wtorek, 25 marca 2014
Rozdział 27.
*Holly POV*
Zaproponował mi randkę, jezuś..
Wracając do hotelu cały czas oglądałam się za siebie. Bałam się, że ktoś może mnie śledzić. Co ja bym niby miała zrobić.? Boję się jak cholerna, szczególnie kiedy nie ma go obok mnie. Jestem na siebie zła, że tak strasznie uzależniłam się od faceta, którego ledwo co znam. Tak szczerze to nie znam go wcale.. Ale jest tak cholernie pociągającą dupeczką, że japieprzę.. Weszłam do hotelu i od razu zamknęłam się w swoim pokoju. Tak strasznie się boje. Przecież nie mam szans z Alexem.. Jeśli by tylko po mnie przyszedł, chciałabym zapaść się pod ziemię..
Ale przecież nie mogę całe życie uciekać. Usiadłam na najbliższym krześle mając nadzieje, że to tylko okropny sen. Nerwowo przeczesałam swoje włosy. W co ja się wplątałam.? Dzień, w którym wyszłam przed dom oficjalnie można nazwać najgorszym w moim życiu. Chociaż może nie do końca. Gdyby nie to wszystko nie widziałabym się teraz z Niallem. Z drugiej strony on na pewno nic do mnie nie czuje. Zresztą wystarczy, że spojrzę na siebie w tym cholernym lustrze. Istne gówno. Nawet gównem nie mogę się nazwać, bo jestem o wiele gorsza nawet od niego. Przejebane mam gorzej niż mi się zdawało. Co najgorsze naraziłam na niebezpieczeństwo moją rodzinę. Dobrze, że chociaż przyjaciół nie mam. Pojedyncza łza spłynęła mi po policzku.. Tyle dobrego w tym wszystkim.. Wzięłam głęboki oddech żeby chociaż trochę się uspokoić. Myśl racjonalnie Holly. Nie możesz wrócić do domu, bo chcesz ich dobra tak.? W takim razie nie wracaj. Przynajmniej jedną decyzje umiałam podjąć. Możliwe, że to będzie bolesne kiedy Niall każe mi spierdalać z jego życia ale.. Chociaż będą bezpieczni. Ostatecznie skoczę z jakiegoś mostu i największy problem z ich życia zniknie. Nie mam ochoty nic zjeść, a nawet jeśli bym miała to za co.? Za te paręnaście stów, które ukradłam.? Jeszcze kurwa złodziejką jestem. Rozryczałam się na dobre.. Ten cholerny stół był moją jedyną podporą. Przed upadkiem... Upadam na samo dno, a nikt nie jest w stanie mi pomóc.. Ale czy ja w ogóle chce czyjeś pomocy.? Czy nie prościej by było zniknąć.? Po prostu zniknąć.. Kto by mnie wspominał.? Nikt.? No właśnie. Nikt. Jednak zanim zdecyduje się na tak drastyczne kroki powinnam zabić tego skurwiela. Mojego wujka. W sumie Alex'owi też należy się śmierć. No i ta cholerna randka. Po co ja się w ogóle na to zgadzałam.? Przyzwyczaję się do niego, a potem w najmniej odpowiednim czasie mnie zostawi. Odejdzie jak każdy z mojego życia... Zaczęłam spazmatycznie łapać powietrze, co wcale nie pomogło mi się uspokoić. Spróbowałam umiarkować swój oddech, jednak słabo mi to wychodziło. Akurat jak na złość usłyszałam pukanie do drzwi. Serce od razu mi zamarło i szybko podniosłam głowę. Kto to.? To pytanie krążyło w mojej głowie. Udawać, że mnie nie ma.? Czy po prostu otworzyć.?
-Kto tam.? -zapytałam śmiertelnie przerażona. Rozejrzałam się wokół szukając jakiegokolwiek miejsca schronienia.
-Niall. Holly otwórz drzwi, proszę. -szybko otarłam oczy i ruszyłam do drzwi. Od kluczowałam je po czym od razu się odsunęłam otwierając przed nim drzwi. Spojrzałam na zegarek 19:30.? Nie wiedziałam, że tak długo zajęło mi użalanie się nad sobą. Wszedł do środka niepewnie, a ja zamknęłam za nim drzwi. Cały czas na niego nie patrzyłam, bo było mi wstyd. Jestem taka słaba. Spuściłam głowę i chciałam ukryć się w łazience, żeby doprowadzić się do stanu użytku dziennego. Jednak kiedy starałam się go minąć złapał mnie za rękę. -Mała co jest.? -troska.? Czy ja właśnie usłyszałam troskę w jego głosie.? Cały czas na niego nie patrzyłam. Poczułam jak lekko podnosi moją brodę, więc teraz patrzyłam mu prosto w oczy. Piękne niebieskie oczy. Mój oddech na szczęście zdąrzył się unormować ale nie byłam pewna czy mojego oczy wyglądają już dość dobrze. Albo chociaż przekonująco.? Przecież nie powiem mu, że ryczałam jak głupia. -Co się stało.? -mówiąc to potarł ręką mój policzek.
-Nic Niall. -starałam się być przekonująca ale raczej chujowo mi to wyszło.
-Powiedz mi. -zamiast mówienia mu czegokolwiek po prostu się do niego przytuliłam. Schowałam twarz w jego koszulce, on natomiast przytulił mnie jeszcze mocniej o ile w ogóle było to możliwe. Czułam się przy nim tak bezpiecznie. Jestem pojebana, ale jeśli mam żyć z tą świadomością, to jakoś będę musiała to przeboleć. Chyba powoli zaczyna mi się to podobać. -Ey.. Mała, porywam cię na randkę. -niechętnie się od niego odsunęłam. Odważyłam się na niego spojrzeć i lekko uśmiechnąć. Przy nim wszystkie moje smutki odchodzą w nicość. Wszystko co złe nagle staje się dobre bądź zapomniane. Jak on to do cholery robi.? -Śliczna zamiast się tak do mnie szczerzyć może moglibyśmy już iść.?
-Możesz poczekać chwilkę.? Pójdę się tylko przebrać.. -skinął głową, a ja szybko ruszyłam do toalety. Ściągałam z siebie ciuchy najszybciej jak mogłam.
Masz mało czasu Holly rusz dupę.
Cały czas poganiałam się w myślach. Naciągnęłam na siebie jeansy i sięgnęłam po szczotkę do włosów. Japierdole zamiast użalać się nad sobą powinnam zacząć się szykować już dawno. Po wyrwaniu sobie połowy włosów z głowy naciągnęłam na siebie koszulkę. To dziwne, że ludzie byli tak mili i mi ją dali. Szybko obmyłam twarz wodą i wreszcie wyszłam. Chłopak od razu pojawił się przy moim boku. Wychodząc, upewniłam się, że pożądanie zamknęłam drzwi.
***
-Niall ja nic nie widzę. -jęknęłam. Zawiązał mi chustkę na oczu od razu do wejściu do samochodu. Boję się jak cholera a serce bije mi trzy razy szybciej niż powinno. Jedyne co mnie pociesza to to, że cały czas trzyma mnie za rękę, jednak to i tak do końca nie uspokaja mojego ciała.
-Przestań marudzić, zaraz będziemy na miejscu. -potarł moją rękę. Chyba wiedział jak zestresowana muszę być. Wypuściłam powietrze z płuc i zaczęłam zastanawiać się jak długo już jedziemy.
-A w ogóle to dokąd jedziemy.? -zapytałam troszkę zdenerwowana. Co jeśli zabierze mnie do siebie do domu i zamknie w piwnicy.? Wąpie żebym drugi raz miała takie szczęście. To był cud, że pierwszym razem udało mi się uciec.. Teraz to chyba wolałabym zginąć niż być w niewoli.
-Niespodzianka.. -wyczułam jego entuzjazm co wcale nie pomogło mi się uspokoić. -Mała spokojnie, jeśli chcesz to odwiążę ci tą chustkę. -widziałam, że jest zawiedziony. Ech chyba dam radę w niej wytrzymać jeszcze trochę.
-Nie trzeba. Jest okey. -proszę, proszę, proszę, uwierz mi..
-Jesteś pewna.? -nie, wcale nie jestem ale przecież ci nie powiem.
-Tak, tylko proszę powiedz mi czy jeszcze daleko. -cały czas starałam się uspokoić i unormować oddech. Panika. Dlaczego pojawia się akurat teraz.? Spokojnie przecież ja jadę tylko na randkę. Z facetem, któremu ufam tak.?
-Nie, właściwie to jesteśmy już na miejscu. -usłyszałam, że zgasił silnik, więc sięgnęłam do swojej chustki, ale od razu powstrzymał moje ruchy. -Holly ufasz mi.? -ledwo skinęłam głową nie wiedząc co się może stać. -Muszę to wiedzieć. Ufasz czy nie.?
-Ufam, ale co t..
-Wyjdę z samochodu i pójdę otworzyć ci drzwi, tylko proszę nie ruszaj się i nie zdejmuj chustki. Dobrze.? -serce ponownie zaczęło walić jak szalone. Jezu co on może mi tu zrobić.? Po raz kolejny nieprzyjemne myśli przesunęły mi się przed oczami. Nie Niall taki nie jest.
-Dobrze. -powiedziałam przełykając ślinę. Usłyszałam jak zamyka drzwi, a po chwili moje już były otwarte. Niby nie tak strasznie ale i tak się boje.
-Holly pozwolisz.? -znając życie coś zrobił ale przecież nic nie wiedziałam.
-Niall przypomnę ci, że nic nie widzę. -jęknęłam. Poczułam jak wyłapuje moją dłoń i powoli pomaga mi wysiąść z samochodu. Po chwili stałam już na własnych nogach, a wokół słyszałam krzyki dzieci.? Gdzie my do cholery jesteśmy.?
-Pamiętasz jak mówiłaś, że mi ufasz.? -skinęłam głową. -Więc musisz być jeszcze trochę cierpliwa. Pomogę ci zejść ze schodów. -oświadczył i lekko pociągnął mnie za rękę, jednak od razu się zatrzymałam. Przecież zabije i siebie i jego.
-Niall nie wydaje mi się żeby to był dobry pomysł. Ja na prostej drodze mam problemu z nie zrobieniem sobie krzywdy a co dopiero jak nic nie widzę.
-No tak to może być problem. -w jednej chwili ktoś uniósł mnie, więc w panice cicho pisnęłam. Jednak kiedy usłyszałam śmiech chłopaka, wiedziałam że to jego sprawka. Powoli zaczął znosić mnie po schodach, bynajmniej tak mi się wydaje.
-Wiesz o wiele łatwiej by nam było, gdybym coś wiedziała i szła sama. -oświadczyłam.
-No nie wydaje mi się, żeby było tak fajnie.
-Jestem ciężka, postaw mnie na ziemi proszę. -powiedziałam cicho.
-Nie jesteś a po drugie daj mi się donieść do twojej niespodzianki.
-Okey, okey.. A daleko ona jeszcze.? -byłam strasznie ciekawa jak daleko jeszcze. Strach zamienił się w ekscytacje. Strasznie dziwne te moje uczucia.
-Nie daleko. A teraz uważaj postawię cię na ziemi. -zrobił dokładnie tak jak powiedział, po czym złapał mnie za rękę i zaczął gdzieś za sobą ciągnąć. Troszkę się bałam, że się o coś potknę i wyląduje na ziemi. Jeśli w ogóle to była ziemia a nie coś innego. Bądź co bądź bałam się, że się przewrócę. Hałas coraz bardziej się do nas zbliżał, a ja zastanawiałam się skąd on może dochodzić. Tyle krzyku w jednym miejscu to trochę dziwne. Nagle poczułam, że na kogoś wpadłam.
-Przepraszam.. -powiedziałam lekko zestresowana. Gdzie jest Niall, przecież miał na mnie uważać.. Jezu trzyma mnie za rękę i nie widzi, że wchodzę w ludzi.?
-Nic się nie stało maleńka. -ach więc w ciebie wpadłam Nialler. -Słuchaj jesteśmy na miejscu, ale obiecaj mi, że będziesz miała zamknięte oczy dopóki nie poproszę cię o ich otworzenie.
-No dobra. -co miałam do stracenia.? Gdzieś tu jest pełno dzieci, więc ich rodzice pewnie też gdzieś tu są.. Nic mi nie zrobi. Paręnaście razy upewniał się czy nie będę podglądać co było strasznie słodkie. Nie wiedziałam, że ktoś może być takim słodziakiem. Odwiązał mi chusteczkę, dzięki czemu poczułam się o wiele lepiej. Dlaczego nie mógł po prostu poprosić mnie o zamknięcie oczu.? W sumie byłam za ciekawska więc otworzyłabym je zaraz po zatrzymaniu samochodu. Jeśli nie szybciej.
-A teraz na trzy otwórz i powiedz czy ci się podoba pomysł. Gotowa.? -skinęłam głową. Byłam zniecierpliwiona tym, co dla mnie przygotował.
Jeden..
Dwa..
Trzy.
Otworzyłam oczy, a przed sobą zobaczyłam wielki park rozrywki. Zawsze chciałam tutaj przyjechać. Zawsze marzyłam o jeżdżeniu przeróżnymi kolejkami. A już zawsze chciałam wsiąść na diabelski młyn. Hahah i jak w filmach marzyłam, żeby się zatrzymał kiedy akurat zdąrze wjechać na samą górę. Oczywiście chciałam żeby jakiś królewicz mnie uratował a już najlepiej by było żeby siedział tam ze mną. Ale przynajmniej tutaj jestem i to jeszcze z Niallem. Kiedy tylko przypomniałam sobie o nim rzuciłam mu się na szyje.
-Dziękuje.
-Podoba ci się.? -widać, że był lekko zaskoczony moją reakcją, więc odsunęłam się od niego speszona. Może nie lubi jak się do niego przytulam.? Auć zabolało to. Skinęłam nieśmiało głową, bo nie byłam pewna co do tonu mojego głosu. Nie chciałam brzmieć na obrażoną albo urażoną. Po prostu może za dużo sobie wyobraziłam.? Chyba tak. -To gdzie najpierw idziemy.? -złapał mnie za rękę co lekko mnie zszokowało. Wzruszyłam ramionami. Skąd mam wiedzieć gdzie chcesz iść.?
-Zaskocz mnie. -powiedziałam uśmiechając się do niego. Pociągnął mnie za rękę i już prowadził na kolejkę górską. Faceci.. Wszystko co jest szybkie ich ciszy, no gorzej niż z dziećmi. Kupił nam bilety co strasznie mnie zawstydziło, kurwa przecież jak ja mu je oddam. Jakiś przemiły pan zapiął nas w pasy. Powoli wjeżdżaliśmy na górę, a ja zaczęłam się bać. Przecież jak zaczniemy zjeżdżać to ja zesram się ze strachu. Złapałam Nialla za rękę i zamknęłam oczy w momencie zjazdu. Wszyscy łącznie ze mną zaczęli krzyczeć. Nie mówię, że nie było fajnie ale preferuje o wiele spokojniejsze atrakcje. Kiedy otworzyłam oczy właśnie zrobiliśmy pętle. Wiatr rozwiał moje włosy, a do oczu napłynęło mi pełno łez, przez co wyglądałam pewnie okropnie. Wysiadając z tego cholernego wagonika nogi trzęsły mi się jak galareta, nie wiedziałam, że jest tam aż tak zimno.
-Fajnie było. -super, że ci się podobało, bo ja zamarzam. -Podobało ci się.
-Taa.. -potarłam ramiona rękami, a on zdjął bluzę i zarzucił na mnie.
-Ubieraj się tchórzu. -posłusznie założyłam jego bluzę, a w mojej głowie zawirowało miliony myśli. Jak ona ślicznie pachnie. Tak Niallowo.
-Nie jestem tchórzem. -opamiętałam się szybko i ponownie wzięłam go za rękę.
-Jasne, a kto mało nie zgniótł mi ręki tam na górze.?
-No właśnie Nialler, kto.? -zapytałam obracając kota ogonem.
-W takim razie chodźmy jeszcze raz. -od razu pociągnęłam go za rękę, gdy tylko próbował się oddalić.
-Nigdzie nie idę. -jęknęłam, patrząc na ta okropną kolejkę.
-Wiedziałem. Chodź pójdziemy na coś fajniejszego.
***
Niall wyciągnął mnie chyba na wszystkie możliwe kolejki w tym parku. Żeby tylko kolejki.. Byliśmy chyba na wszystkim prócz diabelskiego młyna. Oczywiście zrobiłam się głodna, a mój okropny brzuch musiał dać o sobie znać. Myślałam, że spalę się ze wstydu. Na szczęście okazało się, że brzuch mojego mena, tak samo domagał się jakiegoś jedzonka. Przynajmniej oboje mogliśmy się z siebie pośmiać. Nialler kupił nam wielką watę cukrową, którą zajadaliśmy się na ławce.
-Nigdy tak dobrze się nie bawiłem jak z tobą, mała.
-Spieprzaj nie jestem taka znowu mała. -uderzyłam go piąstką w ramie. I zdałam sobie sprawę, że jest w samej koszulce.
-Co ci tak minka zrzedła, Mała.?
-Nie jest ci zimno.? Jeśli tak, to przecież oddam ci tą bluzę, bo mnie w sumie jest już ciepło. -byłam zakłopotana. Jezu jak mogłam nie pomyśleć o tym wcześniej.?
-Nie jest słodka, nie jest. Zresztą zatrzymaj ją sobie, będziesz chociaż miała coś ode mnie. -powiedział ze swoim najśliczniejszym uśmiechem. -Ey czy ty nie masz czegoś na ustach.? -od razu zakryłam je ręką.
-Gdzie.?
-Poczekaj, pomogę ci. -powoli opuściłam swoją rękę, a on zaczął się do mnie zbliżać. Kiedy znalazł się milimetry od mojej twarzy, cały czas patrzył mi w oczy. Boże stado cholernych motyli zaczęło tańczyć hula w moim żołądku. Poczułam jak się rumienie i niepewnie przygryzłam wargę. Cholerny nawyk, powinnam się go pozbyć. -Rozpraszasz mnie.
-Czy ty Nialler starasz się mnie podrywać.?
-A co nie szczególnie mi wychodzi.? -kurwa cały czas rozpraszał mnie tymi swoimi paczadłami, które przeszywały mnie na wylot. Kiedy w końcu lekko musnął moje usta swoimi, zatraciłam się. W życiu nie byłam taka bezbronna jak w tej chwili. Poczułam jak opiera swoim czołem o moje, więc niepewnie otworzyłam oczy. Mój głupek uśmiechał się do mnie jakby został niewiadomo kim.
-No niech będzie, że idzie ci nieźle. -szepnęłam, po czym ponownie złączyłam nasze usta. Jednak po chwili znowu się od niego odsunęłam.
-Droczysz się ze mną.?
-Bo ja wiem.?
-Holly.. Oj Holly. -powiedział kręcąc z niedowierzaniem głową.
-Chodź idziemy na diabelski młyn. Zawsze chciałam tam iść.
-Oczy błyszczą ci się jak dziecku. -zażartował sobie ze mnie, za co posłałam mu język. Wstałam z ławki i już chciałam się kierować w stronę kolejki kiedy JĄ zobaczyłam. Moją mamę z Brianem. Japierdole, cały mój świat zawalił się w tamtej chwili. Oni nie mogą się dowiedzieć, że jestem w kraju, a co najważniejsze tutaj. Nie mogą. Odwróciłam się do chłopaka z prędkością światła i zaczęłam go ciągnąć w przeciwnym kierunku kiedy usłyszałam jak wołają mnie po imieniu. Cholera jasna, dlaczego musiała mnie zauważyć.? No dlaczego.? Cały czas ciągnęłam go za sobą nie zwracając uwagi na ludzi, przez których się właśnie przepychałam. Jezu błagam tylko za mną nie idź. Błagam. Rozglądałam się wkoło i wkońcu dotarłam do wyjścia. Nialler jednak pociągnął mnie w tym momencie za rękę i nie pozwolił zrobić kolejnego kroku.
-Możesz mi powiedzieć co ty odpierdalasz.? -zauważyłam, że był wkurwiony, ale co ja mam mu powiedzieć.? Nerwowo przygryzłam wargę zastanawiając się nad odpowiedzią. -Mów do cholery.! -krzyknął na mnie, a ja od razu się wystraszyłam i skuliłam w sobie.
-Tam była moja mama.. I brat. -wyjąkałam ledwo słyszalnie. On natomiast przeczesał dłonią włosy i pociągnął mnie za rękę. Chciałam żeby mnie przytulił on natomiast zaczął mijać samochody na parkingu, ciągnąc mnie do jak mniemam naszego.. To jest jego samochodu. Otworzył przede mną drzwi, a ja bez słowa zajęłam miejsce i zapięłam się pasami. On zaraz usiadł na swoim miejscu i zapalił samochód. Niepewnie na niego spojrzałam, jednak widząc go tak wkurzonego bałam się cokolwiek powiedzieć. Nerwowo zaczęłam bawić się drżącymi rękoma. Japierdole a jeszcze chwilę temu była tak fajnie.
-Czemu mi nie powiedziałaś.? -wiedziałam, że stara się udawać spokojnego, jednak wcale mu to nie wychodziło. Warknął na mnie jakbym zrobiła mu co najwyżej krzywdę.
-Nie wiem. -szepnęłam. Co ja do cholery mam powiedzieć.? Bo bałam się i zaczęłam spierdalać jak nakazywał mi rozum.?
-A co ty kurwa wiesz.?! -krzyknął. Przelotnie na niego spojrzałam, jednak od razu tego pożałowałam, bo mocno zacisnął ręce na kierownicy co od razu rzuciło mi się w oczy. Czy on chce żebym mu na to odpowiedziała.? Raczej nie. Zaczęłam panikować. Ręce trzęsły mi jakby właśnie dostały padaczki. Boże przecież to nie moja wina. Prawda.? -Pytałem się suko, co wiesz.?! -tym razem krzyknął o wiele głośniej. Jednak do mnie to już nie docierało. Nazwał mnie suką. Znowu. Kolejny raz mnie obraził. Kolejny. Jezu jaka ja jestem głupia.. Jak ja mogłam zaufać facetowi, którego ledwie znam.?
-Nic nie wiem. -odparłam na skraju załamania. Poczułam palące łzy w oczach, jednak z całych sił je powstrzymywałam. Na szczęście ten cholerny samochód się zatrzymał, a ja od razu z niego wyszłam i skierowałam się prosto do głównych drzwi hotelu. Nie zwracałam uwagi czy za mną idzie czy nie.. Po prostu szłam prosto do mojego pokoju. Łzy zamgliły mi widok na wszystko co mnie otaczało, jednak jakimś cudem otworzyłam drzwi do pokoju i od razu zamknęłam się w nim od środka. Osunęłam się po nich i gorzkie łzy spłynęły mi po policzku. Jak on mógł znowu mnie tak nazwać.? Jak.?! Zaczęłam nierówno oddychać, przez co czułam się jeszcze gorzej. Jeśli to w ogóle jest możliwe. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc od razu zakryłam sobie usta dłonią. Jednak to wcale nie pomogło mi uspokoić swojego oddechu. Dlaczego wszystko co najgorsze spotyka zawsze mnie.? Z powodu braku tlenu moim ciałem zaczęło rzucać. Nierówne doprowadzania tlenu do organizmu było tego przyczyną.
-Holly.. Wiem, że tam jesteś.. Proszę cię otwórz mi drzwi. -oparłam się głową o drzwi. wtedy zauważyłam, że mam ciągle jego bluzę na sobie. Szybko ją z siebie zdjęłam i podniosłam się spod drzwi, w momencie kiedy ktoś uderzył w nie pięścią. Podskoczyłam ze strachu i jeszcze dalej się od nich odsunęłam. Cholera jasna, nie mam gdzie uciec. Rozejrzałam się po pokoju, jednak nie znalazłam dla siebie żadnego ratunku. Cholera, cholera, cholera..
-Otwórz te pierdolone drzwi.! -znowu krzyczał. Krzyczał na mnie. Drżącymi rękoma przekręciłam zamek w drzwiach i szybko się od niech odsunęłam. Boję się go. Po prostu się go boję. Zauważyłam jak szarpie za klamkę, która pewnie dla jego zdziwienia, pozwala mu otworzyć drzwi. Jego wzrok od razu padł na mnie, a ja zasłoniłam sobie ręką usta, próbując się uspokoić. Jednak kolejna fala strachu i przerażenia nie pomogła mi w tym. Chciał się do mnie zbliżyć, jednak od razu się cofnęłam. Boję się go. To niemożliwe żeby to był ten sam chłopak, z którym byłam w parku. Po prostu niemożliwe. Wrócił na swoje miejsce, zamykając przy tym drzwi, ja natomiast nie ruszyłam się nawet o milimetr.
-Możemy porozmawiać.? -jego miły ton głosu totalnie mnie zmylił. Znowu przypominał mi chłopaka z parku, z którym się całowałam. Nie wiedziałam co mam zrobić, więc lekko pokiwałam głową. Co by zrobił jeśli bym odmówiła.? Uderzyłby mnie czy ponownie zeszmacił.? Nie wiem.. Powoli zaczął się do mnie zbliżać, a ja nie miałam już gdzie uciec. Stałam przy ścianie z mocno zamkniętymi powiekami i ręką przy ustach. Serce zaczęło mi walić jakbym miała zaraz przeżyć zawał. Cholera. Adrenalina w mojej skórze dawała o sobie znaki, dlatego otworzyłam oczy. Jednak od razu w panice chciałam się cofnąć. Był o wiele bliżej niż mi się wydawało. Uważnie mnie obserwował kiedy zderzyłam się ze ścianą. Powoli wyciągnął rękę w moją stronę i odciągnął moją rękę od ust. Nie mogłam spokojnie oddychać. Po prostu nie potrafiłam.
-Przepraszam. -powoli ale pewnie przytulił się do mnie. Jedyne co wtedy czułam to panika i strach. Nie mogłam mu niczego odmówić ani chociażby się sprzeciwić. Bałam się. Po prostu cholernie się go bałam. -Holly.. Nie bój się mnie, błagam. Nie mogę patrzeć na ciebie kiedy jesteś tak cholernie przerażona faktem, że cię przytulam.
___________________________________________________________
Hej Kochane Słodziaki ♥
Jak Wam się podobał rozdział.? :D
Cały czas ta sama wielka prośba ;* Komentuje i wbijajcie na mojego bloga ;)
Buzioooolkiii ♥
niedziela, 16 marca 2014
Rozdział 26
*Niall's POV*
Obudziłem się koło brunetki, która wtulała się we mnie. Podobało mi się to nie powiem, że nie.. Ale czy byłem odważny aż na taki krok. Wypiliśmy wczoraj trochę, a że dawno nie spożywałem alkoholu trochę zadziałał na mnie. Nie wiedziałem co zrobić. Pamiętam wczoraj każdy szczegół. Każdy detal. Czy żałuje któregoś? Sam nie wiem. Nie wiem czy powinienem. Chyba, tak. Ale nie odczuwam żadnego wstydu. Mogłem ją przytulić, pocałowałem w czoło. To mi się podobało. Ale czy Holly naprawdę taka była?! Nie taką ją sobie wyobrażałem. Myślałem, że jest wstydliwą osobą, która raczej nie tyli się prawie z OBCYM facetem i nie śpi z nim w jednym łóżku.
Cóż najwyraźniej pozory mylą.
Nie wiedziałem, czy chcę ją poznać. Czy chciałem zaczynać historię z jakąś dziewczyną. Z tego co wczoraj pokazała, chciałaby wyjaśnień dlaczego to robię? Po co? Nie wiem czy jestem na to wszystko gotowy i czy kiedykolwiek będę. Czy to możliwe żeby otworzyć się przed kimś. Szczególnie po tym co przeszedłem. Nie wiem czy to możliwe. I nie wiem czy się to uda. Co ja mam z nią teraz zrobić. Tak słodko śpi.
Musnąłem jej ranę która ciągnęła się od żuchwy aż do obojczyków. Nie było widać nic po za dużą ilością zaschniętej krwi. Gdy tylko dotknąłem jej wzdrgnęła. Więc postanowiłem tego nie ruszać, gdy się obudzi, zdezynfekujemy ją i jakieś inne jeżeli ma. Wolałbym nie. Już sobie wyobrażam jak będzie krzyczeć jak poleję tą ranę wodą utlenioną. Będzie piec jak cholera, ale chyba lepsze to niż iść na pogotowie. Zaczeli by wypytywać co się stało, gdzie jej rodzice. Może by wszystko wypaplała. Kto wie.
Nagle przekęciła się na bok i jak poparzona odsunęła się ode mnie.
-Co ty tu do cholery... ał... -Powiedziała łapiąc się za głowę.
-Kac, co? Haha, jednak nigdy nie piłaś! Serio nic nie pamiętasz? -Powiedziałem, pełen dumny z siebie jakbym zajął miejsce w jakimś super ważnym konkursie.
-Yyyy, tak jakby.. Może -Powiedziała, trochę zawstydzona.
-A pamiętasz to? - Zbliżyłem się do niej, odsłaniając jej ramię i składając lekki pocałunek.
-Nie robiliśmy nic takiego! -Krzyknęła cała czerwona. Zarumieniła się naszą bliskością. PUNKT DLA MNIE. Przybiłbym sobie sam piątkę, ale dziwnie by to wyglądało.
-Haha, napewno? -Zacząłem gładzić jej włosy. -Ale widzę, że teraz ci się to podoba. -Zrobiła się jeszcze bardziej zarumieniona. Nigdy w życiu nie widziałem tak speszonej dziewczyny jak teraz. Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem, że doprowadziłem ją do takiego stanu, ale wyglądała zbyt słodko aby to zrobić.
Gwałtownie się ode mnie odsuneła.
-Możesz wyjść, czy coś chciałabym się ubrać!
Wstałem byłem tylko w jensach i rozciągnąłem się. -W co ty się chcesz ubrać w te łachy? -Wskazałem na ciuchy, które tu leżały.
-Jakbyś sobie nie przypomniał nie wybrałam się na żadne pieprzone wakacje, tylko byłam uprowadzona! -Na te słowa wzdrgnęła i jej oczy zalśniły, ale zaraz odwróciła wzrok w jakiś martwy punkt na ścianie.
-Zaraz wracam daj mi 10 minut i wróce tu z jakimiś ciuchami i butami w których będziesz mogła ze mną stąd wyjść na spacer.
-Tyy.... chcesz.. iść, ze mną na spacer? -Dopytała z lekkim nie do wierzaniem.
-Tak chce, chce. Zaraz wracam skarbie. -Powiedziałem wsuwając stopy w moje białe supry i wychodząc bez koszulki z pokoju.
***
Gdy wyszedłem z pokoju poczułem lekki chłód na moim nagim ciele. Nie mogłem nic zrobić. Musiałem się udać do recepcji i mieć nadzieje, że będzie w niej jakaś dziewczyna a nie chłopaka. Musiałem jej załatwić coś w co będzie mogła się ubrać.Zauważyłem wysoką rudowłosą dziewczynę, która stała plecami do mnie. Była ubrana dosyć przeciętnie zwykłe tenisówki, krótkie spodenki i luźny kłusy top. Jej włosy stanowiły góre loków.
-Przepraszam cię... Jak masz na imię? -Zapytałem trochę nie pewnie. Była śliczna, miała mnóstwo piegów na twarzy i jej rude włosy okazały sie naturalne, w pierwszej chwili pomyślałem, że są farbowane. Echhh myliłem się.
-Tak? -Spytała na początku dosyć szorstko, opierając się o swoją dużą niebieską walizkę.
-Masz jakieś ciuchy?
-Hahahha, mam ale chyba nie dla ciebie. Po za tym jestem Kate. -Powiedziała lekko się uśmiechając.
-Nie, nie o to chodzi, dla dla pewnej dziewczyny, ona zgubiła bagaż i.. ja zapłace ci za jakąś bluzkę spodnie, spodenki lub sukienkę i oczywiście buty.. Oczywiście przydałoby się też podstawowe rzeczy typu szczotka do włosów i jakieś kosmetyki. Mogę cię o to prosić? -Spojrzała na mnie jak na jakiegoś totalnego debila. Szlak źle trafiłem. Przyglądała mi się jak pies, który miał zaraz zaatakować.
-Ja zapłacę ci za te ciuchy, ile tylko chcesz.. To naprawdę jest ważne.
-Doobrze, daj mi chwilę muszę coś znajść żeby do niej pasowało. Możesz sam wybrać chcesz? -Nie wiedziałem czy chce, ale jak da jej jakieś szmaty albo jakieś dziwkarsie ciuchy?! Wolałem sam jej coś wybrać.
-Jasne, jeżeli można. -Położyła, walizkę na kanapie w holu i rozsuneła. Bierz z ciuchów co chcesz. Buty też do twojej dyspozycji.. jak masz na imię?
-Niall
-No właśnie Niall. Więc bierz czego potrzebujesz.
Znalazłem czarne rurki, i zwykłe przecierane krótkie jeansy. Wziąłem je. Miała też niezły zbiór koszuli typowych dla takiej pogody wziąłem jedną elegancką drugą zwykłą przewiewną do tego kilka koszulek z różnymi nadrukami, które sama Kate mi posunęła. Kazała mi wziąść też czarne szpilki i mała torebkę w tym samym kolorze. Mam też dla Holly zwykłe granatowe vansy. Nie zapominając o niezliczonej ilości skarpetek i bielizny. Kate i Holly miały podobną figurę, w duchu modliłem się żeby rozmiar buta był taki sam.
To dziwne, że ona po prostu oddała mi połowe swojej walizki. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że przy drziwach stoi ich jeszcze dwie. Dała też mi sporą ilość kosmetyków i różnych chemikali, którego przeznaczenia nie znałem.
-Dobra, dobra chyba wystarczy naprawdę. Chciałem tylko ciuchy na dwa dni dla niej później byśmy je kupili. Wielkie, wielkie dzięki. -Zatsanawiało mnie też jedno, co ona robi w takiej norze jak ta. Nie będę pytał. Chciałem tylko ciuchy dla Holly to wszystko. Wyjąłem jakieś 1000$ i jej dałem. Skinęła tylko głową dała mi moje rzeczy i odeszła do swoich walizek. Chciałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Po prostu poszedłem do pokoju.
***
Chodziliśmy po parku trzymając w ręce kawę mrożoną i po prostu rozmawialiśmy. Gadaliśmy jakbyśmy znali się od bardza dawna.
-Hahaha, pamiętasz jak "spotkaliśmy się" pierwszy raz? -jej mina nagle zpoważniała.
-Jasne, że tak szturnchnąłem ją lekko w ramię. Najgorsza rzecz jaką mogłem zrobić to zwyzywać cię i krzyczeć na ciebie. -Ostatnie zdanie powiedziałem tak cicho, że nie wiem czy je usłyszła.
-Co? -Powiedziała lekko się uśmiechając. -Nie słyszałam.
-Nic, nic powiedziałem tylko, że musimy się dobrze poznać, bo tak naprawdę nic o sobie nie wiemy.
-Tak to prawda. -Powiedziała siadając na jednej z ławek. Park jak na piątkowe popołudnie nie był zatłoczony. Wręcz przeciwnie.
-Holly.. -Powiedziałem łagodnie.
-Taak?
-Opowiesz mi coś o sobie.
-To wszystko zaczęło się w 3 klasie. Zaczeliśmy się wzbogacać i przeprowadziliśmy się do Liverpoolu. Na początku było świetnie. Miałam pełno koleżanek, które uwielbiały przesiadywać u mnie w domu. Chodziłyśmy razem do kina. Razme się też bawiłyśmy. Później zjawiła się Erica. Nastawiała wszystkich przeciwko mnie. Wszystkich. Myślałam, że koszmar się skończy kiedy pójde do liceum. Nie nic się nie zmieniło praiwe wszyscy z tej szkoły idą do tego liceum. Już miałam przypiętą etykietkę. Tylko z Danielle gadałam i się zadawałam. Ona w szkole była, była inna niż gdy z nią gadałam. W szkole była chamska, ubierała się dosyć sprośnie. Chodziły plotki, że przespała się z naszym 26 letnim nauczycielem od biologii. Uchodziła za tak zwaną dziwkę. A ja, że się z nią kolegowałam też przypięto mi to. Byłam jak to powiedziała Erica Miller puszczającą się dziewczynką z bogatymi rodzicami. Jestem, dla niej i więszkości szkoły pośmieliskiem. Wiesz jak to jest? Nie nie wiesz. Nie znam cię, a o tym ci opowiadam. Nawet moi rodzice o tym nie wiedzą. Nikt. Ciesze się, że Brian nie chodzi do tej szkoły. Miał by przejebane przeze mnie. -Zaczęła ocierać łzy, które spływały jej po policzkach. -Przepraszam nie chciałam się rozryczeć.
-Ej słońce nic się nie stało. -Powiedziałem łagodnie gładąc jej policzek i wycierając sływające łzy. -Będzie dobrze. Zobaczysz. Nie płacz proszę. -Powiedziałem prawie szepcząc i przysuwając ją do siebie i obejmując.
-Chcesz.. chcesz żebym ja ci o czymś opowiedział? O czymś o wiele gorszym i brutalniejszym? -Słyszałem niemal jak mój głos drży. Nie byłem pewny czy chce jej to powiedzieć, ale słowa same wydobywały się z moich ust.
Pokiwała tylko głową, która była przyciśnięta do mojej piersi, że chce.
-Moja siostra... Ona godziła z Jaiem. Był starszy od niej o 3 lata. Każdy myślał, że to szczęśliwa para. Ja, ja też tak myślałem byli razem 5 lata. Kupa czasu jak na wie, w którym zaczeli ze sobą chodzić. Ja, ja byłem dosyć lubiany w szkole. Nie powiem, że nie byłem jak to kiedyś kumpel powiedział duszą towarzystwa. Nie mogę też pogardzić moimi ocenami. Nauczyciele mnie nie lubili, czasem mówili, że przesadam z żartami ale nigdy nie wysłali mnie za to do dyrektora tylko się uśmiechali. Haha, i pomyśleć, że zjebałem to wszystko doszczętnie to zjebałem. Szykowałem się na imprezę. Usłyszałem, że moja siostra płacze. Jest ode mnie starsza o 2 lata. Lizz bardzo płakała. Była w swoim pokoju. Wszedłem tam po cichu. Chciałem zobaczyć co się stało. Nie uwierzysz to zobaczyłem.... Zobaczyłem ją całą zapłakaną, jej brzuch był cały w sińcach i uda też. Była tylko w staniku i krótkich spodenkach. Miała też ranę ciągnącą się przez cały dekold. Leciała z niej krew. Ona była ranna. Stałem tak przez chwile zastanawiając się co się stało. I wtedy złączyłem fakty Jai wyszedł stąd kilka minut. Kto mógł jej to zrobić jak nie on! Wszystko we mnie buzowało! Miałem ochotę go zabić. Gdy Lizz to zobaczyła. Zaczęła mnie błagać abym przestał, abym nic mu nie robić. Mówiła że to pierwsza taka stytuacja. Nie chciałem jej wierzyć byłem pewny, że tak nie jest. Ale zapewniłem ją, że nic mu nie zrobię. Udałem się na imprezę bawiliśmy się doskonale, aby poprawić zabawę napiliśmy się trochę, zapaliliśmy, wciągneliśmy troche cracku. Bawiliśmy się świetnie tym bardziej, że wszystko działo się w ogrodzie było nas ponad 100. Krew buzowała nam w głowie i żyłach. Było niesamowicie do pewnego momentu. Kiedy go zobaczyłem! Wybuchnąłem wtedy miałem ochotę go zabić. -Poczułem, że pieką mnie oczy i poczułem pojedyńczą łze na moim poliku. Szybko ją wytarłem. -Podszedłem do niego. Był wstawiony. Czasem mu się to zdażało a może nawet często i o tym nie wiedziałem. Wszystko było możliwe. Stał i się kiwał na nogach. Uderzyłem go z całej siły aż krew mu pociekła. Zacząłem go okładać jeszcze bardziej. Nie zwróciłem uwagi na to, że wszyscy na nas patrzyli. Miałem to w dupie ta sprawa była pomiędzy mną, nim i moją siostrą. On się już nie ruszał, ja nadal go okładałem chłopaki zaczeli mnie od niego odciągać. Ja zacząłem płakać rozpaczliwie i walić w jego klatkę piersiową. On nie żył. Umarł. Przeze mnie. Ktoś zadzwonił na policję. Nie Holly ja nie mogę nie tym razem. Resztę opowiem ci kiedyś indziej nie mam na to siły. Pierwszy raz o tym komuś opowiadam. -Nie licząc psychologów i sądu. Tylko, że oni mi nie wierzyli.
-Nie gadajmy o tym dobrze? -Byliśmy tak blisko, że nasze nosy się stykały, Patrzyliśmy sobie długo w oczy. Czekała aż wykonam pierwszy ruch.
Brzybliżyłem się nie co i lekko musnąłem jej usta. Odrazu się odsunąłem.
-Ja, muszę coś załatwić przyjadę później do hotelu. Trafisz z powrotem sama.
-Yhym. -Powiedziała z lekko zaróżowionymi policzkami.
-Może pójdziemy gdzieś wieczorem razem hmmm?
-Czy ty mnie zapraszasz na...
-Tak na randkę. -Powiedziałem lekko się pesząc.
-Zastanowie się. Wiesz gdzie mnie znajść. -Powiedziała i wstałą z ławki idąc tą samą ścieżką którą przyszliśmy.
Coś się ze mną działo, ale nie do końcu jeszcze wiedziałem co.
_____________________________________________
Noo więc hej! ♥
dziękuję za wszystkie komantarze tak dalej!
Podpisujcie się jak piszecie kometarz z anonima, proszę.
MAM PROŚBĘ JEŻELI PRZECZYTASZ TEN ROZDZIAŁ ZOSTAW PO SOBIE CHOĆ JEDNO SŁOWA JEST TO WAŻNE DLA NAS. :) DZIĘKUJĘ
Obudziłem się koło brunetki, która wtulała się we mnie. Podobało mi się to nie powiem, że nie.. Ale czy byłem odważny aż na taki krok. Wypiliśmy wczoraj trochę, a że dawno nie spożywałem alkoholu trochę zadziałał na mnie. Nie wiedziałem co zrobić. Pamiętam wczoraj każdy szczegół. Każdy detal. Czy żałuje któregoś? Sam nie wiem. Nie wiem czy powinienem. Chyba, tak. Ale nie odczuwam żadnego wstydu. Mogłem ją przytulić, pocałowałem w czoło. To mi się podobało. Ale czy Holly naprawdę taka była?! Nie taką ją sobie wyobrażałem. Myślałem, że jest wstydliwą osobą, która raczej nie tyli się prawie z OBCYM facetem i nie śpi z nim w jednym łóżku.
Cóż najwyraźniej pozory mylą.
Nie wiedziałem, czy chcę ją poznać. Czy chciałem zaczynać historię z jakąś dziewczyną. Z tego co wczoraj pokazała, chciałaby wyjaśnień dlaczego to robię? Po co? Nie wiem czy jestem na to wszystko gotowy i czy kiedykolwiek będę. Czy to możliwe żeby otworzyć się przed kimś. Szczególnie po tym co przeszedłem. Nie wiem czy to możliwe. I nie wiem czy się to uda. Co ja mam z nią teraz zrobić. Tak słodko śpi.
Musnąłem jej ranę która ciągnęła się od żuchwy aż do obojczyków. Nie było widać nic po za dużą ilością zaschniętej krwi. Gdy tylko dotknąłem jej wzdrgnęła. Więc postanowiłem tego nie ruszać, gdy się obudzi, zdezynfekujemy ją i jakieś inne jeżeli ma. Wolałbym nie. Już sobie wyobrażam jak będzie krzyczeć jak poleję tą ranę wodą utlenioną. Będzie piec jak cholera, ale chyba lepsze to niż iść na pogotowie. Zaczeli by wypytywać co się stało, gdzie jej rodzice. Może by wszystko wypaplała. Kto wie.
Nagle przekęciła się na bok i jak poparzona odsunęła się ode mnie.
-Co ty tu do cholery... ał... -Powiedziała łapiąc się za głowę.
-Kac, co? Haha, jednak nigdy nie piłaś! Serio nic nie pamiętasz? -Powiedziałem, pełen dumny z siebie jakbym zajął miejsce w jakimś super ważnym konkursie.
-Yyyy, tak jakby.. Może -Powiedziała, trochę zawstydzona.
-A pamiętasz to? - Zbliżyłem się do niej, odsłaniając jej ramię i składając lekki pocałunek.
-Nie robiliśmy nic takiego! -Krzyknęła cała czerwona. Zarumieniła się naszą bliskością. PUNKT DLA MNIE. Przybiłbym sobie sam piątkę, ale dziwnie by to wyglądało.
-Haha, napewno? -Zacząłem gładzić jej włosy. -Ale widzę, że teraz ci się to podoba. -Zrobiła się jeszcze bardziej zarumieniona. Nigdy w życiu nie widziałem tak speszonej dziewczyny jak teraz. Miałem ochotę wybuchnąć śmiechem, że doprowadziłem ją do takiego stanu, ale wyglądała zbyt słodko aby to zrobić.
Gwałtownie się ode mnie odsuneła.
-Możesz wyjść, czy coś chciałabym się ubrać!
Wstałem byłem tylko w jensach i rozciągnąłem się. -W co ty się chcesz ubrać w te łachy? -Wskazałem na ciuchy, które tu leżały.
-Jakbyś sobie nie przypomniał nie wybrałam się na żadne pieprzone wakacje, tylko byłam uprowadzona! -Na te słowa wzdrgnęła i jej oczy zalśniły, ale zaraz odwróciła wzrok w jakiś martwy punkt na ścianie.
-Zaraz wracam daj mi 10 minut i wróce tu z jakimiś ciuchami i butami w których będziesz mogła ze mną stąd wyjść na spacer.
-Tyy.... chcesz.. iść, ze mną na spacer? -Dopytała z lekkim nie do wierzaniem.
-Tak chce, chce. Zaraz wracam skarbie. -Powiedziałem wsuwając stopy w moje białe supry i wychodząc bez koszulki z pokoju.
***
Gdy wyszedłem z pokoju poczułem lekki chłód na moim nagim ciele. Nie mogłem nic zrobić. Musiałem się udać do recepcji i mieć nadzieje, że będzie w niej jakaś dziewczyna a nie chłopaka. Musiałem jej załatwić coś w co będzie mogła się ubrać.Zauważyłem wysoką rudowłosą dziewczynę, która stała plecami do mnie. Była ubrana dosyć przeciętnie zwykłe tenisówki, krótkie spodenki i luźny kłusy top. Jej włosy stanowiły góre loków.
-Przepraszam cię... Jak masz na imię? -Zapytałem trochę nie pewnie. Była śliczna, miała mnóstwo piegów na twarzy i jej rude włosy okazały sie naturalne, w pierwszej chwili pomyślałem, że są farbowane. Echhh myliłem się.
-Tak? -Spytała na początku dosyć szorstko, opierając się o swoją dużą niebieską walizkę.
-Masz jakieś ciuchy?
-Hahahha, mam ale chyba nie dla ciebie. Po za tym jestem Kate. -Powiedziała lekko się uśmiechając.
-Nie, nie o to chodzi, dla dla pewnej dziewczyny, ona zgubiła bagaż i.. ja zapłace ci za jakąś bluzkę spodnie, spodenki lub sukienkę i oczywiście buty.. Oczywiście przydałoby się też podstawowe rzeczy typu szczotka do włosów i jakieś kosmetyki. Mogę cię o to prosić? -Spojrzała na mnie jak na jakiegoś totalnego debila. Szlak źle trafiłem. Przyglądała mi się jak pies, który miał zaraz zaatakować.
-Ja zapłacę ci za te ciuchy, ile tylko chcesz.. To naprawdę jest ważne.
-Doobrze, daj mi chwilę muszę coś znajść żeby do niej pasowało. Możesz sam wybrać chcesz? -Nie wiedziałem czy chce, ale jak da jej jakieś szmaty albo jakieś dziwkarsie ciuchy?! Wolałem sam jej coś wybrać.
-Jasne, jeżeli można. -Położyła, walizkę na kanapie w holu i rozsuneła. Bierz z ciuchów co chcesz. Buty też do twojej dyspozycji.. jak masz na imię?
-Niall
-No właśnie Niall. Więc bierz czego potrzebujesz.
Znalazłem czarne rurki, i zwykłe przecierane krótkie jeansy. Wziąłem je. Miała też niezły zbiór koszuli typowych dla takiej pogody wziąłem jedną elegancką drugą zwykłą przewiewną do tego kilka koszulek z różnymi nadrukami, które sama Kate mi posunęła. Kazała mi wziąść też czarne szpilki i mała torebkę w tym samym kolorze. Mam też dla Holly zwykłe granatowe vansy. Nie zapominając o niezliczonej ilości skarpetek i bielizny. Kate i Holly miały podobną figurę, w duchu modliłem się żeby rozmiar buta był taki sam.
To dziwne, że ona po prostu oddała mi połowe swojej walizki. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że przy drziwach stoi ich jeszcze dwie. Dała też mi sporą ilość kosmetyków i różnych chemikali, którego przeznaczenia nie znałem.
-Dobra, dobra chyba wystarczy naprawdę. Chciałem tylko ciuchy na dwa dni dla niej później byśmy je kupili. Wielkie, wielkie dzięki. -Zatsanawiało mnie też jedno, co ona robi w takiej norze jak ta. Nie będę pytał. Chciałem tylko ciuchy dla Holly to wszystko. Wyjąłem jakieś 1000$ i jej dałem. Skinęła tylko głową dała mi moje rzeczy i odeszła do swoich walizek. Chciałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Po prostu poszedłem do pokoju.
***
Chodziliśmy po parku trzymając w ręce kawę mrożoną i po prostu rozmawialiśmy. Gadaliśmy jakbyśmy znali się od bardza dawna.
-Hahaha, pamiętasz jak "spotkaliśmy się" pierwszy raz? -jej mina nagle zpoważniała.
-Jasne, że tak szturnchnąłem ją lekko w ramię. Najgorsza rzecz jaką mogłem zrobić to zwyzywać cię i krzyczeć na ciebie. -Ostatnie zdanie powiedziałem tak cicho, że nie wiem czy je usłyszła.
-Co? -Powiedziała lekko się uśmiechając. -Nie słyszałam.
-Nic, nic powiedziałem tylko, że musimy się dobrze poznać, bo tak naprawdę nic o sobie nie wiemy.
-Tak to prawda. -Powiedziała siadając na jednej z ławek. Park jak na piątkowe popołudnie nie był zatłoczony. Wręcz przeciwnie.
-Holly.. -Powiedziałem łagodnie.
-Taak?
-Opowiesz mi coś o sobie.
-To wszystko zaczęło się w 3 klasie. Zaczeliśmy się wzbogacać i przeprowadziliśmy się do Liverpoolu. Na początku było świetnie. Miałam pełno koleżanek, które uwielbiały przesiadywać u mnie w domu. Chodziłyśmy razem do kina. Razme się też bawiłyśmy. Później zjawiła się Erica. Nastawiała wszystkich przeciwko mnie. Wszystkich. Myślałam, że koszmar się skończy kiedy pójde do liceum. Nie nic się nie zmieniło praiwe wszyscy z tej szkoły idą do tego liceum. Już miałam przypiętą etykietkę. Tylko z Danielle gadałam i się zadawałam. Ona w szkole była, była inna niż gdy z nią gadałam. W szkole była chamska, ubierała się dosyć sprośnie. Chodziły plotki, że przespała się z naszym 26 letnim nauczycielem od biologii. Uchodziła za tak zwaną dziwkę. A ja, że się z nią kolegowałam też przypięto mi to. Byłam jak to powiedziała Erica Miller puszczającą się dziewczynką z bogatymi rodzicami. Jestem, dla niej i więszkości szkoły pośmieliskiem. Wiesz jak to jest? Nie nie wiesz. Nie znam cię, a o tym ci opowiadam. Nawet moi rodzice o tym nie wiedzą. Nikt. Ciesze się, że Brian nie chodzi do tej szkoły. Miał by przejebane przeze mnie. -Zaczęła ocierać łzy, które spływały jej po policzkach. -Przepraszam nie chciałam się rozryczeć.
-Ej słońce nic się nie stało. -Powiedziałem łagodnie gładąc jej policzek i wycierając sływające łzy. -Będzie dobrze. Zobaczysz. Nie płacz proszę. -Powiedziałem prawie szepcząc i przysuwając ją do siebie i obejmując.
-Chcesz.. chcesz żebym ja ci o czymś opowiedział? O czymś o wiele gorszym i brutalniejszym? -Słyszałem niemal jak mój głos drży. Nie byłem pewny czy chce jej to powiedzieć, ale słowa same wydobywały się z moich ust.
Pokiwała tylko głową, która była przyciśnięta do mojej piersi, że chce.
-Moja siostra... Ona godziła z Jaiem. Był starszy od niej o 3 lata. Każdy myślał, że to szczęśliwa para. Ja, ja też tak myślałem byli razem 5 lata. Kupa czasu jak na wie, w którym zaczeli ze sobą chodzić. Ja, ja byłem dosyć lubiany w szkole. Nie powiem, że nie byłem jak to kiedyś kumpel powiedział duszą towarzystwa. Nie mogę też pogardzić moimi ocenami. Nauczyciele mnie nie lubili, czasem mówili, że przesadam z żartami ale nigdy nie wysłali mnie za to do dyrektora tylko się uśmiechali. Haha, i pomyśleć, że zjebałem to wszystko doszczętnie to zjebałem. Szykowałem się na imprezę. Usłyszałem, że moja siostra płacze. Jest ode mnie starsza o 2 lata. Lizz bardzo płakała. Była w swoim pokoju. Wszedłem tam po cichu. Chciałem zobaczyć co się stało. Nie uwierzysz to zobaczyłem.... Zobaczyłem ją całą zapłakaną, jej brzuch był cały w sińcach i uda też. Była tylko w staniku i krótkich spodenkach. Miała też ranę ciągnącą się przez cały dekold. Leciała z niej krew. Ona była ranna. Stałem tak przez chwile zastanawiając się co się stało. I wtedy złączyłem fakty Jai wyszedł stąd kilka minut. Kto mógł jej to zrobić jak nie on! Wszystko we mnie buzowało! Miałem ochotę go zabić. Gdy Lizz to zobaczyła. Zaczęła mnie błagać abym przestał, abym nic mu nie robić. Mówiła że to pierwsza taka stytuacja. Nie chciałem jej wierzyć byłem pewny, że tak nie jest. Ale zapewniłem ją, że nic mu nie zrobię. Udałem się na imprezę bawiliśmy się doskonale, aby poprawić zabawę napiliśmy się trochę, zapaliliśmy, wciągneliśmy troche cracku. Bawiliśmy się świetnie tym bardziej, że wszystko działo się w ogrodzie było nas ponad 100. Krew buzowała nam w głowie i żyłach. Było niesamowicie do pewnego momentu. Kiedy go zobaczyłem! Wybuchnąłem wtedy miałem ochotę go zabić. -Poczułem, że pieką mnie oczy i poczułem pojedyńczą łze na moim poliku. Szybko ją wytarłem. -Podszedłem do niego. Był wstawiony. Czasem mu się to zdażało a może nawet często i o tym nie wiedziałem. Wszystko było możliwe. Stał i się kiwał na nogach. Uderzyłem go z całej siły aż krew mu pociekła. Zacząłem go okładać jeszcze bardziej. Nie zwróciłem uwagi na to, że wszyscy na nas patrzyli. Miałem to w dupie ta sprawa była pomiędzy mną, nim i moją siostrą. On się już nie ruszał, ja nadal go okładałem chłopaki zaczeli mnie od niego odciągać. Ja zacząłem płakać rozpaczliwie i walić w jego klatkę piersiową. On nie żył. Umarł. Przeze mnie. Ktoś zadzwonił na policję. Nie Holly ja nie mogę nie tym razem. Resztę opowiem ci kiedyś indziej nie mam na to siły. Pierwszy raz o tym komuś opowiadam. -Nie licząc psychologów i sądu. Tylko, że oni mi nie wierzyli.
-Nie gadajmy o tym dobrze? -Byliśmy tak blisko, że nasze nosy się stykały, Patrzyliśmy sobie długo w oczy. Czekała aż wykonam pierwszy ruch.
Brzybliżyłem się nie co i lekko musnąłem jej usta. Odrazu się odsunąłem.
-Ja, muszę coś załatwić przyjadę później do hotelu. Trafisz z powrotem sama.
-Yhym. -Powiedziała z lekko zaróżowionymi policzkami.
-Może pójdziemy gdzieś wieczorem razem hmmm?
-Czy ty mnie zapraszasz na...
-Tak na randkę. -Powiedziałem lekko się pesząc.
-Zastanowie się. Wiesz gdzie mnie znajść. -Powiedziała i wstałą z ławki idąc tą samą ścieżką którą przyszliśmy.
Coś się ze mną działo, ale nie do końcu jeszcze wiedziałem co.
_____________________________________________
Noo więc hej! ♥
dziękuję za wszystkie komantarze tak dalej!
Podpisujcie się jak piszecie kometarz z anonima, proszę.
MAM PROŚBĘ JEŻELI PRZECZYTASZ TEN ROZDZIAŁ ZOSTAW PO SOBIE CHOĆ JEDNO SŁOWA JEST TO WAŻNE DLA NAS. :) DZIĘKUJĘ
wtorek, 4 marca 2014
Rozdział 25.
*Holly POV*
-Jasne. -jego pogodny uśmiech uświadomił mnie, że nie kłamie. Cieszę się, że się zgodził. Jeśli zostałabym tutaj sama nie spałabym tak długo dopkóki nie padłabym ze zmęczenia. Zgarnęłam ciuchy przyniesione przez tą przemiłą dziewczyne i poszłam pod prysznic. Nie mam bladego pojęcia ile mnie tam trzymał ale brud spływał ze mnie i spływał. Szorowałam ciało gąbką, jednak oprócz zaczerwienień nic nowego się nie działo. Kiedy wkońcu zaczęła mi schodzić skóra odpuściłam.. Czas umyć włosy, wylałam tony szampnu na głosy i zaczęłam je szorować. Nigdy w życiu nie były takie tłuste, nigdy. Po godzinnym prysznicy, wyszłam z łazienki. Niall siedział dokładnie w tym samym miejscu, jednak przed nim na stole leżało jedzenie. Prawdopodobnie to, które przyniosła mi obsługa. Zapłaciłam za nie. Chyba..
-Wyglądasz dużo lepiej Holly. -krzywo się do niego uśmiechnęłam i usiadłam naprzeciwko. Byłam głodna ale jak mam zjeść skoro cały czas się na mnie patrzy.? Przeszywa mnie tymi niebieskimi oczami, aż przechodzą mnie dreszcze. Ściągnęłam go tutaj, a on może w ogóle nawet nie chce ze mną rozmawiać.? Może nienawidzi mnie za to, że sprowadziłam na niego kłopoty.? Może powinnam była tam zostać i dać się zabić.? Poczułam pojedyńczą łze spływającą mi po policzku. Oznaka słabości. Tak jestem słaba. Tak słaba, że nie mam nawet siły zbuntować się przeciw własnej rodzinie, która mnie dręczy. -Mała wszystko w porzątku.?
-Nic nie jest wporzątku. -odeszpnęłam.
-Poczekasz tu na mnie chwilkę.? Spróbuje to zmienić tylko nie ruszaj się stąd, dobra.? -skinęłam głową i obserwowałam jak wychodzi. Zamknął za sobą drzwi a ja oparłam się. Ciągle miałam mokre włosy, bo suszarkę każdy powinien mieć swoją. Szkoda, że ja swojego nic nie mam. Kolejny raz zaburczało mi w żołądku, więc przyciągnęłam talerz do siebie i zaczęłam jeść. Po pierwszym kęsie stwierdziałam, że mają tutaj rewelacyjnego kucharza. Coraz szybciej przegryzałam kolejne kęsy, aż w końcu się zapchałam i nie dokończyłam posiłku. Wreszcie czułam się pełna ale nie senna. Alex zawsze dosypywał mi leki nasenne, po których spałam jak głupia. Do tej pory nie mogę być pewna co do tego czy mnie przypadkiem nie skrzywdził. Zresztą możliwe, że nie on jeden się do mnie dobrał. Usłyszałam otwierania się drzwi, więc od razu spojrzałam w ich stronę. Przestraszyłam się, ponieważ zapomniałam zamknąć drzwi. Teoretycznie każdy mógł tutaj wejść. Jednak kiedy zobaczyłam blond czuprynkę od razu zrobiło mi się lżej na sercu.
-Spokojnie mała to tylko ja. No i twój pocieszacz. -mówiąc pocieszać pokazał mi ogromną butelkę wina. A więc chciał mnie opić.? Niby jak miałoby mnie to pocieszyć.? -Ey nie patrz na mnie tak jakbym chciał cię upić i zgwałcić.
-Przepraszam. -szepnęłam i od razu spuściłam wzrok. On natomiast kucnął przede mną.
-Słuchaj. W życiu nie uśniesz jeśli się pożądnie nie opijesz. Powinnaś się wreszcie na spokojnie wyspać. -a więc oto mu chodziło. Kochany. Wyjął z szafki dwa kieliszki i otworzył wino. -No chyba nie chcesz wypić wszystkiego sama.?
-Nie. Szczerze to ja w ogóle nie pije. -przyznałam, cały czas obserwując czerwoną ciecz w moim kieliszku.
-W takim razie, najwyższy czas zacząć. -powiedział podając mi lampkę z winem. Upiłam łyk i się skrzywiłam. O h y d a. Było gorzkie. On zaczął się ze mnie śmiać i sam także upił łyk swojego w ogóle się nie krzywiąc. Czemu niemu smakuje a mi nie.? -To wino jest pół słodkie, po jakimś czasie zacznie ci smakować nie martw się. -pół słodkie.? Niemożliwe. Jest tak gorzkie, że szok. W ogóle mi nie smakuje ale zmusiłam się do kolejnego łyku. Po raz kolejny grymas wystąpił na mojej twarzy, jednak tym razem nie było już takie złe.
-Da się przywyknąć. -powiedziałam opróżniając lampkę. Niall posłał mi cwaniaczki uśmieszek i znowu napełnił mój kieliszek.
-Wygodnie ci tam.? -ciągle siedziałam na krześle kuchennym.
-Szczerze.? To nie. Jest strasznie twarde ale to i tak lepsze od piwnicy. -mówiąc to wzruszyłam ramionami, jednak on strasznie się zdenerował. Zacisnął dłonie w piąstki i ciężko oddychał. -Ey Niall co jest.?
-Nie jesteś już w piwnicy, więc może się przesiądźmy.? -starał się uspokoić. To był znak żeby nie drążyć tematu. Tak też zrobiłam. Zgarnęłam mój kieliszek i poszłam na kanapę, która była o wiele wygodniejsza. W tym pokoju było już dość ciemno, więc odstawiłam kieliszek na stolik do kawy i poszłam zapalić lampkę. Byłam przyzwyczajona do ciemności ale nie mam zamiaru sobie teraz o tym przypominać. Zapaliłam lampkę i od razu zrobiło się przyjemniej, było tutaj też dosć duszno, więc rozstrzelniłam okno. Natępnie klapnęłam sobie na kanapie obok chłopaka, który cały czas bacznie mi się przyglądał. Wyglądałam pewnie jak opętana. Kto normalny zachowuje się tak jak ja tuż po uprowadzeniu.? Nikt. Jestem tego pewna. Upiłam kolejny łyk wina i nie było ono już takie złe. Jednak poczułam okropną ochotę na szlugę. Oparłam się i zaczęłam oddychać.
-Holly, co ty robisz.? -spytał bacznie mi się przyglądając. Myśli pewnie, że jestem wariatką.
-Oddycham sobie.
-Ale dlaczego w taki sposób.?
-Chce mi się palić, więc sobie oddycham.
-Palisz.?! -zapytał totalnie zaskoczony. Ciekawi mnie co w tym takiego dziwnego.
-Czasem mi się zdarza wyjść zapalić, coś w tym dziwnego.?
-Po prostu zoskoczyło mnie to, że dziewczyna taka jak ty pali.
-Taka jak ja, czyli jaka.? -teraz to już kompletnie nie wiem o co mu chodzi.
-Nie wiem jak to wyjaśnić. Wiesz myślałem, że jesteś raczej grzeczna.
-Yhy. -nie wiedziałam co mam innego odpowiedzieć. Nie zna mnie, nie wie co mi się stało. Niczego nie wie. Nikt nie wie. I lepiej niech tak zostanie. Zemszczę się na nich wszystkich. Na wszystkich, którzy jakkolwiek mnie skrzywdzili. Sięgnęłam po mój kieliszek i zaczęłam po raz kolejny pić. Czym dłuższe przerwy sobie robiłam tym wino stawało się coraz bardziej gorzkie. Niall nalał mi kolejny kieliszek, piliśmy w ciszy. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Cieszyłam się, że był tutaj ze mną.
-Co chcesz dalej ze sobą zrobić.? -upiłam łyk zanim odpowiedziałam.
-Do domu nie wrócę. Zabili by mnie.. Szczególnie, że Alex kazał mi zadzownić do mamy, że uciekłam z kraju. Nie mam też pieniądzy żeby tutaj zostać na całe życie. Mieszkania nie kupię z tych samych powodów, więc nie wiem. Może masz jakiś pomysł.?
-Jak coś wymyślę to dam ci znać, okey.? -skinęłam głową, po czym dopiłam moje wino. Piliśmy je i piliśmy a wino w butelce wcale nie znikało. Piłam już piąty kieliszek czy może szósty, kiedy poczułam, że kręci mi się w głowie. Zajebiste uczucie. Wreszcie czuje się taka spokojna.
-Ey, ey. Miałam się opić a nie upić. -powiedziałam kiedy nalewał mi kolejnego kieliszka.
-Co malutka już się opiłaś.? -mówiąc to zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
-Może troszeczkę. -powiedziałam rumieniąc się.
-Troszeczkę.? -chyba zauważył moje rumieńce, które od razu ponownie się ujawniły.
-Mówiłam ci, że ja nie pije. -jęknęłam.
-Przecież nic nie mówię. -znowu ten uśmieszek. Yhh.
-Ale się, ze mnie śmiejszesz..
-Wcale nie. -lekko szturchnęłam go w ramię. -No dobra, przepraszam. -mimo tych głupich przeprosin ciągle się ze mnie śmiał, kretynek. Sięgnęłam po lampkę z winem i ponownie ją opróżniłam.
-Ey Niall mogę się do ciebie przytulić.? -było mi cholernie niewygodnie.
-Jasne. -zbliżyłam się do niego i położyłam mu głowę na klatce piersiowej, on natomiast objął mnie ramieniem. Od razu było mi lepiej.
-Kochany jesteś wiesz.?
-Wiem, wiem. Chyba nie chcesz już pić nie.?
-Nie, nie chce. -opiłam się. Zresztą zaczęłam się trochę śmiać.
-Ale dlaczego jestem kochany.?
-Bo tak tu ze mną jesteś. Cieszę się, że cię tutaj spotkałam.
-Mała to ja się cieszę, że cię spotkałem. Przez ten cały czas cię szukałem. -chyba był tym faktem zażenowany, bo powiedział to bardzo cicho.
-Szukałeś mnie.? -oderwałam się od niego żeby spojrzeć mu w oczy. On jednak lekko się zsunął i unikał mojego wzroku. Tym razem stwierdziłam, że chce mi się leżeć, więc położyłam się na jego brzuchu.
-Yhhhmmm. - po raz kolejny zaczęłam się śmiać. Śmiesznie patrzyło się na niego z dołu.
-Dlaczego mnie szukałeś.?
-Jezu Holly.. -warknął zdenerwowany.
-Jezu Holly.. -zaczęłam go przedrzeniać, a on natomiast się uśmiechnął. -No dlaczego.? -nalegałam.
-Po prostu. -mówiąc to złapał mnie za ręke. Moje serce zaczęło wariować, jednak musiałam się uspokoić, za dużo sobie wyobrażam. -Trakutuje cię jak siostrę, więc chciałem żebyś była bezpieczna. -załamało mnie to. A więc na prawdę za dużo sobie wyobrażałam. Zresztą czego mogłam się spodziewać.? Wypiłam trochę wina i już chciałabym być przeszczęśliwą zakochaną kretynką.? Niedoczekanie. Zresztą jestem brzydka no i gruba. Chociaż może gruba nie jestem, bo po tym głodzeniu to pewnie schudłam. Właściwie to mogłam tam zostać i dać się zabić. Nie mam dla kogo żyć. Moi rodzice ponownie wywieźliby mnie do wujka, a on ponownie by mnie.. Nawet nie chce o tym myśleć. Przyjaciół też nie mam. Nie no ja muszę być zajebiście towarzyska. A no i jest jeszcze on.. Ale no kurwa jak siostrę.? No proszę, kto by się tego w ogóle spodziewał.? -Mało o czym tak myślisz.?
-O niczym. -nie mam ochoty na jakieś tam zwieżenia.
-No powiedz. -uścisnął moją rękę.. Eh.
-O tym co mi powiedziałeś.. Szukałeś mnie dlatego, że martwiłeś się o mnie jak o siostrę.? Troszkę mnie to zastanawia i dziwi. -odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy cały czas patrząc mi w oczy.
-Może i nie dlatego. -w co on gra.?
-Teraz to już w ogóle cię nie rozumiem.
-Holly utrudniasz mi życie. -dzięki. Po raz kolejny poczułam się dobita. Potrafi pocieszyć człowieka.
-Fajnie się dowiedzieć. -wyznałam zamykając oczy.
-Oj nie oto mi chodziło.
-No to o co.? -denerwuje mnie już ten typek.
-Denerwują mnie te twoje pytania.
-A mnie denerwuje to, że nie umiesz na nie odpowiedzieć. Więc jesteśmy kwita. -foch. Foch forever. W ogóle się nie odzywałam i nie otwierałam oczu, jednak kiedy poczułam senność od razu je otworzyłam. Niall nie patrzył na mnie tylko na coś daleko przed sobą.
-O czym tak myślisz.? Jeśli mogę zapytać.. -teraz to już nie wiem o co mogę go pytać, a o co nie.
-O Tobie.
-Yhhhm. -skoro nie mogę o nic pytać to mogłam mu jedynie przytaknąć.
-Dobra już nie będę nic mówić. Możesz pytać. -na mojej twarzy od razu zagościł uśmiech.
-A więc o czym dokładnie myślałeś.?
-Co tu z tobą zrobić.
-No a co ze mną zrobić.? -jego odpowiedzi narzucały mi jeszcze więcej pytań.
-No nad tym się właśnie wacham. Do domu cię na pewno nie puszczę.
-I tak bym nie poszła.
-No właśnie. Więc chyba zabiorę cię do mnie. Tam raczej nic ci nie będzie grozić.
-Czemu raczej.? -nie powiem, lekko mnie to przestraszyło.
-Bo ja cię mogę skrzywdzić. -chyba, ciężko było mu to przyznać. Przysynęłam jego rękę do policzka i się do niej przytuliłam.
-Raczej ciężko będzie mi w to uwierzyć.
-Holly widziałaś co się ze mną dzieje jak się zdenerwuje. -no tak.. Przypomniały mi się te wszystkie sytuacje i lekki grymas wyskoczył na moją twarz. -No widzisz.. Dlatego to dla ciebie nie jest bezpieczne.
-Pierdolisz. Z tobą będę o wiele bezpieczniejsza niż bez ciebie. -poczułam jak napina mięśnie, więc się uciszyłam. Nie chce go denerwować. -Przepraszam. -dodałam szeptem. On natomiast od razu się rozluźnił.
-Słuchaj Holly. Okłamałem cię. -Co.? Jak.? Kiedy.? Tysiąc myśli przeleciało mi po głowie, -Szukałem cię, bo mi na tobie zależy. Zabiorę cię do mnie do domu, tylko musisz się mnie słuchać, rozumiesz.? Musisz robić wszystko to, czego chce, jasne.? Wszystko.. Dosłownie wszystko. -nie powiem lekko mnie to zszokowało. Szczególnie, że nigdy czegoś takiego nie usłyszałam. Nigdy to jest mało powiedziane. Ja w życiu nawet nie miałam chłopaka. To możliwe, że coś do niego czuje, jednak jeśli on mnie skrzywdzi.? Jeśli skończy się to tak samo jak z wujkiem.? Albo z pojebanym Alexem.? A może oni tworzą jakąś szajkę i chcą mnie porwać.. Jednak dlaczego mieliby to zrobić.? Moi rodzice nie mają dużo pieniędzy, więc na okup i tak ich nie będzie stać. Zresztą znając ojca to nawet by nie zapłacił, bo po co.? Skoro jego zdaniem i tak się puszczam czy to różnica gdzie i z kim.? Mogliby mnie wywieść do jakiegoś burdelu a on miałby to w dupie. Zresztą jeśli chciałby mnie porwać już by to zrobił po tym jak bezmyślnie pozwoliłam mu stąd wyjść. Jestem kretynką. Ufam ludziom jak głupia, a potem mam z tego konsekwencje. Boleśnie się to na mnie odbija. Chamstwo. Bądź wredną suką źle, bądź miła też źle. Chamstwo.
-Holly no powiedz coś..
-No ale co ja mam powiedzieć.? -szczerze.? Nie spodziewałam się takiego wyznania, i to ,,wszystko". Przerażała mnie świadomość tego, że będę jak jego pies, albo rybka w akwarium. Kompletnie zależna od swojego właściciela. On będzie mnie mógł traktować jak najgorszą dziwkę a ja nic nie będę mogła z tym zrobić.
-Co tylko chcesz, tylko coś powiedz.
-Powiedziałabym ,,coś" ale się zdenerwujesz, więc zachowam to dla siebie. Ech.. Niespodziewałam się tego, po prostu.
-Po prostu się tego nie spodziewałaś.? -usłyszałam, że robi się wkurwiony, więc szybko to na prostowałam.
-Posłuchaj mnie Kotku. -zaciągnęłam się powietrzem. -Mnie też na tobie zależy. -trochę zamarł, a ja odważyłam się na niego spojrzeć. Troszkę dziwnie wyglądały takie wyznania, gdy ja leżałam a on siedział. Ale co mnie to tam. Byłam wykończona. -Ale co do tego wszystkiego, nie jestem w stanie ocenić czy tak na wszystko będe się zgadzać. -przyznałam to szczerze. Nie mam zamiaru być jego psem na smyczy.
-Dobrze porozmawiamy o tym jutro, co?
-Jestem za. -mówiąc to w trakcie mi się ziewnęło.
-Księżniczko idziemy spać.?
-Yhym. -powoli podniosłam się z jego brzucha i stanęłam. Jednak od razu się zachwiałam i dla utrzymania równowagi złapałam się stolika. Nie wiedziałam, że aż tak się opiłam. Niall od razu przyszedł mi z pomocą i wziął mnie na ręce. -Nie musisz mnie nosić, dam sobie radę.
-Oj skarbie widziałem jak dajesz sobie radę.
-Przecież doszłabym do sypialni. -zaczął iść w jej kierunku.
-A ile siniaków po drodzę byś sobie nabiła.?
-Znając mnie to.. parenaście na pewno. -przyznałam.
-Widzisz a takto nie będziesz miała żadnego. -położył mnie na łóżku. Okazało się, że to łóżko małżeńskie. Ździwił mnie fakt, że w recepcji przyznali mi akurat ten pokój. -Dobranoc Księżniczko. -kiedy zobaczyłam, że wychodzi zrobiło mi się dziwnie smutno.
-Nie zostaniesz ze mną.? -to pytania zaskoczyło samą mnie.
-A chcesz.?
-Wydaje mi się, że z tobą będzie mi się lepiej spało niż jak bez ciebie. -od razu do mnie przyszedł i zaczął się rozbierać. Ja natomiast położyłam się na poduszce, która była przmięciutka i powoli usypiałam.
-Księżniczko ty się nie przebierasz w piżamkę.?
-Niall ja nie mam tutaj żadnych ubrań.
-No tak. -usłyszałam tylko jak wzdycha i po raz kolejny zaczęłam odpływać. -Chcesz moją koszulkę.? Powinno ci być w niej o wiele wygodniej niż w tych jeansach i bluzce. A no i jest dość duża, więc.. -słysząc jego słowa podniosłam głowę i usiadłam. Wyciągnęłam rękę po bluzkę, a następnie ściągnęłam swoją. Szybko założyłam ją przez głowę i pozbyłam się spodni. Cieszył mnie fakt, że byłam pijana i śpiąca inaczej nigdy nie odważyłabym się na taki gest. Ponownie położyłam głowę na poduszce, tym razem jednak weszłam pod kołdrę.
-Dobranoc Księżniczko. -poczułam jak całuje mnie w czoło i kładzie się koło mnie. Było mi dość nie wygodnie, więc przytuliłam się do niego i zaczęłam powoli odpływać.
-Dobranoc Niall.
_______________________________________________________________
Na początek..
My też WAS STRASZNIE KOCHAMY ♥♥♥
Bardzo się cieszę, że podobają sie Wam moje rozdziały, zarówno tak bardzo jak i Patki :) To strasznie miłe ♥ Chciałam Wam też podziękować za to, że zajrzeliście na mojego bloga (http://brutalandvicious.blogspot.com/#_=_ ) :) To strasznie miłe :) Może moglibyście mi napisać co o nim myślicie.? DZIĘKUJE, KOCHAM WAS ♥ :*
piątek, 28 lutego 2014
Rozdział 24.
*Holly POV*
*dzień wcześniej*
Po raz kolejny ten obleśny typ przyszedł tutaj. Nie wiem jak on może na mnie patrzeć, po tym wszystkim co mi zrobił. Nigdy więcej nie ruszę się z domu chociażby na metr.
-Słuchaj mała. Jutro wychodzę, ale jak wrócę to się zabawimy. -serce zaczęło mi bić trzy razy szybciej. Zabawimy.? To mało mu, że tłucze mnie jak schabowego.? Wszędzie mam siniaki, a na dodatek moje nogi drżą jak galareta. Przynajmniej rozwiązał mi ręce i nogi. To jest pocieszające, jednak nie mogłam wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, bo zaraz od nowa by mi je zawiązał. -Spokojnie skarbie, twój chłoptaś nie dowie się gdzie jesteś i cię nie uratuje. To niemożliwe. -mówiąc to głaskał mój policzek, po których zaczęły spływać łzy. To nie człowiek. Traktuje mnie jak jakieś bydle do rzeźni. Możliwe, że nawet gorzej. -Jutro przyniosę ci coś do jedzenia i wtedy się pożegnamy.
***
Całą noc nad tym myślałam. To moja jedyna szansa żeby stąd uciec, jedyna. Modliłam się oto żeby zapomniał zamknąć drzwi. Serce biło mi jak szalone, bo jeśli dzisiaj się stąd nie wydostane to on mnie zgwałci. Gorszego koszmaru nie mogłam sobie wymarzyć. Usłyszałam przekręcanie klucza, więc od razu się podniosłam i trzymałam ręce i nogi na widoku.
-Przyniosłem ci śniadanko królewno. -mówiąc to położył je na stoliku. Tak dostałam jeszcze stolik. Moje więzienie zostało nim przyozdobione, któregoś tam razu. Zaczął się do mnie zbliżać, kiedy ktoś na moje szczęście wparował do mojego królestwa.
-Alex, kłopoty. -nic więcej nie powiedział, a obaj wypadli stąd jak tornado. Zdąrzył jedynie trzepnąć drzwiami, jednak nie słyszałam żeby zamykał je na klucz. Czyżbym miała aż tak dużo szczęścia.? Czyżby ktoś w końcu wysłuchał moich modlitw.? Moje więzienie zostało zaszczycone także zegarkiem. Była 10.30, na ucieczkę o wiele za wcześnie. Muszę poczekać, szczególnie, że tan kretyn powiedział mi kiedyś gdzie trzyma samochód. Podeszłam po ciuchu do okna i wyglądałam na jego samochód. Żeby wyjechać z mieszkania musiał przejechać koło mojego okna. Czułam, że jestem strasznie głodna ale nie tknę tego jedzenia. Na pewno na faszerował je lekami nasennymi, a ja nie mam zamiaru przespać mojej szansy. Stałam tutaj godzinę, a ten kretyn jeszcze nie wyjechał. Podeszłam niepewnie do mojego śniadania, bardziej od głodu męczyło mnie pragnienie. Przemogłam się w sobie i nie tknęłam ani jedzenia ani picia. Usłyszałam ryk silnika i zobaczyłam jak samochód przejeżdża koło mojego okna. A więc to moja szansa. Moje serce zaczęło wariować. Powoli zaczęłam się wspinać po schodach. Drżącą ręką sięgnęłam do klamki i powoli nacisnęłam. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, bo ustąpiły. Powoli je rozstrzelniłam i zaczęłam nasłuchiwać. Mam tylko jedną szanse żeby stąd uciec. Jednak za drzwiami było cicho. Powoli wysunęłam się nimi i ruszyłam przed siebie. Na pewno zostawił kogoś na straży. Przecież nie pozwoliłby mi zostać samej. Po prawej stronie zobaczyłam wejście do jakiegoś innego pokoju. Powoli zakradłam się i stanęłam przy jego wejściu, było bardzo cicho co moim zdaniem było dziwnie podejrzane. Ledwo, ledwo zajrzałam do środka, na szczęście było pusto. Trafiłam do kuchni. Zobaczyłam paczkę tabletek, i jakieś żarcie obok. A więc miałam racje.. Zdałam sobie sprawę, że oni są pewnie uzbrojeni, więc sięgnęłam po patelnie. Nie poddam się bez walki. Trudno, że mnie zastrzelą zanim ruszę rękę ale chociaż będę się z nią lepiej czuła. Zaczęłam się zagłębiać kiedy usłyszałam śmiech. Ktoś rozmawiał jak mi się wydawało przez telefon i przy okazji zaczął robić przy tym dużo hałasu.
-Nie no co ty Alex. Dam sobie radę. -chwila ciszy. - Mała siedzi w piwnicy, tak, tak.. Zostałem sam a chłopaki pojechali, wiem, że wrócą za jakąś godzinę spokojnie. -rozmowa ucichła a mnie kamień spadł z serca. Więc jest tutaj tylko jeden. Usłyszałam jak wchodzi po schodach, więc schowałam się po raz kolejny w jakiś pokoju. Wyglądałam tylko z niego, żeby jak najszybciej móc zaatakować mojego przeciwnika. Dość głośna wchodził po schodach, więc kiedy był już na samej górze zdziwiłam się, że tak nagle się zatrzymał. Jednak ten kretyn kucnął aby zawiązać buta. To moja szansa. Po cichu wyszłam z mojej kryjówki i zaczęłam się do niego zbliżać. Zamachnęłam się i uderzyłam go w głowę. Robiąc to zamknęłam oczy, jednak kiedy usłyszałam, że upada szybko je otworzyłam. Porzuciłam moje narzędzie zbrodni i zaczęłam zbiegać po schodach. Jakoś trafiłam do wyjścia i już biegłam przed siebie. Nie mogłam wrócić do domu, bo on zamordowałby moich rodziców, muszę znaleźć sobie jakieś schronienie. Zresztą nie wiem za ile tamten chłopak się obudzi i za ile zaczną mnie szukać. Na domiar złego wyglądam pewnie jak gówno. Cały czas biegłam przed siebie ale nie za wiele wymyśliłam. Zobaczyłam supermarket przed sobą, więc od razu do niego weszłam. Obym chociaż tutaj była bezpieczna. Nie był to duży skle,p właściwie to był malutki. Zauważyłam kasjera, który gdzieś się oddalał. Dlaczego zostawił otwartą kasę.? Na prawdę nigdy nie ośmieliłam się nic ukraść, jednak ta sytuacja mnie do tego zmusza. Powoli podeszłam do kasy i drżącą ręką wyjęłam z niej plik pieniędzy. W tym momencie kasjer mnie zauważył i zaczął krzyczeć. Po raz kolejny zaczęłam uciekać, uciekać do nie wiadomo kąt. Kiedy znalazłam się już na tyle daleko żeby nikt mnie nie znalazł osunęłam się po murze za moimi plecami i zaczęłam płakać. Schowałam pieniądze do kieszeni i zaczęłam się rozglądać. Potrzebuje jakiegoś schronienia. Szybko wstałam i zaczęłam się oddalać. Przecież oni już mogą mnie szukać. Zauważyłam kolejny sklep. Przydałby mi się jakiś telefon. Zadzwoniłabym do Briana. Weszłam do środka i od razu podeszłam do jakiegoś faceta.
-Przepraszam, mógłby mi pan pożyczyć telefonu.? Chciałabym zadzwonić. Oczywiście zwrócę pieniądze za tą rozmowę.
-Jasne. -wyciągnął go z kieszeni i mi podał. Szybko wybrałam numer Briana, w tym momencie cieszę się, że nauczyłam się go na pamięć. Pierwszy sygnał.. Jezu Brian co ty kurwa robisz.?! Drugi sygnał..
-Halo.?
-Cześć Brian. Tu Holly. Nie mam dużo czasu, bo pożyczyłam telefon od przemiłego pana. Nigdzie nie wyjechałam.
Jestem w kraju. Spróbuje się z wami jak najszybciej skontaktować. Pa. -rozłączyłam się i oddałam telefon temu chłopakowi. -Przepraszam, może odsprzedałby pan mi jeszcze tą bluzę.? -wskazałam na dość dużą bejsbolówkę. Mężczyzna zgodził się, a ja wyjęłam plik pieniędzy z kieszeni. Nie patyczkując się oddałam mu parę banknotów. Zgarnęłam bluzę i szybko narzuciłam ją na siebie. Dzięki Bogu miała kaptur, więc szybko narzuciłam go na głowę. Zauważyłam policje, więc ruszyłam w przeciwnym kierunku. Na pewno to właśnie mnie szukają. Trudno się mówi, zrobiłam to co musiałam. Innego wyjścia nie miałam. Na horyzoncie pojawił się hotel. Ruszyłam w jego kierunku. Szybko udałam się do recepcji.
-Dzień Dobry. -przywitała się jakaś dziewczyna.
-Cześć. Chciałabym wynająć pokój na parę nocy.
-Mogę prosić o jakiś dokument tożsamości.? -Japierdole..
-Błagam cię pomóż mi. Byłam więziona i dopiero teraz udało mi się uciec. -mówiąc to łzy zaczęły lecieć mi po policzkach.
-Pomogę ci. Masz tutaj klucze do pokoju. Za godzinę zejdź tutaj po dokumenty. Spróbuje coś załatwić, masz może jakieś pieniądze.? -szybko pokiwałam głową.
-Dobrze. Zostaw je, jeśli nie odbędzie się bez nich to będę musiała cię trochę okraść. A teraz zmykaj. Masz 3, ostatnie drzwi po prawej na drugim piętrze.
-Dziękuje. -szybko zgarnęłam klucze i ruszyłam do mojego pokoju. Po paru minutach byłam już na miejscu. Dokładnie zakluczowałam drzwi i zasłoniłam okna. Nikt nie mógł mnie tutaj zobaczyć. Usłyszałam pukanie do drzwi i zamarłam. Stałam jak sparaliżowana.
-Proszę pani. Przysłała mnie kobieta z recepcji. Proszę otworzyć. -ulżyło mi, więc powoli podeszłam do drzwi i je otworzyłam. -Przyniosłam pani normalne ubrania, ręczniki, a także zamówiłam coś do jedzenia. Jednak najpierw musi iść pani ze mną. -ściszyła głos. -Mamy dokumenty. -wyciągnęłam klucz ze drzwi i zamknęłam je. Ruszyłam w stronę recepcji, wypełniłam wszystkie papiery moimi nowymi danymi i zapłaciłam z góry za kilka nocy. Nie mam bladego pojęcia co ja pocznę dalej. Powoli ruszyłam po schodach do swojego pokoju. Byłam w szoku, naprawdę udało mi się uciec. Naprawdę jestem wolna. Wolność... W życiu nie pomyślałam, że będzie mnie to tyle kosztować. Ruszyłam w głąb korytarza, cały czas usilnie rozmyślając nad tym co się stało. Kiedy poczułam rękę na ramieniu przeszedł mnie dreszcz. Dopiero co uciekłam.. Jak im udało się mnie tak szybko odnaleźć.? Jak.?
-Holly.? -to nie był głos Alexa. Powoli odwróciłam się w stronę chłopaka, który się do mnie odezwał. Od razu go rozpoznałam. Niall. Pokiwałam twierdząco głową, a on od razu zamknął mnie w uścisku. -Możemy pogadać.? -kolejny raz zamiast odpowiedzieć pokiwałam głową. Drżącymi rękoma otworzyłam drzwi i wpuściłam go do środka. Gdy tylko weszliśmy do środka od razu zamknęłam je od wewnątrz. Nie pozwolę żeby ktoś tutaj wszedł i po raz kolejny mnie porwał. Nigdy więcej. Niall usiadł a ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Bardzo dziwnie czułam się wśród kogoś kto nie chciał zrobić mi krzywdy.
-Holly. Powiesz mi co się stało.?
-Alex mnie porwał i więził w jakiejś piwnicy. -czułam, że głos mi się łamie, więc nic więcej nie powiedziałam. Bałam się, że po raz kolejny po mnie przyjdzie. Bałam się, że znowu się tam znajdę, że znowu będę musiała siedzieć w tej pierdolonej piwnicy. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Zauważyłam, że chłopak się do mnie zbliża, sięgnął po moją rękę, jednak to co tam zauważył strasznie go zdenerwowało.
-Związał cię.? -skinęłam głową. Przyciągnął mnie do siebie i zamknął w uścisku. -Holly przepraszam cię, to wszystko moja wina. Wciągnąłem cię w to gówno, on zauważył cię parę razy ze mną i wyobrażał sobie jakieś gówna, dlatego cię porwał. To wszystko moja wina. Przepraszam. -nic nie opowiedziałam. Cały czas płakałam w jego koszulkę, jednak kiedy w końcu zdałam sobie z tego sprawę oderwałam się od niego.
-Przepraszam, masz teraz całą mokrą koszulkę. -szepnęłam.
-Zwariowałaś.? -zapytał lekko mną potrząsając. Wzruszyłam ramionami, wszystko jest możliwe. Oderwałam się od niego. -wezmę prysznic. Mógłbyś nie wychodzić i tu ze mną zostać.. ? Proszę..
________________________________________________________________________________
Jollo ♥
A więc misiolki jak Wam się podoba.? Ciekawi Was co będzie dalej pomiędzy Niallem a Holly.? Hyhy szczerze to mnie też :D
Chciałabym po raz kolejny prosić o zajrzenie na mojego bloga ♥ : http://brutalandvicious.blogspot.com/#_=_
Kocham Was Buziolkii ;* ♥
poniedziałek, 17 lutego 2014
Rozdział 23
*Brian's POV*
Szukaliśmy jej. I nic nigdzie jej nie ma. Później zadzwoniła do mamy. Co to kurwa miało być?
Wyjechała sobie? tak po prostu? Nie jestem pewnien czy mówiła prawdę, a dlaczego niby miałaby kłamać? Właśnie nie miałaby powodu.. Też prawda. Haha, może ją ktoś porwał? Haha nie to nie prawda, moja wyobraźnia jest zbyt bujna, ona nie umie kłamać. Umie kłamać mamę, ale w takiej sytuacji nigdy by nie skłamała. To kłamstwo dotyczyło również mnie ojca i tego obleśnego chuja. Nie rozumiem tego. Tego nie da się zrozumieć. A Niall ją szuka, gdybym tylko mógł się z nim jakoś skontaktować i tu pojawia się problem. Jak? Nie wiem, co mam o niej myśleć. To co zrobiła.. To okropne jak można tak zrobić?
Zachowała się jak suka. Mama przez nią już 2 dzień płacze, nie śpi w nocy nic nie je. Nie wiem jak jej pomóc nie mogę nic zrobić. Ojciec z wujkiem tylko na nią klną cały czas, nawet mama słyszła. Mama chciała zgłosić zaginięcie na policji, ale ojciec nie pozwolił. Gdyby ją znaleźli mogła by powiedzieć o tym co wujek jej zrobić, a ojciec by ją chyba za to zabił, jak nei gorzej. Nie powiadamialiśmy rodziny, bo to nie miałoby sensu. Serio! Wszyscy by sie zjechali, zaeczeli do niej dzwonić, pewnie dziadkowie z USA też by przyjechali, to bez sensu. Nie chcemy sensacji. Nikt nie chcew, tym bardziej ja i mama.
Jak każdy brat przeżywam to, bardzo. Nie spałem tej nocy wogóle. Patrzyłem cały czas w okno, że nagle się zjawi, wejdzie do domu przywita i powie, ze wróciła, że z nią wszystko dobrze. Tak się nie stało i pewnie w najbliższym czasie nie stanie. Cóż nie mołem sobie wyobrazić, że Holly tak zrobiła. To do niej nie podobne. Poza tym jak mogła ise z kimś spotykać, jak nie wychodziła z domu, nikt do niej nie przychodził? Szła do szkoły i wracała. Jakaby miała kogoś nie chciała by tu przyjechać.
*Niall's POV*
Nie miałem pojęcia co mogę zrobić. Jeździłem w kółko myśląc nad tym wszystkim. Gdzie ona do cholery może być? Nikt tego nie wiedziałam. Nie zapominajmy o tym, że się kurwa martwię o jakoś dziewczynę, której praktycznie nie znam. Czy to dziwne? Sam nie wiem teraz raczej nie czas jest aby się nad tym zastanawiać prawda? Co ja Horan mam ze sobą zrobić, może zostawić to wszystko w cholere, dać sobie spokój. Niech ją zabije i będzie spokój? Nie wiem kurwa nic nie wiem, co się ze mną dzieje, to przecież normalne w moim życiu i pracy, że ktoś kogoś zabije, nie zawsze mając powód.. Ale czemu ja tego tym razem nie chcę, lub nie mam tego głęboko w dupie? Za dużo pytań jak na jeden raz. Przynajmniej tak mi się zdaję, może wrócę już do Liverpoolu.. Może tak dla mnie było by lepiej, a może nie. Chyba jednak nie nie byłoby ta dziewczyna ciągle jest w mojej głowie. CHOLERA! Muszę się odprężyć. James pewnie siedzi gdzieś w hotelu lub u jakiejś laski. Znając go mogło to też tak być. Nie miał dziewczyny. Nie chciał albo się do tego nie przyznawał, że chciał. Rok temu. Casandra, tak miała na imię. Był w niej kompletnie zabujany. Wyglądali na idealną parę. Nawet czasem za bardzo. Stracił dla niej głowę robił wszystko o co ją poprosił, a on się godził. Oj tak godził. Wtedy też stwierdziłem, ze miłość to gówno. A wiecie dlaczego? Bo kurwa on zwariował nie dało się z nim normalnie gadać tylko ciągle Casandra to, Casandra tamto dziś z Casandrą jedziemy tu, kupiłem jej to spodoba się Casandrze jak myślisz? Ciągle świrował na jej punkcie. Nic nie mogliśmy zrobić. Alex, on coś knuł ale żaden z nas nie wiedział, że to będzie się właśnie ich tyczyć. Dopiero po całej sprawie się o tym dowiedzieliśmy. Jeden z powodów, dlaczego go nienawidze.
Poszliśmy na imprezę, bawiliśmy się świetnie, każdy z nas wyrwał jakąś laskę i się bawiliśmy. James, musiał na chwilę wyjść poczuł się źle. Nie wiem dlaczego, stwierdzilismy, że to wina żarcia, bo zanim tu przyjechaliśmy zjedliśmy dużą ilość chińskiego jedzenia. Nie było go góra 15-20 minut. Wtedy zobaczyliśmy Casandrę, obściskującą się z jakimś gościem. To było coś okropnego nie chcieliśmy aby James to zobaczył musieliśmy coś zrobić, chłopacy poszli do niego a ja tam podszedłem. To był Alex. Gdy spojrzałem na platynową blondynkę było widać, że jest nieźle wstawiona i że coś ćpała. Widziałem ją już wiele razy pijaną, ale teraz wyglądała inaczej, jej oczy błyszczały bardziej niż zwykle, śmiała się wniebogłosy. Niby zachowywała się jak zwykle pijana laska. Ale ona nigdy się tak nie zachowywała, była zazwyczaj poważna. TO nie było w jej stylu.Naprawdę wiła się koło niego, tańczyła i ocierała. Ona nigdy by tego nie zrobiła Jamesowi, bardzo go kochała. BYŁA TO PARA IDEALNA. Właśnie była. James bardzo źle się czuł i postanowił pojechać do domu my też to zrobiliśmy. Zostawiliśmy tamta dwójkę razem. Kilka dni potem w magazynie znaleźliśmy Casandrę, gołą, całą w różynych bliznach i więszkość jej ciała była w zaschniętej krwi. Jej ręce, nogi były związane, a usta zakneblowane. Była cała szara, ona nie żyła. On ją zabił. Zabił to twierdził, że ona zabija Jamesa. Twierdził, że nie może się przez nią skupić na wykonywaniu roboty. Miłość zabija, zawsze kogoś jak nie obydwoje. Zabija od środka. Każdego z nas. Miłość jest dla tych którzy pragną śmierci. Miłość to coś gorszego niż śmierć czy cierpienie. James cholernie to przeżywał. Nikt nie potrafił mu pomóc. Wtedy zacząłem odwracać sie od Alexa. Nie musiał jej zabijać. Ona cholernie cierpiała. Cholernie. To było coś nie ludzkiego. Nie zabił jej bo musiał. Zabił bo tak uważał. To nie było już jego robotą. Nie była mu nic, kurwa winna a mimo to zabił ją. Ona dawała naszemu kumplowi szczęście wprowadzała do naszego domu cień szczęścia. Każdy to odczuwał. Ona była wyjątkowa. James do tej pory nie potrafi się po tym pozbierać. Nie potrafi żyć. Szuka kolejnych dziewczyn. Podobnych do nich. Zazwyczaj tylko i wyłącznie z wyglądu i niczego więcej. Chce znaleźć drugą Casandrę, ale nie uda mu się to. Kazdy z nas to wie. Ona była jedna wyjątkowa. Jedna jedyna w swoim rodzaju.
Pojechałem do baru. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Usiadłem na jednym z krzeseł. Potrzebowałem relaksu. Tsaaa alkohol da ci to. Haha chciałbym, żeby działał on na mnie jak na niektórych nastolatków, którzy pierwsi raz próbują go i go przedawkowują. Chciałbym, ale to raczej nie możliwe prawda?
Wyciągnąłem joina z kieszeni. Nie wiedziałem skąd miałem go w kieszeni. Ha może i nie chciałem. Obstawiam, że to James go podrzucił zeszłego wieczoru przy naszym "jedyn piwku" co kończy się zazwyczaj w klubie ze spirytyzmem lub w burdelach. Tym razem tak nie było, lub tego nie pamiętałem. Pierwszy raz zrobilismy tak ostrą mieszankę wszystkich możliwych gówien, że film mi się urwał. Przynajmniej nie skończyło się to jak w Kac Vegas. Miałem też mała torebeczkę z białym proszkiem. Można przypuszczać co to jest. Miałem ochotę zapalić, ale nie miałem zapałek nic kopletnie nc.
-Ej słodziudka -Zawołałem do barmanki. -Masz może ogień?
-Tsaaa i co jeszcze może ci obciągnąć? - Odwróciła się. Miała dosyć duże piersi i usta, które wyglądały jak dwa nadmuchane balony.
-Oj suczko nie grab sobie nie jest dziś w humorze do takich żartów.
-Pfff, złotko, zamknij swój śliczny ryjek. Poza tym chciałeś ogień więc kasa i ta zapalinczka jest twoja. -Powiedziała machając nią przed moim nosem.
-Ok. ok. -Sięgnąłem do kieszeni po portfel. Nie było go tak! CHOLERA. Czy ten dzień mógł być gorszy?
Szybko wybiegłem z baru w stronę samochodu. Bardzo wiało jak nigdy wcześniej. Zacząłem żałować, że tak daleko postawiłem samochód. Szybko do niego wskoczyłem i zacząłem go przeszukiwać. Nie było go!
KURWA. Co mam zrobić?! Może go nie wziąłem z hotelu. To nie zbyt możliwe, ale dobrze żeby było to prawdziwe.
Szybko wyjechałem i w zaledwie 10 minut zjawiłem się w hotelu. Biegnąc między korytarzami, na końcu jednego z nich zobaczyłem dziewczynę. Wyglądała, bardzo znajomo, ale może mi się zdaję, może to tylko moja wyobraźnia. Lecz nie mogłem nic zrobić to stało się automatycznie.
Dotknąłem ramienia niezbyt czystej dziewczyny -Holly? -Spytałem spokojnie. To co zobaczyłem przerosło moje oczekiwania i nie byłem wstanie sobie tego wyobrazić.
______________________________________________
czytasz=komentujesz
Szukaliśmy jej. I nic nigdzie jej nie ma. Później zadzwoniła do mamy. Co to kurwa miało być?
Wyjechała sobie? tak po prostu? Nie jestem pewnien czy mówiła prawdę, a dlaczego niby miałaby kłamać? Właśnie nie miałaby powodu.. Też prawda. Haha, może ją ktoś porwał? Haha nie to nie prawda, moja wyobraźnia jest zbyt bujna, ona nie umie kłamać. Umie kłamać mamę, ale w takiej sytuacji nigdy by nie skłamała. To kłamstwo dotyczyło również mnie ojca i tego obleśnego chuja. Nie rozumiem tego. Tego nie da się zrozumieć. A Niall ją szuka, gdybym tylko mógł się z nim jakoś skontaktować i tu pojawia się problem. Jak? Nie wiem, co mam o niej myśleć. To co zrobiła.. To okropne jak można tak zrobić?
Zachowała się jak suka. Mama przez nią już 2 dzień płacze, nie śpi w nocy nic nie je. Nie wiem jak jej pomóc nie mogę nic zrobić. Ojciec z wujkiem tylko na nią klną cały czas, nawet mama słyszła. Mama chciała zgłosić zaginięcie na policji, ale ojciec nie pozwolił. Gdyby ją znaleźli mogła by powiedzieć o tym co wujek jej zrobić, a ojciec by ją chyba za to zabił, jak nei gorzej. Nie powiadamialiśmy rodziny, bo to nie miałoby sensu. Serio! Wszyscy by sie zjechali, zaeczeli do niej dzwonić, pewnie dziadkowie z USA też by przyjechali, to bez sensu. Nie chcemy sensacji. Nikt nie chcew, tym bardziej ja i mama.
Jak każdy brat przeżywam to, bardzo. Nie spałem tej nocy wogóle. Patrzyłem cały czas w okno, że nagle się zjawi, wejdzie do domu przywita i powie, ze wróciła, że z nią wszystko dobrze. Tak się nie stało i pewnie w najbliższym czasie nie stanie. Cóż nie mołem sobie wyobrazić, że Holly tak zrobiła. To do niej nie podobne. Poza tym jak mogła ise z kimś spotykać, jak nie wychodziła z domu, nikt do niej nie przychodził? Szła do szkoły i wracała. Jakaby miała kogoś nie chciała by tu przyjechać.
*Niall's POV*
Nie miałem pojęcia co mogę zrobić. Jeździłem w kółko myśląc nad tym wszystkim. Gdzie ona do cholery może być? Nikt tego nie wiedziałam. Nie zapominajmy o tym, że się kurwa martwię o jakoś dziewczynę, której praktycznie nie znam. Czy to dziwne? Sam nie wiem teraz raczej nie czas jest aby się nad tym zastanawiać prawda? Co ja Horan mam ze sobą zrobić, może zostawić to wszystko w cholere, dać sobie spokój. Niech ją zabije i będzie spokój? Nie wiem kurwa nic nie wiem, co się ze mną dzieje, to przecież normalne w moim życiu i pracy, że ktoś kogoś zabije, nie zawsze mając powód.. Ale czemu ja tego tym razem nie chcę, lub nie mam tego głęboko w dupie? Za dużo pytań jak na jeden raz. Przynajmniej tak mi się zdaję, może wrócę już do Liverpoolu.. Może tak dla mnie było by lepiej, a może nie. Chyba jednak nie nie byłoby ta dziewczyna ciągle jest w mojej głowie. CHOLERA! Muszę się odprężyć. James pewnie siedzi gdzieś w hotelu lub u jakiejś laski. Znając go mogło to też tak być. Nie miał dziewczyny. Nie chciał albo się do tego nie przyznawał, że chciał. Rok temu. Casandra, tak miała na imię. Był w niej kompletnie zabujany. Wyglądali na idealną parę. Nawet czasem za bardzo. Stracił dla niej głowę robił wszystko o co ją poprosił, a on się godził. Oj tak godził. Wtedy też stwierdziłem, ze miłość to gówno. A wiecie dlaczego? Bo kurwa on zwariował nie dało się z nim normalnie gadać tylko ciągle Casandra to, Casandra tamto dziś z Casandrą jedziemy tu, kupiłem jej to spodoba się Casandrze jak myślisz? Ciągle świrował na jej punkcie. Nic nie mogliśmy zrobić. Alex, on coś knuł ale żaden z nas nie wiedział, że to będzie się właśnie ich tyczyć. Dopiero po całej sprawie się o tym dowiedzieliśmy. Jeden z powodów, dlaczego go nienawidze.
Poszliśmy na imprezę, bawiliśmy się świetnie, każdy z nas wyrwał jakąś laskę i się bawiliśmy. James, musiał na chwilę wyjść poczuł się źle. Nie wiem dlaczego, stwierdzilismy, że to wina żarcia, bo zanim tu przyjechaliśmy zjedliśmy dużą ilość chińskiego jedzenia. Nie było go góra 15-20 minut. Wtedy zobaczyliśmy Casandrę, obściskującą się z jakimś gościem. To było coś okropnego nie chcieliśmy aby James to zobaczył musieliśmy coś zrobić, chłopacy poszli do niego a ja tam podszedłem. To był Alex. Gdy spojrzałem na platynową blondynkę było widać, że jest nieźle wstawiona i że coś ćpała. Widziałem ją już wiele razy pijaną, ale teraz wyglądała inaczej, jej oczy błyszczały bardziej niż zwykle, śmiała się wniebogłosy. Niby zachowywała się jak zwykle pijana laska. Ale ona nigdy się tak nie zachowywała, była zazwyczaj poważna. TO nie było w jej stylu.Naprawdę wiła się koło niego, tańczyła i ocierała. Ona nigdy by tego nie zrobiła Jamesowi, bardzo go kochała. BYŁA TO PARA IDEALNA. Właśnie była. James bardzo źle się czuł i postanowił pojechać do domu my też to zrobiliśmy. Zostawiliśmy tamta dwójkę razem. Kilka dni potem w magazynie znaleźliśmy Casandrę, gołą, całą w różynych bliznach i więszkość jej ciała była w zaschniętej krwi. Jej ręce, nogi były związane, a usta zakneblowane. Była cała szara, ona nie żyła. On ją zabił. Zabił to twierdził, że ona zabija Jamesa. Twierdził, że nie może się przez nią skupić na wykonywaniu roboty. Miłość zabija, zawsze kogoś jak nie obydwoje. Zabija od środka. Każdego z nas. Miłość jest dla tych którzy pragną śmierci. Miłość to coś gorszego niż śmierć czy cierpienie. James cholernie to przeżywał. Nikt nie potrafił mu pomóc. Wtedy zacząłem odwracać sie od Alexa. Nie musiał jej zabijać. Ona cholernie cierpiała. Cholernie. To było coś nie ludzkiego. Nie zabił jej bo musiał. Zabił bo tak uważał. To nie było już jego robotą. Nie była mu nic, kurwa winna a mimo to zabił ją. Ona dawała naszemu kumplowi szczęście wprowadzała do naszego domu cień szczęścia. Każdy to odczuwał. Ona była wyjątkowa. James do tej pory nie potrafi się po tym pozbierać. Nie potrafi żyć. Szuka kolejnych dziewczyn. Podobnych do nich. Zazwyczaj tylko i wyłącznie z wyglądu i niczego więcej. Chce znaleźć drugą Casandrę, ale nie uda mu się to. Kazdy z nas to wie. Ona była jedna wyjątkowa. Jedna jedyna w swoim rodzaju.
Pojechałem do baru. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Usiadłem na jednym z krzeseł. Potrzebowałem relaksu. Tsaaa alkohol da ci to. Haha chciałbym, żeby działał on na mnie jak na niektórych nastolatków, którzy pierwsi raz próbują go i go przedawkowują. Chciałbym, ale to raczej nie możliwe prawda?
Wyciągnąłem joina z kieszeni. Nie wiedziałem skąd miałem go w kieszeni. Ha może i nie chciałem. Obstawiam, że to James go podrzucił zeszłego wieczoru przy naszym "jedyn piwku" co kończy się zazwyczaj w klubie ze spirytyzmem lub w burdelach. Tym razem tak nie było, lub tego nie pamiętałem. Pierwszy raz zrobilismy tak ostrą mieszankę wszystkich możliwych gówien, że film mi się urwał. Przynajmniej nie skończyło się to jak w Kac Vegas. Miałem też mała torebeczkę z białym proszkiem. Można przypuszczać co to jest. Miałem ochotę zapalić, ale nie miałem zapałek nic kopletnie nc.
-Ej słodziudka -Zawołałem do barmanki. -Masz może ogień?
-Tsaaa i co jeszcze może ci obciągnąć? - Odwróciła się. Miała dosyć duże piersi i usta, które wyglądały jak dwa nadmuchane balony.
-Oj suczko nie grab sobie nie jest dziś w humorze do takich żartów.
-Pfff, złotko, zamknij swój śliczny ryjek. Poza tym chciałeś ogień więc kasa i ta zapalinczka jest twoja. -Powiedziała machając nią przed moim nosem.
-Ok. ok. -Sięgnąłem do kieszeni po portfel. Nie było go tak! CHOLERA. Czy ten dzień mógł być gorszy?
Szybko wybiegłem z baru w stronę samochodu. Bardzo wiało jak nigdy wcześniej. Zacząłem żałować, że tak daleko postawiłem samochód. Szybko do niego wskoczyłem i zacząłem go przeszukiwać. Nie było go!
KURWA. Co mam zrobić?! Może go nie wziąłem z hotelu. To nie zbyt możliwe, ale dobrze żeby było to prawdziwe.
Szybko wyjechałem i w zaledwie 10 minut zjawiłem się w hotelu. Biegnąc między korytarzami, na końcu jednego z nich zobaczyłem dziewczynę. Wyglądała, bardzo znajomo, ale może mi się zdaję, może to tylko moja wyobraźnia. Lecz nie mogłem nic zrobić to stało się automatycznie.
Dotknąłem ramienia niezbyt czystej dziewczyny -Holly? -Spytałem spokojnie. To co zobaczyłem przerosło moje oczekiwania i nie byłem wstanie sobie tego wyobrazić.
______________________________________________
czytasz=komentujesz
piątek, 7 lutego 2014
Rozdział 22.
*Niall POV*
Następnego dnia obudziłem się na cholernym kacu. No, bo czegóż tu innego mógłbym się spodziewać.? Przebalowaliśmy trochę. Co do dziewczyny - Holly. Męczy mnie szukanie jej, jednak z drugiej strony nie potrafię sobie wyobrazić siedzenia na dupie. Jak mógłbym jej nie szukać.? Wszystko ładnie, pięknie ale co zrobię jak już ją znajdę.? Nic, bo cóż by innego.? Nic mnie z nią nie łączy oprócz tego cholernego poczucia winy, że to wszystko moja wina. W sumie to jest moja wina ale czy ona musi o tym wiedzieć.? Chociaż nie jest głupia, więc na pewno już się domyśliła. Wkurwiające jest to, że dziewczyny tak szybko do wszystkiego dochodzą. Czy to orgazm czy to zagadki czy to uczucia. We wszystkim są za szybkie. Sam jeszcze nie wiem czego chce a ona pewnie rzuci mi się w ramiona. Z jednej strony i to jest tylko jedna strona, pasuje mi moje życie. Niczego w nim nie brakuje. Na dziwki pójdę kiedy tylko będę chciał, chociażby za chwilę. Ale ta cała Holly.. Skomplikowała mi życie mała intrygantka. Zresztą kiedy zobaczyłem Briana dokładnie wiedziałem co czuje, skąd.? Sam przeżywałem dokładnie to samo, więc może ta gówniara to tylko taki ciężar na barkach za to co robiłem innym. Może jakaś niewidzialna siła chce mnie sprowadzić na ziemie tą jedną niewinną istotą, do której się tak przywiązałem. Szkoda tylko, że ona nawet mnie nie pociąga. Jest dla mnie tylko i wyłącznie jak siostra. Potrzebuje jej, bo jest za głupia, żeby sama sobie radzić. Pozwoliła się skrzywdzić i dlatego się jej trzymam. Nie chce żeby stała się jej krzywda, znowu. Nie ważne z czyjego powodu. Czy z mojego czy z kogokolwiek innego. Jestem jak jej starszy brat, którego od zawsze potrzebowała. Nie potrafi funkcjonować sama, więc pomogę się jej ogarnąć i tyle, starczy. Potem się odizoluje i będę mógł wrócić do mojego spokojnego życia. Ech gdzie ten skurwysyn Alex.? Umówiłem się z nim tutaj rano na 15. Cioty pieprzonego do tej pory nie ma. Po tym jak rano zobaczyłem powiadomienie, że telefon Holly został włączony od razu kazałem koledze go namierzyć. Jednak było już za późno, podał mi jakąś przybliżoną miejscowość ale co mi kurwa da przybliżona miejscowość w mieście.? Czy on kurwa wie ilu jest tutaj mieszkańców.? Co kurwa mam wejść do każdego mieszkania i powiedzieć -Proszę nie się martwić szukam mojej koleżanki. Spokojnie przeszukam państwa mieszkanie i wyjdę. -Już to kurwa widzę jak mi pozwalają. Zresztą sam na ich miejscu wezwałbym psy. Chociaż każdy z nas wie jak ich nienawidzę. Dzwoniłem do tej kretynki miliony razy ale oczywiście znowu ma wyłączony telefon. Jeśli tylko się okaże, że na prawdę dobrowolnie gdzieś zniknęła stłukę ją.
Marnuje czas a ona może wypoczywa sobie na jakieś plaży. Ech mój mózg za niedługo pęknie od tych wrażeń.
-Przepraszam, może zdecydował się już pan na coś.? -zapytała mnie kelnerka po raz 3. Dopiero teraz zauważyłem,że była taka śliczna. Długie blond loczki opadały na jej ramiona. Wyjątkowo ładna. A ja potraktowałem ją jak kurwę z drugi.. Co z tego, że każdego tak traktuje.?
-A może poleci mi coś pani.?
-Nasz kucharz robi wyjątkowo dobre naleśniki. -mówiąc to prześlicznie się do mnie uśmiechnęła. Chyba nie zaszkodzi jeśli wezmę od niej numer Dziewczyna najwyraźniej nie wie z kim ma do czynienia..
-Naleśniki powiadasz.?
-Amanda. -kolejny uśmiech białych ząbków.
-Skoro są takie dobre to chyba dam się skusić. -zapisała coś w notesiku i odeszła. Przynajmniej wróci. Oby.. Zauważyłem Alexa wchodzącego do restauracji. Potrzebne nam było publiczne miejsce spotkań, ponieważ nie chciałem z nim wszczynać kolejnej awantury a takowa na pewno miałaby miejsce. Ten kretyn potrafi sprowokować mnie 600 razy w ciągu jednej minuty. Ale jeśli może cokolwiek wiedzieć o Holly warto zaryzykować.
-Co się takiego stało, że nagle zapragnąłeś mnie zobaczyć.? -zapytał z tym swoim kretyńskim uśmieszkiem.
-Też niemiło mi cię widzieć. Wcale się nie cieszę z tego powodu.
-To przynajmniej tyle dobrego.
-Dobra pogadajmy na poważnie. -skinął mi głową podajrze na znak, że mogę kontynuować - Ostatnimi czasy widziałeś się z Holly. A tak się składa, że jej szukam.
-No i co z tego, że się z nią widziałem.? O ile dobrze wiem nie jesteście parą.? -dlaczego za każdym razem się tak uśmiecha.?
-Nie, nie jesteśmy. -powiedziałem przez zaciśnięte zęby. -Ale wy też nie, więc możesz mi odpowiedzieć.
-No dobra, dobra nie bulwersuj się. Widziałem ją parę dni temu, nie wiem. Chciała zapalniczkę. Swoją drogą, niezła z niej zapominalska. W ogólnie mnie nie poznała i wydawała się dość zdenerwowana. Co w ogólnie mi jej nie przypominało. Z przestraszonej księżniczki wyszedł potworek. Nawet pyskowała. -zaczął kręcić z nie dowierzaniem głową. Ona była przerażona. Może uciekła stamtąd od tego pierdolonego psychopaty.? Może się gdzieś zgubiła.? Albo co gorsza ktoś ją porwał.? Japierdole, żaden z tych scenariuszy mnie nie zachwycał.
-No dobra, ale co było potem.? -udawałem rozluźnionego chociaż tak na prawdę cały się spinałem, żeby nie przycisnąć go do ściany i siłą dowiedzieć się każdego szczegółu. Dobrze, że zobaczyliśmy się w restauracji.
-Nic. Wypaliła szlugę i zoriętowała się, że już strasznie późno, więc odwiozłem ją do domu.
-No og, a co było potem.? -tego momentu wyczekiwałem.
-Nic, pojechałem do domu. -od razu zauważyłem, że kłamię. Jednak kiedy wyciągnął telefon z kieszeni zamarłem. To był dokładnie ten telefon, który dałem jej w prezencie. Dokładnie ten, który jej odkupiłem. -Sorry muszę odebrać.
-Spoko. -powiedziałem tak cicho, że sam siebie ledwo dosłyszałem. Może moja wyobraźnia płata mi figle.? Może to tylko jakieś złudzenie, przecież wielu ludzi ma taki telefon. Ale czy to nie dostateczny dowód na to, że on ją jeszcze widział albo co gorsze przetrzymywał.? W momencie kiedy zdecydowałem się go zabić znowu pojawiła się ta cudowna kobieta. No wyczucie czasu babo to ty masz.
-Smacznego. -postawiła tace przede mną a ja zdąrzyłem się na tyle ogarnąć żeby móc trzeźwo myśleć.
-Dzięki. -w tym momencie Alex podszedł do mnie do stolika i rozsiadł się jak gdyby nigdy nic. Skurwysyn. Pojadę za nim i zacznę śledzić. Tym sposobem będzie mi bardziej przydatny niż martwy. Tak to jest dobry pomysł.
-Stary jeśli to już wszystko to ja będę spierdalał, spieszy mi się. -skinąłem głową i zacząłem przeżywać pierwsze kensy jedzenie, laska miała racje one są rewelacyjne. -Wiesz dzieci mi płaczą. -mówiąc to po raz kolejny uśmiechnął się jak pedał i wyszedł. Ciekawe czy do Holly czy jeszcze cholera go wie gdzie.
Jakoś specjalnie mi się nie spieszyło z jedzeniem, ponieważ musiałem to sobie przemyśleć. Jeśli ją przetrzymywał to pewnie domyślił się, że po to chce się z nim spotkać. Wiedział, że nie odpuszczę. W sumie miał racje ale nie o tym teraz.. Na wieczór pojadę za nim chuj wie gdzie. Chociażby na drugi koniec świata. Żeby tylko wiedzieć co z nią..
***
A więc jest koło swojego mieszkania. Podjechałem mniej więcej w tamte okolice i zostawiłem samochód. Muszę się przejść, bo samochód od razu by zauważył. Szkoda, że to tak daleko a ja jestem takim leniem, że na prawdę nie chce mi się tam zapierdalać. Wyjąłem z kieszenie szlugi i wyciągnąłem ostatniego. Ech trzeba będzie zaiwestować w nową paczkę. Nie lubię jarać ale lubię. Czy to normalne.? Na pewno nie. Cóż można coś lubić i nie lubić za jednym razem i chuj. Kilka razy pstryknąłem tą cholerną zapalniczką i w końcu mogłem odpalić szlugę. Zaciągnąłem się i ruszyłem przed siebie. Wypuściłem chmurę dymu i od razu lżej mi się zrobiło na płucach. Palenie jest ożeźwiające i odprężające. Dzięki temu czułem się taki odprężony. Nie spieszyło mi się pod dom tego frajera. Ale czy aby nie powinno.? Czy nie chciałem jej odnaleźć.? Coraz bardziej gubię się w swoich myślach. Możliwe, że zachowuje się jak cipa ale cóż poradzić.? Takie życie. Powoli dochodziłem do domu Alexa. Totalnie zapomniałem, że jest tutaj tak mokro. Cały czas wchodziłem w jakąś kałuże mocząc sobie przy tym oczywiście buty. A no zapomniałem wspomnieć kochany rozumku, że założyłem białe adidaski. Hym dobrze, że zrezygnowałem z tych białych rurek, bo teraz naplułbym sobie w brodę za to. Na szczęście Horanem ma jeszcze trochę rozumy, dzięki Bogu.
Usłyszałem go już z daleka, wydzierał japsko na swoich kumpli. Musiało się coś stać, moje serce zabiło dwa razy szybciej. Wyrzuciłem niedopalonego papierosa na ziemię i pobiegłem w kierunku głosów. Starałem się to robić jak najciszej i omijać każdą z możliwych kałuży, która narobiłaby niepotrzebnego hałasu. No oczywiście jak to ja musiałem niepotrzebnie się w jedną wjebać i cały się ochlapać, zajebiście kretynie. Na szczęście rozmowa była tak głośna, że nie udało im się tego usłyszeć (chyba). Podeszłam bliżej trzymając się boku domu. Wszyscy jego ,,kumple" stali koło bramy i darli ryje na całe kurdę miasto.
-Jak to ją kurwa zgubiliście.?! -wydzierał się po raz kolejny. WTF.?! -Ta mała suka była kluczem do wszystkiego. Zostawiłem was na pierdoloną godzinę a jak tutaj wracam to jej nie ma.? A wy mi mówicie dopiero teraz, że uciekła.?! Nigdy jej już kurwa nie znajdziemy, nigdy. Parę godzin temu mieliśmy szanse ale teraz.? Na pewno nie.
Gorzej kurwa niż z dziećmi, gorzej. -darł się i darł, a do mnie powoli docierało to co się stało. Bardzo powoli zacząłem układać, wszystko w całość. -Niall spotkał się ze mną, żeby o nią zapytać i kurwa co.?! Holly sobie uciekła.. Kurwa mogłem z nim robić wszystko czego tylko zapragnę a wy mi taki numer odpierdalacie.?! -Nie słuchałem już tego co do mnie mówił. Powoli się wycofywałem do mojego samochodu i nawet nie zauważyłem kiedy siedziałem już w środku. W końcu to do mnie dotarło.. Ta pierdolona świadomość. Więził ją.. Ten pieprzony sukinsyn, więził ta dziewczynę po tym wszystkim co przeszła. Miałem ochotę iść i go tam rozpierdolić, jednak nie mogłem. Jeśli uciekła to na pewno nie wróci do domu, w takim razie pytanie jest, dokąd pójdzie.? Dokąd.? Niall myśl, kretynie.. Nie wspominała Ci o jakimś miejscu.? A no tak.. Za długo to ja z nią nie gadałem bynajmniej kończyło się na kolejnych kłótniach. Ech nie wydaruje sobie tego, że miałem ją tak blisko i jej nie pomogłem. No ale skąd mogłem wiedzieć.?
Rozdziałek nie jest długi ;c No niestety tak już wyszło :C Ale przynajmniej mam nadzieje, że Wam się podoba ♥ Na nasze usprawiedliwienie mamy tylko te głupie projekty :c Na szczęście ferie nam się zbliżają i postaramy się wszystko nadrobić ♥ A tak jakby się komuś może nudziło, możecie sobie czytać mojego bloga ♥ Byłoby mi bardzo miło =^.^= Buzioly dla wiernych czytaczy ;*
* http://brutalandvicious.blogspot.com/#_=_ - se zapraszam ;*
Następnego dnia obudziłem się na cholernym kacu. No, bo czegóż tu innego mógłbym się spodziewać.? Przebalowaliśmy trochę. Co do dziewczyny - Holly. Męczy mnie szukanie jej, jednak z drugiej strony nie potrafię sobie wyobrazić siedzenia na dupie. Jak mógłbym jej nie szukać.? Wszystko ładnie, pięknie ale co zrobię jak już ją znajdę.? Nic, bo cóż by innego.? Nic mnie z nią nie łączy oprócz tego cholernego poczucia winy, że to wszystko moja wina. W sumie to jest moja wina ale czy ona musi o tym wiedzieć.? Chociaż nie jest głupia, więc na pewno już się domyśliła. Wkurwiające jest to, że dziewczyny tak szybko do wszystkiego dochodzą. Czy to orgazm czy to zagadki czy to uczucia. We wszystkim są za szybkie. Sam jeszcze nie wiem czego chce a ona pewnie rzuci mi się w ramiona. Z jednej strony i to jest tylko jedna strona, pasuje mi moje życie. Niczego w nim nie brakuje. Na dziwki pójdę kiedy tylko będę chciał, chociażby za chwilę. Ale ta cała Holly.. Skomplikowała mi życie mała intrygantka. Zresztą kiedy zobaczyłem Briana dokładnie wiedziałem co czuje, skąd.? Sam przeżywałem dokładnie to samo, więc może ta gówniara to tylko taki ciężar na barkach za to co robiłem innym. Może jakaś niewidzialna siła chce mnie sprowadzić na ziemie tą jedną niewinną istotą, do której się tak przywiązałem. Szkoda tylko, że ona nawet mnie nie pociąga. Jest dla mnie tylko i wyłącznie jak siostra. Potrzebuje jej, bo jest za głupia, żeby sama sobie radzić. Pozwoliła się skrzywdzić i dlatego się jej trzymam. Nie chce żeby stała się jej krzywda, znowu. Nie ważne z czyjego powodu. Czy z mojego czy z kogokolwiek innego. Jestem jak jej starszy brat, którego od zawsze potrzebowała. Nie potrafi funkcjonować sama, więc pomogę się jej ogarnąć i tyle, starczy. Potem się odizoluje i będę mógł wrócić do mojego spokojnego życia. Ech gdzie ten skurwysyn Alex.? Umówiłem się z nim tutaj rano na 15. Cioty pieprzonego do tej pory nie ma. Po tym jak rano zobaczyłem powiadomienie, że telefon Holly został włączony od razu kazałem koledze go namierzyć. Jednak było już za późno, podał mi jakąś przybliżoną miejscowość ale co mi kurwa da przybliżona miejscowość w mieście.? Czy on kurwa wie ilu jest tutaj mieszkańców.? Co kurwa mam wejść do każdego mieszkania i powiedzieć -Proszę nie się martwić szukam mojej koleżanki. Spokojnie przeszukam państwa mieszkanie i wyjdę. -Już to kurwa widzę jak mi pozwalają. Zresztą sam na ich miejscu wezwałbym psy. Chociaż każdy z nas wie jak ich nienawidzę. Dzwoniłem do tej kretynki miliony razy ale oczywiście znowu ma wyłączony telefon. Jeśli tylko się okaże, że na prawdę dobrowolnie gdzieś zniknęła stłukę ją.
Marnuje czas a ona może wypoczywa sobie na jakieś plaży. Ech mój mózg za niedługo pęknie od tych wrażeń.
-Przepraszam, może zdecydował się już pan na coś.? -zapytała mnie kelnerka po raz 3. Dopiero teraz zauważyłem,że była taka śliczna. Długie blond loczki opadały na jej ramiona. Wyjątkowo ładna. A ja potraktowałem ją jak kurwę z drugi.. Co z tego, że każdego tak traktuje.?
-A może poleci mi coś pani.?
-Nasz kucharz robi wyjątkowo dobre naleśniki. -mówiąc to prześlicznie się do mnie uśmiechnęła. Chyba nie zaszkodzi jeśli wezmę od niej numer Dziewczyna najwyraźniej nie wie z kim ma do czynienia..
-Naleśniki powiadasz.?
-Amanda. -kolejny uśmiech białych ząbków.
-Skoro są takie dobre to chyba dam się skusić. -zapisała coś w notesiku i odeszła. Przynajmniej wróci. Oby.. Zauważyłem Alexa wchodzącego do restauracji. Potrzebne nam było publiczne miejsce spotkań, ponieważ nie chciałem z nim wszczynać kolejnej awantury a takowa na pewno miałaby miejsce. Ten kretyn potrafi sprowokować mnie 600 razy w ciągu jednej minuty. Ale jeśli może cokolwiek wiedzieć o Holly warto zaryzykować.
-Co się takiego stało, że nagle zapragnąłeś mnie zobaczyć.? -zapytał z tym swoim kretyńskim uśmieszkiem.
-Też niemiło mi cię widzieć. Wcale się nie cieszę z tego powodu.
-To przynajmniej tyle dobrego.
-Dobra pogadajmy na poważnie. -skinął mi głową podajrze na znak, że mogę kontynuować - Ostatnimi czasy widziałeś się z Holly. A tak się składa, że jej szukam.
-No i co z tego, że się z nią widziałem.? O ile dobrze wiem nie jesteście parą.? -dlaczego za każdym razem się tak uśmiecha.?
-Nie, nie jesteśmy. -powiedziałem przez zaciśnięte zęby. -Ale wy też nie, więc możesz mi odpowiedzieć.
-No dobra, dobra nie bulwersuj się. Widziałem ją parę dni temu, nie wiem. Chciała zapalniczkę. Swoją drogą, niezła z niej zapominalska. W ogólnie mnie nie poznała i wydawała się dość zdenerwowana. Co w ogólnie mi jej nie przypominało. Z przestraszonej księżniczki wyszedł potworek. Nawet pyskowała. -zaczął kręcić z nie dowierzaniem głową. Ona była przerażona. Może uciekła stamtąd od tego pierdolonego psychopaty.? Może się gdzieś zgubiła.? Albo co gorsza ktoś ją porwał.? Japierdole, żaden z tych scenariuszy mnie nie zachwycał.
-No dobra, ale co było potem.? -udawałem rozluźnionego chociaż tak na prawdę cały się spinałem, żeby nie przycisnąć go do ściany i siłą dowiedzieć się każdego szczegółu. Dobrze, że zobaczyliśmy się w restauracji.
-Nic. Wypaliła szlugę i zoriętowała się, że już strasznie późno, więc odwiozłem ją do domu.
-No og, a co było potem.? -tego momentu wyczekiwałem.
-Nic, pojechałem do domu. -od razu zauważyłem, że kłamię. Jednak kiedy wyciągnął telefon z kieszeni zamarłem. To był dokładnie ten telefon, który dałem jej w prezencie. Dokładnie ten, który jej odkupiłem. -Sorry muszę odebrać.
-Spoko. -powiedziałem tak cicho, że sam siebie ledwo dosłyszałem. Może moja wyobraźnia płata mi figle.? Może to tylko jakieś złudzenie, przecież wielu ludzi ma taki telefon. Ale czy to nie dostateczny dowód na to, że on ją jeszcze widział albo co gorsze przetrzymywał.? W momencie kiedy zdecydowałem się go zabić znowu pojawiła się ta cudowna kobieta. No wyczucie czasu babo to ty masz.
-Smacznego. -postawiła tace przede mną a ja zdąrzyłem się na tyle ogarnąć żeby móc trzeźwo myśleć.
-Dzięki. -w tym momencie Alex podszedł do mnie do stolika i rozsiadł się jak gdyby nigdy nic. Skurwysyn. Pojadę za nim i zacznę śledzić. Tym sposobem będzie mi bardziej przydatny niż martwy. Tak to jest dobry pomysł.
-Stary jeśli to już wszystko to ja będę spierdalał, spieszy mi się. -skinąłem głową i zacząłem przeżywać pierwsze kensy jedzenie, laska miała racje one są rewelacyjne. -Wiesz dzieci mi płaczą. -mówiąc to po raz kolejny uśmiechnął się jak pedał i wyszedł. Ciekawe czy do Holly czy jeszcze cholera go wie gdzie.
Jakoś specjalnie mi się nie spieszyło z jedzeniem, ponieważ musiałem to sobie przemyśleć. Jeśli ją przetrzymywał to pewnie domyślił się, że po to chce się z nim spotkać. Wiedział, że nie odpuszczę. W sumie miał racje ale nie o tym teraz.. Na wieczór pojadę za nim chuj wie gdzie. Chociażby na drugi koniec świata. Żeby tylko wiedzieć co z nią..
***
A więc jest koło swojego mieszkania. Podjechałem mniej więcej w tamte okolice i zostawiłem samochód. Muszę się przejść, bo samochód od razu by zauważył. Szkoda, że to tak daleko a ja jestem takim leniem, że na prawdę nie chce mi się tam zapierdalać. Wyjąłem z kieszenie szlugi i wyciągnąłem ostatniego. Ech trzeba będzie zaiwestować w nową paczkę. Nie lubię jarać ale lubię. Czy to normalne.? Na pewno nie. Cóż można coś lubić i nie lubić za jednym razem i chuj. Kilka razy pstryknąłem tą cholerną zapalniczką i w końcu mogłem odpalić szlugę. Zaciągnąłem się i ruszyłem przed siebie. Wypuściłem chmurę dymu i od razu lżej mi się zrobiło na płucach. Palenie jest ożeźwiające i odprężające. Dzięki temu czułem się taki odprężony. Nie spieszyło mi się pod dom tego frajera. Ale czy aby nie powinno.? Czy nie chciałem jej odnaleźć.? Coraz bardziej gubię się w swoich myślach. Możliwe, że zachowuje się jak cipa ale cóż poradzić.? Takie życie. Powoli dochodziłem do domu Alexa. Totalnie zapomniałem, że jest tutaj tak mokro. Cały czas wchodziłem w jakąś kałuże mocząc sobie przy tym oczywiście buty. A no zapomniałem wspomnieć kochany rozumku, że założyłem białe adidaski. Hym dobrze, że zrezygnowałem z tych białych rurek, bo teraz naplułbym sobie w brodę za to. Na szczęście Horanem ma jeszcze trochę rozumy, dzięki Bogu.
Usłyszałem go już z daleka, wydzierał japsko na swoich kumpli. Musiało się coś stać, moje serce zabiło dwa razy szybciej. Wyrzuciłem niedopalonego papierosa na ziemię i pobiegłem w kierunku głosów. Starałem się to robić jak najciszej i omijać każdą z możliwych kałuży, która narobiłaby niepotrzebnego hałasu. No oczywiście jak to ja musiałem niepotrzebnie się w jedną wjebać i cały się ochlapać, zajebiście kretynie. Na szczęście rozmowa była tak głośna, że nie udało im się tego usłyszeć (chyba). Podeszłam bliżej trzymając się boku domu. Wszyscy jego ,,kumple" stali koło bramy i darli ryje na całe kurdę miasto.
-Jak to ją kurwa zgubiliście.?! -wydzierał się po raz kolejny. WTF.?! -Ta mała suka była kluczem do wszystkiego. Zostawiłem was na pierdoloną godzinę a jak tutaj wracam to jej nie ma.? A wy mi mówicie dopiero teraz, że uciekła.?! Nigdy jej już kurwa nie znajdziemy, nigdy. Parę godzin temu mieliśmy szanse ale teraz.? Na pewno nie.
Gorzej kurwa niż z dziećmi, gorzej. -darł się i darł, a do mnie powoli docierało to co się stało. Bardzo powoli zacząłem układać, wszystko w całość. -Niall spotkał się ze mną, żeby o nią zapytać i kurwa co.?! Holly sobie uciekła.. Kurwa mogłem z nim robić wszystko czego tylko zapragnę a wy mi taki numer odpierdalacie.?! -Nie słuchałem już tego co do mnie mówił. Powoli się wycofywałem do mojego samochodu i nawet nie zauważyłem kiedy siedziałem już w środku. W końcu to do mnie dotarło.. Ta pierdolona świadomość. Więził ją.. Ten pieprzony sukinsyn, więził ta dziewczynę po tym wszystkim co przeszła. Miałem ochotę iść i go tam rozpierdolić, jednak nie mogłem. Jeśli uciekła to na pewno nie wróci do domu, w takim razie pytanie jest, dokąd pójdzie.? Dokąd.? Niall myśl, kretynie.. Nie wspominała Ci o jakimś miejscu.? A no tak.. Za długo to ja z nią nie gadałem bynajmniej kończyło się na kolejnych kłótniach. Ech nie wydaruje sobie tego, że miałem ją tak blisko i jej nie pomogłem. No ale skąd mogłem wiedzieć.?
Rozdziałek nie jest długi ;c No niestety tak już wyszło :C Ale przynajmniej mam nadzieje, że Wam się podoba ♥ Na nasze usprawiedliwienie mamy tylko te głupie projekty :c Na szczęście ferie nam się zbliżają i postaramy się wszystko nadrobić ♥ A tak jakby się komuś może nudziło, możecie sobie czytać mojego bloga ♥ Byłoby mi bardzo miło =^.^= Buzioly dla wiernych czytaczy ;*
* http://brutalandvicious.blogspot.com/#_=_ - se zapraszam ;*
niedziela, 19 stycznia 2014
Rozdział 21
DZIĘKUJE ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE SĄ ONE NAPRAWDĘ MILE WIDZANE.
INFORMUJE PONAD 20 OSÓB A KOMETUJE 8 WIĘC JESZCZE RAZ PROSZĘ, ŻEBY TU INFORMOWANI POJAWIŁY SIĘ WASZE TT,JEŻELI JESZCZE CZYTASZ I CHCESZ BYĆ INFORMOWANA.
RAZEM MAMY 318 KOMETARZY TO DUUŻOOOOO. DZIĘKUJE WAM ♥
MIŁEGO CZYTANIA. :)
*Holly's POV*
***
Nie wiem ile dni tu siedziałam 2-3 może dłużej. Jedzenie było przynosze mi -z moich obliczeń wyszło, że kilka razy dziennie. Choć nie mogę być do końca pewna. Mogłam jeść sama i "poruszać się". Jeżeli tak to można nazwać. Moje nogi i nadgarstki były powiązane jakimiś grubymi linami albo łańcuchami, każdy większy ruch sprawiał mi ból. Całe nadgarsty miałam pozdzierane w takim samym stanie albo nawet gorszym były miejsce na moich kostkach. W jednym rogu pokoju stało wiadro... Tak do tego miałam się załatwiać. O kąpieli mogłam pomarzyć, w drugim rogu zaś była umywalka i jakieś popękane lustro.
Czy oni już kogoś tu przetrzymywali? Czy to wszystko było tak dokładnie zaplanowane? Te pytania pozostawały bez odpowiedzi. Bez jakiegokolwiek ukierunkowania, które pomogło by mi to wszystko zrozumieć. Nie umiałam tego poskładać. Nic do siebie nie pasowało. Nic. Sytuacja, która wydarzyła się nie spełna miesąc temu tkwiła w mojej głowie, za każdym razem, gdy wychodziłam przed dom, za każdym razem gdy dotykałam telefonu, za każdym razem.
Przez większość czasu starałam się nie myśleć, gdzie jestem. Starałam zajmować czymś przyjemnym. Często był to niebieskooki blondyn. Coś nas pchało do siebie.
Nagle ktoś wszedł do mojego "więzienia".
-Więc rozbieraj się maleńka czas się pożadnie zabawić. -Nic nie odpowiedziałam, choć miałam ochotę głos utknął mi w gardle. Co mogło być gorszego, torury czy gwałt? Bałam się go tak cholernie, zacisnęłam powieki myśląc, że ucieknę stąd w jakiś sposób, ale niestety to nie było możliwe. -Widzę, że nasza kochana Holly nie ma ochoty na zabawę. Jak smutno, ale Alex ma, skarbie. -Powiedział i wyszczerzył się do mnie.
ALEX. ALEX. ALEX. Znałam to pierdolone imię. Z N A Ł A M.
Tak to on chciał mnie i Niall'a postrzelić. To ona nas wtedy gonił. Czy to wszystko do cholery było zaplanowane?
Podszeł jeszcze bliżej. Miałam nadzieję, że zaraz ktoś wyskoczy z ukrytą kamerą i krzynie "PRANK" i wszyscy zaczną klaskać. Tsaaa.. Wyobraźnia mnie poniosła, nigdy się tak nie stanie, choć my tego cholernie chciała.
Był teraz tak blisko, że czułam jego oddech na swoim ciele i i bijące od niego ciepło.
Miałam ochotę wstać i uciec stąd jak najdalej, chciałam być bezpieczna, tak jak miałam 6 lat i śnił mi się koszmar, mama przyszła i mnie przytuliła i czekała aż usnę wtedy czułam się bezpieczna. A teraz teraz jestem zupełnie sama, z nim.
-Niee wiesz skarbie, najpierw zadzwonisz do rodziców. Powiesz im, że wyjechałaś na jakiś czas, że musisz wszystko przemyśleć i że mają się nie martwić z jakimś chłopkakiem. Jasne? -Poczułam jak przykłada zimną stal do mojego polika, przyciskając mocnooo. Syknęłam z bólu. -Rozumiemy się? -Zapytał ponownie.
-Tak. -Odpowiedziałam tak ochryple, że nie poznawałam własnego głosu do tego mówienie sprawiało mi ból.
-Więc zaczynamy przedstawienie. -Wyciągnął ze swojej kieszeniu, mój telefon, który dostałam od Nialla. Wybrał numer i przystawił mi do ucha telefon nadal trzymając nóż przy mnie tym razem na gardle.
Usłyszałam 3 sygnały i ktoś odebrał. Cały czas ptarzył na mnie. Nie wiedziałam do kogo on wybrał numer.
Nagle usłyszałam szloch po drugiej stronie. -Holly? Skarbie czy to ty? -Powiedziała kobieta, to była mama. Nadal nie mogła powstrzymać się od łez. -Kochanie, jesteś tam z tobą wszystko... -Jej głos się załamał. - wszystko w porządku? -Nie byłam w stanie niczego powiedzieć miałam gulę w gardle. Poczułam, że gorące ostrze przesuwa się po lini moje szczęki, chciałam wydobyć z siebie jęk bólu, ale nie mogłam, zasłonił mi ustą twarzą i powiedział na ucho:
-Czas tyka skarbiee, albo kłamiesz, albo zobaczysz jak zabijam twoją matkę i twojego brata na twoich oczach, jak krwawią. Nie, nie ja ich zabiję tylko ty. Nie będziesz mieć wyboru. Więc dzwonisz jeszcze raz czy chcesz posunąć się dalej? -Te słowa wydobyły się z jego ust niczym brzydtwa. -Więc jak robisz Rain?
-Dzwoń. -Powiedziałam szeptem co mogło być ledwo słyszalne. Miałam ochotę się rozpłakać.
Po jedym sygnale odebrała. Musiałam je wcisnąć kłamstwo, że coś na przerwało. Uwierzyła, ale nadal płakała, z mojego powdu, bo myślała, że uciekłam. Gdy tylko skończyłam nawijać jej historyjkę, że wyjechałam i wgl. Nie chciała uwierzyć, błagała, żebym wróciła. Czułam, że po moich polikach spływa morze łez nic już nie mogłam powiedzieć nic. Zerwał połączenie między nami i wyłaczył telefon.
*Niall POV*
Byłem totalnie zszkowany, na dodatek chciałem zabić tego pierdolonego skurwysyna, który
skrzywdził moją
Holly. Wybiegłem myślami za daleko. Jaka moja.? Przecież ja troszczę się o nią, bo to takie małe dziecko. Nic więcej. Ale gdzie ona teraz do cholerty jasnej była.? Szlak mnie tu zaraz trafi i pódję ukatrupić jej wujka. Zrobię to, zrobię, bo skurwysyn sobie na to zasłużył.
-Niall.. Znajdziesz ją.? -Brian patrzył na mnie załamany, a co ja mu kurwa miałem powiedzieć.? ,,Tak" ? No i co.? Znalazłbym ją martwą i jakbym mu to powiedział.. Jednak z drugiej strony nie mogłem jej znaleźć martwej przecież mi.. Kurwa po prostu chce wiedzieć co z nią i dać sobie spokój. TYLE.
-Postaram się, a teraz muszę spierdalać, sory.
Wybiegłem stamtąd najszybciej jak się dało. No i oczywiście jak najciszej. James pewnie siedzi już przed hotelem i mnie przeklina, za to, że się spóźniam. Mimowolnie się uśmiechnąłem, bo lubiłem wkurzać moich znajomych. Może nie było to miłe, jednak prawdziwe. Szybko wsiadłem w samochód, który zaparkowałem w chuj daleko od tego pieprzonego domu. Pytam się, dlaczego nie zacząłem właśnie od niego.? Zmarznowałem cały dzień na to, żeby przekonać się o tym czego sam się domyślałem. Holly nie uciekła, tylko została porwana. Od razu w myślach stanęła mi jej twarz. Była smutna. Dokładnie tak samo jak wtedy kiedy nazwałem ją ,,suką". Wiedziałem, że nią nie jest a ją to tak strasznie zraniło, że niemal czułem jak mnie to boli. Ale przecież to nie możliwe, to iluzja. Wydaje mi się tylko. To takie schizy i tyle. Zanim się obejrzałem siedziałem już w samochodzie i byłem w drodze do hotelu. Tak jak podejrzewałem James siedział przed wejściem totalnie wkurwiony. Jarał już szlugę, jak przypuszczam jakąś 10 z kolei. No ale cóż bywa. Zaparkowałem moim samochodzikiem starając się nie myśleć o Holly, co wcale nie było takie łatwe. Ale to tylko troska, martwię się o nią, bo jest dla mnie jak młodsza siostrzyczka. Zamknąłem samochód i do niego podeszłem.
-Gdzieś ty stary do chuja był.? -wydarł się zflustrowany.
-Sory, szukałem kogoś.
-Ty i szukanie kogoś.? Ludzie od ciebie spierdalają na drugi koniec miasta, a ty mi mówisz, że kogoś szukałeś.?
Podrapałem się po głowie zakłopotany. w sumie miał racje, jednak co z tego.? Musiałem ją przecież znaleźć. Zanim zacznie mi zadawać kolejne kretyńskie pytania, na które nie będe znał w tym momencie rozsądnych odpowiedzi zaprowadziłem go do hotelu. Mój pokój nie był jakoś specjalnie wielki ale usiedliśmy w nim spokojnie.
-Nie wiedziałem, że tu się bujasz.. Byłem w okolicy kilka dni temu z Alexem.. -Alex.. Ta kreatura krąży w mojej głowie odkąd tylko go znam. Ale chwila.. Kilka dni temu.? Przecież Holly zaginęła niedawno, więc może się gdzieś tutaj spotkali.? Może ją widział.? Musiałem szybko ostudzić mój entuzjazn, żeby nie wzbudzić jego podejrzeń. Nie dali by mi żyć, gdyby dowiedzieli się, że tak uganiam się za tą dziewczyną. Siedzieliśmy w ,,kuchni" jeśli tak można było nazwać to prowizorodyczne pomieszczenie.
-Gdzie dokładnie byliście.? -zapytałem od niechcenia, chociaż na prawdę moje wszystkie komórki rwały się by dowiedzieć się jak najwięcej. Chciałem zadać wszystkie nurtujące mnie pytania od razu, jednak nie mogłem jeśli nie chciałem się zdradzić. Zdradzić.? Ciekawe określenie na to co czuje, mój mózg zaczyna szaleć a ja razem z nim.
-No tutaj gdzieś w okolicy. Powiem ci stary, że nie wiem dokładnie, bo to Alex prowadził.
-Spoko rozumiem. -jeszcze nie jest pewne, że byli tam gdzie Holly.. Nie jest..
-Spotkaliśmy tam dziewczynę. Brunetka.. Śliczna na swój sposób. Miała bardzo długie włosy.. -serce zabiło mi dwa razy szybciej. Przecież on opisywał Holly. Nie dość, że ją widział to jeszcze jej nie poznał kretyn.
-James, czy ty zdajesz sobie sprawę, że opisujesz dziewczynę, której szukamy.? -starałem się mówić bardzo spokojnie co nie przychodziło łatwo. Na dodatek widać, że zrobiło mu się głupio, co za imbecyl.
-A skąd ja stary mogłem wiedzieć, że to ona.?! Jeśli to w ogóle była ona, wiesz ile jest takich dziewczyn na świecie.?
-Nie kurwa nie wiem.
-Dużo.
-Dobra nie ważne. -byłem już taki wkurwiony, że nie warto się było kłócić dalej. - Opowiedz mi jak to było.
-No więc staliśmy z Alexem chuj wie gdzie w sumie. A tu podchodzi do nas ta piękna brunetka i chciała pożyczyć ognia. Była dość zdenerowana.. W sumie nie wiem czemu. -Jakbyś kurwa mieszkał z wujkiem masochistą to byś wiedział.. - A więc postaliśmy pobajerowaliśmy i to by było na tyle. No dobra jeszcze ją odwieźliśmy. Emm to by było na tyle.
-Nie wracaliście tam ani nic.? A może widzieliście kogoś.? -na prawdę starałem się złapać jakikolwiek trop. Chciałem ją odnaleźć za wszelką cene.
-Stary zakochałeś się czy co.? -wybuchł śmiechem, za to ja mordowałem go wzrokiem. -Dobra, dobra już.. My nie Alex wysadził nas na jakieś imprezce i po coś tam wrócił. Szczerze to nie mam pojęcia po co, bo już do nas nie wrócił i musiałem wracać taxówką. Pojeb. -a więc jest nadzieja, że ta łachudra go widziała. Tylko weź się człowieku z nim dogadaj. A co jeśli to on jej zrobił krzywdę.? Nie chce nawet o tym myśleć.
-Dobra na dzisiaj może dajmy sobie spokój i wypijmy po piwku.? -musiałem jakoś odwrócić jego uwagę, żeby nie pierdolił mi cały wieczór o Holly.
INFORMUJE PONAD 20 OSÓB A KOMETUJE 8 WIĘC JESZCZE RAZ PROSZĘ, ŻEBY TU INFORMOWANI POJAWIŁY SIĘ WASZE TT,JEŻELI JESZCZE CZYTASZ I CHCESZ BYĆ INFORMOWANA.
RAZEM MAMY 318 KOMETARZY TO DUUŻOOOOO. DZIĘKUJE WAM ♥
MIŁEGO CZYTANIA. :)
*Holly's POV*
***
Nie wiem ile dni tu siedziałam 2-3 może dłużej. Jedzenie było przynosze mi -z moich obliczeń wyszło, że kilka razy dziennie. Choć nie mogę być do końca pewna. Mogłam jeść sama i "poruszać się". Jeżeli tak to można nazwać. Moje nogi i nadgarstki były powiązane jakimiś grubymi linami albo łańcuchami, każdy większy ruch sprawiał mi ból. Całe nadgarsty miałam pozdzierane w takim samym stanie albo nawet gorszym były miejsce na moich kostkach. W jednym rogu pokoju stało wiadro... Tak do tego miałam się załatwiać. O kąpieli mogłam pomarzyć, w drugim rogu zaś była umywalka i jakieś popękane lustro.
Czy oni już kogoś tu przetrzymywali? Czy to wszystko było tak dokładnie zaplanowane? Te pytania pozostawały bez odpowiedzi. Bez jakiegokolwiek ukierunkowania, które pomogło by mi to wszystko zrozumieć. Nie umiałam tego poskładać. Nic do siebie nie pasowało. Nic. Sytuacja, która wydarzyła się nie spełna miesąc temu tkwiła w mojej głowie, za każdym razem, gdy wychodziłam przed dom, za każdym razem gdy dotykałam telefonu, za każdym razem.
Przez większość czasu starałam się nie myśleć, gdzie jestem. Starałam zajmować czymś przyjemnym. Często był to niebieskooki blondyn. Coś nas pchało do siebie.
Nagle ktoś wszedł do mojego "więzienia".
-Więc rozbieraj się maleńka czas się pożadnie zabawić. -Nic nie odpowiedziałam, choć miałam ochotę głos utknął mi w gardle. Co mogło być gorszego, torury czy gwałt? Bałam się go tak cholernie, zacisnęłam powieki myśląc, że ucieknę stąd w jakiś sposób, ale niestety to nie było możliwe. -Widzę, że nasza kochana Holly nie ma ochoty na zabawę. Jak smutno, ale Alex ma, skarbie. -Powiedział i wyszczerzył się do mnie.
ALEX. ALEX. ALEX. Znałam to pierdolone imię. Z N A Ł A M.
Tak to on chciał mnie i Niall'a postrzelić. To ona nas wtedy gonił. Czy to wszystko do cholery było zaplanowane?
Podszeł jeszcze bliżej. Miałam nadzieję, że zaraz ktoś wyskoczy z ukrytą kamerą i krzynie "PRANK" i wszyscy zaczną klaskać. Tsaaa.. Wyobraźnia mnie poniosła, nigdy się tak nie stanie, choć my tego cholernie chciała.
Był teraz tak blisko, że czułam jego oddech na swoim ciele i i bijące od niego ciepło.
Miałam ochotę wstać i uciec stąd jak najdalej, chciałam być bezpieczna, tak jak miałam 6 lat i śnił mi się koszmar, mama przyszła i mnie przytuliła i czekała aż usnę wtedy czułam się bezpieczna. A teraz teraz jestem zupełnie sama, z nim.
-Niee wiesz skarbie, najpierw zadzwonisz do rodziców. Powiesz im, że wyjechałaś na jakiś czas, że musisz wszystko przemyśleć i że mają się nie martwić z jakimś chłopkakiem. Jasne? -Poczułam jak przykłada zimną stal do mojego polika, przyciskając mocnooo. Syknęłam z bólu. -Rozumiemy się? -Zapytał ponownie.
-Tak. -Odpowiedziałam tak ochryple, że nie poznawałam własnego głosu do tego mówienie sprawiało mi ból.
-Więc zaczynamy przedstawienie. -Wyciągnął ze swojej kieszeniu, mój telefon, który dostałam od Nialla. Wybrał numer i przystawił mi do ucha telefon nadal trzymając nóż przy mnie tym razem na gardle.
Usłyszałam 3 sygnały i ktoś odebrał. Cały czas ptarzył na mnie. Nie wiedziałam do kogo on wybrał numer.
Nagle usłyszałam szloch po drugiej stronie. -Holly? Skarbie czy to ty? -Powiedziała kobieta, to była mama. Nadal nie mogła powstrzymać się od łez. -Kochanie, jesteś tam z tobą wszystko... -Jej głos się załamał. - wszystko w porządku? -Nie byłam w stanie niczego powiedzieć miałam gulę w gardle. Poczułam, że gorące ostrze przesuwa się po lini moje szczęki, chciałam wydobyć z siebie jęk bólu, ale nie mogłam, zasłonił mi ustą twarzą i powiedział na ucho:
-Czas tyka skarbiee, albo kłamiesz, albo zobaczysz jak zabijam twoją matkę i twojego brata na twoich oczach, jak krwawią. Nie, nie ja ich zabiję tylko ty. Nie będziesz mieć wyboru. Więc dzwonisz jeszcze raz czy chcesz posunąć się dalej? -Te słowa wydobyły się z jego ust niczym brzydtwa. -Więc jak robisz Rain?
-Dzwoń. -Powiedziałam szeptem co mogło być ledwo słyszalne. Miałam ochotę się rozpłakać.
Po jedym sygnale odebrała. Musiałam je wcisnąć kłamstwo, że coś na przerwało. Uwierzyła, ale nadal płakała, z mojego powdu, bo myślała, że uciekłam. Gdy tylko skończyłam nawijać jej historyjkę, że wyjechałam i wgl. Nie chciała uwierzyć, błagała, żebym wróciła. Czułam, że po moich polikach spływa morze łez nic już nie mogłam powiedzieć nic. Zerwał połączenie między nami i wyłaczył telefon.
*Niall POV*
Byłem totalnie zszkowany, na dodatek chciałem zabić tego pierdolonego skurwysyna, który
skrzywdził moją
Holly. Wybiegłem myślami za daleko. Jaka moja.? Przecież ja troszczę się o nią, bo to takie małe dziecko. Nic więcej. Ale gdzie ona teraz do cholerty jasnej była.? Szlak mnie tu zaraz trafi i pódję ukatrupić jej wujka. Zrobię to, zrobię, bo skurwysyn sobie na to zasłużył.
-Niall.. Znajdziesz ją.? -Brian patrzył na mnie załamany, a co ja mu kurwa miałem powiedzieć.? ,,Tak" ? No i co.? Znalazłbym ją martwą i jakbym mu to powiedział.. Jednak z drugiej strony nie mogłem jej znaleźć martwej przecież mi.. Kurwa po prostu chce wiedzieć co z nią i dać sobie spokój. TYLE.
-Postaram się, a teraz muszę spierdalać, sory.
Wybiegłem stamtąd najszybciej jak się dało. No i oczywiście jak najciszej. James pewnie siedzi już przed hotelem i mnie przeklina, za to, że się spóźniam. Mimowolnie się uśmiechnąłem, bo lubiłem wkurzać moich znajomych. Może nie było to miłe, jednak prawdziwe. Szybko wsiadłem w samochód, który zaparkowałem w chuj daleko od tego pieprzonego domu. Pytam się, dlaczego nie zacząłem właśnie od niego.? Zmarznowałem cały dzień na to, żeby przekonać się o tym czego sam się domyślałem. Holly nie uciekła, tylko została porwana. Od razu w myślach stanęła mi jej twarz. Była smutna. Dokładnie tak samo jak wtedy kiedy nazwałem ją ,,suką". Wiedziałem, że nią nie jest a ją to tak strasznie zraniło, że niemal czułem jak mnie to boli. Ale przecież to nie możliwe, to iluzja. Wydaje mi się tylko. To takie schizy i tyle. Zanim się obejrzałem siedziałem już w samochodzie i byłem w drodze do hotelu. Tak jak podejrzewałem James siedział przed wejściem totalnie wkurwiony. Jarał już szlugę, jak przypuszczam jakąś 10 z kolei. No ale cóż bywa. Zaparkowałem moim samochodzikiem starając się nie myśleć o Holly, co wcale nie było takie łatwe. Ale to tylko troska, martwię się o nią, bo jest dla mnie jak młodsza siostrzyczka. Zamknąłem samochód i do niego podeszłem.
-Gdzieś ty stary do chuja był.? -wydarł się zflustrowany.
-Sory, szukałem kogoś.
-Ty i szukanie kogoś.? Ludzie od ciebie spierdalają na drugi koniec miasta, a ty mi mówisz, że kogoś szukałeś.?
Podrapałem się po głowie zakłopotany. w sumie miał racje, jednak co z tego.? Musiałem ją przecież znaleźć. Zanim zacznie mi zadawać kolejne kretyńskie pytania, na które nie będe znał w tym momencie rozsądnych odpowiedzi zaprowadziłem go do hotelu. Mój pokój nie był jakoś specjalnie wielki ale usiedliśmy w nim spokojnie.
-Nie wiedziałem, że tu się bujasz.. Byłem w okolicy kilka dni temu z Alexem.. -Alex.. Ta kreatura krąży w mojej głowie odkąd tylko go znam. Ale chwila.. Kilka dni temu.? Przecież Holly zaginęła niedawno, więc może się gdzieś tutaj spotkali.? Może ją widział.? Musiałem szybko ostudzić mój entuzjazn, żeby nie wzbudzić jego podejrzeń. Nie dali by mi żyć, gdyby dowiedzieli się, że tak uganiam się za tą dziewczyną. Siedzieliśmy w ,,kuchni" jeśli tak można było nazwać to prowizorodyczne pomieszczenie.
-Gdzie dokładnie byliście.? -zapytałem od niechcenia, chociaż na prawdę moje wszystkie komórki rwały się by dowiedzieć się jak najwięcej. Chciałem zadać wszystkie nurtujące mnie pytania od razu, jednak nie mogłem jeśli nie chciałem się zdradzić. Zdradzić.? Ciekawe określenie na to co czuje, mój mózg zaczyna szaleć a ja razem z nim.
-No tutaj gdzieś w okolicy. Powiem ci stary, że nie wiem dokładnie, bo to Alex prowadził.
-Spoko rozumiem. -jeszcze nie jest pewne, że byli tam gdzie Holly.. Nie jest..
-Spotkaliśmy tam dziewczynę. Brunetka.. Śliczna na swój sposób. Miała bardzo długie włosy.. -serce zabiło mi dwa razy szybciej. Przecież on opisywał Holly. Nie dość, że ją widział to jeszcze jej nie poznał kretyn.
-James, czy ty zdajesz sobie sprawę, że opisujesz dziewczynę, której szukamy.? -starałem się mówić bardzo spokojnie co nie przychodziło łatwo. Na dodatek widać, że zrobiło mu się głupio, co za imbecyl.
-A skąd ja stary mogłem wiedzieć, że to ona.?! Jeśli to w ogóle była ona, wiesz ile jest takich dziewczyn na świecie.?
-Nie kurwa nie wiem.
-Dużo.
-Dobra nie ważne. -byłem już taki wkurwiony, że nie warto się było kłócić dalej. - Opowiedz mi jak to było.
-No więc staliśmy z Alexem chuj wie gdzie w sumie. A tu podchodzi do nas ta piękna brunetka i chciała pożyczyć ognia. Była dość zdenerowana.. W sumie nie wiem czemu. -Jakbyś kurwa mieszkał z wujkiem masochistą to byś wiedział.. - A więc postaliśmy pobajerowaliśmy i to by było na tyle. No dobra jeszcze ją odwieźliśmy. Emm to by było na tyle.
-Nie wracaliście tam ani nic.? A może widzieliście kogoś.? -na prawdę starałem się złapać jakikolwiek trop. Chciałem ją odnaleźć za wszelką cene.
-Stary zakochałeś się czy co.? -wybuchł śmiechem, za to ja mordowałem go wzrokiem. -Dobra, dobra już.. My nie Alex wysadził nas na jakieś imprezce i po coś tam wrócił. Szczerze to nie mam pojęcia po co, bo już do nas nie wrócił i musiałem wracać taxówką. Pojeb. -a więc jest nadzieja, że ta łachudra go widziała. Tylko weź się człowieku z nim dogadaj. A co jeśli to on jej zrobił krzywdę.? Nie chce nawet o tym myśleć.
-Dobra na dzisiaj może dajmy sobie spokój i wypijmy po piwku.? -musiałem jakoś odwrócić jego uwagę, żeby nie pierdolił mi cały wieczór o Holly.
Subskrybuj:
Posty (Atom)