piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 24.


*Holly POV*

*dzień wcześniej*

Po raz kolejny ten obleśny typ przyszedł tutaj. Nie wiem jak on może na mnie patrzeć, po tym wszystkim co mi zrobił. Nigdy więcej nie ruszę się z domu chociażby na metr.
-Słuchaj mała. Jutro wychodzę, ale jak wrócę to się zabawimy. -serce zaczęło mi bić trzy razy szybciej. Zabawimy.? To mało mu, że tłucze mnie jak schabowego.? Wszędzie mam siniaki, a na dodatek moje nogi drżą jak galareta. Przynajmniej rozwiązał mi ręce i nogi. To jest pocieszające, jednak nie mogłam wykonywać żadnych gwałtownych ruchów, bo zaraz od nowa by mi je zawiązał. -Spokojnie skarbie, twój chłoptaś nie dowie się gdzie jesteś i cię nie uratuje. To niemożliwe. -mówiąc to głaskał mój policzek, po których zaczęły spływać łzy. To nie człowiek. Traktuje mnie jak jakieś bydle do rzeźni. Możliwe, że nawet gorzej. -Jutro przyniosę ci coś do jedzenia i wtedy się pożegnamy.

                                                    
                                                                        ***


Całą noc nad tym myślałam. To moja jedyna szansa żeby stąd uciec, jedyna. Modliłam się oto żeby zapomniał zamknąć drzwi. Serce biło mi jak szalone, bo jeśli dzisiaj się stąd nie wydostane to on mnie zgwałci. Gorszego koszmaru nie mogłam sobie wymarzyć. Usłyszałam przekręcanie klucza, więc od razu się podniosłam i trzymałam ręce i nogi na widoku.
-Przyniosłem ci śniadanko królewno. -mówiąc to położył je na stoliku. Tak dostałam jeszcze stolik. Moje więzienie zostało nim przyozdobione, któregoś tam razu. Zaczął się do mnie zbliżać, kiedy ktoś na moje szczęście wparował do mojego królestwa.
-Alex, kłopoty. -nic więcej nie powiedział, a obaj wypadli stąd jak tornado. Zdąrzył jedynie trzepnąć drzwiami, jednak nie słyszałam żeby zamykał je na klucz. Czyżbym miała aż tak dużo szczęścia.? Czyżby ktoś w końcu wysłuchał moich modlitw.? Moje więzienie zostało zaszczycone także zegarkiem. Była 10.30, na ucieczkę o wiele za wcześnie. Muszę poczekać, szczególnie, że tan kretyn powiedział mi kiedyś gdzie trzyma samochód. Podeszłam po ciuchu do okna i wyglądałam na jego samochód. Żeby wyjechać z mieszkania musiał przejechać koło mojego okna. Czułam, że jestem strasznie głodna ale nie tknę tego jedzenia. Na pewno na faszerował je lekami nasennymi, a ja nie mam zamiaru przespać mojej szansy. Stałam tutaj godzinę, a ten kretyn jeszcze nie wyjechał. Podeszłam niepewnie do mojego śniadania, bardziej od głodu męczyło mnie pragnienie. Przemogłam się w sobie i nie tknęłam ani jedzenia ani picia. Usłyszałam ryk silnika i zobaczyłam jak samochód przejeżdża koło mojego okna. A więc to moja szansa. Moje serce zaczęło wariować. Powoli zaczęłam się wspinać po schodach. Drżącą ręką sięgnęłam do klamki i powoli nacisnęłam. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy, bo ustąpiły. Powoli je rozstrzelniłam i zaczęłam nasłuchiwać. Mam tylko jedną szanse żeby stąd uciec. Jednak za drzwiami było cicho. Powoli wysunęłam się nimi i ruszyłam przed siebie. Na pewno zostawił kogoś na straży. Przecież nie pozwoliłby mi zostać samej. Po prawej stronie zobaczyłam wejście do jakiegoś innego pokoju. Powoli zakradłam się i stanęłam przy jego wejściu, było bardzo cicho co moim zdaniem było dziwnie podejrzane. Ledwo, ledwo zajrzałam do środka, na szczęście było pusto. Trafiłam do kuchni. Zobaczyłam paczkę tabletek, i jakieś żarcie obok. A więc miałam racje.. Zdałam sobie sprawę, że oni są pewnie uzbrojeni, więc sięgnęłam po patelnie. Nie poddam się bez walki. Trudno, że mnie zastrzelą zanim ruszę rękę ale chociaż będę się z nią lepiej czuła. Zaczęłam się zagłębiać kiedy usłyszałam śmiech. Ktoś rozmawiał jak mi się wydawało przez telefon i przy okazji zaczął robić przy tym dużo hałasu.
-Nie no co ty Alex. Dam sobie radę. -chwila ciszy. - Mała siedzi w piwnicy, tak, tak.. Zostałem sam a chłopaki pojechali, wiem, że wrócą za jakąś godzinę spokojnie. -rozmowa ucichła a mnie kamień spadł z serca. Więc jest tutaj tylko jeden. Usłyszałam jak wchodzi po schodach, więc schowałam się po raz kolejny w jakiś pokoju. Wyglądałam tylko z niego, żeby jak najszybciej móc zaatakować mojego przeciwnika. Dość głośna wchodził po schodach, więc kiedy był już na samej górze zdziwiłam się, że tak nagle się zatrzymał. Jednak ten kretyn kucnął aby zawiązać buta. To moja szansa. Po cichu wyszłam z mojej kryjówki i zaczęłam się do niego zbliżać. Zamachnęłam się i uderzyłam go w głowę. Robiąc to zamknęłam oczy, jednak kiedy usłyszałam, że upada szybko je otworzyłam. Porzuciłam moje narzędzie zbrodni i zaczęłam zbiegać po schodach. Jakoś trafiłam do wyjścia i już biegłam przed siebie. Nie mogłam wrócić do domu, bo on zamordowałby moich rodziców, muszę znaleźć sobie jakieś schronienie. Zresztą nie wiem za ile tamten chłopak się obudzi i za ile zaczną mnie szukać. Na domiar złego wyglądam pewnie jak gówno. Cały czas biegłam przed siebie ale nie za wiele wymyśliłam. Zobaczyłam supermarket przed sobą, więc od razu do niego weszłam. Obym chociaż tutaj była bezpieczna. Nie był to duży skle,p właściwie to był malutki. Zauważyłam kasjera, który gdzieś się oddalał. Dlaczego zostawił otwartą kasę.? Na prawdę nigdy nie ośmieliłam się nic ukraść, jednak ta sytuacja mnie do tego zmusza. Powoli podeszłam do kasy i drżącą ręką wyjęłam z niej plik pieniędzy. W tym momencie kasjer mnie zauważył i zaczął krzyczeć. Po raz kolejny zaczęłam uciekać, uciekać do nie wiadomo kąt. Kiedy znalazłam się już na tyle daleko żeby nikt mnie nie znalazł osunęłam się po murze za moimi plecami i zaczęłam płakać. Schowałam pieniądze do kieszeni i zaczęłam się rozglądać. Potrzebuje jakiegoś schronienia. Szybko wstałam i zaczęłam się oddalać. Przecież oni już mogą mnie szukać. Zauważyłam kolejny sklep. Przydałby mi się jakiś telefon. Zadzwoniłabym do Briana. Weszłam do środka i od razu podeszłam do jakiegoś faceta.
-Przepraszam, mógłby mi pan pożyczyć telefonu.? Chciałabym zadzwonić. Oczywiście zwrócę pieniądze za tą rozmowę.
-Jasne. -wyciągnął go z kieszeni i mi podał. Szybko wybrałam numer Briana, w tym momencie cieszę się, że nauczyłam się go na pamięć. Pierwszy sygnał.. Jezu Brian co ty kurwa robisz.?! Drugi sygnał..
-Halo.?
-Cześć Brian. Tu Holly. Nie mam dużo czasu, bo pożyczyłam telefon od przemiłego pana. Nigdzie nie wyjechałam.
Jestem w kraju. Spróbuje się z wami jak najszybciej skontaktować. Pa. -rozłączyłam się i oddałam telefon temu chłopakowi. -Przepraszam, może odsprzedałby pan mi jeszcze tą bluzę.? -wskazałam na dość dużą bejsbolówkę. Mężczyzna zgodził się, a ja wyjęłam plik pieniędzy z kieszeni. Nie patyczkując się oddałam mu parę banknotów. Zgarnęłam bluzę i szybko narzuciłam ją na siebie. Dzięki Bogu miała kaptur, więc szybko narzuciłam go na głowę. Zauważyłam policje, więc ruszyłam w przeciwnym kierunku. Na pewno to właśnie mnie szukają. Trudno się mówi, zrobiłam to co musiałam. Innego wyjścia nie miałam. Na horyzoncie pojawił się hotel. Ruszyłam w jego kierunku. Szybko udałam się do recepcji.
-Dzień Dobry. -przywitała się jakaś dziewczyna.
-Cześć. Chciałabym wynająć pokój na parę nocy.
-Mogę prosić o jakiś dokument tożsamości.? -Japierdole..
-Błagam cię pomóż mi. Byłam więziona i dopiero teraz udało mi się uciec. -mówiąc to łzy zaczęły lecieć mi po policzkach.
-Pomogę ci. Masz tutaj klucze do pokoju. Za godzinę zejdź tutaj po dokumenty. Spróbuje coś załatwić, masz może jakieś pieniądze.? -szybko pokiwałam głową.
-Dobrze. Zostaw je, jeśli nie odbędzie się bez nich to będę musiała cię trochę okraść. A teraz zmykaj. Masz 3, ostatnie drzwi po prawej na drugim piętrze.
-Dziękuje. -szybko zgarnęłam klucze i ruszyłam do mojego pokoju. Po paru minutach byłam już na miejscu. Dokładnie zakluczowałam drzwi i zasłoniłam okna. Nikt nie mógł mnie tutaj zobaczyć. Usłyszałam pukanie do drzwi i zamarłam. Stałam jak sparaliżowana.
-Proszę pani. Przysłała mnie kobieta z recepcji. Proszę otworzyć. -ulżyło mi, więc powoli podeszłam do drzwi i je otworzyłam. -Przyniosłam pani normalne ubrania, ręczniki, a także zamówiłam coś do jedzenia. Jednak najpierw musi iść pani ze mną. -ściszyła głos. -Mamy dokumenty. -wyciągnęłam klucz ze drzwi i zamknęłam je. Ruszyłam w stronę recepcji, wypełniłam wszystkie papiery moimi nowymi danymi i zapłaciłam z góry za kilka nocy. Nie mam bladego pojęcia co ja pocznę dalej. Powoli ruszyłam po schodach do swojego pokoju. Byłam w szoku, naprawdę udało mi się uciec. Naprawdę jestem wolna. Wolność... W życiu nie pomyślałam, że będzie mnie to tyle kosztować. Ruszyłam w głąb korytarza, cały czas usilnie rozmyślając nad tym co się stało. Kiedy poczułam rękę na ramieniu przeszedł mnie dreszcz. Dopiero co uciekłam.. Jak im udało się mnie tak szybko odnaleźć.? Jak.?
-Holly.? -to nie był głos Alexa. Powoli odwróciłam się w stronę chłopaka, który się do mnie odezwał. Od razu go rozpoznałam. Niall. Pokiwałam twierdząco głową, a on od razu zamknął mnie w uścisku. -Możemy pogadać.? -kolejny raz zamiast odpowiedzieć pokiwałam głową. Drżącymi rękoma otworzyłam drzwi i wpuściłam go do środka. Gdy tylko weszliśmy do środka od razu zamknęłam je od wewnątrz. Nie pozwolę żeby ktoś tutaj wszedł i po raz kolejny mnie porwał. Nigdy więcej. Niall usiadł a ja nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Bardzo dziwnie czułam się wśród kogoś kto nie chciał zrobić mi krzywdy.
-Holly. Powiesz mi co się stało.?
-Alex mnie porwał i więził w jakiejś piwnicy. -czułam, że głos mi się łamie, więc nic więcej nie powiedziałam. Bałam się, że po raz kolejny po mnie przyjdzie. Bałam się, że znowu się tam znajdę, że znowu będę musiała siedzieć w tej pierdolonej piwnicy. Łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Zauważyłam, że chłopak się do mnie zbliża, sięgnął po moją rękę, jednak to co tam zauważył strasznie go zdenerwowało.
-Związał cię.? -skinęłam głową.  Przyciągnął mnie do siebie i zamknął w uścisku. -Holly przepraszam cię, to wszystko moja wina. Wciągnąłem cię w to gówno, on zauważył cię parę razy ze mną i wyobrażał sobie jakieś gówna, dlatego cię porwał. To wszystko moja wina. Przepraszam. -nic nie opowiedziałam. Cały czas płakałam w jego koszulkę, jednak kiedy w końcu zdałam sobie z tego sprawę oderwałam się od niego.
-Przepraszam, masz teraz całą mokrą koszulkę. -szepnęłam.
-Zwariowałaś.? -zapytał lekko mną potrząsając. Wzruszyłam ramionami, wszystko jest możliwe. Oderwałam się od niego. -wezmę prysznic. Mógłbyś nie wychodzić i tu ze mną zostać.. ? Proszę..


________________________________________________________________________________

Jollo ♥
A więc misiolki jak Wam się podoba.? Ciekawi Was co będzie dalej pomiędzy Niallem a Holly.? Hyhy szczerze to mnie też :D

Chciałabym po raz kolejny prosić o zajrzenie na mojego bloga ♥ : http://brutalandvicious.blogspot.com/#_=_

Kocham Was Buziolkii ;* ♥


poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 23

*Brian's POV*

Szukaliśmy jej. I nic nigdzie jej nie ma. Później zadzwoniła do mamy. Co to kurwa miało być?
Wyjechała sobie? tak po prostu? Nie jestem pewnien czy mówiła prawdę, a dlaczego niby miałaby kłamać? Właśnie nie miałaby powodu.. Też prawda. Haha, może ją ktoś porwał? Haha nie to nie prawda, moja wyobraźnia jest zbyt bujna, ona nie umie kłamać. Umie kłamać mamę, ale w takiej sytuacji nigdy by nie skłamała. To kłamstwo dotyczyło również mnie ojca i tego obleśnego chuja. Nie rozumiem tego. Tego nie da się zrozumieć. A Niall ją szuka, gdybym tylko mógł się z nim jakoś skontaktować i tu pojawia się problem. Jak? Nie wiem, co mam o niej myśleć. To co zrobiła.. To okropne jak można tak zrobić?
Zachowała się jak suka. Mama przez nią już 2 dzień płacze, nie śpi w nocy nic nie je. Nie wiem jak jej pomóc nie mogę  nic zrobić. Ojciec z wujkiem tylko na nią klną cały czas, nawet mama słyszła. Mama chciała zgłosić zaginięcie na policji, ale ojciec nie pozwolił. Gdyby ją znaleźli mogła by powiedzieć o tym co wujek jej zrobić, a ojciec by ją chyba za to zabił, jak nei gorzej. Nie powiadamialiśmy rodziny, bo to nie miałoby sensu. Serio! Wszyscy by sie zjechali, zaeczeli do niej dzwonić, pewnie dziadkowie z USA też by przyjechali, to bez sensu. Nie chcemy sensacji. Nikt nie chcew, tym bardziej ja i mama.
Jak każdy brat przeżywam to, bardzo. Nie spałem tej nocy wogóle. Patrzyłem cały czas w okno, że nagle się zjawi, wejdzie do domu przywita i powie, ze wróciła, że z nią wszystko dobrze. Tak się nie stało i pewnie w najbliższym czasie nie stanie. Cóż nie mołem sobie wyobrazić, że Holly tak zrobiła. To do niej nie podobne. Poza tym jak mogła ise z kimś spotykać, jak nie wychodziła z domu, nikt do niej nie przychodził? Szła do szkoły i wracała. Jakaby miała kogoś nie chciała by tu przyjechać.

*Niall's POV*

Nie miałem pojęcia co  mogę zrobić. Jeździłem w kółko myśląc nad tym wszystkim. Gdzie ona do cholery może być? Nikt tego nie wiedziałam. Nie zapominajmy o tym, że się kurwa martwię o jakoś dziewczynę, której praktycznie nie znam. Czy to dziwne? Sam nie wiem teraz raczej nie czas jest aby się nad tym zastanawiać prawda? Co ja Horan mam ze sobą zrobić, może zostawić to wszystko w cholere, dać sobie spokój. Niech ją zabije i będzie spokój? Nie wiem kurwa nic nie wiem, co się ze mną dzieje, to przecież normalne w moim życiu i pracy, że ktoś kogoś zabije, nie zawsze mając powód.. Ale czemu ja tego tym razem nie chcę, lub nie mam tego głęboko w dupie? Za dużo pytań jak na jeden raz. Przynajmniej tak mi się zdaję, może wrócę już do Liverpoolu.. Może tak dla mnie było by lepiej, a może nie. Chyba jednak nie nie byłoby ta dziewczyna ciągle jest w mojej głowie. CHOLERA! Muszę się odprężyć. James pewnie siedzi gdzieś w hotelu lub u jakiejś laski. Znając go mogło to też tak być. Nie miał dziewczyny. Nie chciał albo się do tego nie przyznawał, że chciał. Rok temu. Casandra, tak miała na imię. Był w niej kompletnie zabujany. Wyglądali na idealną parę. Nawet czasem za bardzo. Stracił dla niej głowę robił wszystko o co ją poprosił, a on się godził. Oj tak godził. Wtedy też stwierdziłem, ze miłość to gówno. A wiecie dlaczego? Bo kurwa on zwariował nie dało się z nim normalnie gadać tylko ciągle Casandra to, Casandra tamto dziś z Casandrą jedziemy tu, kupiłem jej to spodoba się Casandrze jak myślisz? Ciągle świrował na jej punkcie. Nic nie mogliśmy zrobić. Alex, on coś knuł ale żaden z nas nie wiedział, że to będzie się właśnie ich tyczyć. Dopiero po całej sprawie się o tym dowiedzieliśmy. Jeden z powodów, dlaczego go nienawidze.
Poszliśmy na imprezę, bawiliśmy się świetnie, każdy z nas wyrwał jakąś laskę i się bawiliśmy. James, musiał na chwilę wyjść poczuł się źle. Nie wiem dlaczego, stwierdzilismy, że to wina żarcia, bo zanim tu przyjechaliśmy zjedliśmy dużą ilość chińskiego jedzenia. Nie było go góra 15-20 minut. Wtedy zobaczyliśmy Casandrę, obściskującą się z jakimś gościem. To było coś okropnego nie chcieliśmy aby James to zobaczył musieliśmy coś zrobić, chłopacy poszli do niego a ja tam podszedłem. To był Alex. Gdy spojrzałem na platynową blondynkę było widać, że jest nieźle wstawiona i że coś ćpała. Widziałem ją już wiele razy pijaną, ale teraz wyglądała inaczej, jej oczy błyszczały bardziej niż zwykle, śmiała się wniebogłosy. Niby zachowywała się jak zwykle pijana laska. Ale ona nigdy się tak nie zachowywała, była zazwyczaj poważna. TO nie było w jej stylu.Naprawdę wiła się koło niego, tańczyła i ocierała. Ona nigdy by tego nie zrobiła Jamesowi, bardzo go kochała. BYŁA TO PARA IDEALNA. Właśnie była. James bardzo źle się czuł i postanowił pojechać do domu my też to zrobiliśmy. Zostawiliśmy tamta dwójkę razem. Kilka dni potem w magazynie znaleźliśmy Casandrę, gołą, całą w różynych bliznach i więszkość jej ciała była w zaschniętej krwi. Jej ręce, nogi były związane, a usta zakneblowane. Była cała szara, ona nie żyła. On ją zabił. Zabił to twierdził, że ona zabija Jamesa. Twierdził, że nie może się przez nią skupić na wykonywaniu roboty. Miłość zabija, zawsze kogoś jak nie obydwoje. Zabija od środka. Każdego z nas. Miłość jest dla tych którzy pragną śmierci. Miłość to coś gorszego niż śmierć czy cierpienie. James cholernie to przeżywał. Nikt nie potrafił mu pomóc. Wtedy zacząłem odwracać sie od Alexa. Nie musiał jej zabijać. Ona cholernie cierpiała. Cholernie. To było coś nie ludzkiego. Nie zabił jej bo musiał. Zabił bo tak uważał. To nie było już jego robotą. Nie była mu nic, kurwa winna a mimo to zabił ją. Ona dawała naszemu kumplowi szczęście wprowadzała do naszego domu cień szczęścia. Każdy to odczuwał. Ona była wyjątkowa. James do tej pory nie potrafi się po tym pozbierać. Nie potrafi  żyć. Szuka kolejnych dziewczyn. Podobnych do nich. Zazwyczaj tylko i wyłącznie z wyglądu i niczego więcej. Chce znaleźć drugą Casandrę, ale nie uda mu się to. Kazdy z nas to wie. Ona była jedna wyjątkowa. Jedna jedyna w swoim rodzaju.
Pojechałem do baru. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Usiadłem na jednym z krzeseł. Potrzebowałem relaksu. Tsaaa alkohol da ci to. Haha chciałbym, żeby działał on na mnie jak na niektórych nastolatków, którzy pierwsi raz próbują go i go przedawkowują. Chciałbym, ale to raczej nie możliwe prawda?
Wyciągnąłem joina  z kieszeni. Nie wiedziałem skąd miałem go w kieszeni. Ha może i nie chciałem. Obstawiam, że to James go podrzucił zeszłego wieczoru przy naszym "jedyn piwku" co kończy się zazwyczaj w klubie ze spirytyzmem lub w burdelach. Tym razem tak nie było, lub tego nie pamiętałem. Pierwszy raz zrobilismy tak ostrą mieszankę wszystkich możliwych gówien, że film mi się urwał. Przynajmniej nie skończyło się to jak w Kac Vegas. Miałem też mała torebeczkę z białym proszkiem. Można przypuszczać co to jest. Miałem ochotę zapalić, ale nie miałem zapałek nic kopletnie nc.
-Ej słodziudka -Zawołałem do barmanki. -Masz może ogień?
-Tsaaa i co jeszcze może ci obciągnąć? - Odwróciła się. Miała dosyć duże piersi i usta, które wyglądały jak dwa nadmuchane balony.
-Oj suczko nie grab sobie nie jest dziś w humorze do takich żartów.
-Pfff, złotko, zamknij swój śliczny ryjek. Poza tym chciałeś ogień więc kasa i ta zapalinczka jest twoja. -Powiedziała machając nią przed moim nosem.
-Ok. ok. -Sięgnąłem do kieszeni po portfel. Nie było go tak! CHOLERA. Czy ten dzień mógł być gorszy?
Szybko wybiegłem z baru w stronę samochodu. Bardzo wiało jak nigdy wcześniej. Zacząłem żałować, że tak daleko postawiłem samochód. Szybko do niego wskoczyłem i zacząłem go przeszukiwać. Nie było go!
KURWA. Co mam zrobić?! Może go nie wziąłem z hotelu. To nie zbyt możliwe, ale dobrze żeby było to prawdziwe.
Szybko wyjechałem i w zaledwie 10 minut zjawiłem się w hotelu. Biegnąc między korytarzami, na końcu jednego z  nich zobaczyłem dziewczynę. Wyglądała, bardzo znajomo, ale może mi się zdaję, może to tylko moja wyobraźnia. Lecz nie mogłem nic zrobić to stało się automatycznie.
Dotknąłem ramienia niezbyt czystej dziewczyny -Holly? -Spytałem spokojnie. To co zobaczyłem przerosło moje oczekiwania i nie byłem wstanie sobie tego wyobrazić.
______________________________________________

czytasz=komentujesz
 

piątek, 7 lutego 2014

Rozdział 22.

*Niall POV*

Następnego dnia obudziłem się na cholernym kacu. No, bo czegóż tu innego mógłbym się spodziewać.? Przebalowaliśmy trochę. Co do dziewczyny - Holly. Męczy mnie szukanie jej, jednak z drugiej strony nie potrafię sobie wyobrazić siedzenia na dupie. Jak mógłbym jej nie szukać.? Wszystko ładnie, pięknie ale co zrobię jak już ją znajdę.? Nic, bo cóż by innego.? Nic mnie z nią nie łączy oprócz tego cholernego poczucia winy, że to wszystko moja wina. W sumie to jest moja wina ale czy ona musi o tym wiedzieć.? Chociaż nie jest głupia, więc na pewno już się domyśliła. Wkurwiające jest to, że dziewczyny tak szybko do wszystkiego dochodzą. Czy to orgazm czy to zagadki czy to uczucia. We wszystkim są za szybkie. Sam jeszcze nie wiem czego chce a ona pewnie rzuci mi się w ramiona. Z jednej strony i to jest tylko jedna strona, pasuje mi moje życie. Niczego w nim nie brakuje. Na dziwki pójdę kiedy tylko będę chciał, chociażby za chwilę. Ale ta cała Holly.. Skomplikowała mi życie mała intrygantka. Zresztą kiedy zobaczyłem Briana dokładnie wiedziałem co czuje, skąd.? Sam przeżywałem dokładnie to samo, więc może ta gówniara to tylko taki ciężar na barkach za to co robiłem innym. Może jakaś niewidzialna siła chce mnie sprowadzić na ziemie tą jedną niewinną istotą, do której się tak przywiązałem. Szkoda tylko, że ona nawet mnie nie pociąga. Jest dla mnie tylko i wyłącznie jak siostra. Potrzebuje jej, bo jest za głupia, żeby sama sobie radzić. Pozwoliła się skrzywdzić i dlatego się jej trzymam. Nie chce żeby stała się jej krzywda, znowu. Nie ważne z czyjego powodu. Czy z mojego czy z kogokolwiek innego. Jestem jak jej starszy brat, którego od zawsze potrzebowała. Nie potrafi funkcjonować sama, więc pomogę się jej ogarnąć i tyle, starczy. Potem się odizoluje i będę mógł wrócić do mojego spokojnego życia. Ech gdzie ten skurwysyn Alex.? Umówiłem się z nim tutaj rano na 15. Cioty pieprzonego do tej pory nie ma. Po tym jak rano zobaczyłem powiadomienie, że telefon Holly został włączony od razu kazałem koledze go namierzyć. Jednak było już za późno, podał mi jakąś przybliżoną miejscowość ale co mi kurwa da przybliżona miejscowość w mieście.? Czy on kurwa wie ilu jest tutaj mieszkańców.? Co kurwa mam wejść do każdego mieszkania i powiedzieć -Proszę nie się martwić szukam mojej koleżanki. Spokojnie przeszukam państwa mieszkanie i wyjdę. -Już to kurwa widzę jak mi pozwalają. Zresztą sam na ich miejscu wezwałbym psy. Chociaż każdy z nas wie jak ich nienawidzę. Dzwoniłem do tej kretynki miliony razy ale oczywiście znowu ma wyłączony telefon. Jeśli tylko się okaże, że na prawdę dobrowolnie gdzieś zniknęła stłukę ją.
Marnuje czas a ona może wypoczywa sobie na jakieś plaży. Ech mój mózg za niedługo pęknie od tych wrażeń.
-Przepraszam, może zdecydował się już pan na coś.? -zapytała mnie kelnerka po raz 3. Dopiero teraz zauważyłem,że była taka śliczna. Długie blond loczki opadały na jej ramiona. Wyjątkowo ładna. A ja potraktowałem ją jak kurwę z drugi.. Co z tego, że każdego tak traktuje.?
-A może poleci mi coś pani.?
-Nasz kucharz robi wyjątkowo dobre naleśniki. -mówiąc to prześlicznie się do mnie uśmiechnęła. Chyba nie zaszkodzi jeśli wezmę od niej numer Dziewczyna najwyraźniej nie wie z kim ma do czynienia..
-Naleśniki powiadasz.?
-Amanda. -kolejny uśmiech białych ząbków.
-Skoro są takie dobre to chyba dam się skusić. -zapisała coś w notesiku i odeszła. Przynajmniej wróci. Oby.. Zauważyłem Alexa wchodzącego do restauracji. Potrzebne nam było publiczne miejsce spotkań, ponieważ nie chciałem z nim wszczynać kolejnej awantury a takowa na pewno miałaby miejsce. Ten kretyn potrafi sprowokować mnie 600 razy w ciągu jednej minuty. Ale jeśli może cokolwiek wiedzieć o Holly warto zaryzykować.
-Co się takiego stało, że nagle zapragnąłeś mnie zobaczyć.? -zapytał z tym swoim kretyńskim uśmieszkiem.
-Też niemiło mi cię widzieć. Wcale się nie cieszę z tego powodu.
-To przynajmniej tyle dobrego.
-Dobra pogadajmy na poważnie. -skinął mi głową podajrze na znak, że mogę kontynuować - Ostatnimi czasy widziałeś się z Holly. A tak się składa, że jej szukam.
-No i co z tego, że się z nią widziałem.? O ile dobrze wiem nie jesteście parą.? -dlaczego za każdym razem się tak uśmiecha.?
-Nie, nie jesteśmy. -powiedziałem przez zaciśnięte zęby.  -Ale wy też nie, więc możesz mi odpowiedzieć.
-No dobra, dobra nie bulwersuj się. Widziałem ją parę dni temu, nie wiem. Chciała zapalniczkę. Swoją drogą, niezła z niej zapominalska. W ogólnie mnie nie poznała i wydawała się dość zdenerwowana. Co w ogólnie mi jej nie przypominało. Z przestraszonej księżniczki wyszedł potworek. Nawet pyskowała. -zaczął kręcić z nie dowierzaniem głową. Ona była przerażona. Może uciekła stamtąd od tego pierdolonego psychopaty.? Może się gdzieś zgubiła.? Albo co gorsza ktoś ją porwał.? Japierdole, żaden z tych scenariuszy mnie nie zachwycał.
-No dobra, ale co było potem.? -udawałem rozluźnionego chociaż tak na prawdę cały się spinałem, żeby nie przycisnąć go do ściany i siłą dowiedzieć się każdego szczegółu. Dobrze, że zobaczyliśmy się w restauracji.
-Nic. Wypaliła szlugę i zoriętowała się, że już strasznie późno, więc odwiozłem ją do domu.
-No og, a co było potem.? -tego momentu wyczekiwałem.
-Nic, pojechałem do domu. -od razu zauważyłem, że kłamię. Jednak kiedy wyciągnął telefon z kieszeni zamarłem. To był dokładnie ten telefon, który dałem jej w prezencie. Dokładnie ten, który jej odkupiłem. -Sorry muszę odebrać.
-Spoko. -powiedziałem tak cicho, że sam siebie ledwo dosłyszałem. Może moja wyobraźnia płata mi figle.? Może to tylko jakieś złudzenie, przecież wielu ludzi ma taki telefon. Ale czy to nie dostateczny dowód na to, że on ją jeszcze widział albo co gorsze przetrzymywał.? W momencie kiedy zdecydowałem się go zabić znowu pojawiła się ta cudowna kobieta. No wyczucie czasu babo to ty masz.
-Smacznego. -postawiła tace przede mną a ja zdąrzyłem się na tyle ogarnąć żeby móc trzeźwo myśleć.
-Dzięki. -w tym momencie Alex podszedł do mnie do stolika i rozsiadł się jak gdyby nigdy nic. Skurwysyn. Pojadę za nim i zacznę śledzić. Tym sposobem będzie mi bardziej przydatny niż martwy. Tak to jest dobry pomysł.
-Stary jeśli to już wszystko to ja będę spierdalał, spieszy mi się. -skinąłem głową i zacząłem przeżywać pierwsze kensy jedzenie, laska miała racje one są rewelacyjne. -Wiesz dzieci mi płaczą. -mówiąc to po raz kolejny uśmiechnął się jak pedał i wyszedł. Ciekawe czy do Holly czy jeszcze cholera go wie gdzie.
Jakoś specjalnie mi się nie spieszyło z jedzeniem, ponieważ musiałem to sobie przemyśleć. Jeśli ją przetrzymywał to pewnie domyślił się, że po to chce się z nim spotkać. Wiedział, że nie odpuszczę. W sumie miał racje ale nie o tym teraz.. Na wieczór pojadę za nim chuj wie gdzie. Chociażby na drugi koniec świata. Żeby tylko wiedzieć co z nią..


                                          ***

A więc jest koło swojego mieszkania. Podjechałem mniej więcej w tamte okolice i zostawiłem samochód. Muszę się przejść, bo samochód od razu by zauważył. Szkoda, że to tak daleko a ja jestem takim leniem, że na prawdę nie chce mi się tam zapierdalać. Wyjąłem z kieszenie szlugi i wyciągnąłem ostatniego. Ech trzeba będzie zaiwestować w nową paczkę. Nie lubię jarać ale lubię. Czy to normalne.? Na pewno nie. Cóż można coś lubić i nie lubić za jednym razem i chuj. Kilka razy pstryknąłem tą cholerną zapalniczką i w końcu mogłem odpalić szlugę. Zaciągnąłem się i ruszyłem przed siebie. Wypuściłem chmurę dymu i od razu lżej mi się zrobiło na płucach. Palenie jest ożeźwiające i odprężające. Dzięki temu czułem się taki odprężony. Nie spieszyło mi się pod dom tego frajera. Ale czy aby nie powinno.? Czy nie chciałem jej odnaleźć.? Coraz bardziej gubię się w swoich myślach. Możliwe, że zachowuje się jak cipa ale cóż poradzić.? Takie życie. Powoli dochodziłem do domu Alexa. Totalnie zapomniałem, że jest tutaj tak mokro. Cały czas wchodziłem w jakąś kałuże mocząc sobie przy tym oczywiście buty. A no zapomniałem wspomnieć kochany rozumku, że założyłem białe adidaski. Hym dobrze, że zrezygnowałem z tych białych rurek, bo teraz naplułbym sobie w brodę za to. Na szczęście Horanem ma jeszcze trochę rozumy, dzięki Bogu.
Usłyszałem go już z daleka, wydzierał japsko na swoich kumpli. Musiało się coś stać, moje serce zabiło dwa razy szybciej. Wyrzuciłem niedopalonego papierosa na ziemię i pobiegłem w kierunku głosów. Starałem się to robić jak najciszej i omijać każdą z możliwych kałuży, która narobiłaby niepotrzebnego hałasu. No oczywiście jak to ja musiałem niepotrzebnie się w jedną wjebać i cały się ochlapać, zajebiście kretynie. Na szczęście rozmowa była tak głośna, że nie udało im się tego usłyszeć (chyba). Podeszłam bliżej trzymając się boku domu. Wszyscy jego ,,kumple" stali koło bramy i darli ryje na całe kurdę miasto.
-Jak to ją kurwa zgubiliście.?! -wydzierał się po raz kolejny. WTF.?! -Ta mała suka była kluczem do wszystkiego. Zostawiłem was na pierdoloną godzinę a jak tutaj wracam to jej nie ma.? A wy mi mówicie dopiero teraz, że uciekła.?! Nigdy jej już kurwa nie znajdziemy, nigdy. Parę godzin temu mieliśmy szanse ale teraz.? Na pewno nie.
Gorzej kurwa niż z dziećmi, gorzej. -darł się i darł, a do mnie powoli docierało to co się stało. Bardzo powoli zacząłem układać, wszystko w całość. -Niall spotkał się ze mną, żeby o nią zapytać i kurwa co.?! Holly sobie uciekła.. Kurwa mogłem z nim robić wszystko czego tylko zapragnę a wy mi taki numer odpierdalacie.?! -Nie słuchałem już tego co do mnie mówił. Powoli się wycofywałem do mojego samochodu i nawet nie zauważyłem kiedy siedziałem już w środku. W końcu to do mnie dotarło.. Ta pierdolona świadomość. Więził ją.. Ten pieprzony sukinsyn, więził ta dziewczynę po tym wszystkim co przeszła. Miałem ochotę iść i go tam rozpierdolić, jednak nie mogłem. Jeśli uciekła to na pewno nie wróci do domu, w takim razie pytanie jest, dokąd pójdzie.? Dokąd.? Niall myśl, kretynie.. Nie wspominała Ci o jakimś miejscu.? A no tak.. Za długo to ja z nią nie gadałem bynajmniej kończyło się na kolejnych kłótniach. Ech nie wydaruje sobie tego, że miałem ją tak blisko i jej nie pomogłem. No ale skąd mogłem wiedzieć.?






Rozdziałek nie jest długi ;c No niestety tak już wyszło :C Ale przynajmniej mam nadzieje, że Wam się podoba ♥ Na nasze usprawiedliwienie mamy tylko te głupie projekty :c Na szczęście ferie nam się zbliżają i postaramy się wszystko nadrobić ♥ A tak jakby się komuś może nudziło, możecie sobie czytać mojego bloga ♥ Byłoby mi bardzo miło =^.^= Buzioly  dla wiernych czytaczy ;*

* http://brutalandvicious.blogspot.com/#_=_ - se zapraszam ;*

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 21

DZIĘKUJE ZA WSZYSTKIE KOMENTARZE SĄ ONE NAPRAWDĘ MILE WIDZANE.
INFORMUJE PONAD 20 OSÓB A KOMETUJE 8 WIĘC JESZCZE RAZ PROSZĘ, ŻEBY TU INFORMOWANI POJAWIŁY SIĘ WASZE TT,JEŻELI JESZCZE CZYTASZ I CHCESZ BYĆ INFORMOWANA.
RAZEM MAMY 318 KOMETARZY TO DUUŻOOOOO. DZIĘKUJE WAM ♥
MIŁEGO CZYTANIA. :)




*Holly's POV*


***
Nie wiem ile dni tu siedziałam 2-3 może dłużej. Jedzenie było przynosze mi -z moich obliczeń wyszło, że kilka razy dziennie. Choć nie mogę być do końca pewna. Mogłam jeść sama i "poruszać się". Jeżeli tak to można nazwać. Moje nogi i nadgarstki były powiązane jakimiś grubymi linami albo łańcuchami, każdy większy ruch sprawiał mi ból. Całe nadgarsty miałam pozdzierane w takim samym stanie albo nawet gorszym były miejsce na moich kostkach. W jednym rogu pokoju stało wiadro... Tak do tego miałam się załatwiać. O kąpieli mogłam pomarzyć, w drugim rogu zaś była umywalka i jakieś popękane lustro.
Czy oni już kogoś tu przetrzymywali? Czy to wszystko było tak dokładnie zaplanowane? Te pytania pozostawały bez odpowiedzi. Bez jakiegokolwiek ukierunkowania, które pomogło by mi to wszystko zrozumieć. Nie umiałam tego poskładać. Nic do siebie nie pasowało. Nic. Sytuacja, która wydarzyła się nie spełna miesąc temu tkwiła w mojej głowie, za każdym razem, gdy wychodziłam przed dom, za każdym razem gdy dotykałam telefonu, za każdym razem.
Przez większość czasu starałam się nie myśleć, gdzie jestem. Starałam zajmować czymś przyjemnym. Często był to niebieskooki blondyn. Coś nas pchało do siebie.
Nagle ktoś wszedł do mojego "więzienia".
-Więc rozbieraj się maleńka czas się pożadnie zabawić. -Nic nie odpowiedziałam, choć miałam ochotę głos utknął mi w gardle. Co mogło być gorszego, torury czy gwałt? Bałam się go tak cholernie, zacisnęłam powieki myśląc, że ucieknę stąd w jakiś sposób, ale niestety to nie było możliwe. -Widzę, że nasza kochana Holly nie ma ochoty na zabawę. Jak smutno, ale Alex ma, skarbie. -Powiedział i wyszczerzył się do mnie.
ALEX. ALEX. ALEX. Znałam to pierdolone imię. Z N A Ł A M.
Tak to on chciał mnie i Niall'a postrzelić. To ona nas wtedy gonił. Czy to wszystko do cholery było zaplanowane?
Podszeł jeszcze bliżej. Miałam nadzieję, że zaraz ktoś wyskoczy z ukrytą kamerą i krzynie "PRANK" i wszyscy zaczną klaskać. Tsaaa.. Wyobraźnia mnie poniosła, nigdy się tak nie stanie, choć my tego cholernie chciała.
Był teraz tak blisko, że czułam jego oddech na swoim ciele i i bijące od niego ciepło.
Miałam ochotę wstać i uciec stąd jak najdalej, chciałam być bezpieczna, tak jak miałam 6 lat i śnił mi się koszmar, mama przyszła i mnie przytuliła i czekała aż usnę wtedy czułam się bezpieczna. A teraz teraz jestem zupełnie sama, z nim.
-Niee wiesz skarbie, najpierw zadzwonisz do rodziców. Powiesz im, że wyjechałaś na jakiś czas, że musisz wszystko przemyśleć i że mają się nie martwić z jakimś chłopkakiem. Jasne? -Poczułam jak przykłada zimną stal do mojego polika, przyciskając mocnooo. Syknęłam z bólu. -Rozumiemy się? -Zapytał ponownie.
-Tak. -Odpowiedziałam tak ochryple, że nie poznawałam własnego głosu do tego mówienie sprawiało mi ból.
-Więc zaczynamy przedstawienie. -Wyciągnął ze swojej kieszeniu, mój telefon, który dostałam od Nialla. Wybrał numer i przystawił mi do ucha telefon nadal trzymając nóż przy mnie tym razem na gardle.
Usłyszałam 3 sygnały i ktoś odebrał. Cały czas ptarzył na mnie. Nie wiedziałam do kogo on wybrał numer.
Nagle usłyszałam szloch po drugiej stronie. -Holly? Skarbie czy to ty? -Powiedziała kobieta, to była mama. Nadal nie mogła powstrzymać się od łez. -Kochanie, jesteś tam z tobą wszystko... -Jej głos się załamał. - wszystko w porządku? -Nie byłam w stanie niczego powiedzieć miałam gulę w gardle. Poczułam, że gorące ostrze przesuwa się po lini moje szczęki, chciałam wydobyć z siebie jęk bólu, ale nie mogłam, zasłonił mi ustą twarzą i powiedział na ucho:
-Czas tyka skarbiee, albo kłamiesz, albo zobaczysz jak zabijam twoją matkę i twojego brata na twoich oczach, jak krwawią. Nie, nie ja ich zabiję tylko ty. Nie będziesz mieć wyboru. Więc dzwonisz jeszcze raz czy chcesz posunąć się dalej? -Te słowa wydobyły się z jego ust niczym brzydtwa. -Więc jak robisz Rain?
-Dzwoń. -Powiedziałam szeptem co mogło być ledwo słyszalne. Miałam ochotę się rozpłakać.
Po jedym sygnale odebrała. Musiałam je wcisnąć kłamstwo, że coś na przerwało. Uwierzyła, ale nadal płakała, z mojego powdu, bo myślała, że uciekłam. Gdy tylko skończyłam nawijać jej historyjkę, że wyjechałam i wgl. Nie chciała uwierzyć, błagała, żebym wróciła. Czułam, że po moich polikach spływa morze łez nic już nie mogłam powiedzieć nic. Zerwał połączenie między nami i wyłaczył telefon.




*Niall POV*

Byłem totalnie zszkowany, na dodatek chciałem zabić tego pierdolonego skurwysyna, który
skrzywdził moją
 Holly. Wybiegłem myślami za daleko. Jaka moja.? Przecież ja troszczę się o nią, bo to takie małe dziecko. Nic więcej. Ale gdzie ona teraz do cholerty jasnej była.? Szlak mnie tu zaraz trafi i pódję ukatrupić jej wujka. Zrobię to, zrobię, bo skurwysyn sobie na to zasłużył.
-Niall.. Znajdziesz ją.? -Brian patrzył na mnie załamany, a co ja mu kurwa miałem powiedzieć.? ,,Tak" ? No i co.? Znalazłbym ją martwą i jakbym mu to powiedział.. Jednak z drugiej strony nie mogłem jej znaleźć martwej przecież mi.. Kurwa po prostu chce wiedzieć co z nią i dać sobie spokój. TYLE.
-Postaram się, a teraz muszę spierdalać, sory.
Wybiegłem stamtąd najszybciej jak się dało. No i oczywiście jak najciszej. James pewnie siedzi już przed hotelem i mnie przeklina, za to, że się spóźniam. Mimowolnie się uśmiechnąłem, bo lubiłem wkurzać moich znajomych. Może nie było to miłe, jednak prawdziwe.  Szybko wsiadłem w samochód, który zaparkowałem w chuj daleko od tego pieprzonego domu. Pytam się, dlaczego nie zacząłem właśnie od niego.? Zmarznowałem cały dzień na to, żeby przekonać się o tym czego sam się domyślałem. Holly nie uciekła, tylko została porwana. Od razu w myślach stanęła mi jej twarz. Była smutna. Dokładnie tak samo jak wtedy kiedy nazwałem ją ,,suką". Wiedziałem, że nią nie jest a ją to tak strasznie zraniło, że niemal czułem jak mnie to boli. Ale przecież to nie możliwe, to iluzja. Wydaje mi się tylko. To takie schizy i tyle. Zanim się obejrzałem siedziałem już w samochodzie i byłem w drodze do hotelu. Tak jak podejrzewałem James siedział przed wejściem totalnie wkurwiony. Jarał już szlugę, jak przypuszczam jakąś 10 z kolei. No ale cóż bywa. Zaparkowałem moim samochodzikiem starając się nie myśleć o Holly, co wcale nie było takie łatwe. Ale to tylko troska, martwię się o nią, bo jest dla mnie jak młodsza siostrzyczka. Zamknąłem samochód i do niego podeszłem.
-Gdzieś ty stary do chuja był.? -wydarł się zflustrowany.
-Sory, szukałem kogoś.
-Ty i szukanie kogoś.? Ludzie od ciebie spierdalają na drugi koniec miasta, a ty mi mówisz, że kogoś szukałeś.?
Podrapałem się po głowie zakłopotany. w sumie miał racje, jednak co z tego.? Musiałem ją przecież znaleźć. Zanim zacznie mi zadawać kolejne kretyńskie pytania, na które nie będe znał w tym momencie rozsądnych odpowiedzi zaprowadziłem go do hotelu. Mój pokój nie był jakoś specjalnie wielki ale usiedliśmy w nim spokojnie.
-Nie wiedziałem, że tu się bujasz.. Byłem w okolicy kilka dni temu z Alexem.. -Alex.. Ta kreatura krąży w mojej głowie odkąd tylko go znam. Ale chwila.. Kilka dni temu.? Przecież Holly zaginęła niedawno, więc może się gdzieś tutaj spotkali.? Może ją widział.? Musiałem szybko ostudzić mój entuzjazn, żeby nie wzbudzić jego podejrzeń. Nie dali by mi żyć, gdyby dowiedzieli się, że tak uganiam się za tą dziewczyną. Siedzieliśmy w ,,kuchni" jeśli tak można było nazwać to prowizorodyczne pomieszczenie.
-Gdzie dokładnie byliście.? -zapytałem od niechcenia, chociaż na prawdę moje wszystkie komórki rwały się by dowiedzieć się jak najwięcej. Chciałem zadać wszystkie nurtujące mnie pytania od razu, jednak nie mogłem jeśli nie chciałem się zdradzić. Zdradzić.? Ciekawe określenie na to co czuje, mój mózg zaczyna szaleć a ja razem z nim.
-No tutaj gdzieś w okolicy. Powiem ci stary, że nie wiem dokładnie, bo to Alex prowadził.
-Spoko rozumiem. -jeszcze nie jest pewne, że byli tam gdzie Holly.. Nie jest..
-Spotkaliśmy tam dziewczynę. Brunetka.. Śliczna na swój sposób. Miała bardzo długie włosy.. -serce zabiło mi dwa razy szybciej. Przecież on opisywał Holly. Nie dość, że ją widział to jeszcze jej nie poznał kretyn.
-James, czy ty zdajesz sobie sprawę, że opisujesz dziewczynę, której szukamy.? -starałem się mówić bardzo spokojnie co nie przychodziło łatwo. Na dodatek widać, że zrobiło mu się głupio, co za imbecyl.
-A skąd ja stary mogłem wiedzieć, że to ona.?! Jeśli to w ogóle była ona, wiesz ile jest takich dziewczyn na świecie.?
-Nie kurwa nie wiem.
-Dużo.
-Dobra nie ważne. -byłem już taki wkurwiony, że nie warto się było kłócić dalej. - Opowiedz mi jak to było.
-No więc staliśmy z Alexem chuj wie gdzie w sumie. A tu podchodzi do nas ta piękna brunetka i chciała pożyczyć ognia. Była dość zdenerowana.. W sumie nie wiem czemu. -Jakbyś kurwa mieszkał z wujkiem masochistą to byś wiedział.. - A więc postaliśmy pobajerowaliśmy i to by było na tyle. No dobra jeszcze ją odwieźliśmy. Emm to by było na tyle.
-Nie wracaliście tam ani nic.? A może widzieliście kogoś.? -na prawdę starałem się złapać jakikolwiek trop. Chciałem ją odnaleźć za wszelką cene.
-Stary zakochałeś się czy co.? -wybuchł śmiechem, za to ja mordowałem go wzrokiem. -Dobra, dobra już.. My nie Alex wysadził nas na jakieś imprezce i po coś tam wrócił. Szczerze to nie mam pojęcia po co, bo już do nas nie wrócił i musiałem wracać taxówką. Pojeb. -a więc jest nadzieja, że ta łachudra go widziała. Tylko weź się człowieku z nim dogadaj. A co jeśli to on jej zrobił krzywdę.? Nie chce nawet o tym myśleć.
-Dobra na dzisiaj może dajmy sobie spokój i wypijmy po piwku.? -musiałem jakoś odwrócić jego uwagę, żeby nie pierdolił mi cały wieczór o Holly.

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 20





*Brian POV*


Gdy Niall odjechał, postanowiłem zakończyć całą impreze. Starzy i tak pewnie zaniedugo wrócą do domu. Wyrzuciłem z domu jakiś pietnastu ludzi, a kilku przyjaciół poprosiłem o pomoc w sprzataniu tego całego burdelu.  Na szczęście nasi rodzice o niczym się nie dowiedzieli, miałbym niezłe kłopoty. Pożegnałem się z kumplami na kilka minut przed ich powrotem. Po domu rozległ się telefon. Jednak cholernie nie chciało mi się go odbierać po tym co odpieprzyliśmy z chłopakami. Posprzątać ten burdel, bo tak mogłem w tamtym momencie nazwać mój dom, to prawdziwy cud. Leżałem na łóżku  i odpoczywałem, jednak telefon nie dawał za wygraną, a mnie to strasznie wkurzało. Niechętnie podniosłem  się z łóżka i powlokłem się w strone męczącego hałasu. Nie zdąrzyłem przystawić telefonu do ucha kiedy usłyszałem głos  wujka. Serce zabiło mi dwa razy szybciej. Jeszcze nigdy nie dzwonił do nas o tej porze, więc na pewno coś się stało. Stałem jak wmurowany w podłogę kiedy zoriętowałem się, że to mój ojciec odebrał.
 -Taaaaaa mała suka, uciekła z kimś. -Wysyczał przez telefon. Holly... Musiało się coś stać. Wiedziałem, że nie powinna była tam jechać. Nie zwracając na nic uwagi odłożyłem słuchawkę telefonu i zbiegłem na dół. Ojciec jeszcze pieprzył przez ten cholerny telefon kiedy ja nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić.  Byłam strasznie wkurzony.
-Co się stało tato.? -przecież nie mogłem mu powiedzieć ,,Tato co z Holly.?", bo zabiłby mnie za to, że podsłuchiwałem. Posłał mi tylko wrogie spojrzenie, jednak nie ruszyło mną to. Muszę wiedzieć co z nią.  Nadal stałem w tym samym miejscu jak gdyby mnie to w ogóle nie dotyczyło.  Zasłonił słuchawkę ręką i pochylił się w moją stronę.
-Pakuj się jedziemy do wujka, a i obudź mamę. -`Nic więcej nie było mi potrzebne do wiadomości żeby wiedzieć, że coś się stało. Natychmiast wbiegłam po schodach i obudziłem mame. Następnie wyciągnąłem z szafy moją podróżną torbę i jak popadnie wrzucałem do niej ciuchy. Zaraz na pewno usłysze wołanie z dołu.
-Brian.! Brian.!


 


***


Po paru godzinach byliśmy już na miejscu. Podróż mnie wykończyła, ponieważ matka i ojciec cały czas się kłócili. Ona obwiniała go, że to jego wina. W sumie to była jego wina, więc się jej nie dziwię. Holly wcale nie chciała tu przyjeżdżać. Wiedziałem, że ją zmusił do tego, jednak nie spodziewałem się, że ona stąd ucieknie. Matka niczego nie podejrzewała.. Po prostu chciała żeby jej córeczka była już w domu.  A ojciec jak zwykle wprowadzał swój terror.  Przecież gołym okiem widać, że ona nigdy nie chciała tam jeździć.. A w ostatnim czasie nawet bała się o tym rozmawiać.. Nie wiem jak udało się jej przekonać matkę, że ,,chce” tu przyjechać, znając życie zmusił ją do tego ojciec. Gdybym mógł zabiłbym go za to od razu, za to jak skrzywdził moją siostrę. Siostrę tchórza. Ta kretynka boi się wszystkiego, dlatego każdy robi z nią co chce. Jest tak wcześnie a jedyne na co mam ochotę to morderstwo własnego ojca. To nienormalne, ale nie mogę żyć ze świadomością, że ktoś krzywdzi tą debilkę.. Przez te parę godzin zdałem sobie sprawę, że jest dla mnie ważniejsza niż mi się wydawało.  Czuję się jak w transie, z którego ciężko się otrząsnąć. Nawet nie zauważyłem kiedy znalazłem się w kuchni wujka. Patrzyłem na niego z obrzydzeniem. Domyślam się co zrobił Holly. Po raz kolejny owładnęła mną chęć mordu. Zresztą chyba najchętniej to zatłukł bym połowę naszej rodziny za to, że tak krzywdzą Holly.
-Brian idź na górę prześpij się. –powiedział ten obleśny typ.
-Nie dziękuje. Chciałbym się dowiedzieć jakim cudem moja siostra stąd zniknęła.  –ojciec posłał mi mordercze spojrzenie ale ku mojemu zdziwieniu matka stanęła w mojej obronie.
-Tak ja też chciałabym się tego dowiedzieć. Przecież miałeś jej pilnować. Oddałam moje dziecko pod twoją opiekę.  –ojciec był bezradny, bo nie chciał robić scen. Gdybyśmy byli gdzieś indziej na pewno zrobiłby jej awanturę, podziwiam ją, że potrafi z nim wytrzymać tak długo. Ja na jej miejscu już dawno bym się poddał.
-Ta mała suka stąd uciekła.! Co ja mogłem zrobić.?! –zamiast ojca wydarł się na nią wujek.
-Moja córka taka nie jest. Nigdy nie uciekłaby z domu. A przynajmniej nigdy z byle jakiego powodu. 
-Chcesz mi coś zarzucić.?! –wściekł się, jednak na mamie nie robiło to wrażenia.
-Oczywiście, że nie. –sarkazm i mama.? Czyżbym nie tylko ja coś podejrzewał.?
-Kochanie uspokój się jesteś zmęczona. Przecież wiesz, że nigdy by jej nie tknął.
-Jeśli nie masz zamiaru mnie wesprzeć po prostu zamilcz i idź po nasze rzeczy. Nie ruszę się stąd dopóki nie dowiem się co z moim dzieckiem, czy ty to rozumiesz.? –walczyli na spojrzenia a ja stałem jak wryty. Nigdy nie widziałem matki takiej jak teraz. Podszedł do niej ojciec ale zanim zdążył ją zastraszyć wszedłem między nich i osłoniłem matkę. Koniec terrorów.
-Jeśli chcesz coś powiedzieć mamie to mów śmiało na głos. –byłem już tak zdenerwowany, że było mi wszystko jedno jakie będzie mi dane ponieść za to konsekwencje.  Spojrzał tylko na mnie zdziwiony i wyszedł na zewnątrz. Mama przytuliła mnie od tyłu, była taka niska, że przytulała się do moich pleców.
-Dziękuje synku. –szepnęła.
-Wujku mógłbyś nam powiedzieć kiedy straciłeś ją z oczu.? Może jednak jest tu gdzieś niedaleko.? Przecież ona w ogóle nie zna tych terenów, więc pewnie gdzieś się zgubiła i ryczy przez swoją głupotę. –musiałem zastosować inną taktykę żeby się czegoś dowiedzieć.


                                                              ***

Poszliśmy z matką poszukać Holly. Ojciec też z nami był, jednak odłączył się i poszedł w innym kierunku. Wolałem mieć matkę na oku, ponieważ na pewno jeszcze jej się oberwie za chwilę śmiałości. Obeszliśmy całą tą zasraną miejscowość i szczerze.? To chuj wie gdzie wyszliśmy. Musiałem zadzwonić do ojca żeby wyjaśnił nam drogę powrotną. Szkoda, że nigdzie nie trafiliśmy nawet na ślad Holly. Co się z nią działo.? Gdzie jest.? I czy nikt jej tam nie krzywdzi.? Te pytania krążyły w mojej głowie jednak nie mogłem się nimi przecież zadręczać, bo mama nie wytrzymałaby z tym psychicznie. Ojciec dołączył do nas w połowie drogi do domu ale żadne z nas się nie odezwało. Każdy szedł w grobowej ciszy.
Było już ciemno, więc od razu po wejściu do domu poszedłem się położyć spać. Szkoda, że to nie było takie proste jak mi się wydawało. Nie mogłem po prostu kurwa usnąć. Pójdę po szklankę wody, bo dopiero teraz poczułem jaką mam sachare w mordzie. Otworzyłem drzwi i zszedłem na dół. Po cichu żeby nie zrobić awantury. Przecież ten dom jest tak pojebany, że gdyby tylko ktoś kichnął o tej porze to zabiliby go na śmierć. Zauważyłem, że światło w kuchni nadal jest zapalone a ktoś tam szepcze. Podszedłem powoli na palcach zobaczyć kogo tam zastanę. Jednak w połowie drogi usłyszałem jak ojciec szczepcze do wujka.
-Jak to kurwa ktoś ją zabrał.? –był mega zdenerowany i ledwie go słyszałem. Bardzo starał się być cicho, jednak coraz gorzej mu to wychodziło.
-Wróciła późno.. Chciałem ją ukarać..
-Czy ty jesteś pojebany.? Ostatnim razem było Ci mało.? Jakbym to wyjaśnił mojej żonie jakby jej powiedziała prawdę.? Zachciało ci się powtórki.?
-Gdyby nie była taka puszczalska to wszystko byłoby dobrze.
-Ty naprawdę jesteś chory.  Zgwałciłeś moją córkę. Nie powiedziałem ci nic, bo jesteś moim bratem. A teraz chciałeś to powtórzyć.?  -ona zrobił Holly to…. ? Momentalnie zrobiłem się bledszy niż byłem. Bynajmniej tak mi się wydawało. Nie czułem swoich nóg, jak on mógł kurwa na to pozwolić.?
-Jest pociągająca, co ja ci poradzę.? Tak ją sobie wychowałeś, więc co się dziwisz.? Zresztą spieprzyła ze swoim chłopaczkiem, który tu przyjechał i ją ,,uratował”. –już nic nie musiałem wiedzieć. Wróciłem na góre do swojego pokoju jak w jakimś amoku. Ojciec o wszystkim wiedział i jeszcze zrobił jej to po raz kolejny. Wysłał ją tu. Do miejsca swojego koszmaru.. Muszę do niej zadzownić, powiedzieć, że o wszystkim wiem i że nie pozwolę jej skrzywdzić ponownie. Wyciągnąłem telefon, jednak w tym pierdolonym pokoju nie miałem nawet zasięgu. Ech obeszłem go wzdłóż i wszerz jednak dalej nic. Dobra kibel. Czuje, że nogi odmawiają mi posłuszeństwa, więc sobie usiadłem.  Wybrałem numer mojej siostry, jednak nie odebrała. Drugi, trzeci, piąty, dziewiąty raz także. Japierdole..
-Odbierz! Błagam martwię się o ciebie. Błaaaaaaaaaaagam, odbierz Hooooooooolly, nie wiem co się z tobą dzieje..  Moje oczy były podpuchnięte, a twarz miałem bladą. Jak ja kurwa mam ją znaleźć.? No jak.?
-Brian.... Co się stało? Czemu tu jesteś? Brian! – Pierwsze co poczułem widząc Nialla w łazience ze mną to szok. Skąd on się tu wziął.? Szukał Holly.? Ciekawe czy już wie..  Patrzyłem na niego wzrokiem pełnym bólu. Co ja mu mam powiedzieć, że nie umiem nawet pomóc swojej siostrze.?
-Holly nie wróciła. A to wina tych skurwysynów. –tylko tyle mogłem powiedzieć, na więcej nie pozwolił mi mój głos. Byłem totalnie załamany.
-Jak to nie wróciła.?! –ciekawi mnie czemu się nią tak interesuje.. –Brian mów kurwa wszystko co wiesz, ja muszę ją znaleźć.
-No to tak jak ja. –w dupie mam z kim rozmawiam, najważniejsza w tym momencie jest Holly.
-Brian, nie wkurwiaj mnie.  Czego się dowiedziałeś.? –był wkurwiony, więc może jednak warto mu powiedzieć.?
-Nie wiem na jakim etapie relacji jesteś z moją siostrą, jednak ci powiem.  Mój ojciec to skurwysyn, wiedział o tym, że wujek ją skrzywdził i nic z tym nie zrobił na dodatek wysłał ją tu ponownie za karę. Ponownie chciał ją skrzywdzić, jednak jakiś cudem udało jej się uciec, ktoś jej pomógł i uciekła z nim. –gdy powiedziełem to na głos zabrzmiało to jeszcze gorzej niż jak o tym myślałem.  Nie wiem jak tacy ludzie jak oni mogą jeszcze żyć.
-Czekaj, czeekaj. Nie za bardzo rozumiem.. –wyglądał jakby usilnie się nad czymś zastanawiał, tylko nad czym.? Nad tym, że moją siostrę ktoś zgwałcił.? A tym kimś nie był jakiś obleśny typ chuj wie skąd tylko kurwa mój wujek.  –Jak to skrzywdził.?
-Kurwa uciekła stąd z kimś, bo mój popierdolony wujek ją chciał ją zgwałcić. A jakby tego było mało chciał to już ra to kurwa zrobił. Jeśli coś się jej stanie nie daruje tego nikomu.



Miśki przepraszam, że tak długo czekaliście ale miałam zepsutego lapka i to dlatego.. Mam nadzieje, że warto było czekać. ;*

+zajrzyjcie może do mnie, znaczy się na mojego blog.?
http://brutalandvicious.blogspot.com/#_=_ -bardzo ładnie proszę. / Kornelia <3

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 19

*Niall's POV*

To pieprzone szukanie, jej zajmowało mi wieczność.
Musiałem wejść do każdego domu, i sprawdzić, sprawdzić każde pomieszczenie, każdą piwnicę, każdy zakątek gdzie mogłaby się znajdować. To było coś okropnego, powoli miałem tego dosyć. Zacząłem w nocy, dnia w którym tu przyjechałem. Sam wynająłem sobie pokój w hotelu w centrum miasta. Niestety wcześniej, poszedłem do magazynu nikogo tam nie było. Był zamknięty, lub ktoś był ktoś kto nie chciał mnie tam wpusić tylko kto? Markus? Bał się mnie? Może Dean - tak zwany stary obleśny kutas, który miał jakieś 38 lat i kierował tym całym gównem, kazał mu mnie unikać i nigdzie nie wpuszczać. Sam, nie wiem, ale miałem teraz większe zmartwienie. Holly.

***

I trzeba zacząć od nowa, tylko że teraz muszę sobie jeszcze zaplanować jakoś dzień. Nie miałem pojęcia jak. Chciałem zadzwonić do Jamesa i powiedzieć gdzie jestem, żeby pobył ze mną. Wszystkiego czego mogłem nienawidzić to była ta cisza i samotność, może jej potrzebowałem? Ale nie chciałem przebywać teraz sam. Chciałem móc pogadać z kimś o niczym, pośmiać się, powspominać. Cokolwiek, robić tylko nie myśleć. Lecz ona cały czas siedziała w mojej głowie, jej długie, brązowe włosy, które zawsze miała w idealny nieładzie, lekki makijaż- nie był jej potrzebny była naturalnie ładna. Choć nie przepadałem za tym typem dziewczyn, ale... coś ciągnęło mnie w jej stronę, ta inność której nie znałem i to, że różniła się niż wszystkie dziewczyny, które znałem, była wrażliwa lecz tego nie okazywała, była silna, ale tego nie widziała, była po prostu tak jakby inna, może lepsza...
Wreszcie postanowiłem przestać myśleć i postanowiłem, wstać z łóżka i iść do sklepu. Nie wziąłem ze sobą żadnych ciuchów, więc musiałem ubrać się w te, które miałem na sobie poprzedniego dnia. Nie wzbudziło to we mnie żadnego uczucia, nic, choć na codzień nie zrobiłbym tego nie miałem zwyczaju chodzić dwa dni w tym samym t-shircie. Może czułem się trochę dziwnie na początku, ale można było się przyzwyczaić do tego. Zanim jeszcze wyszedłem z mojego pokoju hotel - jeżeli wgl można tak to nazwać, był to jakiś stary budynek, u którego na wejściu było czuć grzyba lub jakieś inne cholerstwo, lecz byłem tak zmęczony poprzednim dniem, że nie zwróciłem na to uwagi.
Cały hol wraz z recepcją był w miarę zadbany. Po wejściu można było zobaczyć kilka odrapań na ścianach pokrytych jakąś starą tapetą w dziwnych kolorach, tego wzoru nie dało się określić. Recepcja była wykonana z drzewa, w kolorze mahoniowym. w całym tym pomieszczeniu panowała cisza tylko, czasem było słychać jak kobieta siedząca za ladą stuka swoimi długimi czerwonymi paznokciami w klawisze klawiatury, niezbyt nowego komputera. W całym hotelu znajdował się jakieś 10 do każdego była łazienka. Każdy z nich wyglądał tak samo, na środku stało łóżko dwuosobowe - pokryte zżółkłą pościelą, która kiedyś miała prawdopodobnie kolor śnieżnobiały, gdzieś stał TV oraz dwie szafki nocne z obu stron łóżka. W kącie stała dosyć duża szafa.
Gdy wyszedłem na zewnątrz, promienie słońca otuliły moją skórę oraz zaczęły razić w oczy, które odruchowo zmrużyłem, aby chronić, oczy przed nimi, lecz po jakiś sekundach przyzwyczaiłem się do światła. Poszedłem w stronę samochodu, która zajęła mi nie dłużej niż 2 minuty, zastanawiałem się czy jechać samochodem czy może iść. Lecz wziąłem z niego jedynie, papierosy oraz portfel, który znajdował się w schowku samochodowym i z powrotem  go zamknąłem. Szybko wyjąłem jednego i podpaliłem następnie zaciągając się nim. Brakowało mi tego na pewno ponad 12 godzin nie paliłem too dużo. Szedłem przed siebie, patrząc na sklepy, które się tu znajdowały, było ich dosyć dużo,  jeden obok drugie, w jednym były ubrania, w drugim słodycze, trzeci zaś miał dosyć dużo artykułów spożywczych na małej powierzchni. Zobaczyłem na rogu jakąś małą knajpę postanowiłem wejść i coś w niej zjeść, ponieważ wyłaniały się z niej niesamowite zapach, nie mogłem sobie odmówić. Gdy wszedłem do pomieszczenia, było czuć zapach świeżo parzonej kawy, jakiegoś pieczywa, ale gdy wszedłem dalej unosił się tam zapach oleju od frytek, bekonu oraz zapach pieczonej pizzy.
Później zrozumiałem o co w tym wszystkim chodziło. Lokal dzielił się na dwie części prawdopodobnie mial też dwóch właścicieli i dwie różne karty. Z jednej strony miałem ochotę na kawę i jakąś dobrą kanapkę, ale nie mogłem się też oprzeć jakiemuś dobremu hamburgerowi z frytkami i colą.
Postanowiłem jednak przejrzeć obie karty pomimo wszystko i dopiero wtedy zdecydować.
Po przejrzeniu tego wszystkiego i krótkim postawiłem na zwykłą czarną kawę i tosty z bekonem, serem i czymś jeszcze. Kelnerka była bardzo miła, ale mogłaby być równie moja matką lub ciotką, ale mimo wszystkiego dobrze się trzymała jak na swój wiek i do tego jej interes szedł bardzo dobrze, bo po jej stronie lokalu było więcej ludzi niż po drugiej, mogło o tym również decydować to, że była pora lunchu. Spojrzałem na zegarek, który znajdował się nad ladą.
-Tak jest pora lunchu dokładnie jest po 12:15. - Powiedziałem sam do siebie.
Pomieszczenie to, dokładnie połowa była bardzo przytulna. Ponad połowa ściany jednej z 3 była pokryta biało-czerwonymi kafelkami, a reszta aż po sufit była pomalowana na miało. Wzdłuż tej ściany było ustawionych 3 kanapy wraz ze stołem oraz na rogu znajdował się narożnik. Kanapy miały kolor czarny,  prostokątny stolik zaś bardzo ciemny brązowy przypominający wręcz czarny, na każdym z nich znajdował się biały obrus, mały wazonik ze świeżymi kwiatami, teraz były to tulipany, 3 żółte, 2 czerowne. Na stole znajdował się również, kartka z daniami, serwetki, cukierniczka i jakaś zapachowa świeczka.
Po 15 minut czekania dotarło do mnie zamówienie.
Kobieta podająca mi je uśmiechnęła się do mnie szczerze i rzuciła tylko -Smacznego. - Jej włosy były związane, było widać już gdzie, nie gdzie  siwiznę, którą próbowała ukryć pod  farbowanymi, blond włosami. Miala na sobie miały fartuszek oraz zwykłą czarną prostą sukienkę z krótkim rękawkiem, z powodu panującej wysokiej tu temperatury, a do tego jakieś zwykłe balerinki.
Nie zdążyłem  podziękować, bo odeszła z powodu dużej ilości obowiązków.

***

Po mimo tego, że miałem nie dzwonić do chłopaków cholernie mi się nudziło. Siedziałem w jakimś parku, postanowiłem zadzwonić do Jamesa ignorując jego głupie pytania po co tu jestem. Wyjąłem telefon i wybrałem jego numer.
Po 5 sygnale usłyszałem jego dosyć zachrypnięty głos.
-Halo?
-Heeeeeeeej stary. -Przywitałem go dosyć entuzjastycznie.
-Uhuuu, kogo słyszą moje uszy! Niall, brachu gdzie się podziewasz?
-Wiesz tu i ówdzie.. Masz jakieś plany na dziś?
-Nie chyba nie tylko jedną sprawę do załatwienia.
-Wpadniesz do mnie?
-To ty się wyprowadziłeś? -Zapytał dosyć zdziwiony..
-Nie, nie skąd. -Zaśmiałem się głupio. -Jestem w Long Island.
-Co ty do cholery tam robisz? Znowu Dean kazał ci tam przyjechać?
-Nie, właśnie nie, nie dlatego tu jestem.
-Dobra porozmawiamy na miejscu, wyślij mi adres gdzie sie zatrzymałeś będę za kilka godzin.-Odpowiedział po czym się rozłączył.

***
Gdy tylko James przyjechał wytłumaczyłem mu całą sytuacje, postanowił mi pomóc mimo wszystko. Opisałem dokładnie mu jej wygląd i  rozdzieliliśmy się on postanowił szukać w Long Island, a ja zaś miałem sprawdzić obrzeża miasta. Sprawdziłem już kilka domów, ale nic. Ujrzałem jakiś dom w oddali na odludziu postanowiłem tam pojechać. Było już po 4 zaczynało robić się jasno, ale postanowiłem sprawdzić je jako ostatnie pomimo tego, że James pisał już godzinę temu żebym wracał.
Sprawdziłem najpierw, jakąś piwnicę, do której wszedłem przez okno, dokładnie w miejsce gdzie ono powinno być. Nic, znowu nic. Postanowiłem wejść na górę. Powoli skradając się na palach z małą latarką w ręce poruszałem się przez ciemny pokój. Sprawdziłem cały dół, została mi jeszcze góra. Powoli i nie pewnie wszedłem gdy byłem już na korytarzu, ujrzałem 5 zamkniętych pokoi musiałem otworzyć każde drzwi i sprawdzić czy nie ma w nim Holly, najbardziej bałem się tego, że drzwi będą skrzypać. Powoli uchyliłem jedne, były tam dwa łóżka na oby z nich spały jakieś dziewczyny powoli podszedłem, miałem nadzieję, nawet taką małą, że będzie któraś z nich to Holly, jednak, nie. W kolejnym nie było nikogo a łóżko było jakby ktoś wcześniej w nim spał. Zobaczyłem, że obok ogromnej szafy są drzwi paliło się w nich światło.  Podszedłem powoli żeby podsłuchać, jakie dźwięki stamtąd.
-Odbierz! Błagam martwię się o ciebie. -Usłyszałem zmartwiony głos, był to jakiś chłopak, znałem ten głos.. Tylko musiałem zastanowić się do kogo należy.
-Błaaaaaaaaaaagam, odbierz Hooooooooolly, nie wiem co się z tobą dzieje.. -Powiedział rozpaczając prawdopodobnie nad komórką.
Powoli otworzyłem drzwi i zobaczyłem Briana, który siedział na podłodze w łazince z komórką w ręce. Jego oczy były podpuchnięte, a twarz miał bladą. W pierwszej chwili nie obejrzał się nawet.
-Brian.... Co się stało? Czemu tu jesteś? Brian! -Powiedziałem bardzo przejęty ale zabrzmiałem raczej chamsko i szorstko. On jedynie patrzył na mnie wzrokiem pełnym bólu.
_____________________________________________________
Pojawił się tylko Pov nialls bo wyszedł dosyć długi za tydzień będzie rozdział 20, napisze go Kornelia.
Dziękuje, że kometujecie ;"") mam nadzieję, że tak będzie dalej i że podoba wam sie rozdzrał.
~Wasza @dream_band_1d

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 18

 *czytaj notkę pod rozdziałem.

*Holly's POV*

Z tego całego stresu związanego z przetrzymywaniem mnie po prostu usnęłam.
Jednak moje ukojenie nie trwało długo, ponieważ po jakimś czasie znowu się obudziłam.
Byłam głodna i totalnie przerażona. Dlaczego wszystko co złe akurat mnie spotyka.?
Miałam problemy z oddychaniem, przez co zaczęłam się krztusić. Jak można coś takiego zrobić.?
Uratować a następnie więzić.? Przecież nie jestem tutaj z mojej własnej woli.
Znaczy się.. Wsiadłam do tego samochodu, jednak skąd miałam wiedzieć, że to się tak skończy.?
Mogłam stamtąd spieprzyć, gdy miałam okazje, a nie teraz siedzieć związana chuj wie gdzie.
Przerażenie zastąpiła złość. Jak moża być taką świnią.? Tego nie wiem. Jeszcze zabrał mi telefon,
więc nie mam nawet jak zadzwonić po pomoc.. Zresztą do kogo niby miałabym zadzownić.?
Nikt mnie przecież nawet nie toleruje. Powinnam już dawno uciec z domu. Tylko dokąd i za co.?
Nie stać mnie na utrzymanie się. A dziwką przecież nie zostanę, bo za bardzo się boje, brzydzę
i chyba obrzygałabym pierwszego lepszego faceta, który by do mnie przyszedł. Szybko odsunęłam
od siebie tę myśl, żeby chociaż nie udusić się własnymi wymiotami. Zaczęłam się sobie przyglądać,
żeby jako tako ocenić szkody na moim ciele. Wszystko mnie bolało ale było coś co mnie strasznie
zdziwiło.. Miałam na sobie ciuchy. Oczywiście nie moje, bo moje to same szmaty. Podejrzewam, że
były jego... Ohyda.. Ale lepsze to niż leżeniu tutaj półnaga.. Na całym ciele miałam
pełno siniaków, dlatego każdy ruch sprawiał mi tak okropny ból. Na dodatek ręce miałam już całe
starte od tej okropnej liny. Zwinęłam się w kłębek i zaczęłam płakać. Po raz kolejny byłam bezsilna.
Bez żadnego wyboru, skazana na łaskę innych. Albo mnie zgwałci, albo zabije ale będzie torturował.
Łzy spływały po całej mojej twarzy, a ja po raz kolejny miałam problemy z oddychaniem.
Usłyszałam zamek w drzwiach, więc trzymał mnie pod kluczem.. Zamknęłam oczy a kiedy ponownie je otworzyłam
nie siedziałam już w ciemnościach. Światło raziło mnie w oczy. Podniosłam się do pozycji siedzącej
i próbowałam uspokoić oddech. Jednak zamiast tego zaczęłam się po raz kolejny krztusić.
Dzięki czemu pozbyłam się szmaty, bo Alex ją odwiązał. Każdy oddech sprawiał mi ból jednak
łapczywie chwytałam powietrze w płuca.
-Posłuchaj mnie. Nie zawiąże jej ponownie jeśli nie będziesz drzeć ryja, rozumiesz.?
Nie odpowiedziałam. Tak strasznie się go bałam, że najchętniej zamknęłabym oczy i pogrążyła
się w dalszym płaczu. Cała odwaga i zdenerwowanie mnie opuściły, gdy stanął przede mną.
Patrzyłam na niego przerażonych wzrokiem w duchu błagając by mnie wypuścił. Jak można
być takim potworem i przetrzymywać dziewczynę.. Szczególnie, że ja nic mu nawet nie zrobiłam.
Absolutnie nic.. Zobaczyłam jak jego ręka sięga do mojej twarzy, więc szybko zamknęłam oczy. Tylko na tyle w tym
momencie było mnie stać. Jednak nie uderzył mnie tylko przytrzymał ręką mój podbródek.
-Mówię do ciebie suko. Dotarła do ciebie ta informacja czy nie.?
Szybko pokiwałam głową, a jego ręka od razu odsunęła się od mojej twarzy. Bałam się, że chce mnie uderzyć,
jednak nic takiego się nie stało. Zobaczyłam na jego twarzy ohydny uśmiech satysfakcji. Cieszyło go
to, że mnie tutaj przetrzymuje. Popieprzony sadysta. I jeszcze mnie wyzywa... Nie jestem suką..
I nie wiem dlaczego każdy uważa inaczej, to na prawdę przykre dla mnie. Poczułam w oczach
łzy ale nie pozwoliłam im wypłynąć.
-Przyniosłem ci coś do jedzenia żebyś nie zdechła z głodu, dopóki będziesz mi potrzebna.
Serca zaczęło mi bić milion razy szybciej, a na twarzy wyskoczyło przerażenie. Miałam wrażenie,
że bawi go to, że się go boje. Moje serce słychać chyba było nawet u sąsiadów. Nigdy nie sądziłam, że
będę się kogoś aż tak bała i nigdy nie pomyślałabym, że znajdę się w takiej sytuacji. Może czymś sobie
zasłużyłam.? Tylko czym.? Na prawdę nie wiem. Zobaczyłam jak kładzie przede mną talerz z jedzeniem.
Na pewno nafaszerował go jakimś tabletkami.. Ale jestem tak strasznie głodna. Nie mogę przecież
obrażać się na jedzenie, bo i tak długo nie wytrzymam.
-Mógłbyś mi rozwiązać ręce.? -gdy tylko usłyszałam swój głos jeszcze bardziej się przestraszyłam.
Był tak strasznie zachrypnięty... Jakbym była chora. Jeszcze nigdy tak nie miałam. Nigdy
-I co jeszcze puścić cię wolno.? O nie kochanie. Posiedzisz tu. Pobeczysz.
Co tylko będziesz chciała. Nie mam zamiaru cię wypuścić. Skorzystam z tego, że jesteś
czysta. Wykorzystam Cię. W każdy możliwy sposób.

*Niall's POV*


Jedynie co On mógł zrobić, to dać mi kolejne cholerne zlecenie, wyzwać, lub namówić do jakiegoś kolejnego gówna. Był "moim szefem".
Jak to kurwa brzmi szef?
Kto słyszałam o czymś takim, po prostu, przez tego obleśnego, starego chuja zarabiam na  żyje i nie zostałem kolejnym bezdomnych, których czasem jest cała chmara. Aleeee żeby nie było ja mu niczego nie zawdzięczam, on za razem uratował jak i zrujnował mi życie. To przez niego wylądowałem tam gdzie byłem, dlatego też rodzina, którą miałem wyniosła się stąd przez niego, niektórzy którzy wiedzą o tym co się stało unikają mnie, boją się.
Zrobiono ze mnie potwora, nikt nie zna prawy, każdy się jej boi.
Magazyn, ten pieprzony magazyn od tego się wszystko zaczęło. Wspomnienia wzięły górę

-Witajcie, to wy chcieliście się ze mną spotkać? - Zapytał facet, który miał wstawione dwa pierwsze zęby na górze, były one złote. Jego sylwetka nie była duża, była normalna, przez jego gęste włosy przedzierały się cienie czarnych włosów. Spojrzał na nas, schylając się lekko aby być naszego wzrostu o kontynuował. - To pozwoli wam się dobrze bawić, być jeszcze lepszymi uczniami.. Dzięki temu będzie lepiej. -Podał nam zapakowane w pudełko kilka jointów, tabletki oraz buteleczkę z jakąś substancją. -A teraz zmykajcie, kiedy będzie potrzebować więcej zadzwońcie. - następnie zniknął w magazynie, który stał za nim.
Było to na wakacjach kilka lat temu. Byłem nam z Antony był tam ze mną, ale później nie wiem co się zanim stało. Starałem się płacić jak najszybciej, alby on nie przychodził do mojego domu. 

Magazyn kojarzyło mi się, z bronią, narkotykami, Antony'm, pierwszym moim nie właściwym wyborem. Wszystkim co złe, złe, złe, a za razem to co uratowało mi życie. Czy to możliwe, żeby to zło pokrywało się z dobrem. Sam nie byłem pewny..


*Ogólny POV*
Gdy Niall odjechał, postanowił zakończyć całą impreze. Wykonił z domu jakiś pietnastu ludzi, a zostało z nim tylko kilka rzyjaciół, aby posprzątać cały panujący tu bałagan, nie było go widać do póki wszyscy nie wyszli.
Po domu rozległ się telefon. Rodzice Briana byli już w domu impreza zakończyła się o niczym się nie dowiedzieli. Lecz to był dopiero początek, tego czego się dowiedzą. Brian wybiegł ze swojego pokoju, który był na górze i podniósł słuchawkę, która już nie dzwoniła, miał się odezwać lecz usłyszał znajome mu głosy, to był jego ojciec wraz z wujkiem.

 -Taaaaaa mała suka, uciekła z kimś. -Wysyczał przez telefon.

________________________________________________
Rozdział jest taki spokie. Dłuuuuuugoooooo go nie było z pewnych powodów. Zacznijmy od tego że nie piszę go juz z @luuv_ya_niall piszę go teraz z Kornelią, moja koleżanka, sama prowadzi bloga, którego link znajdziecie pod notką. :) Pozdrawiam, przepraszam za tak długą nie obecność i liczę na wasze kometarze.
~Patrycja
o to link do bloga Korneli :
 http://brutalandvicious.blogspot.com/
Wpadnij i skometujcie dziewczyna, naprawdę śwetnie pisze!
+jeżeli macie jakieś pytania zapraszam do podstrony kontakt