmiałem się głupio. -Jestem w Long Island.
-Co ty do cholery tam robisz? Znowu Dean kazał ci tam przyjechać?
-Nie, właśnie nie, nie dlatego tu jestem.
-Dobra porozmawiamy na miejscu, wyślij mi adres gdzie sie zatrzymałeś będę za kilka godzin.-Odpowiedział po czym się rozłączył.
***
Gdy tylko James przyjechał wytłumaczyłem mu całą sytuacje, postanowił mi pomóc mimo wszystko. Opisałem dokładnie mu jej wygląd i rozdzieliliśmy się on postanowił szukać w Long Island, a ja zaś miałem sprawdzić obrzeża miasta. Sprawdziłem już kilka domów, ale nic. Ujrzałem jakiś dom w oddali na odludziu postanowiłem tam pojechać. Było już po 4 zaczynało robić się jasno, ale postanowiłem sprawdzić je jako ostatnie pomimo tego, że James pisał już godzinę temu żebym wracał.
Sprawdziłem najpierw, jakąś piwnicę, do której wszedłem przez okno, dokładnie w miejsce gdzie ono powinno być. Nic, znowu nic. Postanowiłem wejść na górę. Powoli skradając się na palach z małą latarką w ręce poruszałem się przez ciemny pokój. Sprawdziłem cały dół, została mi jeszcze góra. Powoli i nie pewnie wszedłem gdy byłem już na korytarzu, ujrzałem 5 zamkniętych pokoi musiałem otworzyć każde drzwi i sprawdzić czy nie ma w nim Holly, najbardziej bałem się tego, że drzwi będą skrzypać. Powoli uchyliłem jedne, były tam dwa łóżka na oby z nich spały jakieś dziewczyny powoli podszedłem, miałem nadzieję, nawet taką małą, że będzie któraś z nich to Holly, jednak, nie. W kolejnym nie było nikogo a łóżko było jakby ktoś wcześniej w nim spał. Zobaczyłem, że obok ogromnej szafy są drzwi paliło się w nich światło. Podszedłem powoli żeby podsłuchać, jakie dźwięki stamtąd.
-Odbierz! Błagam martwię się o ciebie. -Usłyszałem zmartwiony głos, był to jakiś chłopak, znałem ten głos.. Tylko musiałem zastanowić się do kogo należy.
-Błaaaaaaaaaaagam, odbierz Hooooooooolly, nie wiem co się z tobą dzieje.. -Powiedział rozpaczając prawdopodobnie nad komórką.
Powoli otworzyłem drzwi i zobaczyłem Briana, który siedział na podłodze w łazince z komórką w ręce. Jego oczy były podpuchnięte, a twarz miał bladą. W pierwszej chwili nie obejrzał się nawet.
-Brian.... Co się stało? Czemu tu jesteś? Brian! -Powiedziałem bardzo przejęty ale zabrzmiałem raczej chamsko i szorstko. On jedynie patrzył na mnie wzrokiem pełnym bólu.
_____________________________________________________
Pojawił się tylko Pov nialls bo wyszedł dosyć długi za tydzień będzie rozdział 20, napisze go Kornelia.
Dziękuje, że kometujecie ;"") mam nadzieję, że tak będzie dalej i że podoba wam sie rozdzrał.
~Wasza @dream_band_1d
To pieprzone szukanie, jej zajmowało mi wieczność.
Musiałem wejść do każdego domu, i sprawdzić, sprawdzić każde pomieszczenie, każdą piwnicę, każdy zakątek gdzie mogłaby się znajdować. To było coś okropnego, powoli miałem tego dosyć. Zacząłem w nocy, dnia w którym tu przyjechałem. Sam wynająłem sobie pokój w hotelu w centrum miasta. Niestety wcześniej, poszedłem do magazynu nikogo tam nie było. Był zamknięty, lub ktoś był ktoś kto nie chciał mnie tam wpusić tylko kto? Markus? Bał się mnie? Może Dean - tak zwany stary obleśny kutas, który miał jakieś 38 lat i kierował tym całym gównem, kazał mu mnie unikać i nigdzie nie wpuszczać. Sam, nie wiem, ale miałem teraz większe zmartwienie. Holly.
***
I trzeba zacząć od nowa, tylko że teraz muszę sobie jeszcze zaplanować jakoś dzień. Nie miałem pojęcia jak. Chciałem zadzwonić do Jamesa i powiedzieć gdzie jestem, żeby pobył ze mną. Wszystkiego czego mogłem nienawidzić to była ta cisza i samotność, może jej potrzebowałem? Ale nie chciałem przebywać teraz sam. Chciałem móc pogadać z kimś o niczym, pośmiać się, powspominać. Cokolwiek, robić tylko nie myśleć. Lecz ona cały czas siedziała w mojej głowie, jej długie, brązowe włosy, które zawsze miała w idealny nieładzie, lekki makijaż- nie był jej potrzebny była naturalnie ładna. Choć nie przepadałem za tym typem dziewczyn, ale... coś ciągnęło mnie w jej stronę, ta inność której nie znałem i to, że różniła się niż wszystkie dziewczyny, które znałem, była wrażliwa lecz tego nie okazywała, była silna, ale tego nie widziała, była po prostu tak jakby inna, może lepsza...
Wreszcie postanowiłem przestać myśleć i postanowiłem, wstać z łóżka i iść do sklepu. Nie wziąłem ze sobą żadnych ciuchów, więc musiałem ubrać się w te, które miałem na sobie poprzedniego dnia. Nie wzbudziło to we mnie żadnego uczucia, nic, choć na codzień nie zrobiłbym tego nie miałem zwyczaju chodzić dwa dni w tym samym t-shircie. Może czułem się trochę dziwnie na początku, ale można było się przyzwyczaić do tego. Zanim jeszcze wyszedłem z mojego pokoju hotel - jeżeli wgl można tak to nazwać, był to jakiś stary budynek, u którego na wejściu było czuć grzyba lub jakieś inne cholerstwo, lecz byłem tak zmęczony poprzednim dniem, że nie zwróciłem na to uwagi.
Cały hol wraz z recepcją był w miarę zadbany. Po wejściu można było zobaczyć kilka odrapań na ścianach pokrytych jakąś starą tapetą w dziwnych kolorach, tego wzoru nie dało się określić. Recepcja była wykonana z drzewa, w kolorze mahoniowym. w całym tym pomieszczeniu panowała cisza tylko, czasem było słychać jak kobieta siedząca za ladą stuka swoimi długimi czerwonymi paznokciami w klawisze klawiatury, niezbyt nowego komputera. W całym hotelu znajdował się jakieś 10 do każdego była łazienka. Każdy z nich wyglądał tak samo, na środku stało łóżko dwuosobowe - pokryte zżółkłą pościelą, która kiedyś miała prawdopodobnie kolor śnieżnobiały, gdzieś stał TV oraz dwie szafki nocne z obu stron łóżka. W kącie stała dosyć duża szafa.
Gdy wyszedłem na zewnątrz, promienie słońca otuliły moją skórę oraz zaczęły razić w oczy, które odruchowo zmrużyłem, aby chronić, oczy przed nimi, lecz po jakiś sekundach przyzwyczaiłem się do światła. Poszedłem w stronę samochodu, która zajęła mi nie dłużej niż 2 minuty, zastanawiałem się czy jechać samochodem czy może iść. Lecz wziąłem z niego jedynie, papierosy oraz portfel, który znajdował się w schowku samochodowym i z powrotem go zamknąłem. Szybko wyjąłem jednego i podpaliłem następnie zaciągając się nim. Brakowało mi tego na pewno ponad 12 godzin nie paliłem too dużo. Szedłem przed siebie, patrząc na sklepy, które się tu znajdowały, było ich dosyć dużo, jeden obok drugie, w jednym były ubrania, w drugim słodycze, trzeci zaś miał dosyć dużo artykułów spożywczych na małej powierzchni. Zobaczyłem na rogu jakąś małą knajpę postanowiłem wejść i coś w niej zjeść, ponieważ wyłaniały się z niej niesamowite zapach, nie mogłem sobie odmówić. Gdy wszedłem do pomieszczenia, było czuć zapach świeżo parzonej kawy, jakiegoś pieczywa, ale gdy wszedłem dalej unosił się tam zapach oleju od frytek, bekonu oraz zapach pieczonej pizzy.
Później zrozumiałem o co w tym wszystkim chodziło. Lokal dzielił się na dwie części prawdopodobnie mial też dwóch właścicieli i dwie różne karty. Z jednej strony miałem ochotę na kawę i jakąś dobrą kanapkę, ale nie mogłem się też oprzeć jakiemuś dobremu hamburgerowi z frytkami i colą.
Postanowiłem jednak przejrzeć obie karty pomimo wszystko i dopiero wtedy zdecydować.
Po przejrzeniu tego wszystkiego i krótkim postawiłem na zwykłą czarną kawę i tosty z bekonem, serem i czymś jeszcze. Kelnerka była bardzo miła, ale mogłaby być równie moja matką lub ciotką, ale mimo wszystkiego dobrze się trzymała jak na swój wiek i do tego jej interes szedł bardzo dobrze, bo po jej stronie lokalu było więcej ludzi niż po drugiej, mogło o tym również decydować to, że była pora lunchu. Spojrzałem na zegarek, który znajdował się nad ladą.
-Tak jest pora lunchu dokładnie jest po 12:15. - Powiedziałem sam do siebie.
Pomieszczenie to, dokładnie połowa była bardzo przytulna. Ponad połowa ściany jednej z 3 była pokryta biało-czerwonymi kafelkami, a reszta aż po sufit była pomalowana na miało. Wzdłuż tej ściany było ustawionych 3 kanapy wraz ze stołem oraz na rogu znajdował się narożnik. Kanapy miały kolor czarny, prostokątny stolik zaś bardzo ciemny brązowy przypominający wręcz czarny, na każdym z nich znajdował się biały obrus, mały wazonik ze świeżymi kwiatami, teraz były to tulipany, 3 żółte, 2 czerowne. Na stole znajdował się również, kartka z daniami, serwetki, cukierniczka i jakaś zapachowa świeczka.
Po 15 minut czekania dotarło do mnie zamówienie.
Kobieta podająca mi je uśmiechnęła się do mnie szczerze i rzuciła tylko -Smacznego. - Jej włosy były związane, było widać już gdzie, nie gdzie siwiznę, którą próbowała ukryć pod farbowanymi, blond włosami. Miala na sobie miały fartuszek oraz zwykłą czarną prostą sukienkę z krótkim rękawkiem, z powodu panującej wysokiej tu temperatury, a do tego jakieś zwykłe balerinki.
Nie zdążyłem podziękować, bo odeszła z powodu dużej ilości obowiązków.
***
Po mimo tego, że miałem nie dzwonić do chłopaków cholernie mi się nudziło. Siedziałem w jakimś parku, postanowiłem zadzwonić do Jamesa ignorując jego głupie pytania po co tu jestem. Wyjąłem telefon i wybrałem jego numer.
Po 5 sygnale usłyszałem jego dosyć zachrypnięty głos.
-Halo?
-Heeeeeeeej stary. -Przywitałem go dosyć entuzjastycznie.
-Uhuuu, kogo słyszą moje uszy! Niall, brachu gdzie się podziewasz?
-Wiesz tu i ówdzie.. Masz jakieś plany na dziś?
-Nie chyba nie tylko jedną sprawę do załatwienia.
-Wpadniesz do mnie?
-To ty się wyprowadziłeś? -Zapytał dosyć zdziwiony..
-Nie, nie skąd. -Zaśmiałem się głupio. -Jestem w Long Island.
-Co ty do cholery tam robisz? Znowu Dean kazał ci tam przyjechać?
-Nie, właśnie nie, nie dlatego tu jestem.
-Dobra porozmawiamy na miejscu, wyślij mi adres gdzie sie zatrzymałeś będę za kilka godzin.-Odpowiedział po czym się rozłączył.
***
Gdy tylko James przyjechał wytłumaczyłem mu całą sytuacje, postanowił mi pomóc mimo wszystko. Opisałem dokładnie mu jej wygląd i rozdzieliliśmy się on postanowił szukać w Long Island, a ja zaś miałem sprawdzić obrzeża miasta. Sprawdziłem już kilka domów, ale nic. Ujrzałem jakiś dom w oddali na odludziu postanowiłem tam pojechać. Było już po 4 zaczynało robić się jasno, ale postanowiłem sprawdzić je jako ostatnie pomimo tego, że James pisał już godzinę temu żebym wracał.
Sprawdziłem najpierw, jakąś piwnicę, do której wszedłem przez okno, dokładnie w miejsce gdzie ono powinno być. Nic, znowu nic. Postanowiłem wejść na górę. Powoli skradając się na palach z małą latarką w ręce poruszałem się przez ciemny pokój. Sprawdziłem cały dół, została mi jeszcze góra. Powoli i nie pewnie wszedłem gdy byłem już na korytarzu, ujrzałem 5 zamkniętych pokoi musiałem otworzyć każde drzwi i sprawdzić czy nie ma w nim Holly, najbardziej bałem się tego, że drzwi będą skrzypać. Powoli uchyliłem jedne, były tam dwa łóżka na oby z nich spały jakieś dziewczyny powoli podszedłem, miałem nadzieję, nawet taką małą, że będzie któraś z nich to Holly, jednak, nie. W kolejnym nie było nikogo a łóżko było jakby ktoś wcześniej w nim spał. Zobaczyłem, że obok ogromnej szafy są drzwi paliło się w nich światło. Podszedłem powoli żeby podsłuchać, jakie dźwięki stamtąd.
-Odbierz! Błagam martwię się o ciebie. -Usłyszałem zmartwiony głos, był to jakiś chłopak, znałem ten głos.. Tylko musiałem zastanowić się do kogo należy.
-Błaaaaaaaaaaagam, odbierz Hooooooooolly, nie wiem co się z tobą dzieje.. -Powiedział rozpaczając prawdopodobnie nad komórką.
Powoli otworzyłem drzwi i zobaczyłem Briana, który siedział na podłodze w łazince z komórką w ręce. Jego oczy były podpuchnięte, a twarz miał bladą. W pierwszej chwili nie obejrzał się nawet.
-Brian.... Co się stało? Czemu tu jesteś? Brian! -Powiedziałem bardzo przejęty ale zabrzmiałem raczej chamsko i szorstko. On jedynie patrzył na mnie wzrokiem pełnym bólu.
_____________________________________________________
Pojawił się tylko Pov nialls bo wyszedł dosyć długi za tydzień będzie rozdział 20, napisze go Kornelia.
Dziękuje, że kometujecie ;"") mam nadzieję, że tak będzie dalej i że podoba wam sie rozdzrał.
~Wasza @dream_band_1d
czwartek, 26 grudnia 2013
Rozdział 18
*czytaj notkę pod rozdziałem.
*Holly's POV*
Z tego całego stresu związanego z przetrzymywaniem mnie po prostu usnęłam.
Jednak moje ukojenie nie trwało długo, ponieważ po jakimś czasie znowu się obudziłam.
Byłam głodna i totalnie przerażona. Dlaczego wszystko co złe akurat mnie spotyka.?
Miałam problemy z oddychaniem, przez co zaczęłam się krztusić. Jak można coś takiego zrobić.?
Uratować a następnie więzić.? Przecież nie jestem tutaj z mojej własnej woli.
Znaczy się.. Wsiadłam do tego samochodu, jednak skąd miałam wiedzieć, że to się tak skończy.?
Mogłam stamtąd spieprzyć, gdy miałam okazje, a nie teraz siedzieć związana chuj wie gdzie.
Przerażenie zastąpiła złość. Jak moża być taką świnią.? Tego nie wiem. Jeszcze zabrał mi telefon,
więc nie mam nawet jak zadzwonić po pomoc.. Zresztą do kogo niby miałabym zadzownić.?
Nikt mnie przecież nawet nie toleruje. Powinnam już dawno uciec z domu. Tylko dokąd i za co.?
Nie stać mnie na utrzymanie się. A dziwką przecież nie zostanę, bo za bardzo się boje, brzydzę
i chyba obrzygałabym pierwszego lepszego faceta, który by do mnie przyszedł. Szybko odsunęłam
od siebie tę myśl, żeby chociaż nie udusić się własnymi wymiotami. Zaczęłam się sobie przyglądać,
żeby jako tako ocenić szkody na moim ciele. Wszystko mnie bolało ale było coś co mnie strasznie
zdziwiło.. Miałam na sobie ciuchy. Oczywiście nie moje, bo moje to same szmaty. Podejrzewam, że
były jego... Ohyda.. Ale lepsze to niż leżeniu tutaj półnaga.. Na całym ciele miałam
pełno siniaków, dlatego każdy ruch sprawiał mi tak okropny ból. Na dodatek ręce miałam już całe
starte od tej okropnej liny. Zwinęłam się w kłębek i zaczęłam płakać. Po raz kolejny byłam bezsilna.
Bez żadnego wyboru, skazana na łaskę innych. Albo mnie zgwałci, albo zabije ale będzie torturował.
Łzy spływały po całej mojej twarzy, a ja po raz kolejny miałam problemy z oddychaniem.
Usłyszałam zamek w drzwiach, więc trzymał mnie pod kluczem.. Zamknęłam oczy a kiedy ponownie je otworzyłam
nie siedziałam już w ciemnościach. Światło raziło mnie w oczy. Podniosłam się do pozycji siedzącej
i próbowałam uspokoić oddech. Jednak zamiast tego zaczęłam się po raz kolejny krztusić.
Dzięki czemu pozbyłam się szmaty, bo Alex ją odwiązał. Każdy oddech sprawiał mi ból jednak
łapczywie chwytałam powietrze w płuca.
-Posłuchaj mnie. Nie zawiąże jej ponownie jeśli nie będziesz drzeć ryja, rozumiesz.?
Nie odpowiedziałam. Tak strasznie się go bałam, że najchętniej zamknęłabym oczy i pogrążyła
się w dalszym płaczu. Cała odwaga i zdenerwowanie mnie opuściły, gdy stanął przede mną.
Patrzyłam na niego przerażonych wzrokiem w duchu błagając by mnie wypuścił. Jak można
być takim potworem i przetrzymywać dziewczynę.. Szczególnie, że ja nic mu nawet nie zrobiłam.
Absolutnie nic.. Zobaczyłam jak jego ręka sięga do mojej twarzy, więc szybko zamknęłam oczy. Tylko na tyle w tym
momencie było mnie stać. Jednak nie uderzył mnie tylko przytrzymał ręką mój podbródek.
-Mówię do ciebie suko. Dotarła do ciebie ta informacja czy nie.?
Szybko pokiwałam głową, a jego ręka od razu odsunęła się od mojej twarzy. Bałam się, że chce mnie uderzyć,
jednak nic takiego się nie stało. Zobaczyłam na jego twarzy ohydny uśmiech satysfakcji. Cieszyło go
to, że mnie tutaj przetrzymuje. Popieprzony sadysta. I jeszcze mnie wyzywa... Nie jestem suką..
I nie wiem dlaczego każdy uważa inaczej, to na prawdę przykre dla mnie. Poczułam w oczach
łzy ale nie pozwoliłam im wypłynąć.
-Przyniosłem ci coś do jedzenia żebyś nie zdechła z głodu, dopóki będziesz mi potrzebna.
Serca zaczęło mi bić milion razy szybciej, a na twarzy wyskoczyło przerażenie. Miałam wrażenie,
że bawi go to, że się go boje. Moje serce słychać chyba było nawet u sąsiadów. Nigdy nie sądziłam, że
będę się kogoś aż tak bała i nigdy nie pomyślałabym, że znajdę się w takiej sytuacji. Może czymś sobie
zasłużyłam.? Tylko czym.? Na prawdę nie wiem. Zobaczyłam jak kładzie przede mną talerz z jedzeniem.
Na pewno nafaszerował go jakimś tabletkami.. Ale jestem tak strasznie głodna. Nie mogę przecież
obrażać się na jedzenie, bo i tak długo nie wytrzymam.
-Mógłbyś mi rozwiązać ręce.? -gdy tylko usłyszałam swój głos jeszcze bardziej się przestraszyłam.
Był tak strasznie zachrypnięty... Jakbym była chora. Jeszcze nigdy tak nie miałam. Nigdy
-I co jeszcze puścić cię wolno.? O nie kochanie. Posiedzisz tu. Pobeczysz.
Co tylko będziesz chciała. Nie mam zamiaru cię wypuścić. Skorzystam z tego, że jesteś
czysta. Wykorzystam Cię. W każdy możliwy sposób.
*Niall's POV*
Jedynie co On mógł zrobić, to dać mi kolejne cholerne zlecenie, wyzwać, lub namówić do jakiegoś kolejnego gówna. Był "moim szefem".
Jak to kurwa brzmi szef?
Kto słyszałam o czymś takim, po prostu, przez tego obleśnego, starego chuja zarabiam na żyje i nie zostałem kolejnym bezdomnych, których czasem jest cała chmara. Aleeee żeby nie było ja mu niczego nie zawdzięczam, on za razem uratował jak i zrujnował mi życie. To przez niego wylądowałem tam gdzie byłem, dlatego też rodzina, którą miałem wyniosła się stąd przez niego, niektórzy którzy wiedzą o tym co się stało unikają mnie, boją się.
Zrobiono ze mnie potwora, nikt nie zna prawy, każdy się jej boi.
Magazyn, ten pieprzony magazyn od tego się wszystko zaczęło. Wspomnienia wzięły górę
-Witajcie, to wy chcieliście się ze mną spotkać? - Zapytał facet, który miał wstawione dwa pierwsze zęby na górze, były one złote. Jego sylwetka nie była duża, była normalna, przez jego gęste włosy przedzierały się cienie czarnych włosów. Spojrzał na nas, schylając się lekko aby być naszego wzrostu o kontynuował. - To pozwoli wam się dobrze bawić, być jeszcze lepszymi uczniami.. Dzięki temu będzie lepiej. -Podał nam zapakowane w pudełko kilka jointów, tabletki oraz buteleczkę z jakąś substancją. -A teraz zmykajcie, kiedy będzie potrzebować więcej zadzwońcie. - następnie zniknął w magazynie, który stał za nim.
Było to na wakacjach kilka lat temu. Byłem nam z Antony był tam ze mną, ale później nie wiem co się zanim stało. Starałem się płacić jak najszybciej, alby on nie przychodził do mojego domu.
Magazyn kojarzyło mi się, z bronią, narkotykami, Antony'm, pierwszym moim nie właściwym wyborem. Wszystkim co złe, złe, złe, a za razem to co uratowało mi życie. Czy to możliwe, żeby to zło pokrywało się z dobrem. Sam nie byłem pewny..
*Ogólny POV*
Gdy Niall odjechał, postanowił zakończyć całą impreze. Wykonił z domu jakiś pietnastu ludzi, a zostało z nim tylko kilka rzyjaciół, aby posprzątać cały panujący tu bałagan, nie było go widać do póki wszyscy nie wyszli.
Po domu rozległ się telefon. Rodzice Briana byli już w domu impreza zakończyła się o niczym się nie dowiedzieli. Lecz to był dopiero początek, tego czego się dowiedzą. Brian wybiegł ze swojego pokoju, który był na górze i podniósł słuchawkę, która już nie dzwoniła, miał się odezwać lecz usłyszał znajome mu głosy, to był jego ojciec wraz z wujkiem.
-Taaaaaa mała suka, uciekła z kimś. -Wysyczał przez telefon.
________________________________________________
Rozdział jest taki spokie. Dłuuuuuugoooooo go nie było z pewnych powodów. Zacznijmy od tego że nie piszę go juz z @luuv_ya_niall piszę go teraz z Kornelią, moja koleżanka, sama prowadzi bloga, którego link znajdziecie pod notką. :) Pozdrawiam, przepraszam za tak długą nie obecność i liczę na wasze kometarze.
~Patrycja
o to link do bloga Korneli :
http://brutalandvicious.blogspot.com/
Wpadnij i skometujcie dziewczyna, naprawdę śwetnie pisze!
+jeżeli macie jakieś pytania zapraszam do podstrony kontakt
*Holly's POV*
Z tego całego stresu związanego z przetrzymywaniem mnie po prostu usnęłam.
Jednak moje ukojenie nie trwało długo, ponieważ po jakimś czasie znowu się obudziłam.
Byłam głodna i totalnie przerażona. Dlaczego wszystko co złe akurat mnie spotyka.?
Miałam problemy z oddychaniem, przez co zaczęłam się krztusić. Jak można coś takiego zrobić.?
Uratować a następnie więzić.? Przecież nie jestem tutaj z mojej własnej woli.
Znaczy się.. Wsiadłam do tego samochodu, jednak skąd miałam wiedzieć, że to się tak skończy.?
Mogłam stamtąd spieprzyć, gdy miałam okazje, a nie teraz siedzieć związana chuj wie gdzie.
Przerażenie zastąpiła złość. Jak moża być taką świnią.? Tego nie wiem. Jeszcze zabrał mi telefon,
więc nie mam nawet jak zadzwonić po pomoc.. Zresztą do kogo niby miałabym zadzownić.?
Nikt mnie przecież nawet nie toleruje. Powinnam już dawno uciec z domu. Tylko dokąd i za co.?
Nie stać mnie na utrzymanie się. A dziwką przecież nie zostanę, bo za bardzo się boje, brzydzę
i chyba obrzygałabym pierwszego lepszego faceta, który by do mnie przyszedł. Szybko odsunęłam
od siebie tę myśl, żeby chociaż nie udusić się własnymi wymiotami. Zaczęłam się sobie przyglądać,
żeby jako tako ocenić szkody na moim ciele. Wszystko mnie bolało ale było coś co mnie strasznie
zdziwiło.. Miałam na sobie ciuchy. Oczywiście nie moje, bo moje to same szmaty. Podejrzewam, że
były jego... Ohyda.. Ale lepsze to niż leżeniu tutaj półnaga.. Na całym ciele miałam
pełno siniaków, dlatego każdy ruch sprawiał mi tak okropny ból. Na dodatek ręce miałam już całe
starte od tej okropnej liny. Zwinęłam się w kłębek i zaczęłam płakać. Po raz kolejny byłam bezsilna.
Bez żadnego wyboru, skazana na łaskę innych. Albo mnie zgwałci, albo zabije ale będzie torturował.
Łzy spływały po całej mojej twarzy, a ja po raz kolejny miałam problemy z oddychaniem.
Usłyszałam zamek w drzwiach, więc trzymał mnie pod kluczem.. Zamknęłam oczy a kiedy ponownie je otworzyłam
nie siedziałam już w ciemnościach. Światło raziło mnie w oczy. Podniosłam się do pozycji siedzącej
i próbowałam uspokoić oddech. Jednak zamiast tego zaczęłam się po raz kolejny krztusić.
Dzięki czemu pozbyłam się szmaty, bo Alex ją odwiązał. Każdy oddech sprawiał mi ból jednak
łapczywie chwytałam powietrze w płuca.
-Posłuchaj mnie. Nie zawiąże jej ponownie jeśli nie będziesz drzeć ryja, rozumiesz.?
Nie odpowiedziałam. Tak strasznie się go bałam, że najchętniej zamknęłabym oczy i pogrążyła
się w dalszym płaczu. Cała odwaga i zdenerwowanie mnie opuściły, gdy stanął przede mną.
Patrzyłam na niego przerażonych wzrokiem w duchu błagając by mnie wypuścił. Jak można
być takim potworem i przetrzymywać dziewczynę.. Szczególnie, że ja nic mu nawet nie zrobiłam.
Absolutnie nic.. Zobaczyłam jak jego ręka sięga do mojej twarzy, więc szybko zamknęłam oczy. Tylko na tyle w tym
momencie było mnie stać. Jednak nie uderzył mnie tylko przytrzymał ręką mój podbródek.
-Mówię do ciebie suko. Dotarła do ciebie ta informacja czy nie.?
Szybko pokiwałam głową, a jego ręka od razu odsunęła się od mojej twarzy. Bałam się, że chce mnie uderzyć,
jednak nic takiego się nie stało. Zobaczyłam na jego twarzy ohydny uśmiech satysfakcji. Cieszyło go
to, że mnie tutaj przetrzymuje. Popieprzony sadysta. I jeszcze mnie wyzywa... Nie jestem suką..
I nie wiem dlaczego każdy uważa inaczej, to na prawdę przykre dla mnie. Poczułam w oczach
łzy ale nie pozwoliłam im wypłynąć.
-Przyniosłem ci coś do jedzenia żebyś nie zdechła z głodu, dopóki będziesz mi potrzebna.
Serca zaczęło mi bić milion razy szybciej, a na twarzy wyskoczyło przerażenie. Miałam wrażenie,
że bawi go to, że się go boje. Moje serce słychać chyba było nawet u sąsiadów. Nigdy nie sądziłam, że
będę się kogoś aż tak bała i nigdy nie pomyślałabym, że znajdę się w takiej sytuacji. Może czymś sobie
zasłużyłam.? Tylko czym.? Na prawdę nie wiem. Zobaczyłam jak kładzie przede mną talerz z jedzeniem.
Na pewno nafaszerował go jakimś tabletkami.. Ale jestem tak strasznie głodna. Nie mogę przecież
obrażać się na jedzenie, bo i tak długo nie wytrzymam.
-Mógłbyś mi rozwiązać ręce.? -gdy tylko usłyszałam swój głos jeszcze bardziej się przestraszyłam.
Był tak strasznie zachrypnięty... Jakbym była chora. Jeszcze nigdy tak nie miałam. Nigdy
-I co jeszcze puścić cię wolno.? O nie kochanie. Posiedzisz tu. Pobeczysz.
Co tylko będziesz chciała. Nie mam zamiaru cię wypuścić. Skorzystam z tego, że jesteś
czysta. Wykorzystam Cię. W każdy możliwy sposób.
*Niall's POV*
Jedynie co On mógł zrobić, to dać mi kolejne cholerne zlecenie, wyzwać, lub namówić do jakiegoś kolejnego gówna. Był "moim szefem".
Jak to kurwa brzmi szef?
Kto słyszałam o czymś takim, po prostu, przez tego obleśnego, starego chuja zarabiam na żyje i nie zostałem kolejnym bezdomnych, których czasem jest cała chmara. Aleeee żeby nie było ja mu niczego nie zawdzięczam, on za razem uratował jak i zrujnował mi życie. To przez niego wylądowałem tam gdzie byłem, dlatego też rodzina, którą miałem wyniosła się stąd przez niego, niektórzy którzy wiedzą o tym co się stało unikają mnie, boją się.
Zrobiono ze mnie potwora, nikt nie zna prawy, każdy się jej boi.
Magazyn, ten pieprzony magazyn od tego się wszystko zaczęło. Wspomnienia wzięły górę
-Witajcie, to wy chcieliście się ze mną spotkać? - Zapytał facet, który miał wstawione dwa pierwsze zęby na górze, były one złote. Jego sylwetka nie była duża, była normalna, przez jego gęste włosy przedzierały się cienie czarnych włosów. Spojrzał na nas, schylając się lekko aby być naszego wzrostu o kontynuował. - To pozwoli wam się dobrze bawić, być jeszcze lepszymi uczniami.. Dzięki temu będzie lepiej. -Podał nam zapakowane w pudełko kilka jointów, tabletki oraz buteleczkę z jakąś substancją. -A teraz zmykajcie, kiedy będzie potrzebować więcej zadzwońcie. - następnie zniknął w magazynie, który stał za nim.
Było to na wakacjach kilka lat temu. Byłem nam z Antony był tam ze mną, ale później nie wiem co się zanim stało. Starałem się płacić jak najszybciej, alby on nie przychodził do mojego domu.
Magazyn kojarzyło mi się, z bronią, narkotykami, Antony'm, pierwszym moim nie właściwym wyborem. Wszystkim co złe, złe, złe, a za razem to co uratowało mi życie. Czy to możliwe, żeby to zło pokrywało się z dobrem. Sam nie byłem pewny..
*Ogólny POV*
Gdy Niall odjechał, postanowił zakończyć całą impreze. Wykonił z domu jakiś pietnastu ludzi, a zostało z nim tylko kilka rzyjaciół, aby posprzątać cały panujący tu bałagan, nie było go widać do póki wszyscy nie wyszli.
Po domu rozległ się telefon. Rodzice Briana byli już w domu impreza zakończyła się o niczym się nie dowiedzieli. Lecz to był dopiero początek, tego czego się dowiedzą. Brian wybiegł ze swojego pokoju, który był na górze i podniósł słuchawkę, która już nie dzwoniła, miał się odezwać lecz usłyszał znajome mu głosy, to był jego ojciec wraz z wujkiem.
-Taaaaaa mała suka, uciekła z kimś. -Wysyczał przez telefon.
________________________________________________
Rozdział jest taki spokie. Dłuuuuuugoooooo go nie było z pewnych powodów. Zacznijmy od tego że nie piszę go juz z @luuv_ya_niall piszę go teraz z Kornelią, moja koleżanka, sama prowadzi bloga, którego link znajdziecie pod notką. :) Pozdrawiam, przepraszam za tak długą nie obecność i liczę na wasze kometarze.
~Patrycja
o to link do bloga Korneli :
http://brutalandvicious.blogspot.com/
Wpadnij i skometujcie dziewczyna, naprawdę śwetnie pisze!
+jeżeli macie jakieś pytania zapraszam do podstrony kontakt
sobota, 16 listopada 2013
Rozdział 17
*Niall's POV*
Byłem zdezorientowany. Nie wiedziałem czemu on to tak ujął. Czy chciał to powiedzieć w przenośni? Grozi jej niebezpieczeństwo?
-Gdzie mieszka ten wasz pieprzony wujek?! -Powiedziałem wstając i uderzając pięścią o stolik, który stał tuż obok.
Odpowiedziała mi cisza. Byłem nieźle nabuzowany, chciałem mu przywalić, ale to by nic nie dało musiałem zachować spokój, ponieważ gdybym go uderzył mogłoby się to źle skończyć dla nas obu. Zazwyczaj się tym nie przejmuję, ale tylko on mógł mi teraz powiedzieć gdzie znajduje się Holly.
-No więc powiesz mi czy nie? -Powiedziałem przez zęby, próbowałem się choć trochę uspokoić, ale niezbyt mi się to udawało.
-No, nie wiem. -Odparł cicho, nawet bardzo.
-Dobra, od początku. Holly jest u jakiegoś wujka "na wakacjach". -Powiedziałem naśladując jego gest. -I za cholerę nie chcesz mi powiedzieć, gdzie ten pierdolony wujek mieszka! Zrozum, że jeżeli jej się coś stanie to będzie tylko i wyłącznie twoja wina. -Zastanowił się chwilę po czym odetchnął ciężko i zaczął niepewnie mówić.
-Long Island. -Tyle usłyszałem z jego ust. Po czym wstał abyśmy byli na tym samym poziomie. -Tylko ty możesz jej pomóc. Liczę na ciebie. -Było widać, że zależy mu na niej i troszczy się o nią, choć jest od niej młodszy. Poklepałem go po ramieniu i bez słowa wyszedłem z mieszkania.
Czekały mnie jakieś trzy godziny jazdy. Szybko wsiadłem do auta głośno trzaskając drzwiami. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i mocno przycisnąłem pedał gazu. Kiedy wyjechałem poza obrzeża miasta zacząłem myśleć po co ja to w ogóle robię?! Praktycznie nie znam tej dziewczyny, a coś tak cholernie ciągnie nas ku sobie... przynajmniej mnie.
Czemu ja- wiecznie zarozumiały, samolubny głupek tak się dla niej poświęcam, a ona- miła dziewczyna totalnie mnie ignoruje i traktuje jak powietrze? Była chyba pierwszą osobą od dłuższego czasu, której nie traktowałem jak wroga, ale jak przyjaciela. Może nie do końca potrafiłem to okazywać, ale naprawdę tak było. Nagle przypomniałem sobie, że nie spytałem Brian'a, gdzie dokładnie mieszka ten cały wujek! Cholera, teraz będę musiał jeździć po całym Long Island. A co jeśli się spóźnię? Co jeśli ten psychol jej coś zrobi? Nigdy bym sobie tego nie darował. Z resztą, czemu ja tak do cholery myślę?!
Cała jazda mnie już męczyła, lecz nie mogłem zrezygnować. Ale czy droga z Liverpoolu aż do Long Island, mogła nie być wyczerpująca to dwie miescowości dzieli nie zły kawał drogi. Gdy jechałem po autostradzie zauważyłem przydrożną stację paliw, postanowiłem na nią jechać, nie tylko po to by zatankować samochód. Również po to, żeby kupić sobie fajki, których nie było w schowku. Potrzebowałem smaku nikotyny w płucach, tak cholernie, to mnie uspakajało.
Podjechachałem do miejsca, tak aby można było zatankować samochód i wysiadłem z samochodu, czekając aż ktoś przyjdzie.
Wreszcie po jakiś 5 miniutach wyszedł ze sklepiku, który się tu znajdował jakiś laluś, poprawiając swoje włosy i żując gumę, w bardzo irytujący sposób taki, których cholernie wkurzał. Do tego nie zbyt mu się śpieszyło aby zrobić to co do niego należało. Stanął w odległości 5 metrów ode mnie wyjmując swojego białego iphone i zaczął coś na nim pisać.
W końcu postanowiłem się odezwać, ponieważ koleś nieźle działał mi na nerwy, a miałem do przejechania jeszcze kilkadziesiąt kilometrów nie myślać już o tym, że muszę przeszukać całe Long Island za poszukiwaniem brązowłosej.
-Możesz tu kurwa przyjść wreszcie, bo ci tą śliczną buźke rozpierdole tak, że własna matka cię nie pozna.-Nie zwrócił uwagi na to co powiedziałem, nawet nie wzruszył ramionami, nie spojrzał sie. Nic, zupełnie nic!
-Głuchy jesteś! -Wysyczałem na niego, zmiejszając odległość między nami. On tylko wzruszył ramionami, schował telefon do kieszeni i poszedł wykonać swoją pracę.
Ja jedynie patrzyłem co on robił, cały czas robił to tak powoli, że miałem ochotę go zabić, albo rozszarpać. Po jakiś 10 minutach musiałem tylko wejść do tego sklepiku i zapłacić.
-To będzie 80.50 £. -Chłopak po raz pierwszy się odezwał. Miał taki dziwny głos, znałem go?
-Macie tu jakieś papierosy?
-Tak tu są. -Wskazał na półkę, która znajdowała się za moimi plecami.
-Dużego wyboru tu nie macie. -Zaśmiałem się bez humoru. Po czym wybrałem jedne, których znałem markę. -Więc wezmę dwie paczki Malboro, macie może zapalniczę, zapałki lub coś czymm mogę podpalić papierosa?
-Tak, mamy zapalczniczę, dorzucić? -Zapytał nie pewnie.
-Tak proszę. Więc ile będzie za wszystko?
-98 £.
Wyjąłem portfel i wyjąłem z niego banknot podając sprzedawcy, wziąłem to co moje i schowałem do kieszeni w spodniach oraz schowałem resztę, która mi wydał i wyszedłem z pomieszczenia zmierzając w kierunku swojego samochodu.
Gdy tylko do niego wszedłem wziąłem telefon, który leżał na pasażera czy nikt się ze mną nie kontaktował.
-nikt. -Powiedziałem sam do siebie.
Potrzebowałem pomocy sam nie przetrzosnę całego tego miasta postanowiłem zadzwonić do Joe.
Jeden sygnał.
Nic.
Drugi.
To samo.
Postanowiłem zadzwonić do James'a.
Sytuacja powtórzyła się ponowanie.
Byłem bardzo sflustrowany tym wszystkim. Wyjąłem jednego papierosa i włożyłem do ust. Starając się trzymać kierownicę kolanami. Byłem na jakimś pustkowiu więc nie jezdziły tu żadne samochody. Uchyliłem okno i zaciągnąłem się papierosem, którego miałem w ustach. Radio było wyłączone, nawet nie zwróciłem na to uwagi, nienawidziłem jeździć w ciszy. Niby nie jechałem słyszałem jak po cichu pracuje samochód.
Szybki ruchem ręki włączyłem urządzenie.
Przełączyłem na swoją ulubioną stację. Usłyszałem Snoop Dogg - Ain't no fun.
Lubiłem ją jak inne jego piosenki. Następnie usłyszałem jedną z piosenek Drake.
Droga minęła mi nieco szybciej. Potrzebowałem wsparcia, pojechałem tam gdzie nie wiem czy chciałbym być i czy chciałbym od tej osoby je otrzymać.
_____________________________________________________
Rozdział nie jest długi przepraszam i nie pojawiał się przez miesiąc za to też bardzo przepraszam, ale nauka i te sprawy. Nie wiem jak to będzie miała napisać go @luuv_ya_niall ale tak się nie stalo napisałyśmy kawałek wspólnie i ja dokończyłam. Nie wiem keidy pojawi się następny rozdział postaram się tego tak nie zaniedbywać i mam nadzieję, że nadal będzie komentować. :)
Dziękuję, jeżeli przeczytałaś rozdział zostaw komentarz. Z góry dziękuję, chcę poznać Twoją opinię.
Byłem zdezorientowany. Nie wiedziałem czemu on to tak ujął. Czy chciał to powiedzieć w przenośni? Grozi jej niebezpieczeństwo?
-Gdzie mieszka ten wasz pieprzony wujek?! -Powiedziałem wstając i uderzając pięścią o stolik, który stał tuż obok.
Odpowiedziała mi cisza. Byłem nieźle nabuzowany, chciałem mu przywalić, ale to by nic nie dało musiałem zachować spokój, ponieważ gdybym go uderzył mogłoby się to źle skończyć dla nas obu. Zazwyczaj się tym nie przejmuję, ale tylko on mógł mi teraz powiedzieć gdzie znajduje się Holly.
-No więc powiesz mi czy nie? -Powiedziałem przez zęby, próbowałem się choć trochę uspokoić, ale niezbyt mi się to udawało.
-No, nie wiem. -Odparł cicho, nawet bardzo.
-Dobra, od początku. Holly jest u jakiegoś wujka "na wakacjach". -Powiedziałem naśladując jego gest. -I za cholerę nie chcesz mi powiedzieć, gdzie ten pierdolony wujek mieszka! Zrozum, że jeżeli jej się coś stanie to będzie tylko i wyłącznie twoja wina. -Zastanowił się chwilę po czym odetchnął ciężko i zaczął niepewnie mówić.
-Long Island. -Tyle usłyszałem z jego ust. Po czym wstał abyśmy byli na tym samym poziomie. -Tylko ty możesz jej pomóc. Liczę na ciebie. -Było widać, że zależy mu na niej i troszczy się o nią, choć jest od niej młodszy. Poklepałem go po ramieniu i bez słowa wyszedłem z mieszkania.
Czekały mnie jakieś trzy godziny jazdy. Szybko wsiadłem do auta głośno trzaskając drzwiami. Przekręciłem kluczyk w stacyjce i mocno przycisnąłem pedał gazu. Kiedy wyjechałem poza obrzeża miasta zacząłem myśleć po co ja to w ogóle robię?! Praktycznie nie znam tej dziewczyny, a coś tak cholernie ciągnie nas ku sobie... przynajmniej mnie.
Czemu ja- wiecznie zarozumiały, samolubny głupek tak się dla niej poświęcam, a ona- miła dziewczyna totalnie mnie ignoruje i traktuje jak powietrze? Była chyba pierwszą osobą od dłuższego czasu, której nie traktowałem jak wroga, ale jak przyjaciela. Może nie do końca potrafiłem to okazywać, ale naprawdę tak było. Nagle przypomniałem sobie, że nie spytałem Brian'a, gdzie dokładnie mieszka ten cały wujek! Cholera, teraz będę musiał jeździć po całym Long Island. A co jeśli się spóźnię? Co jeśli ten psychol jej coś zrobi? Nigdy bym sobie tego nie darował. Z resztą, czemu ja tak do cholery myślę?!
Cała jazda mnie już męczyła, lecz nie mogłem zrezygnować. Ale czy droga z Liverpoolu aż do Long Island, mogła nie być wyczerpująca to dwie miescowości dzieli nie zły kawał drogi. Gdy jechałem po autostradzie zauważyłem przydrożną stację paliw, postanowiłem na nią jechać, nie tylko po to by zatankować samochód. Również po to, żeby kupić sobie fajki, których nie było w schowku. Potrzebowałem smaku nikotyny w płucach, tak cholernie, to mnie uspakajało.
Podjechachałem do miejsca, tak aby można było zatankować samochód i wysiadłem z samochodu, czekając aż ktoś przyjdzie.
Wreszcie po jakiś 5 miniutach wyszedł ze sklepiku, który się tu znajdował jakiś laluś, poprawiając swoje włosy i żując gumę, w bardzo irytujący sposób taki, których cholernie wkurzał. Do tego nie zbyt mu się śpieszyło aby zrobić to co do niego należało. Stanął w odległości 5 metrów ode mnie wyjmując swojego białego iphone i zaczął coś na nim pisać.
W końcu postanowiłem się odezwać, ponieważ koleś nieźle działał mi na nerwy, a miałem do przejechania jeszcze kilkadziesiąt kilometrów nie myślać już o tym, że muszę przeszukać całe Long Island za poszukiwaniem brązowłosej.
-Możesz tu kurwa przyjść wreszcie, bo ci tą śliczną buźke rozpierdole tak, że własna matka cię nie pozna.-Nie zwrócił uwagi na to co powiedziałem, nawet nie wzruszył ramionami, nie spojrzał sie. Nic, zupełnie nic!
-Głuchy jesteś! -Wysyczałem na niego, zmiejszając odległość między nami. On tylko wzruszył ramionami, schował telefon do kieszeni i poszedł wykonać swoją pracę.
Ja jedynie patrzyłem co on robił, cały czas robił to tak powoli, że miałem ochotę go zabić, albo rozszarpać. Po jakiś 10 minutach musiałem tylko wejść do tego sklepiku i zapłacić.
-To będzie 80.50 £. -Chłopak po raz pierwszy się odezwał. Miał taki dziwny głos, znałem go?
-Macie tu jakieś papierosy?
-Tak tu są. -Wskazał na półkę, która znajdowała się za moimi plecami.
-Dużego wyboru tu nie macie. -Zaśmiałem się bez humoru. Po czym wybrałem jedne, których znałem markę. -Więc wezmę dwie paczki Malboro, macie może zapalniczę, zapałki lub coś czymm mogę podpalić papierosa?
-Tak, mamy zapalczniczę, dorzucić? -Zapytał nie pewnie.
-Tak proszę. Więc ile będzie za wszystko?
-98 £.
Wyjąłem portfel i wyjąłem z niego banknot podając sprzedawcy, wziąłem to co moje i schowałem do kieszeni w spodniach oraz schowałem resztę, która mi wydał i wyszedłem z pomieszczenia zmierzając w kierunku swojego samochodu.
Gdy tylko do niego wszedłem wziąłem telefon, który leżał na pasażera czy nikt się ze mną nie kontaktował.
-nikt. -Powiedziałem sam do siebie.
Potrzebowałem pomocy sam nie przetrzosnę całego tego miasta postanowiłem zadzwonić do Joe.
Jeden sygnał.
Nic.
Drugi.
To samo.
Postanowiłem zadzwonić do James'a.
Sytuacja powtórzyła się ponowanie.
Byłem bardzo sflustrowany tym wszystkim. Wyjąłem jednego papierosa i włożyłem do ust. Starając się trzymać kierownicę kolanami. Byłem na jakimś pustkowiu więc nie jezdziły tu żadne samochody. Uchyliłem okno i zaciągnąłem się papierosem, którego miałem w ustach. Radio było wyłączone, nawet nie zwróciłem na to uwagi, nienawidziłem jeździć w ciszy. Niby nie jechałem słyszałem jak po cichu pracuje samochód.
Szybki ruchem ręki włączyłem urządzenie.
Przełączyłem na swoją ulubioną stację. Usłyszałem Snoop Dogg - Ain't no fun.
Lubiłem ją jak inne jego piosenki. Następnie usłyszałem jedną z piosenek Drake.
Droga minęła mi nieco szybciej. Potrzebowałem wsparcia, pojechałem tam gdzie nie wiem czy chciałbym być i czy chciałbym od tej osoby je otrzymać.
_____________________________________________________
Rozdział nie jest długi przepraszam i nie pojawiał się przez miesiąc za to też bardzo przepraszam, ale nauka i te sprawy. Nie wiem jak to będzie miała napisać go @luuv_ya_niall ale tak się nie stalo napisałyśmy kawałek wspólnie i ja dokończyłam. Nie wiem keidy pojawi się następny rozdział postaram się tego tak nie zaniedbywać i mam nadzieję, że nadal będzie komentować. :)
Dziękuję, jeżeli przeczytałaś rozdział zostaw komentarz. Z góry dziękuję, chcę poznać Twoją opinię.
poniedziałek, 14 października 2013
Rozdział 16
*Niall's POV*
Chciałem jak najszybciej wyjaśnić tą całą sprawę. Jednak dzwoniłem kilka razy, a odpowiedziała mi tylko poczta głosowa. Byłem wkurzony i to bardzo. Zacisnąłem z całej siły pięści, aż moje kostki zbladły. Byłem sflustrowany tym, wszystkim, wszedłem ze złości z samochodu i oparłem się o jego maskę. Usłyszałem głośną muzykę dochodzącą z domu dziewczyny.
Holly nie odbierała, zdzwoniłem kolejny raz, ale sytuacja powtarzała się. Byłem bardzo zły, postanowiłem iść do jej domu. Zbliżając się do mieszkania, słyszałem coraz głośniej muzykę pop, która odbijała się o moje bębenki. Chciałem zadzwonić dzwonkiem, ale to nie miałoby sensu, to gówno rozbrzmiewało w całym domu i dobrze było je słychać, na zewnątrz. Wszedłem do środka. Dom, nie wyglądał na jakiś zaniedbany czy brzydki. Były duży i ta orgomna przestrzeń sprawiała, że wyglądał na taki smutny, zimny,ale napewno, był więcej wart od mojego. Stałem w korytarzu i gapiłem się na ludzi, którzy tu byli, szukając znajomych twarzy. Nie mogłem ujrzeć nikogo. Postanowiłem wejść i się rozejrzeć, może popytać czy ktoś widział Holly lub Briana, kogokolwiek kogo mogę tu znać. To było zabawne, ktoś czyli ktoś z rodziny Rain's postanowiło zrobić domówkę. Hahaha czy to nie głupie? Brakowało tu tylko jakiegoś gorszego gówna od popu, Mozart'a lub Beethoven'a, byłaby to prawdziwa impreza dla bogatych dzieci. Ja może też się do nich zaliczałem, a może jednak nie. Płaciłem "brudną" kasą, którą miałem z narkotyków czy chuj wie skąd. Byłem zwykłym gówniarzem z kasą. No oczywiście wspominając, o tym, że zostałem sam, więc się do nich NIE zaliczałem.
-Obstawiam, że nie ma tu żadnego alkoholu czy narkotyków. -Powiedziałem, sam do siebie. Chodziłem na imprezy nie często, ale bywałem na nich. Nie wyglądały napewno, jak te tych dzieciaków z kupą kasy.
Weszłem chyba, do kuchni ujrzałem Briana stojącego bokiem kłócącego się z kimś. Jeszcze brakowałoby by tego, żeby wczął się w jakąś bójkę. Zwracałem na siebie dość dużą uwagę, byli tu ludzie w wieku 15-17 lat, więc się trochę wyróżniałem. Każdy patrzy na mnie wzrokiem typu kim-ty-kurwa-jesteś, nie-znam-Cię, chcieli mnie poprostu zabić nim.
Nie miałem ochoty zwracać im uwagi, robić jakiś przedstawień i tego typu rzeczy po prostu szedłem, patrząc palącym wzrokiem w Briana, aby zauważył moją obecność tutaj, lecz tak się nie stało, zaś jego kolega z którym prowadził dosyć ciekawą wymiane zdań spojrzał, w moją stronę z lekkim szokiem i chyba, ze zdziwieniem, lecz dalej kontynuował swoją "rozmowę" z brązowowłosym.
Wreszcie gdy byłem od nich jakieś 2 metry Brian mnie zauważył. Był przerażony, że tu jestem. Dobre "pierwsze" wrażenie potrafię zrobić.
-Cze, cze, czeeeść. -Wydukał wreszcie, nie pewnie podając mi rękę. Chwyciłem ją i przytuliłem go jak to faceci mają w zwyczaju. Chciałem, żeby poczuł się pewnie i się mnie nie bał.
Mimo tego, że był ode mnie kilka lat młodszy, był mojego wzrostu. Był bardzo szczupły i widać bylo, że coś trenuje, obstawiam, że kosz lub piłkę nożną. Ale w tym kraju to raczej to drugie, bo przecież "białasy" i bogate dzieci, nie grają tutaj w kosza. Pewnie ma prywatnego trenera, chodzi do prywatnej szkoły, tak jak Holly.
-Kto to jest? -Zapytał czarnowłosy.
-To je, jeee, jest... -Był zesteresowany moją obecnością, może się mnie boi.
-Jestem Niall, Niall. -Zrobiłem chwilę odstępmu między moim nazwiskiem nie byłem pewny. Ale w końcu powiedziałem, o kilka tonów ciszej -Horan. -Podając rękę w geście rozluźnienia atmosfery i kultury, którą posiadałem.
To było dziwne, Brian mnie znał wiedział kim jest ten "Niall Horan" gdy z nim rozmawiałem przez komórkę Holly, a oni chyba, niezbyt mnie kojarzyli, praktycznie wogóle.
Wiedziałem, że nie wszyscy mnie tu znają, ale tacy gówniarze przeważnie zazwyczaj to my się zajmowaliśmy tym aby załatwić im "ten pierwszy raz" z marihuaną. Nigdy nie kupywali czystej, zawsze joina z domieszką tytoniu.
Twarz Briana i jego kolegi byłami znajoma, ale nie wiedziałem skąd.
-Ja jestem George, George Parker. -Myślałem, że się przesłyszałem Parker, analizowałem kilka razy, to co powiedział nijaki George to było nie możliwe, czy to był brat Alexa?
Nie to było nie możliwe, on przecież mówił, że jego rodzna wyjechała stąd, że przeprowadzili się do Austrii podajże. Może to zwykły przypadek, ale sam nie wiedziałem, rysy chłopaka były podobne do Alex'a delikatne i jego kości policzkowe, były bardzo widoczne. Lecz ich postawy były inne, nie wspominając tu o ich ubiorze.
Może mam po prostu jakąś manie i każdy będzie mi teraz przypomnał Alex'a i kłótnię z nim, to chore.
-No więc miło mi cię poznać George. -Jego imię chciałem powiedzieć z brytyjskim akcetem, który niestety kaleczyłem.
-Brian? -Chłopak spojrzał na mnie nie pewnie, o mało nie dławiąc się, napojem lub trunkiem, który w pił i kiwnął brodą abym powiedział o co chodzi. -Mogę cię prosić na chwilę?
-Jasne.
Wyszliśmy, przez tylnie drzwi w kuchni, na ogród. Na środku stał basen, widać też było liczne kwiaty i krzewy z różnymi na nich kwiatami i kilka drzew które idealnie tu pasowały.
-Siadaj. -Wskazał brunet na przesła, które stały kilka metrów od nas i dawały doskonały widok na ten piękny krajoobraz.
Gdy tylko usiedliśmy chłopak odrazu zapytał.
-Skąd ty sie tu wziąłeś? Wogóle skąd wiesz gdzie my mieszkamy? -Widać, że nie był chyba pewny czy chce o tym wiedzieć.
-Więc, to mało ważne. Może lepiej żebym ja zadawał pytania co? -Powiedziałem zmieniając dramtycznie ton z przyjaznego i miłego na ostry.
-Yhym. -Przytaknął po cichu, kiwając głową i przełykając gulę, którą miał w gardle.
-No więc, zacznijmy od tego. Hmm, czemu tu jest impreza wasi rodzice się na to zgodzili? Czy to może "nielegalna domówka", bez ich zgody?
-Nie, nie wiedzą, po prostu nie będzie ich dziś i jutro więc postanowiłem ją zrobić. -Powiedział niewinnie patrząc na swoje buty bojąc się mojego wzroku.
-Rooozumiem, brnijmy dalej. Holly się na to zgodziła?
-Ona o tym nie wie.
-Więc, jej tu nie ma?
-Nieee.
-A gdzie jest?
-U wujka "na wakacjach" -Powiedział biorąc słowa "na wakacjach" w cudzysłów w powietrzu.
*Holly's POV*
Gdy się obudziłam poczułam, że leże na czymś dosyć miękkim prawdopodobnie na łóżku. Moje stopy i ręce były związane, a usta przewiązane, jakąś szmatmą. Pewnie po to bym nie krzyczała.
Nie, wiedziałam gdzie sie znajduje. Było ciemno. Ale osoba, która mnie tu sprowadziła na pewno nie miała dobrych zamiarów.
-Z gorszego gówna wpakowałam się w jeszcze gorsze. -Pomyślałam, nagle poczułam, że coś razi mnie w oczu, uniosłam lekko głowę zobaczyłam wyłaniającą się postać która szła w moim kierunku.
Bałam się i to bardzo. Nagle światło zapaliło się. Byłam w jakimś, pomieszczeniu, które raczej nie było zadbane. Przypomniało piwnice, albo hmmm sama nie wiem.
-Witaj księżniczko. -Usłyszałam. Znałam ten głos moje myśli utknęły na zdarzeniu z jakiś 3 tygodniu wstecz
"Może was gdzieś podwieźć ślicznotki? ", to był Alex? naprawdę on? To nie mogło być możliwe. To dlatego ktoś mi się tak przyglądał, gdy poprosiłam o zapalniczkę. Tylko czemu wcześniej go nie poznałam?
Bałam się tego co on może mi zrobić. On chyba jest do wszystkiego zdolny. Prawie zgwałcił Danielle, chciał mnie i Niall'a zabić. On na pewno nie jest normalny. Jak można być taką osobą "uratować" dziewczynę, a później przywieść.
Bałam się tak bardzo, bałam się tak bardzo, jak ponad rok temu, po tym co zrobił mi wujek.
Bałam się jeszcze bardziej.
Co jezeli on mnie zgwałci, będzie torturować i zabiję. Co wtedy? Ja nie chcę umierać.
Co pomyślą moi rodzice ludzie ze szkoły? Pfff oni raczej się nie będą tym przejmować przecież w ich oczach jestem suką i dziwką.
Postać stała nademną i wyraznie na mnie patrzyła. Teraz byłam pewna, że to ten cały Alex.
Serce podskoczyło mi do gardła kiedy dotknął mojego uda. Lecz wyjął tylko mój telefon, który dostałam w rekompesacie od Niall'a i wyszedł pozostawiając mnie samą w tych grobowych ciemnościach.
Wtedy przypomniałam sobie, że nawet nic nie odpisałam na sms Blondyna, lecz co bym miała napisać?
Nie chciałam, myśleć, o tym co Alex może mi zrobić, wolałam pogrążyć się w myślach.
Lecz w tych dobrych nie złych. Ale ich nie było dużo, moje myśli poszły raczej w strone niebieskookiego blondyna, o zabójczym spojrzeniu.
przypomniała mi się nasza "wspólna ostatnia rozmowa" jeżeli tak to można nazywać raczej krótka wymiana zdań.
-Nawet jeżeli to on to co mu zrobisz? Puścisz go wolno jak dziś tu i tam? -Powiedziałam bardzo wkurzona na Nialla, za te sytuacje związane z Alex'em.
-Chuj ci do tego co z nim zrobię! Ciesz się mała suko, że jeszcze żyjesz.
-Mam tego dość wychodzę stąd. Nie chce cię znać! -Powiedziałam wściekła. Moje oczy były przepełnione łzami. Szybko otworzyłam tylnie drzwi i wszyłam z niego.
To było dziwne nie znałam go i nadal nie znam ale chciałabym go poznać. Może nie jest taki jak ja raczej jest moją przeciwnością, zdaję mi się, że kryje wiele tajemnic, które chciałam poznać. Jego wygląd sprawiał, że przyprawiał moje ciało o dreszcze, nawet teraz gdy o nim myślę. Jestem w tak głupim położeniu, a myślę o jakimś chłopaku, który uratował mi życie.
________________________________________
Więc tak rozdział nie jest długi PRZEPRASZAMY
Rozdziału długo nie było PRZEPRASZAMY
rozdział słaby TU PRZEPRASZAM JA!
a teraz WIELKIE DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE WASZE KOMENTARZE NIE WIECIE NAWET JAK ONE POTRAFIĄ POMÓC I UCIESZYĆ
mam nadzieję, że nadal będzie tak komentować
Rozdział pisała @Dream_band_1d czyli główna autroka następny napisze @luuv_ya_niall
Chciałem jak najszybciej wyjaśnić tą całą sprawę. Jednak dzwoniłem kilka razy, a odpowiedziała mi tylko poczta głosowa. Byłem wkurzony i to bardzo. Zacisnąłem z całej siły pięści, aż moje kostki zbladły. Byłem sflustrowany tym, wszystkim, wszedłem ze złości z samochodu i oparłem się o jego maskę. Usłyszałem głośną muzykę dochodzącą z domu dziewczyny.
Holly nie odbierała, zdzwoniłem kolejny raz, ale sytuacja powtarzała się. Byłem bardzo zły, postanowiłem iść do jej domu. Zbliżając się do mieszkania, słyszałem coraz głośniej muzykę pop, która odbijała się o moje bębenki. Chciałem zadzwonić dzwonkiem, ale to nie miałoby sensu, to gówno rozbrzmiewało w całym domu i dobrze było je słychać, na zewnątrz. Wszedłem do środka. Dom, nie wyglądał na jakiś zaniedbany czy brzydki. Były duży i ta orgomna przestrzeń sprawiała, że wyglądał na taki smutny, zimny,ale napewno, był więcej wart od mojego. Stałem w korytarzu i gapiłem się na ludzi, którzy tu byli, szukając znajomych twarzy. Nie mogłem ujrzeć nikogo. Postanowiłem wejść i się rozejrzeć, może popytać czy ktoś widział Holly lub Briana, kogokolwiek kogo mogę tu znać. To było zabawne, ktoś czyli ktoś z rodziny Rain's postanowiło zrobić domówkę. Hahaha czy to nie głupie? Brakowało tu tylko jakiegoś gorszego gówna od popu, Mozart'a lub Beethoven'a, byłaby to prawdziwa impreza dla bogatych dzieci. Ja może też się do nich zaliczałem, a może jednak nie. Płaciłem "brudną" kasą, którą miałem z narkotyków czy chuj wie skąd. Byłem zwykłym gówniarzem z kasą. No oczywiście wspominając, o tym, że zostałem sam, więc się do nich NIE zaliczałem.
-Obstawiam, że nie ma tu żadnego alkoholu czy narkotyków. -Powiedziałem, sam do siebie. Chodziłem na imprezy nie często, ale bywałem na nich. Nie wyglądały napewno, jak te tych dzieciaków z kupą kasy.
Weszłem chyba, do kuchni ujrzałem Briana stojącego bokiem kłócącego się z kimś. Jeszcze brakowałoby by tego, żeby wczął się w jakąś bójkę. Zwracałem na siebie dość dużą uwagę, byli tu ludzie w wieku 15-17 lat, więc się trochę wyróżniałem. Każdy patrzy na mnie wzrokiem typu kim-ty-kurwa-jesteś, nie-znam-Cię, chcieli mnie poprostu zabić nim.
Nie miałem ochoty zwracać im uwagi, robić jakiś przedstawień i tego typu rzeczy po prostu szedłem, patrząc palącym wzrokiem w Briana, aby zauważył moją obecność tutaj, lecz tak się nie stało, zaś jego kolega z którym prowadził dosyć ciekawą wymiane zdań spojrzał, w moją stronę z lekkim szokiem i chyba, ze zdziwieniem, lecz dalej kontynuował swoją "rozmowę" z brązowowłosym.
Wreszcie gdy byłem od nich jakieś 2 metry Brian mnie zauważył. Był przerażony, że tu jestem. Dobre "pierwsze" wrażenie potrafię zrobić.
-Cze, cze, czeeeść. -Wydukał wreszcie, nie pewnie podając mi rękę. Chwyciłem ją i przytuliłem go jak to faceci mają w zwyczaju. Chciałem, żeby poczuł się pewnie i się mnie nie bał.
Mimo tego, że był ode mnie kilka lat młodszy, był mojego wzrostu. Był bardzo szczupły i widać bylo, że coś trenuje, obstawiam, że kosz lub piłkę nożną. Ale w tym kraju to raczej to drugie, bo przecież "białasy" i bogate dzieci, nie grają tutaj w kosza. Pewnie ma prywatnego trenera, chodzi do prywatnej szkoły, tak jak Holly.
-Kto to jest? -Zapytał czarnowłosy.
-To je, jeee, jest... -Był zesteresowany moją obecnością, może się mnie boi.
-Jestem Niall, Niall. -Zrobiłem chwilę odstępmu między moim nazwiskiem nie byłem pewny. Ale w końcu powiedziałem, o kilka tonów ciszej -Horan. -Podając rękę w geście rozluźnienia atmosfery i kultury, którą posiadałem.
To było dziwne, Brian mnie znał wiedział kim jest ten "Niall Horan" gdy z nim rozmawiałem przez komórkę Holly, a oni chyba, niezbyt mnie kojarzyli, praktycznie wogóle.
Wiedziałem, że nie wszyscy mnie tu znają, ale tacy gówniarze przeważnie zazwyczaj to my się zajmowaliśmy tym aby załatwić im "ten pierwszy raz" z marihuaną. Nigdy nie kupywali czystej, zawsze joina z domieszką tytoniu.
Twarz Briana i jego kolegi byłami znajoma, ale nie wiedziałem skąd.
-Ja jestem George, George Parker. -Myślałem, że się przesłyszałem Parker, analizowałem kilka razy, to co powiedział nijaki George to było nie możliwe, czy to był brat Alexa?
Nie to było nie możliwe, on przecież mówił, że jego rodzna wyjechała stąd, że przeprowadzili się do Austrii podajże. Może to zwykły przypadek, ale sam nie wiedziałem, rysy chłopaka były podobne do Alex'a delikatne i jego kości policzkowe, były bardzo widoczne. Lecz ich postawy były inne, nie wspominając tu o ich ubiorze.
Może mam po prostu jakąś manie i każdy będzie mi teraz przypomnał Alex'a i kłótnię z nim, to chore.
-No więc miło mi cię poznać George. -Jego imię chciałem powiedzieć z brytyjskim akcetem, który niestety kaleczyłem.
-Brian? -Chłopak spojrzał na mnie nie pewnie, o mało nie dławiąc się, napojem lub trunkiem, który w pił i kiwnął brodą abym powiedział o co chodzi. -Mogę cię prosić na chwilę?
-Jasne.
Wyszliśmy, przez tylnie drzwi w kuchni, na ogród. Na środku stał basen, widać też było liczne kwiaty i krzewy z różnymi na nich kwiatami i kilka drzew które idealnie tu pasowały.
-Siadaj. -Wskazał brunet na przesła, które stały kilka metrów od nas i dawały doskonały widok na ten piękny krajoobraz.
Gdy tylko usiedliśmy chłopak odrazu zapytał.
-Skąd ty sie tu wziąłeś? Wogóle skąd wiesz gdzie my mieszkamy? -Widać, że nie był chyba pewny czy chce o tym wiedzieć.
-Więc, to mało ważne. Może lepiej żebym ja zadawał pytania co? -Powiedziałem zmieniając dramtycznie ton z przyjaznego i miłego na ostry.
-Yhym. -Przytaknął po cichu, kiwając głową i przełykając gulę, którą miał w gardle.
-No więc, zacznijmy od tego. Hmm, czemu tu jest impreza wasi rodzice się na to zgodzili? Czy to może "nielegalna domówka", bez ich zgody?
-Nie, nie wiedzą, po prostu nie będzie ich dziś i jutro więc postanowiłem ją zrobić. -Powiedział niewinnie patrząc na swoje buty bojąc się mojego wzroku.
-Rooozumiem, brnijmy dalej. Holly się na to zgodziła?
-Ona o tym nie wie.
-Więc, jej tu nie ma?
-Nieee.
-A gdzie jest?
-U wujka "na wakacjach" -Powiedział biorąc słowa "na wakacjach" w cudzysłów w powietrzu.
*Holly's POV*
Gdy się obudziłam poczułam, że leże na czymś dosyć miękkim prawdopodobnie na łóżku. Moje stopy i ręce były związane, a usta przewiązane, jakąś szmatmą. Pewnie po to bym nie krzyczała.
Nie, wiedziałam gdzie sie znajduje. Było ciemno. Ale osoba, która mnie tu sprowadziła na pewno nie miała dobrych zamiarów.
-Z gorszego gówna wpakowałam się w jeszcze gorsze. -Pomyślałam, nagle poczułam, że coś razi mnie w oczu, uniosłam lekko głowę zobaczyłam wyłaniającą się postać która szła w moim kierunku.
Bałam się i to bardzo. Nagle światło zapaliło się. Byłam w jakimś, pomieszczeniu, które raczej nie było zadbane. Przypomniało piwnice, albo hmmm sama nie wiem.
-Witaj księżniczko. -Usłyszałam. Znałam ten głos moje myśli utknęły na zdarzeniu z jakiś 3 tygodniu wstecz
"Może was gdzieś podwieźć ślicznotki? ", to był Alex? naprawdę on? To nie mogło być możliwe. To dlatego ktoś mi się tak przyglądał, gdy poprosiłam o zapalniczkę. Tylko czemu wcześniej go nie poznałam?
Bałam się tego co on może mi zrobić. On chyba jest do wszystkiego zdolny. Prawie zgwałcił Danielle, chciał mnie i Niall'a zabić. On na pewno nie jest normalny. Jak można być taką osobą "uratować" dziewczynę, a później przywieść.
Bałam się tak bardzo, bałam się tak bardzo, jak ponad rok temu, po tym co zrobił mi wujek.
Bałam się jeszcze bardziej.
Co jezeli on mnie zgwałci, będzie torturować i zabiję. Co wtedy? Ja nie chcę umierać.
Co pomyślą moi rodzice ludzie ze szkoły? Pfff oni raczej się nie będą tym przejmować przecież w ich oczach jestem suką i dziwką.
Postać stała nademną i wyraznie na mnie patrzyła. Teraz byłam pewna, że to ten cały Alex.
Serce podskoczyło mi do gardła kiedy dotknął mojego uda. Lecz wyjął tylko mój telefon, który dostałam w rekompesacie od Niall'a i wyszedł pozostawiając mnie samą w tych grobowych ciemnościach.
Wtedy przypomniałam sobie, że nawet nic nie odpisałam na sms Blondyna, lecz co bym miała napisać?
Nie chciałam, myśleć, o tym co Alex może mi zrobić, wolałam pogrążyć się w myślach.
Lecz w tych dobrych nie złych. Ale ich nie było dużo, moje myśli poszły raczej w strone niebieskookiego blondyna, o zabójczym spojrzeniu.
przypomniała mi się nasza "wspólna ostatnia rozmowa" jeżeli tak to można nazywać raczej krótka wymiana zdań.
-Nawet jeżeli to on to co mu zrobisz? Puścisz go wolno jak dziś tu i tam? -Powiedziałam bardzo wkurzona na Nialla, za te sytuacje związane z Alex'em.
-Chuj ci do tego co z nim zrobię! Ciesz się mała suko, że jeszcze żyjesz.
-Mam tego dość wychodzę stąd. Nie chce cię znać! -Powiedziałam wściekła. Moje oczy były przepełnione łzami. Szybko otworzyłam tylnie drzwi i wszyłam z niego.
To było dziwne nie znałam go i nadal nie znam ale chciałabym go poznać. Może nie jest taki jak ja raczej jest moją przeciwnością, zdaję mi się, że kryje wiele tajemnic, które chciałam poznać. Jego wygląd sprawiał, że przyprawiał moje ciało o dreszcze, nawet teraz gdy o nim myślę. Jestem w tak głupim położeniu, a myślę o jakimś chłopaku, który uratował mi życie.
________________________________________
Więc tak rozdział nie jest długi PRZEPRASZAMY
Rozdziału długo nie było PRZEPRASZAMY
rozdział słaby TU PRZEPRASZAM JA!
a teraz WIELKIE DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE WASZE KOMENTARZE NIE WIECIE NAWET JAK ONE POTRAFIĄ POMÓC I UCIESZYĆ
mam nadzieję, że nadal będzie tak komentować
Rozdział pisała @Dream_band_1d czyli główna autroka następny napisze @luuv_ya_niall
poniedziałek, 30 września 2013
Rozdział 15
*Niall's POV*
Bawiłem się telefon jednocześnie zastanawiając się co mogę napisać Holly. Może po prostu wysarczy tęsknie. Ale nie to będzie dziwnie brzmiało, poznałem ją ponad miesiąc temu i nie mogę kłamać polubiłem ją. Różniła się od moich "koleżanek" zazwyczaj były one do pieprzenia czyli, nic poważnego.
Postanowiłem napisać, to co powiedział James. Wyjąłem czarnego Blackberry, na którego oczywiście nie wydałem ani grosza.
Nie lubiałem płacić, jeżeli mogłem mieć coś za darmo nie ważne, że to kradłem.W ten prosty może nie zbyt uczciwy sposób, ale kogo to obchodziło, mogłem trochę zaoszczędzić, z rozwożenia narotyków, które dawał nam nasz szef. Z resztą wymieniając, rzeczy za które płaciłem to było tylko jedzenie czasem, wszelkie fast foody, które często spożywałe i kawa, którą czasem piłem na mieście nic innego no i czas ubrania.
Dziwne Niall ma szefa. Nie miałem wyboru, sam bym nie sprowadzał zioła z zagranicy nie chodował tego gówna w domu, ja jedynie je dawkowałem, rozwoziłem i czasem domagałem się pieniędzy od niezbyt posłusznych kupców.
Gliny były na tyle głupie, że przyłabywali mnie tylko na głupich bójkach, nic więcej. Wiedzieli czym się zajmuję, ale za bardzo się bali, aby mnie sprawdzić, a nawet jeżeli to nic by nie znaleźli nie biorę tego do domu. Może czasem dla siebie.
Wystukałem słowa, które nie składały się w zbytnie poprawne gramatycznie zdanie. :
Cześć. Ja, ja chciałem powiedzieć hmm sam nie wiem. Ale to, że ja no ten ja .....
Kurwa Niall co ty robisz?! Zapytał głos w mojej głowie. Rozmawiałem ze sobą, dosyć dziwne.
Weź się stary w garść! Napisz co masz napisać i to wszystkoo, jesteś facetem a nie jakimś debilem, który nie wie co napisać do dziewczyny, przecież to zwykły człowiek tak jak ja, James czy kto kolwiek inny.
Nie nie jest ona jest wyjątkowa.
Zastanawiałem się czemu ja się tak dziwnie zachowuję.
Wreszcie po długim czasie, którego nie potrafię określić ale trwał dla mnie wieczność obstawiam, że to nie trwało dłużej niż 30 miniut. W końcu poo kilkunastach poprawkach mój sms brzmiał tak:
Cześć Holly. Chciałem tylko napisać, że... w sumie, to sam nie wiem co mam napisać. Chyba.. chyba za tobą tęsknię. Nie jestem pewien, bo to dla mnie całkiem nowe uczucie... Wiem, że jestem ostatnim dupkiem i... Przepraszam za wszystko.
Numer Holly miałem już wybrany, ale bałem się nacisnąć wyślij. Niall Horan się boi, stresuje. Czy to do cholery możliwe. Nie wiem ale miałem dziwne uczucie w brzuchu. Można to było prównać bo tego uczucia przed klasówką na którą się nie nauczyłeś i masz zamiar ściągać. Niedawno skończyłem szkołe ale zdecydowałem się jej nie kontynuować.
Bawiłem sie telefonem, którego nie zablokowałem, ale nie wiedziałem tego do pewnego czasu. Wypadł mi z rąk i zmierzał na podłogę. Szybkim ruszem złamałem go między kolana, szybko wziąłem go w dłoń i zobaczyłem, że wiadomość się wysyła chciałem ją anulować ale nie zdążyłem.:
Wiadomość została wysłana.
Tyle przeczytałem po czym rzuciłem telefon na kanapę, na której siedziałem i chciałem wyjść stąd.
Miałem chęć kogoś uderzć. Pobiegłem na górę do pokoju i uderzyłem w ścianę z wielką siłą.Czego po chwili pożałowałem, ponieważ ból przeszedł po całej mojej ręce. Zobaczyłem, że leje się z niej krew i nieźle ją rozwaliłem, ale nie zwaracłem na to uwagi. Poszedłem do pokoju, aby zapalić.
Zajrzałem do półki w której chowam jointy. Nie było żadnego.
-Kurwa! -Przeklnąłem sam do siebie.
Postanowiłem iść do Alexa. Dziwne, ale on zawsze miał. Wszedłem bez pukania, jak to zawsze miałem w zwyczaju, jak i reszta chłopaków. Jednak po chwili tego pożalowałem i to bardzo. Lizał się ze swoją dziwką.
Upss to była Danielle, kurwa.
-Nie łaska zapukać?
-No jak widać nie zapukałem, zdarza się.
-Czego ty tu kurwa chcesz Horan? Nie zauważyłeś, że nam przeszkadzasz?
-Teraz już tak, mogę cię na chwilę prosić?
-Mów kurwa a nie.
-Jak mówię, że mam sprawę to do chuja wyjdź, to nie jest sprawa, którą chciałbyś aby twoja "dziewczyna" znała. -Odpowiedziałem ostro, biorąc w cudzysłów w powietrzu słowa dziewczyna, ponieważ Alex wyznawał "zasadę":
ROZKOCHAĆ, PRZELECIEĆ I ZOSTAWIĆ.
Z resztą praktycznie każdy z nas taką posiadał.
Kiedy ja kurwa seks uprawiałem.. Ughh, mój mały przyjaciel też zasługuje na przyjemności choć ostatnio mu ich nie dostarczam.
-Dobra chwila przyjdę do ciebie za chwilę. -Rzucił Alex, jakbym zakłócił mu najważniejszą chwilę w życiu.
-Trzymam cię za słowo, ale i tak jesteś chujem. -Parsknąłem i trzapnąłem drzwiami zanim mógł mi coś odpowiedzieć.
Siedziałem na łóżku, nerwowo stukając palcami o kolano, drugą reką opierając się o drugie.
Usłyszałem otwierające się drzwi.
-No wreszcie jesteś sukinsynie.
-Zamknij się go kurwa nie pomogę ci chuju.
-Dobra, luz ale wiesz, że cię mimo wszystko nienawidzę, masz joint'a?
-Och nagle nasz Niall potrzebuję zapalić cóż się takiego stał? Zostawiła cię twoja sucz do pieprzenia?- Wkurzyłem się, wszystko się we mnie gotowało chciałem tego chuja rozerwać na kawałki, ale postarałem się opanować i nie wyrażać żadnych uczuć potrzepowałem teraz tego pierdolonego skręta.
-Masz czy nie? -Spytałem zabijając go w myślach i dając mu zimne spojrzenie.
-Mam, mam, ale nie wiem czy mogę ci dać.. -Powiedział niemal jak ojciec do syna, który prosi o gotówkę lub o coś co nie zbyt bezpieczne dla niego.
-Kurwa Alex, nie wkurwiaj mnie jeszcze bardziej, bo nie jestem dziś w nastroju do żartów. -Te słowa wyszły z moich ust niczym jad.
-Dobra, stary co się dzieję? Serio pytam, bo jak pierdolniesz jakąś głupotę, to będzie po części moja wina więc słucham.
-Hahahahaha! -Zaśmiałem się bez humoru. -Ty myślisz, że ja ci powiem, jeżeli byłoby coś ze mną nie tak? Serio, myslisz się i to bardzo. Przestałem cię traktować jak brata, teraz traktuję cię raczej jak wroga, choć pamiętam, że gramy w tej samej drużynie.
-Świetnie, że pamiętasz. To wszystko przez to, że chciałem cię i tą cała dziewczynę zabić? Serioo? Hahaha. -Zapytał sarkastycznie i powtórzył mój śmiech.
-Kurwa zadałem pytanie a ty mówisz ciągle o tym samym. -Wysyczałem przez zęby, aby całej mojej złości nie przenieść na niego. Chciałem jak najszybciej poczuć smak marihuany w moich płucach i nie myśleć o niczym.
-Hahaha, spokojnie, spokojnie nie denerwuj się ja tylko pytam daj 5 minut i ci go przyniosę. -Oznajmił na co ja tylko przewróciłem oczami.
-A to twoja "dziewczyna" -Znów wziąłem to słowo w cudzysłów w powietrzu. -nie wiem czym się zajmujesz?
-Noo, niestety, albo i tesety nie wie, ale chuj cię to Horan powinno obchodzić. Zajmij się zobą bo wyglądasz jak wrak człowieka, to nie ten sam Niall, którego poznałem.
Przypomniały mi się słowa z poprzedniego miesiąca, które mi powiedział: "
Zobacz co z ciebie zostało. Widzisz co? Wrak człowieka, a nie tego Nialla poznałem i nie tego wcześniej podziwiałem." -Pamiętałem je doskonale i wciąż analizowałem, ale stwierdziłem, że mógł to powiedzieć w złości na mnie i na to wszystko, co było po części moją winą i przez co byłem bardzo wkurzony sam na siebie, lecz po jakiś dwóch tygodniach stwierdziełem, że lepiej odpuścić, ale historia się powtórzyła.
Czy ja naprawdę się zmieniłem?
-Ej stary trzymaj. -Z rozmyślań wyrwał mnie Alex. -Trzymaj, ale to ostatni raz rozumiesz? Nie chcę żebyś palił to świństwo, bo się coś stało. Zawsze jestem jeżeli chcesz pogadać pamiętaj o tym, bo jesteśmy braćmi, nie ważne jak mnie nienawidzisz, to tak jest. -Powiedział i poklepał mnie po ramieniu, w geście tego, że zawsze i wszędzie mogę na niego liczyć i wyszedł z pokoju, lekko się do mnie uśmiechając.
-O kurwaa, hahahaha. -zaśmiałem się sam idiotycznie z tego, co powiedział. Nienawidziłem go z całego serca, ale czy powinienem, nie miałem ochoty się teraz nad tym zastanawiać.
Całą moją flustracje i uczucia były skupione na sms, który wysłałem niechcąćy Holly.
Podeszłem do okna, które po chwili otworzyłem i odpaliłem skręta, mocno się nim zaciągając.
Poczułem dobrze znany mi smak w płucach, smak marihuany zmieszany z tytoniem. Nie działało to na mnie tak jak kiedyś. Lecz moja złość trochę opadła czułem się oniebo lepiej niż wcześniej. Gdy wypaliłem joina do końca, nie dopałek zgasiłem o parapet i wyrzuciłem go za okno. Postanowiłem jechać i spotkać się z pewną osobą. Spotkanie to planu już jakiś czas.
Zanim wyjechałem z domu postanowiłem wziąść prysznic. Po małym orzeźwieniu szybko założyłem na siebie swoje ulubione szare dresy z obniżonym rokiem, biały zwykły t-shirt oraz moje miałe supry. Nie byłem jakimś fanatykiem mody, raczej stawiałem na konfort i prostotę. Moje włosy, były ułożone w nieład jak zawsze. Wiedziałem, że podoba się to dziewczyną. Zawsze posyłały mi kurzące spojrzenia typu jesteś-seksowny-zabierz-mnie-do-swojego-łóżka, przynajmniej tak ja je odbierałem i nie powiem, ale mi się to podobało i to nawet bardzo. Postanowiłem już jechać nie chciałem już dłużej czekać.
Zeszłem po schodach do kuchni i ku mojemu zdziwieniu był tylko James, którego było słychać z pokoju jak coś śpiewa. Często śpiewa, nie ma najgorszego głosu więc go nikt nie ucisza, teraz prawdopodobnie brał prysznic, bo było słychać szum spływającej wody. Niestety ponownie musiałem się wrócić na górę. Wpadłem do swojej łazienki, aby użyć moich perfum, których była prawie cała butleczka, nie używałem ich.
Widniał na nich napis "Bleu de Chanel". Prawdopodobnie jedyna z niewielu rzeczy, która nie była z czarnego rynku lub nie była kradziona. Dostałem ją od Alex'a i reszty. Kazałem i pokazać papierek zakupy, ponieważ stwierdziłem, że nie będę ich używać jeżeli to jakaś kolejna tania podróbka. Tak naprawdę chciałem zobaczyć czy potrafią wydawać kasę i czy ich nie ukradli, wtedy nie miałem do nich aż takiego zaufania jak teraz.
Psiknąłem kilka razy nimi, małe kropelki opadły na moją białą koszulkę i po chwili można było wyczuć ich zapach. Wziąłem jeszcze ze sobą portfel, sprawdziłem czy nikt do mnie nie dzwonił i to było dziwne bo nikt i trochę przykre, że Holly nie odpisała. Wsadziłem swojego czarnego Blackberry do tylniej kieszeni spodni i ruszyłem w stronę garażu. Wsiadłem do samochodu i powoli wyjechałem i jechałem ulicą, choć to zjawisko jest u mnie nie zbyt częste. W głośnikach mojego Audi Q7 leciał mój jeden z moich ulubionych Drake.
Niestety moja droga pod budynek, do którego jechałem, a reczej osoby która powinna się w nim znajdować minęła zaskakująco szybko. Wciągnąłem telefon i wybrałem numer.....
*Holly's POV*
Bawiłem się telefon jednocześnie zastanawiając się co mogę napisać Holly. Może po prostu wysarczy tęsknie. Ale nie to będzie dziwnie brzmiało, poznałem ją ponad miesiąc temu i nie mogę kłamać polubiłem ją. Różniła się od moich "koleżanek" zazwyczaj były one do pieprzenia czyli, nic poważnego.
Postanowiłem napisać, to co powiedział James. Wyjąłem czarnego Blackberry, na którego oczywiście nie wydałem ani grosza.
Nie lubiałem płacić, jeżeli mogłem mieć coś za darmo nie ważne, że to kradłem.W ten prosty może nie zbyt uczciwy sposób, ale kogo to obchodziło, mogłem trochę zaoszczędzić, z rozwożenia narotyków, które dawał nam nasz szef. Z resztą wymieniając, rzeczy za które płaciłem to było tylko jedzenie czasem, wszelkie fast foody, które często spożywałe i kawa, którą czasem piłem na mieście nic innego no i czas ubrania.
Dziwne Niall ma szefa. Nie miałem wyboru, sam bym nie sprowadzał zioła z zagranicy nie chodował tego gówna w domu, ja jedynie je dawkowałem, rozwoziłem i czasem domagałem się pieniędzy od niezbyt posłusznych kupców.
Gliny były na tyle głupie, że przyłabywali mnie tylko na głupich bójkach, nic więcej. Wiedzieli czym się zajmuję, ale za bardzo się bali, aby mnie sprawdzić, a nawet jeżeli to nic by nie znaleźli nie biorę tego do domu. Może czasem dla siebie.
Wystukałem słowa, które nie składały się w zbytnie poprawne gramatycznie zdanie. :
Cześć. Ja, ja chciałem powiedzieć hmm sam nie wiem. Ale to, że ja no ten ja .....
Kurwa Niall co ty robisz?! Zapytał głos w mojej głowie. Rozmawiałem ze sobą, dosyć dziwne.
Weź się stary w garść! Napisz co masz napisać i to wszystkoo, jesteś facetem a nie jakimś debilem, który nie wie co napisać do dziewczyny, przecież to zwykły człowiek tak jak ja, James czy kto kolwiek inny.
Nie nie jest ona jest wyjątkowa.
Zastanawiałem się czemu ja się tak dziwnie zachowuję.
Wreszcie po długim czasie, którego nie potrafię określić ale trwał dla mnie wieczność obstawiam, że to nie trwało dłużej niż 30 miniut. W końcu poo kilkunastach poprawkach mój sms brzmiał tak:
Cześć Holly. Chciałem tylko napisać, że... w sumie, to sam nie wiem co mam napisać. Chyba.. chyba za tobą tęsknię. Nie jestem pewien, bo to dla mnie całkiem nowe uczucie... Wiem, że jestem ostatnim dupkiem i... Przepraszam za wszystko.
Numer Holly miałem już wybrany, ale bałem się nacisnąć wyślij. Niall Horan się boi, stresuje. Czy to do cholery możliwe. Nie wiem ale miałem dziwne uczucie w brzuchu. Można to było prównać bo tego uczucia przed klasówką na którą się nie nauczyłeś i masz zamiar ściągać. Niedawno skończyłem szkołe ale zdecydowałem się jej nie kontynuować.
Bawiłem sie telefonem, którego nie zablokowałem, ale nie wiedziałem tego do pewnego czasu. Wypadł mi z rąk i zmierzał na podłogę. Szybkim ruszem złamałem go między kolana, szybko wziąłem go w dłoń i zobaczyłem, że wiadomość się wysyła chciałem ją anulować ale nie zdążyłem.:
Wiadomość została wysłana.
Tyle przeczytałem po czym rzuciłem telefon na kanapę, na której siedziałem i chciałem wyjść stąd.
Miałem chęć kogoś uderzć. Pobiegłem na górę do pokoju i uderzyłem w ścianę z wielką siłą.Czego po chwili pożałowałem, ponieważ ból przeszedł po całej mojej ręce. Zobaczyłem, że leje się z niej krew i nieźle ją rozwaliłem, ale nie zwaracłem na to uwagi. Poszedłem do pokoju, aby zapalić.
Zajrzałem do półki w której chowam jointy. Nie było żadnego.
-Kurwa! -Przeklnąłem sam do siebie.
Postanowiłem iść do Alexa. Dziwne, ale on zawsze miał. Wszedłem bez pukania, jak to zawsze miałem w zwyczaju, jak i reszta chłopaków. Jednak po chwili tego pożalowałem i to bardzo. Lizał się ze swoją dziwką.
Upss to była Danielle, kurwa.
-Nie łaska zapukać?
-No jak widać nie zapukałem, zdarza się.
-Czego ty tu kurwa chcesz Horan? Nie zauważyłeś, że nam przeszkadzasz?
-Teraz już tak, mogę cię na chwilę prosić?
-Mów kurwa a nie.
-Jak mówię, że mam sprawę to do chuja wyjdź, to nie jest sprawa, którą chciałbyś aby twoja "dziewczyna" znała. -Odpowiedziałem ostro, biorąc w cudzysłów w powietrzu słowa dziewczyna, ponieważ Alex wyznawał "zasadę":
ROZKOCHAĆ, PRZELECIEĆ I ZOSTAWIĆ.
Z resztą praktycznie każdy z nas taką posiadał.
Kiedy ja kurwa seks uprawiałem.. Ughh, mój mały przyjaciel też zasługuje na przyjemności choć ostatnio mu ich nie dostarczam.
-Dobra chwila przyjdę do ciebie za chwilę. -Rzucił Alex, jakbym zakłócił mu najważniejszą chwilę w życiu.
-Trzymam cię za słowo, ale i tak jesteś chujem. -Parsknąłem i trzapnąłem drzwiami zanim mógł mi coś odpowiedzieć.
Siedziałem na łóżku, nerwowo stukając palcami o kolano, drugą reką opierając się o drugie.
Usłyszałem otwierające się drzwi.
-No wreszcie jesteś sukinsynie.
-Zamknij się go kurwa nie pomogę ci chuju.
-Dobra, luz ale wiesz, że cię mimo wszystko nienawidzę, masz joint'a?
-Och nagle nasz Niall potrzebuję zapalić cóż się takiego stał? Zostawiła cię twoja sucz do pieprzenia?- Wkurzyłem się, wszystko się we mnie gotowało chciałem tego chuja rozerwać na kawałki, ale postarałem się opanować i nie wyrażać żadnych uczuć potrzepowałem teraz tego pierdolonego skręta.
-Masz czy nie? -Spytałem zabijając go w myślach i dając mu zimne spojrzenie.
-Mam, mam, ale nie wiem czy mogę ci dać.. -Powiedział niemal jak ojciec do syna, który prosi o gotówkę lub o coś co nie zbyt bezpieczne dla niego.
-Kurwa Alex, nie wkurwiaj mnie jeszcze bardziej, bo nie jestem dziś w nastroju do żartów. -Te słowa wyszły z moich ust niczym jad.
-Dobra, stary co się dzieję? Serio pytam, bo jak pierdolniesz jakąś głupotę, to będzie po części moja wina więc słucham.
-Hahahahaha! -Zaśmiałem się bez humoru. -Ty myślisz, że ja ci powiem, jeżeli byłoby coś ze mną nie tak? Serio, myslisz się i to bardzo. Przestałem cię traktować jak brata, teraz traktuję cię raczej jak wroga, choć pamiętam, że gramy w tej samej drużynie.
-Świetnie, że pamiętasz. To wszystko przez to, że chciałem cię i tą cała dziewczynę zabić? Serioo? Hahaha. -Zapytał sarkastycznie i powtórzył mój śmiech.
-Kurwa zadałem pytanie a ty mówisz ciągle o tym samym. -Wysyczałem przez zęby, aby całej mojej złości nie przenieść na niego. Chciałem jak najszybciej poczuć smak marihuany w moich płucach i nie myśleć o niczym.
-Hahaha, spokojnie, spokojnie nie denerwuj się ja tylko pytam daj 5 minut i ci go przyniosę. -Oznajmił na co ja tylko przewróciłem oczami.
-A to twoja "dziewczyna" -Znów wziąłem to słowo w cudzysłów w powietrzu. -nie wiem czym się zajmujesz?
-Noo, niestety, albo i tesety nie wie, ale chuj cię to Horan powinno obchodzić. Zajmij się zobą bo wyglądasz jak wrak człowieka, to nie ten sam Niall, którego poznałem.
Przypomniały mi się słowa z poprzedniego miesiąca, które mi powiedział: "
Zobacz co z ciebie zostało. Widzisz co? Wrak człowieka, a nie tego Nialla poznałem i nie tego wcześniej podziwiałem." -Pamiętałem je doskonale i wciąż analizowałem, ale stwierdziłem, że mógł to powiedzieć w złości na mnie i na to wszystko, co było po części moją winą i przez co byłem bardzo wkurzony sam na siebie, lecz po jakiś dwóch tygodniach stwierdziełem, że lepiej odpuścić, ale historia się powtórzyła.
Czy ja naprawdę się zmieniłem?
-Ej stary trzymaj. -Z rozmyślań wyrwał mnie Alex. -Trzymaj, ale to ostatni raz rozumiesz? Nie chcę żebyś palił to świństwo, bo się coś stało. Zawsze jestem jeżeli chcesz pogadać pamiętaj o tym, bo jesteśmy braćmi, nie ważne jak mnie nienawidzisz, to tak jest. -Powiedział i poklepał mnie po ramieniu, w geście tego, że zawsze i wszędzie mogę na niego liczyć i wyszedł z pokoju, lekko się do mnie uśmiechając.
-O kurwaa, hahahaha. -zaśmiałem się sam idiotycznie z tego, co powiedział. Nienawidziłem go z całego serca, ale czy powinienem, nie miałem ochoty się teraz nad tym zastanawiać.
Całą moją flustracje i uczucia były skupione na sms, który wysłałem niechcąćy Holly.
Podeszłem do okna, które po chwili otworzyłem i odpaliłem skręta, mocno się nim zaciągając.
Poczułem dobrze znany mi smak w płucach, smak marihuany zmieszany z tytoniem. Nie działało to na mnie tak jak kiedyś. Lecz moja złość trochę opadła czułem się oniebo lepiej niż wcześniej. Gdy wypaliłem joina do końca, nie dopałek zgasiłem o parapet i wyrzuciłem go za okno. Postanowiłem jechać i spotkać się z pewną osobą. Spotkanie to planu już jakiś czas.
Zanim wyjechałem z domu postanowiłem wziąść prysznic. Po małym orzeźwieniu szybko założyłem na siebie swoje ulubione szare dresy z obniżonym rokiem, biały zwykły t-shirt oraz moje miałe supry. Nie byłem jakimś fanatykiem mody, raczej stawiałem na konfort i prostotę. Moje włosy, były ułożone w nieład jak zawsze. Wiedziałem, że podoba się to dziewczyną. Zawsze posyłały mi kurzące spojrzenia typu jesteś-seksowny-zabierz-mnie-do-swojego-łóżka, przynajmniej tak ja je odbierałem i nie powiem, ale mi się to podobało i to nawet bardzo. Postanowiłem już jechać nie chciałem już dłużej czekać.
Zeszłem po schodach do kuchni i ku mojemu zdziwieniu był tylko James, którego było słychać z pokoju jak coś śpiewa. Często śpiewa, nie ma najgorszego głosu więc go nikt nie ucisza, teraz prawdopodobnie brał prysznic, bo było słychać szum spływającej wody. Niestety ponownie musiałem się wrócić na górę. Wpadłem do swojej łazienki, aby użyć moich perfum, których była prawie cała butleczka, nie używałem ich.
Widniał na nich napis "Bleu de Chanel". Prawdopodobnie jedyna z niewielu rzeczy, która nie była z czarnego rynku lub nie była kradziona. Dostałem ją od Alex'a i reszty. Kazałem i pokazać papierek zakupy, ponieważ stwierdziłem, że nie będę ich używać jeżeli to jakaś kolejna tania podróbka. Tak naprawdę chciałem zobaczyć czy potrafią wydawać kasę i czy ich nie ukradli, wtedy nie miałem do nich aż takiego zaufania jak teraz.
Psiknąłem kilka razy nimi, małe kropelki opadły na moją białą koszulkę i po chwili można było wyczuć ich zapach. Wziąłem jeszcze ze sobą portfel, sprawdziłem czy nikt do mnie nie dzwonił i to było dziwne bo nikt i trochę przykre, że Holly nie odpisała. Wsadziłem swojego czarnego Blackberry do tylniej kieszeni spodni i ruszyłem w stronę garażu. Wsiadłem do samochodu i powoli wyjechałem i jechałem ulicą, choć to zjawisko jest u mnie nie zbyt częste. W głośnikach mojego Audi Q7 leciał mój jeden z moich ulubionych Drake.
Niestety moja droga pod budynek, do którego jechałem, a reczej osoby która powinna się w nim znajdować minęła zaskakująco szybko. Wciągnąłem telefon i wybrałem numer.....
*Holly's POV*
-Dziewczyny, zaprowadzcie kuzynką do jej pokoju.- powiedział wujek, a one już znajdowały się w połowie drogi.
Ogólnie, one były na KAŻDE jego wezwanie. Traktował je jak służące, a nawet gorzej... No.. niby to ich ojciec i powinny mu być posłuszne, ale to zdecydowanie nie były zwykłe prośby jak "Zmyj naczynia." czy "Posprzątaj pokój"... Owinął je sobie wokół palca i wykorzystywał na każdym kroku. Naprawdę im współczułam.
Zaprowadziły mnie do małego pokoiku na poddaszu- dokładnie tego samego, w którym "mieszkałam" w zeszłym roku. Praktycznie wcale nie rozmawiałyśmy. Ani one, ani ja nie byłyśmy duszami towarzystwa. Nawet nie zauważyłam, kiedy sobie gdzieś poszły. Nie miałam nic przeciwko. Byłam wyczerpana podróżą. Wlączyłam ulubioną muzykę w telefonie, do uszu włożyłam słuchawki i położyłam się w łóżku. Mimo totalnego zmęczenie za nic nie mogłam usnąć. Za vardzo dręczyły mnie wszystkie czarne myśli. Co może się stać? Czy jestem tu bezpieczna? Nie wiem. Może pora się wycofać? Powiedzieć rodzicom.. w sumie to co miałabym im powiedzieć? U ojca miałabym jeszcze bardzie przesrane. W takich oto chwilach moje życie całkowicie nie miało sensu. Zazwyczaj sięgałam wtedy po coś ostrego... Tak, to bardzo mi pomagało. Pozornie, a jak wiemy- pozory mylą. Tak było też w tym przypadku. Długo leżałam i myślałam. Nagle ktoś zapukał do mojego pokoju.
-Włazić.- burknęłam oschle.
Drzwi otworzyła Lilly,
-Twoi rodzice zaraz odjeżdżają, chcesz się z nimi pożegnać?- zabrzmiało to, jakbyśmy mieli się już nigdy więcej nie zobaczyć.
Postanowiłam zejść tylko po to, żeby mamie nie zrobiło się przykro.
-Tsaa, już idę.
Weszłam do hallu. Czekali tam już ubrani i gotowi do wyjazdy mama, tata i Brian.
-To pa -pomachałam im udając, że świetnie się czuję.
-Pa kochanie! Pamiętaj, bądż grzeczna i odpowiedzialna...- taaa, tutaj pojawiło się kilku minutowe kazanie co mogę, a czego nie mogę robić. Typowe.
Kurwa, to moja ostatnia szansa. Jeszcze mogę się wydostać z tego gówna, ale nie, bo tatuś będzie jak zwykle niezadowolony. W sumie mogłabym jeszcze uciec, ale to dałoby jeszcze gorszy skutek. Chocuaż w sumie, to mogę to jeszcze przemyśleć...
Wszyscy razem z wujem wyszli na zewnątrzi pogadali jeszcze jakieś dziesięć minut. Potem usłyszałam dżwięk odpalanego silnika i auto wyjechało już z podwórka.
No to utknęłam.
Jak najszybciej poszłam na górę, żeby nie oglądać tego parszywego ryja. Miałam tylko nadzieję, że nic się nie stanie.
Zaczęłam rozpakowywać swoje walizki. W sumie nie miałam dużo rzeczy, ale zawsze się trochę uzbiera. Zajęło mi to nie więcej niż piętnaście minut. Co mam teraz robić? Co mam robić przez te dwa tygodnie? Ba! Dwa- w najlepszym wypadku...-
Hmm.. w sumie, to zawsze mogłam zadzwonić czy napisać do Danielle, albo do Niallera, ale moja duma mi na to nie pozwalała. Pieprzona duma.
Zupełnie nie wiem, co mam robić. Chyba najlepiej będzie, jeśli już pójdę spać, ale 22 to jeszcze nie moja pora. Może pójdę na spacer? Trochę się boję, bo się zciemnia, a ja nie najlepiej zanm okolicę, ale co tam...
Dobra, najpierw muszę poinformować tego zgreda i wybywam.
-Wujku, mogłabym pójść na spacer?- byłam trochę zestresowana.
-Nie wiem, Holly. Robi się ciemno, a t chyba nie do końca znasz te tereny, prawda?
-Tak, ale jestem już prawie dorosła...
-Ok, ale pod jednym warunkiem.
-Ugh..- chciałam sprawić wrażenie niewzruszonej, ale przyznam, że troszeczkę się przestraszyłam.
-Olivia idzie z tobą!
-Co? Nie! Sama świetnie dam sobie radę!
-Z Olivią albo wcale.- był nieugięty.
-Dobra.- chciałam się stąd wyrwać, a na Olivię chyba znajdę jakiś sposób.
-Ona zaraz wyjdzie, ty możesz już iść, ale poczekaj chwilę przed domem.
Założyłam bluzę i jeszcze na chwilę poszłam do mojego pokoju. Wzięłam parę funtów z kosmetyczki i upewniłam się, czy mam przy sobie fajki. Zazwyczaj nie paliłam, ale ta sytuacja mnie przerasta. Nie chcę mieszkać z nimi pod jednym dachem. Nie ważne czy dwa tygodnie, czy dwa dni. Po prostu nie chcę.
Kiedy wyszłam przed drzwi Olivia już na mnie czekała. Przez kilka minut szłyśmy w zupełnej ciszy, którą nagle przerwała.
-Mamy wrócić przed 24.
-Acha.- nie obchodziło mnie, co mówiła.
-Słuchaj, jeśli się spóznimy, ojciec nie daruje tego ani mnie, ani tobie. Uwierz mi, nie wierz jaki on jest.- mówiła dalej przerażonym głosem.
-Taa.. ok, jeśli chceez to mam dla ciebie propozycję. Dam ci dziesięć funtów, a ty mi dasz święty spokój i sobie stąd pójdziesz.- wysunęłam w jej stronę rękę z pieniędzmi.
Wiedziałam, że je weżmie. W ich domu nigdy się nie przelewało. Liczy się dla nich każdy funt.
Wzięła kasę i odeszła bez słowa. Wiedziała, że już nic nie da rady zrobić.
Odeszła kilka kroków i od razu wyciągnęłam fajki z kieszeni.
-Cholera, zgubiłam zapalniczkę.- wyszeptałam sama do siebie.
Zobaczyłam, że kilkadziesiąt metrów dalej stoi jakieś auto. Obok stało kilku chłopakó (jakoś koło pięciu) mniej więcej w moim wieku, no może jakieś 2-3 lata starszych. Na początku nie wiedziałam, czy mam do nich podejść, ale chęć zapalenia papierosa była silniejsza od strachu.
-Sory, macie może pożyczyć zapałki, zapalniczkę, cokolwiek?
-Witaj, piękna, po co ci zapalniczka?
-Zobaczcie jakiego mamy gościa!- zaczęli przekrzykiwać jeden drugiego.
-Kurwa, macie czy nie?- chciałam sprawić wrażenie twardej, ale w sumie nigdy taka nie byłam.
-Dobr, dobra nie bulwersuj się tak! Andy, ty chyba miałeś zapalniczkę.
-Ach tak, już szukam. Poczekaj chwileczkę- powiedział i zaczął szperać w schowku samochodu.
Rozejrzałam się dookoła. Stałam wśród czterech typów, którzy.. cóż, nie wyglądali za ciekawie. Moją uwagę przkuł jednak siedzący trochę na uboczu koleś. Miałam wrażenie, jakbym go znała. Po jego spojrzeniu wywnioskowałam, że też o tym myśli. Przglądał mi się dokładnie. W żadnym stopniu nie zawstydzony tym, że na niego patrzę prześwietlał każdy skrawek mnie.
-Hej, chciałaś zapalniczkę!- z rozmyślań wyrwało mnie lekkie szturchnięcie najprawdopodobniej Andy'ego.
-Dzięki- szybko wzięłam mały przedmiot z jego dłoni, wyciągnęłam szluga z paczki i podpaliłam. Nie znosiłam palić. Nienawidziłam tego, ale kiedy wszystko mnie już przerastało musiałam. Dzisiaj wyjątkowo wypaliłam chyba 3 pod rząd. Wiem, że nie powinnam.
-Tak w ogóle, to co taka dziewczyna jak ty robi tutaj wieczorem,ncałkiem sama? Wiesz, to niebezpieczna okolica. Powinnaś wracać do domu!- powiedział któryś jakby chiał mi rozkazywać.Nie ukrywam, strasznie się wtedy zdenerwowałam.
-Kim ty kurwa jesteś, żeby mi mówić co mam robić?- zaśmiałam mu się w twarz. Mało brakowało abym się na niego rzuciła z pięściami. Nikt nie będzie mi mówił, co mam robić, tym bardziej gość, który nawet nie zna mojego imienia!
-Dobra, przpraszam. Nie wyglądasz na osobę, która tak reaguje..
-No cóż, pozory mylą.
-A tak poza tematem, to ja jestem James.- wychylił się jeden z chłopaków chcąc rozładować panujące napięcie.
-Holly, miło mi.
-To jest Andy, Mitchel i Al.- wskazał kolejno na swoich kolegów.
-Hej.- starałam się okiełznać moje emocje.
-A więc odpowiesz na pytanie?- spytał tajemniczo Mitchel.
-Jakie pytanie?- byłam trochę zdezorientowana.
-Co tutaj robisz?
-Och.. Jestem na wakacjach u wujka. Właśnie dzisiaj przyjechałam.
W gruncie rzeczy spotkani kolesi byli całkiem mili. Trochę z nimi pogadałam i spojrzałam na zegarek żeby upewnić się, czy mam jeszcze trochę czasu. Okropnie zię zdziwiłam, kiedy okazało się, że jest już czterdzieści siedem minut po północy.
No to mam przejebane. Nie tylko powinnam być już dawno w domu wujka, ale też za Chiny nie potrafiłabym tam dotrzeć!
-Sory, chłopaki, ale muszę już iść. Nawet nie wiem gdzie.- zaśmiałam się, ale tak naprawdę byłam przerażona!
-Hej, przecież możemy cię podrzucić!- zaproponował James.
-Dziękuję, to miło z waszej strony, ale nie musicie tego robić!
-Nie marudz i wsiadaj!
Nie chciałam z nimi jechać, bo ich nie znałam pomijając już fakt, że byli pod wpływem alkoholu, ale pomyślałam, że już i tak gorzej chyba być nie może...
Wsiadłam do auta. Al wsiadł za kierownicę, a obok niego usiadł James. Mi przypadło siedzieć między Mitchelem a Andy'm. Nie mam zielonego pojęcia, skąd wiedzieli gdzie mają mnie zawieźć, ale podjechali zaraz obok mojego celu. Poprosiłam, żeby zatrzymali się kilka domów dalej. Stąd już wiedziałam jak mam iść, a nie chciałam robić sobie dodatkowych kłopotów.
Otworzyłam furtkę przyświecając sobie telefonem. Zmierzałam ku schodom, które prowadziły do drzwi wejściowych, gdy nagle poczułam gwałtowne szarpnięcie i mocne uderzenie w policzek. Kompletnie nie wiedziałam, co się dzieje.
-Ty mała dziwko!- tak, to był wujek. Mogłam się domyślić. Był jak opętany. Nic nie mogło go powstrzymać.
-Nie dość, że pozwalam ci wyłazić z domu, to jeszce nie słuchasz moich poleceń! Z kim się znowu puściłaś?
Chciałam powiedzieć cokolwiek, ale nie potrafiłam. Zaczęłam tylko mimowolnie płakać nie tylko z bólu, ale przede wszystkim zraniły mnie jego słowa. Już nie raz mnie wyzywał, ale to nadal bolało. Mimo, że wszystko co mówił to pieprzona kupa kłamstw...
Nie powiedział już nic więcej, tylko jeszcze raz uderzył mnie w twarz. Wylądowałam na twardej, zimnej ziemi. Nie miałam siły bronić sie w jakikolwiek sposób.
-Wstawaj!- szarpnął mnie za rękę i zaciągnął do jakiegoś ciemnego, wilgotnego pomieszczenia.
-Gdzie my jesteśmy? Chcę wrać do domu! Czy ty jesteś normalny?- zaczęłam krzyczeć.
Kiedy zapalił światło w jego oczach zobaczyłam gniew. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak rozwścieczonego.
-Pozwalasz sobie na zbyt wiele! Gdyby twoi rodzice wychowywali cię jak ja swoje dzieci nigdy byś czegoś takiego nie powiedziała. Teraz jes'teś pod moją opieką i ukaram cię według moich zasad!
Teraz byłam już pewna. Znów chce mi to zrobić. Zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej, a łzy spływały po mojej twarzy jeszcze szybciej i jeszcze większymi strumieniami.
Tym razem nie zamykał drzwi, nie wiązał mnie, nie uciszał. Byłam dla niego słaba. Słaba psychicznie. Siedziałam na starej podartej kanapie a on cały czas na mnie patrzył tym swoim obrzydliwym wzrokiem. Podszedł bliżej i usiadł obok mnie. Odsunęłam się najdalej jak mogłam.
-Wiesz, że mi nie uciekniesz, słoneczko.- złapał mnie za kolano, na co gwałtownie odskoczyłam w kąt pomieszczenia. Ponownie mnie uderzył. Tym razem pięścią. Zacząłszarpać moją bluzkę a w rezultacie porwał ją na strzępy. Zaczął odpinać mój biustonosz, gdy nagle drewniane drzwi runęły i pojawiła się w nich zakapturzona postać z bronią zamarłam w bezruchu. Modliłam się w duchu, żeby tylko przeżyć. Ku mojemu zdziwieniu postać odepchnęła ode mnie tego gnoja i strzeliła prosto w jego ramię. Przestraszyłam się, ale nie było mi go szkoda. Ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął mnie za sobą.
Było ciemno. Nie widziała ani twarzy mojego wybawcy, ani miejsca do którego zmierzaliśmy.
-Wsiadaj do samochodu.- powiedział niski, ochrypły głos.
Nie myślałam ani trochę i bez zastanowienia wykonałam rozkaz. Nie mogłam przecież wiedzieć, czy w pewnym momencie nie zechce mu się mnie zabić, więc wolałam być posłuszna. Nie docierało do mnie co się dzieje. Tajemnicza postać nie odezwała się już ani słowem. Weszła do samochodu i odpaliła silnik.
Kto pomógł Holly? Czy to rzeczywiście pomoc? Może ktoś ma wobecniej inne plany?
_________________________________________________________________________________________
Jeżeli chcecie komentujcie, nie zmuszamy was do tego, ale zastanawiam się czy te ponad 20 osób, które informuje czytają te rozdziały raz na jakiś czas proszę komentujcie.
Jeżeli chcecie komentujcie, nie zmuszamy was do tego, ale zastanawiam się czy te ponad 20 osób, które informuje czytają te rozdziały raz na jakiś czas proszę komentujcie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)